Mentionsy Mentionsy
Lucy Phere
Lucy Phere

Po nitce do kłębka | Podcast kryminalny

20.03.2022 ·31 min 30 s

Tym razem przeniesiemy się do USA. Niewielki szczegół pomógł śledczym odnaleźć sprawcę. Choć śladów na miejscu zdarzenia było sporo, to jednak policjanci przez dłuższy czas kręcili w kółko. Zapraszam do wysłuchania 🎧⭐ Patronite https://patronite.pl/LucyPhere#podcastkryminalny #historiekryminalne #zagadkikryminalne

Dlatego jestem ciekawa, czy wolicie takie wstępy, jakie robiłam do tej pory, czy brak wprowadzenia i przejście od razu do historii właściwej. Będę wdzięczna za Wasze komentarze, bo dla mnie ważne jest to, aby kanał cały czas się rozwijał. Nie ukrywam, że zawsze starałam się, aby te wprowadzenia były przemyślane i się do nich mocno przykładałam, więc chciałabym po prostu uzyskać opinie większej ilości słuchaczy i dopiero wtedy podjąć w tym aspekcie jakąś decyzję. To tyle jeśli chodzi o kwestie organizacyjne, a w dzisiejszej historii przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, a dokładnie do stanu Massachusetts. Zapraszam do wysłuchania szczegółów historii Amandy Plath.

Amanda urodziła się 11 grudnia 1990 roku. Dorastała w Chicopee, niewielkim mieście na zachodzie stanu Massachusetts. Amanda była środkowym dzieckiem, miała starszą siostrę Amy Lee i młodszego brata Nicolasa. Bliscy opisywali ją jako energiczną, towarzyską, bardzo pozytywnie nastawioną do życia i ludzi młodą kobietę. Amanda miała szerokie grono znajomych, a jej osobowość i charyzma przyciągała innych. Była typem osoby, którą znasz kilka minut, a czujesz się w jej towarzystwie jakbyście byli przyjaciółmi całe życie. Dziewczyna zapadała w pamięć.

Niektórzy klienci wręcz prosili, aby być obsługiwanym właśnie przez nią. Jej trzyletni siostrzeniec także ją uwielbiał. Była ciocią na medal, zawsze gotową do pomocy. Można powiedzieć, że Amanda była po prostu ciepłą, bardzo życzliwą osobą, która świetnie odnajdywała się w towarzystwie. W 2011 roku, kiedy doszło do wydarzeń będących przedmiotem dzisiejszej opowieści, Amanda wynajmowała niewielkie mieszkanie na trzecim piętrze w centrum miasta, w Chicopee. Wnętrze jej domu było tak kolorowe jak ona sama. Wszędzie stały kwiaty, obrazy, pędzle i sztalugi. Dziewczyna pracowała wówczas w restauracji Friendly's, sieci fast food popularnej na wschodnim wybrzeżu USA.

Niemniej, gdy skończył pracę, podjechał właśnie do restauracji, gdzie pracowała Amanda. Ku jego zaskoczeniu, nie zastał tam dziewczyny. Współpracownicy Amandy natomiast, widząc Seta, pytali go, gdzie dziewczyna się podziewa, bo jest już spóźniona prawie dwie godziny. W drodze do jej mieszkania, Set był więc już trochę zaniepokojony i próbował skontaktować się z partnerką, lecz Amanda nie odbierała telefonu. Gdy mężczyzna dotarł na miejsce i wszedł do środka, oniemiał. Na podłodze w kuchni, w kałuży krwi, leżała właśnie Amanda. Seth w kompletnym szoku zaczął krzyczeć jej imię. Potem uklęknął, aby sprawdzić czy dziewczyna oddycha.

Tylne drzwi domu prowadzące do mieszkania Amandy były otwarte. Dostrzeżono również, że szyba w korytarzu jest rozbita, aczkolwiek szybko okazało się, że okno zostało wybite od wewnątrz. Napastnik nie dostał się do mieszkania przez okno. Wszystko wskazywało na to, że szyba została raczej stłuczona w gniewie lub z frustracji. Nie wyglądało też, aby doszło do kradzieży. Poza kuchnią, gdzie nastąpił atak, pozostałe pomieszczenia wydawały się nietknięte. Amanda prawdopodobnie szykowała się do pracy, gdy została zaskoczona przez agresora. Na podłodze, na szafkach i blatach w kuchni wszędzie była krew.

Policjanci mieli na względzie także to, że okoliczności tej sprawy wskazywały, że była to zbrodnia według wszelkiego prawdopodobieństwa popełniona w afekcie. Że do morderstwa najprawdopodobniej doszło w stanie ogromnego wzburzenia, w napadzie szału i wściekłości. Wszystko też sugerowało, że Amanda mogła znać swojego napastnika. Seth dodatkowo wspomniał funkcjonariuszom, co także jedynie wzmogło ich podejrzenia, że z domu Amandy zniknął jego nóż. Alibi mężczyzny również było dość dziurawe, gdyż Seth tego dnia musiał kilka razy wyjść z pracy, aby kupić potrzebne materiały, więc jego współpracownicy nie mogli potwierdzić, że mężczyzna cały dzień był z nimi.

Seth pracował na budowie, zajmował się montażem pokryć dachowych. Z zawodu natomiast był stolarzem. W międzyczasie technicy ustalili, że krwawe ślady na podłodze pozostawiły buty marki Nike Air Max, które odpowiadały albo damskiemu rozmiarowi 41, albo męskiemu rozmiarowi 40. Śledczy poprosili Seta, aby pokazał im swoje buty. Mężczyzna jednak miał wtedy na nogach obuwie robocze w rozmiarze 44,5. Set nosił więc o wiele większy rozmiar buta niż sprawca. Mężczyznę poddano też testowi na wykrywaczu kłamstw, który przeszedł pomyślnie. Ostatecznie wykluczono go z grona podejrzanych, gdy pobrany od niego odcisk dłoni oraz próbka DNA nie pasowały do materiału, który technicy zabezpieczyli na miejscu zdarzenia.

Niestety, mimo tego, że śledczy mieli DNA sprawcy, to kryminalna baza danych nie dała im spodziewanych odpowiedzi. Mężczyzna, którego szukali, bowiem w niej nie widniał. Postanowili więc przesłuchać osobę, która znalazła się w gronie podejrzanych przy okazji rozmowy z Sethem, a mianowicie byłego chłopaka Amandy, Jessie'ego. Bliscy kobiety potwierdzili, że rozstanie Amandy z Jessie'im było dość burzliwe, a późniejsze zachowanie chłopaka denerwowało kobietę. Jesse pracował w tej samej restauracji co Amanda. Wcześniej zależało mu także na tym, aby stworzyć z nią poważny i stabilny związek. Lecz Amanda w pewnym momencie stwierdziła, że ich drogi się rozeszły i postanowiła zakończyć tę relację.

Nie przywiązała do tego wydarzenia większej wagi. I choć wszystko co mówiła kobieta było dość nietypowe, to nagrania z monitoringu sklepu oraz ślady zebrane w sprawie potwierdziły, że sprawcą nie była jednak Mercedes. Lista podejrzanych i potencjalnych tropów skurczyła się niemal do zera. Mimo że śledczym udało się zebrać na miejscu zdarzenia sporo śladów, w dodatku posiadali DNA napastnika, to sprawa utkwiła w martwym punkcie. Mijały dni i miesiące, a upragniony w sprawie przełom nie nastąpił. Matka Amandy się nie poddawała. Drukowała i rozdawała ulotki, organizowała różnego rodzaju wydarzenia jak wypuszczanie balonów czy biegi ku pamięci Amandy, a nawet wykupiła billboard, aby przykuć uwagę jak największej ilości osób.

Praktycznie codziennie dzwoniła lub pisała także do śledczych prowadzących tę sprawę, aby się im przypomnieć. Po ponad dwóch latach od śmierci Amandy, policjanci po raz kolejny postanowili przejrzeć wszystkie zebrane w sprawie dowody, licząc na to, że tym razem dostrzegą coś, co wcześniej im umknęło. I tak też się stało. Natrafili na jeden mały szczegół, któremu postanowili przyjrzeć się bliżej. Na tablicy w sypialni Amandy na boku było napisane, Dennis był tutaj 8.11.11. Ta data wskazywała, że było to 15 dni przed atakiem na Amandę. Po przejrzeniu danych przyjaciół Amandy, rozmowach z bliskimi kobiety, a nawet analizie znajomych na jej profilu na Facebooku, funkcjonariusze byli w kropce.

Poprosił o numer telefonu do jednego z funkcjonariuszy i obiecał, że zadzwoni niebawem, aby umówić się na rozmowę. W momencie, gdy rzucił niedopałek na chodnik i odszedł, policjanci postanowili zabrać papierosa do analizy, aby sprawdzić czy DNA mężczyzny nie będzie odpowiadało przypadkiem DNA sprawcy. Aczkolwiek już następnego dnia Dennis zadzwonił i stwierdził, że natychmiast musi porozmawiać ze śledczymi. Mężczyzna przyznał, że znał Amandę, bo widywał ją w okolicy, gdy mieszkał w Chicopee i od czasu do czasu kupowała od niego marihuanę. Twierdził, że ich znajomość była jednak pobieżna i bardzo krótka, a on nigdy nie był w mieszkaniu Amandy.

Dla funkcjonariuszy było jasne, że Dennis od samego początku kłamie i jest w stanie powiedzieć wszystko, aby nie zostać złapany. Mężczyzna zeznał nawet w pewnej chwili, że był świadkiem morderstwa Amandy i tak naprawdę chciał ją uratować. Ale mu się nie udało. Potem utrzymywał, że wiek to jest odpowiedzialny za śmierć kobiety, ale nie może ujawnić tożsamości tej osoby, bo boi się o bezpieczeństwo swoje oraz swojej rodziny. Gdy nareszcie ustalono, że DNA oraz odcisk dłoni Denisa odpowiada tym znalezionym na miejscu zbrodni, 22-latek został aresztowany pod zarzutem morderstwa pierwszego stopnia. Proces rozpoczął się 22 czerwca 2016 roku i trwał miesiąc.

Przy okazji tej sprawy trzeba wspomnieć jeszcze o jednym aspekcie. który w filmach dokumentalnych jest zupełnie pomijany, a w doniesieniach prasowych omawiany bardzo szeroko, czasami zupełnie marginalizując to, że ta historia to przede wszystkim ludzka tragedia i młoda kobieta straciła życie. Jeden z policjantów, który był odpowiedzialny za nadzorowanie prawidłowego zabezpieczenia śladów na miejscu zbrodni, zrobił swoim prywatnym telefonem zdjęcie ciała Amandy. Następnie pokazał je innemu funkcjonariuszowi, rzekomo tłumacząc, jak ważne jest, aby przypadkowo nie zanieczyścić miejsca zdarzenia.

Jeden z policjantów został wówczas w rezultacie zwolniony ze służby, bo podważano jego rzetelność i wiarygodność. Mężczyzna jednak odwołał się od tej decyzji i finalnie został przywrócony do pracy na stanowisku niższym rangą. Pozostali funkcjonariusze albo odeszli ze służby, albo nie pracują już w wydziale zabójstw. Rodzice Amandy starają się doprowadzić do tego, aby zakaz robienia nieoficjalnych zdjęć na miejscu zbrodni czy wypadku oraz ich późniejszego rozpowszechniania przez pracowników służb pierwszego reagowania stał się obowiązującym prawem. Byłoby to zagrożone karą grzywny do 2000 dolarów albo nawet karą pozbawienia wolności do roku.

Pokazano wszystkie 14 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.