Odcinek 149: "Lalka" i inne "Lalki"
W sto czterdziestym dziewiątym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Lalka" (1968, reż. Wojciech Jerzy Has). Do czego potrzebna jest nam dziś "Lalka" Bolesława Prusa? Czym różnią się od siebie "Lalka" Pawła Maślony i "Lalka" Macieja Kawalskiego? Czego mogłyby nauczyć się od "Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa? Jakie jest podejście Hasa do adaptacji? Czy w jego wersji znajdziemy więcej Hasa czy Prusa? Jakim Wokulskim jest Mariusz Dmochowski a jaką Łęcką Beata Tyszkiewicz? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.
Zola. Zola, tak, tak i ci inni tacy, co to pisali o W przemianach, o świecie w drugiej połowie XIX wieku. Natomiast to jest nasz, to jest nasza opowieść o tym okresie gdzieś tam, który przedstawia ten świat. I zresztą to jest bardzo ciekawe, ponieważ Prus pisał ją. To był taki moment, w którym właśnie rodził się kapitalizm. I rodził się kapitalizm w Warszawie. Warszawa była takim miastem w drugiej połowie XIX wieku. Która po powstaniu styczniowym, podejrzewam, że wszyscy wiedzą z liceum albo mam nadzieję, że wiedzą. A może ktoś nie był w liceum? No dobrze, przepraszam. W takim razie to tłumaczę. To w każdym razie Warszawa po powstaniu styczniowym po prostu została bardzo mocno przyciśnięta butem
Ludzie czytali to, bo to był jakiś powiew polskości. Tam były różne sugestie, że na przykład Rzecki lubi Napoleona, albo że Wokulski był na Syberii i to wszyscy wiedzieli, dlaczego był na Syberii. Tam nie było wprost powiedziane, że my wiemy, że on był na Syberii, bo był w powstaniu. Że to były takie ukryte polityczne motywy, któremu Prusowi się udało to przemycić. Natomiast wydaje mi się, że w dzisiejszym czasie, wracając do twojego pytania, my też żyjemy w takim świecie może bez rosyjskiego jarzma, natomiast w absolutnie galopującym kapitalizmie. No i ten świat i na przykład to, jak Warszawa się rozwinęła w tych ostatnich latach, jakby jak popatrzymy się na
Mi to nie przeszkadzało, wręcz miałam poczucie, że ona ma taki jakiś charakterystyczny styl, że coś próbowali twórcy zrobić i mi się wydaje, że jakby ten cały świat, który oni budują jest bardzo koherentny. Natomiast niestety Mam takie... I to nie jest kwestia tego, że mi się nie podoba to, że nie trzymają się historii. Faktycznie jest coś takiego, co nie do końca mi się podoba. Myślę o recepcji lalki serialowej, bo taka nastąpiła polaryzacja wśród widowni. Polaryzacja wzdłuż linii Wierność. Czy można, czy nie można być liberalnym adaptatorem, tak to nazwijmy. I wydaje mi się, że to trochę nie o to chodzi.
Czy jakby dopasowany jest, tak jak mówiłam o tych technicznej stronie, to ten język, w którym oni się posługują. Natomiast dla mnie to było po prostu niedopisane. To znaczy ja nie chcę tu nikogo obrazić i stwórców, bo mam bardzo dużo szacunku do wszystkich absolutnie zaangażowanych w ten serial, naprawdę. Bo i Pawła Maślone bardzo lubię jako reżysera i tak samo scenarzystę, też Pawła Demirskiego. Moim zdaniem wręcz nie powinnaś robić takiego disclaimera, zastrzeżenia, że zanim kogoś skrytykujesz, mówisz, ja cię bardzo cenię, a teraz będę cię krytykować. Jak na co to polega? Wiesz, to jest trochę moje zadanie w tym podcaście, żeby wyrażać moją opinię na temat... Chodzi mi o to, że ja naprawdę cenię tych panów. To znaczy cenię ich jako twórców.
Natomiast to, że się dwoje ludzi kłóci, krzyczy na siebie i obraża i jest impertynenckim, to nie jest sposób Który tak jakbym powiedziała, o zróbmy coś punkowego i to oni są agresywni i tak dalej i tak dalej i mówią tak do siebie i mnie to po prostu odrzuciło. I bardzo mi było trudno jakby przejść jakby ten poziom. Plus mam wrażenie, że na przykład postacie nie do końca są dopisane. To znaczy, że bardzo, bardzo dużo spoczywa na barkach aktorów, którzy robią fantastyczną robotę. Bo na przykład Braciak, jako ojciec Łęcki, jest fenomenalny. To jest jakby, nie wiem, no po prostu patrzenie się na niego, jak on gra, co on jakby robi z tą postacią, w którą stronę on idzie, to jest po prostu, to była sama przyjemność.
Zwłaszcza to w jaki sposób Łęcka jest wprowadzona. Wchodzimy do domu Łęckich tak jakby od zaplecza. Mamy osobę, która jest nowa w tym otoczeniu. Trzeba jej to wyjaśnić. W siłą rzeczy jest to wyjaśnione nam. Łęcka jest budowana. Zanim zobaczymy twarz Łęckiej w ogóle, to widzimy najpierw jej pokój, widzimy jej suknię, widzimy jej fryzurę, widzimy jej lustro. I dopiero potem się pojawia Sandra Drzymalska. Natomiast Wokulski wysiada z pociągu. I wydaje mi się, że może to było zamierzone, ale Nie wiem. Wydaje mi się, że to nie działa. Moim zdaniem też nie działa. Moim zdaniem też absolutnie nie rozumiem postaci Łęckiej w tym serialu. W sensie, że ja nie wiem, gdzie ona... Nie wiem w ogóle dla kogo...
Po prostu do rany przyłóż i tak dalej. Natomiast jak tylko on się odwróci i wyjdzie z pokoju, to on właśnie o nim per kupiec. No tak, tak, ale on jest kupcem i tak dalej, i tak dalej. I jest coś w tym takiego znaczącego, bo widać, że to nie o to chodzi, że można wnieść worek pieniędzy do jakiegoś miejsca, ale szacunku tych akurat ludzi się nie kupi tym, bo po prostu się jest nie z tego świata. W związku z tym powiedziałabyś, że filmowa Lalka podoba ci się bardziej? Nie, podoba mi się inaczej. Albo nie podoba ci się inaczej. Albo nie podoba mi się inaczej. Ponieważ filmowa lalka, właśnie tu ujęły mnie inne elementy, niż mnie ujęły w tej... Tylko jest taka sytuacja, trzeba by wziąć trochę z tej, trochę z tamtej i zrobić Frankenlalkę taką.
To było bardzo wszystko wzruszające. No i nawet Borys Szczyc i Maja Ostaszewska, jakby taka para, taka dziwaczna para, też byli komiczni, prawda? Więc to było wszystko takie jakby, powodowało uśmiech na mojej buzi. Natomiast główna para niestety. Tak jak ja uwielbiam Marcina Dorosińskiego, naprawdę uwielbiam, to jest jeden z moich ulubionych aktorów polskich, mam wrażenie, że on nie do końca, że to nie jest dobry strzał obsadowy. Ja to wszystkim mówię, kto chce słuchać, że moim wymarzonym castingiem Nowokulskiego powinien być Michał Żurawski. Uważam, że on był świetny w tej roli, a Wokulski, Boże, Dorosiński wydawał mi się ciut za stary.
Natomiast o Hasie mam strasznie dużo do powiedzenia. Widzę, że ty też masz, bo tu się zaglądam. Też mam przyklejone z Tadeusza Lubelskiego. Mordę, strasznie dużo. Nie wiem, nie wiem jaki jest w ogóle twój stosunek do Hasa. Czy on jest jednym z twoich ulubionych reżyserów Szkoły Polskiej? Czy nie? Czy w ogóle? Z Hasem jest to, że on jest trochę innym reżyserem Szkoły Polskiej. On jest tak jakby bardzo osobny. Oni wszyscy byli trochę... Każdy jest trochę osobny. Każdy jest trochę osobny. No tak, ale na przykład, jeśli weźmiesz Wajdę i Munka, to oni trochę w różnym stylu, ale walczą tak jakby o to samo, nie? O to samo, no tak. A Has trochę tak jakby nie podejmuje rękawicy.
Coś jest jakieś zaburzenia czasowe, że są wspomnienia, potem jest w ogóle alternatywne jakieś wyobrażenia, marzenia senne itd. On ma to tylko tak jakby w scenografii i w, jak się to nazywa, inscenizacji, prawda? W lalce w sensie, tylko tam zostawia ten swój jakby taki klimat. Natomiast jest to po bożemu opowiedziana historia, prawda, jeżeli chodzi o czas, w tym sensie, że... Tak, chociaż mi się wydaje, że ta eliptyczność też jest takim dość nietypowym zabiegiem ekranizacyjnym, inscenizatorskim, nie? No nie, nie, nie, to zaraz przyjdziemy do... Że on pomija bardzo dużo rzeczy, ale w bardzo sprytny sposób za każdym razem. Tak, tak. Zaraz do tego przejdziemy. Bo jest tak, że to zarazem się dobrze sprawdza jako zabieg po prostu taki wycinający tłuszczyk, ale z drugiej strony to dodaje jakiś taki element dziwności.
To jest bardzo egzystencjalne, prawda? I w związku z tym ten jego romans też jest zupełnie, w sensie ta jego namiętność do Łęckiej jest też zupełnie inaczej ujęta. I też ta klasowość jest też zupełnie inaczej ujęta. Nie wiem, jak zwróciłeś uwagę, że to jest po prostu tak przechodzić, że to są pory roku, cztery pory roku. Tam zaczynamy od wiosny, że pada i jest brzydko, potem jest lato, potem jest jesień i na końcu zima. To w ogóle... Strasznie mi się to spodobało, jak to zauważyłam. To zupełnie nadaje tej powieści inny wymiar. Widzimy zupełnie coś innego w tej powieści, niż to, co się normalnie uważa o powieści.
Natomiast u Hasa, gdzie latający metal, w Paryża w ogóle nie ma. Nie ma. On wyjeżdża, ale potem wraca od razu. Latający metal jest w jednej scenie, ale to jest scena taka jakaś taka oniryczna, dziwaczna, tajemnicza, że on trochę inaczej pracuje, ale pracuje ciekawiej, wydaje mi się. I to jest film bardziej, wydaje mi się, też przystępny. W sensie dla kogoś z zagranicy, kto by usiadł i obejrzał ten film. Nieprzystępny, bo to jest dziwaczny, modernistyczny film z lat 60. Ale jest bardziej spójny w takim sensie. Jest zrozumiały jako zamknięta całość, bez przygotowania z przeczytania lalki. Tak, to jest raz, a dwa, że to jest absolutnie... Ja mam wrażenie, że ten film, ten rodzaj narracji już się troszeczkę zestarczał i że rzeczywiście
To jest w ogóle fantastyczne. No i chciałabym dwa słowa o Tyszkiewicz, czyli o Łęckiej. To już powiedziałeś trzy. Tak, już powiedziałam trzy. Nie, po prostu to jest Łęcka. Beaty Tyszkiewicz w roli siebie samej. W roli siebie samej. Być może, natomiast po prostu to jest tak, że to jest kobieta, która ma taką charyzmę i nie dość, że jest po prostu przepiękną kobietą, to jeszcze ma taką charyzmę, to znaczy absolutnie nie wątpisz, że można totalnie stracić głowę dla niej. Ona nic nie robi. Wystarczy, że ona wejdzie do pokoju i mówi tym swoim głosem takim monotonnym praktycznie i to w jaki sposób ona się zachowuje, porusza z jakąś taką gracją, z jakąś taką tajemnicą też.
W Tommy Graj, prawda? Jakiejś propagandy periolowskiej wtedy. Ale to już jest inna rzecz. Chodzi mi o to, że Beata Tyszkiewicz... To już jest kwestia makijażu, prawda? To jest kwestia też takiego ubrania. Ona zdaje się była świeżo po porodzie w tym filmie. Wydaje mi się, że jest też różnica między tymi Łęckimi, bo te nowe Łęckie, one są grane trochę na... Jest bardzo podkreślony ten element ich upłupienia przez system. Ale też upłupienie w ramach systemu. Natomiast ta Łęcka Tyszkiewicz, ona być może jest ofiarą systemu, bo ten system jakby stworzył jej wartości, stworzył też jej uprzedzenia i jakby uwięził ją w pewnej jednak klatce, nie? Ale z drugiej strony w ramach tego systemu ona jest absolutnie in control postacią, tak mi się wydaje.
W związku z tym tam się importowało całe mnóstwo rzeczy, przewoziło i potem te rzeczy były dystrybuowane dalej do reszty. Oczywiście Warszawa na przykład w porównaniu z St. Petersburgiem była zupełnie, to zupełnie inna liga. Natomiast tam było dużo pieniędzy i ci ludzie, którzy się Bogacili to byli ludzie głównie żydowskiego pochodzenia. W tym sensie, że taki Wokulski... Taki Wokulski jest w ogóle szlacheckiego pochodzenia. To jest drobna szlachta, prawda? On był w powstaniu, walczył w powstaniu, dlatego ma odmrożone brzydkie łapy. Jak pierwszy raz czytałam Lalkę, to pamiętam mi ten opis tak utkwił w głowie, że ja do dzisiaj zawsze sobie myślałam, że tak, ona go nie chciała, bo on miał brzydkie ręce.
Po prostu tak, też bym nie chciała kolesia z takimi brzydkimi łapami. Może bym go chciała, nie wiem, bo wiem, może bym była jak Wąsowska albo coś takiego, ale w każdym razie wracając, że prawdopodobnie taki Wokulski byłby żydowskiego pochodzenia w prawdziwym życiu i byłby prawdopodobnie już jakby nie starozakonny, tylko miałby, pewnie by przeszedł na jakiś tam katolicyzm czy ewangelicyzm czy coś takiego. Natomiast To jego żydowskie pochodzenie absolutnie nie umożliwiałoby mu ślubu z kobietą z tamtych sfer. W tym sensie, że absolutnie to byłoby niemożliwe. Że jeszcze ten Wokulski, dlatego on jest szlachcicem drobnym, że to jest jednak, mimo że to jest dużo niższy poziom, natomiast na tyle jest jeszcze dopuszczalny, bo tacy właśnie przedsiębiorcy,
Wydaje mi się, że to nie jest ta interpretacja. Natomiast bardziej to chodzi o to, że ktoś podąża za kimś, prawda? Bo też to, że Wokulski podąża za seksworkerką, on też jakby nie podąża za nią, bo chce od niej seksu, prawda? Tylko on chce jej pomóc, jakby ją zbawić i tak dalej. Ale też to jest takie szczęście, że wchodzą do chaty, to mnie tak zrozmawiło. Zresztą oglądam tak, wchodzisz do chaty jakiegoś... Okej, dobra, ja rozumiem, że tam idziesz za seksujerką, ale jak wchodzisz do chaty, tam jakiś koleś śpi, tam właśnie ta matka tej seksujerki, która tam się cieszy, czy śmieje, czy coś tam. I tak, ale może pićcie, nie wiem, do knajpy?
Kompletnie rozumiem, dlaczego można być zafascynowany nią, a z drugiej strony to on zresztą tam mówi, czy można tam chcieć kobietę... Jaki to był tekst? Czy można tak pragnąć kobiety, nie pożądając jej tym samym, czy jakoś coś takiego było? Co tak sobie myślę, dobra, wymawiaj sobie tak, chłopaku. Jasne, jasne, jasne, to jakby oczywiście, że można. Niestety tak natura nie działa. Natura nas tak wyposażyła, żebyśmy się rozmnażali właśnie. W ogóle ja muszę powiedzieć, że ja lubię tą lalkę Hasa i lubię te jego wcześniejsze filmy. Natomiast dla mnie te późniejsze filmy, Sanatorium pod Klepsydrą, chociaż mniej, ale Pamiętnik znaleziony w Saragosie, Rękopis, Pamiętnik.
I bardzo zdziwiło mnie, przy świadomości tego faktu, że ona nie ma takiej struktury cliffhangerowej, że te kolejne rozdziały się nie kończą jakimś zawieszeniem akcji. Ona tak sobie dość płynie i nawet tak w początkowych fazach czytania uznawałem to za wadę. No coś ten Prus się nie postarał tak jakby, nie? Że po prostu kończy się rozdział, zaczyna kolejny, że to nie ma takiej Bardzo ewidentnej struktury odcinkowej. To, co z rzeką się domagam od seriali, czego seriale Netflixa na przykład często nie robią, że jakby nie mają dramaturgii odcinkowej, tylko mają taką dramaturgię rozlaną, po prostu kręcimy film podzielony na 15 kawałków i to się rzadko sprawdza. I Lalka trochę też ma coś takiego, ale potem sobie pomyślałem, że ja chyba nakładam jakąś współczesną ramkę interpretacyjną na tę książkę. Pozwólmy Prusowi być Prusem. Nie, nie, ale to było coś takiego, że to plan NATO był taki, że to ma być książka.
To znaczy, można to streścić, o czym on jest, można streścić W trzech zdaniach, jaki jest temat tego filmu, co reżyser chce nam opowiedzieć, jaką historię. Natomiast właśnie jedna lalka i druga współczesna, mam takie wrażenie, że Ani jedna produkcja, ani druga jakby nie wie, co nam opowiada, jakby co jest esencją tej historii. Dlaczego jest wybrany ten fragment, a nie inny? Czy to jest właśnie klasowość? Klara Cykosz powiedziała coś bardzo ciekawego, że tam jeszcze, ponieważ Prus właśnie Nie mógł umieścić tej rusyfikacji w powieści, to czemu na przykład twórcy nie skupili się bardziej na tym i nie pokazali...
Pokazano wszystkie 20 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Julia i Jakub wprowadzają się w temat lalki i omawiają jej nową wersję na Netflixie.
Jakub analizuje kontekst historyczny i literacki lalki Hasa, podkreślając jej znaczenie w polskiej kulturze.
Jakub i Julia omawiają interpretację serialu Netflixa, podkreślając problemy z jego adaptacją i interpretacją postaci.
Rozprawia się o różnicy między filmową a oryginalną lalką, podkreślając brak pomysłu w nowej wersji i jej zbyt prostsze podejście. Analizowane są postacie i ich roli, zwłaszcza Łęcka i jej relacje z Wokulskim.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W sto czterdziestym dziewiątym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Lalka" (1968, reż. Wojciech Jerzy Has). Do czego potrzebna jest nam dziś "Lalka" Bolesława Prusa? Czym różnią się od siebie "Lalka" Pawła Maślony i "Lalka" Macieja Kawalskiego? Czego mogłyby nauczyć się od "Lalki" Wojciecha Jerzego Hasa? Jakie jest podejście Hasa do adaptacji? Czy w jego wersji znajdziemy więcej Hasa czy Prusa? Jakim Wokulskim jest Mariusz Dmochowski a jaką Łęcką Beata Tyszkiewicz? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.