Mentionsy Mentionsy
LIFE Podcast
LIFE Podcast

Kto Ty jesteś? v.2.0 (13.09.2026)

16.09.2026 ·45 min 39 s · 2 rozdziały

Kolejne kazanie z serii Kto Ty jesteś?

2:00 · Historie uzdrowienia 17

I wiecie, świadectwo albo dzielenie się historią, i to jest taka dygresja, ale mówię o tym dlatego, że kiedy mówimy o Jezusie, kiedy w ogóle się zastanawiamy nad tym, kiedy przeżywamy też przede wszystkim to, co Jezus robi w naszym życiu, to, co Bóg jest w stanie zmienić w ponadnaturalny sposób w naszym życiu, nie opiera się tylko na przeszłości. Wierzę w to, że jako osoby wierzące albo jako osoby poszukujące, które tego Boga wierzę, że będziemy poznawać, żyjemy z Nim na co dzień nie tylko po to, żeby głosić, używając takiego czasownika, tych zaprzeszłych rzeczy, które Bóg zrobił w naszym życiu, ale dopóki oddychamy, dopóki żyjemy, dopóki budujemy naszą relację z Bogiem, dopóty wierzę, że będziemy mogli na bieżąco, w teraźniejszości mówić o tym,

Co dzieje się w naszym życiu dzięki Bogu? Jest taka historia w Biblii, która ma troszkę takiej tożsamości w przeszłości, ale jest to historia osoby, gdzie w pewnym momencie jest taki punkt, w którym Bóg coś konkretnie robi. I jest to historia człowieka, który mówi o tym i jest w stanie opowiedzieć coś, co Jezus zrobił. I chciałabym, żebyśmy sobie tą historię przeczytali. To jest historia w Ewangelii Jana w dziewiątym rozdziale. Troszeczkę poczytam, potem skrócę jeszcze to, co przeczytamy, ale myślę, że to jest ważna, piękna historia.

Idąc drogą, Jezus zobaczył człowieka niewidomego od urodzenia. Nauczycielu zapytali uczniowie, kto dopuścił się grzechu, że urodził się niewidomy, on sam czy jego rodzice? I tu już się zatrzymam, Ponieważ zobaczcie, wszystko w zależności od tego, w jakim dzisiaj jesteś miejscu w swoim życiu, na jakim krześle siedzisz, jeśli jesteś osobą wierzącą, to słowo grzech może nie będzie cię tak kło, ale jeśli jesteś w miejscu jakichś poszukiwań, a często kiedy ja na przykład mam rozmowy z osobami, które są Kto Ty jesteś? v.2.0 13.09.2026.

Idąc drogą, Jezus zobaczył człowieka niewidomego od urodzenia. Nauczycielu zapytali uczniowie, kto dopuścił się grzechu, że urodził się niewidomy, on sam czy jego rodzice? To nie jest kara za grzech Jego lub Jego rodziców, odpowiedział Jezus. Stało się tak, aby mogło się na Nim objawić działanie Boga. I tutaj znowu chcę się zatrzymać i do osób, które może z tej perspektywy widzą Boga, chcę Ci dzisiaj powiedzieć, jeśli z jakiegoś powodu tutaj jesteś, to wierzę, żebyś to dzisiaj usłyszał, usłyszała. Z Bogiem nie gramy w szachę. To nie jest tak, że jest jakaś kara, że jak zrobiłeś trzy kroki w prawo, to będzie malutka kara, a jak zrobiłeś kilka kroków w drugą stronę, to będzie większa kara.

Oczywiście są konsekwencje, ale czasami, kiedy przeżywasz coś w życiu, myślisz sobie, czemu ja na to zasłużyłem? Czemu ja na to zasłużyłam? Tu chodzi o coś głębszego i właśnie o tym jest ta historia. Musimy wykonać dzieło tego, który mnie posłał. Póki jeszcze jest dzień, nadchodzi bowiem noc i wtedy nikt nie będzie mógł działać, dopóki jednak jestem na świecie, rozjaśniam go swoim światłem. Przepiękne słowa. Następnie, i teraz tutaj wiecie, romantycznie rozjaśniam tą ziemię, chodzę, mówi Jezus, a potem... Następnie plunął na ziemię romantyk. Zrobił błoto i wysmarował nimi oczy niewidomego. Idź i umyj się w sadzawce.

Silom, to znaczy posłane, rzekł Jezus. Niewidomy poszedł, zmył błoto i wrócił uzdrowiony. Sąsiedzi oraz ci, którzy znali go jako żebraka, bo za dużo to na pewno nie mógł pracować, 800 plus ani innych benefitów nie otrzymywał, więc tak naprawdę wyobraźmy sobie taką sytuację, że jako dorosły człowiek po prostu był żebrakiem. Zastanawiali się, czy to nie ten, który tu siedział i żebrał? Tak, to on, mówili jedni. Nie, jest tylko do niego podobny, zaprzeczali inni. Tak to ja, odpowiadał jednak uzdrowiony. Jak to się stało, że widzisz? pytali go.

Niejaki Jezus wysmarował mi oczy błotem i powiedział idź do sadzawki i umyj się. Poszedłem, obmyłem oczy i zacząłem widzieć. Gdzie on teraz jest? dopytywali. Nie wiem, odpowiedział. Zaprowadzili więc uzdrowionego do faryzeusza. I tu się zaczyna. A dzień, w którym Jezus zrobił błoto i przywrócił niewidomemu wzrok, był akurat dniem szabatu. Farzeusze dopytywali, w jaki sposób odzyskał wzrok. Uzdrowiony powtórzył więc, wysmarował mi oczy błotem, umyłem się i widzę. Ten człowiek nie pochodzi od Boga, bo nie przestrzega świętego dnia szabatu, stwierdzili niektórzy faryzeusze.

Ci bowiem już wcześniej postanowili, że każdy, kto uzna, że Jezus jest Mesjaszem, zostanie usunięty z synagogi, czyli wykluczony z Kościoła. Właśnie dlatego rodzice powiedzieli, jest dorosły, niech mówi sam za siebie, cwani. Po raz drugi wezwali więc uzdrowionego i nakazali mu, przysięgnij na samego Boga i powiedz prawdę. My wiemy, że ten, który cię uzdrowił jest grzesznikiem. Wow. Fajna historia, co? Werset 25. Jest kwintesencją tego, o czym powiedział ten uzdrowiony człowiek. Jedno wiem, byłem ślepy, a teraz widzę. Koniec. Kotara opadła. Oni go pytali, czytaliśmy to, poznaliście ze mną tą historię.

I wiecie, zaczęłam sobie wypisywać Kilka zdań, które zadziały się w moim życiu. Ja jedno wiem, że miałam podejrzenie raka, a później już go nie miałam. Że miałam guza i zostałam uzdrowiona. Jedno wiem, tak jak on powiedział, że miałam depresję, a później zostałam uzdrowiona przez Boga. I tej depresji w tym momencie nie mam. Jedno wiem, że kiedy nawracałam się do Jezusa wiele lat temu, cierpiałam na nerwice, a teraz jej nie mam. Jedno wiem, że kiedy szukałam Boga i zastanawiałam się nad Jego istnieniem, byłam osobą, która miała naprawdę olbrzymie trudności z akceptacją siebie, z poczuciem własnej wartości.

Ale wiecie co? Z jednej strony się do nich przyzwyczajamy, a z drugiej strony totalnie o nich zapominamy. Bo czasami one zadziały się w przeszłości. Pomyślmy sobie o tym mężczyźnie. My go poznajemy w miejscu, kiedy Jezus go uzdrawia, ale ten moment uzdrowienia za chwilkę będzie miejscem jego przeszłości. I to, co będzie robił teraz, to błogosławione życie, które otrzymał. To nowe życie, pełne koloru, pełne wszystkiego, czego do tej pory nie mógł doświadczać, jest owocem, błogosławieństwem tego, co Jezus mu dał. Amen. To jest niesamowite, bo On mówi, byłem ślepy, a teraz widzę.

Kim Ty byłeś? Kim Ty byłaś? Co się w Twoim życiu działo? Może zanim poznałaś, zanim poznałeś Jezusa, może zanim powiedziałeś tą pierwszą modlitwę, albo może już długo później, kiedy trwale chodziłeś, chodziłaś w jakimś miejscu. Może chciałaś być mamą, ale nie mogłaś, a teraz jesteś. Może byłeś samotny, samotna, a teraz nie jesteś. Może byłaś uzdrowiony z czegoś. Wiecie, ta historia pokazuje pewną rzecz. że fiksacja na przeszłość zostaje w przeszłości i tą przeszłością żyję. Tak jak powiedziałam wam, znałam pewną osobę dla mnie bardzo ważną, która w tej fiksacji funkcjonowała przez wiele lat.

I te lata mijały i mówimy tutaj o dwudziestu kilku latach, kiedy każdego dnia ta osoba po prostu żyła przeszłością i było to na tyle smutne, Że taki rodzaj życia nie wydaje zdrowych owoców. Natomiast ten człowiek po prostu był prawdziwy, mówił o tym, co się wydarzyło, ale mówił, byłem ślepy, teraz widzę. Było, zadziało się, teraz jestem w innym miejscu. Było, zadziało się, ale teraz jestem w innym miejscu. Gdzie Ty byłaś? Gdzie Ty byłaś? Co się zadziało dzięki Bogu, dzięki Jezusowi, dzięki Duchowi Świętemu, że teraz widzisz i jesteś w zupełnie innym miejscu?

To jest nasza odpowiedzialność, to jest nasze działanie, to jest to, do czego my, jako osoby wierzące, jesteśmy też powołani. Wiecie, Bóg ma obsesję, używam tego słowa, bo to jest fajne słowo, znaczy zależy w jakim kontekście, ale w tym kontekście, to jest piękne słowo, ma obsesję jednego człowieka. Jest krótka historia, która dzieje się w Ewangelii Łukasza i chciałabym, żebyśmy ją też sobie przeczytali. To znowu jest historia, którą znacie, bo do Jezusa przychodzili wszyscy nieuczciwi poborcy podatkowi oraz inni ludzie znani z grzesznego życia i uważnie słuchali Go.

Oburzeni faryzeusze i nauczyciele religijni mówili, dlaczego On się zadaje z takimi ludźmi? Jezus odpowiedział im przypowieścią. Kto z was, mając sto owiec, nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu i nie szuka jednej, zaginionej na pustkowiu tak długo, aż ją znajdzie? A znalazłszy, kładzie ją na swoje ramiona i z radością wraca do domu. Często taki obrazek, który dzieci dostają z okazji Komunii Świętej. Wiecie, taki Jezus z takim fajnym barankiem. Zaprasza wtedy przyjaciół oraz sąsiadów i mówi, cieszcie się razem ze mną, znalazłam zgubioną owcę. Zapewniam was, że w niebie jest większa radość z jednego zagubionego grzesznika, który się opamięta i wróci do Boga niż 99 prawych, którzy nie zbłądzili.

Nie wiem, dziewczynka w czerwonej bluzeczce, w czarnych butach, szukam jej, bo chcielibyście ją znaleźć. I wiecie dlaczego tak jest? Wiecie dlaczego Jezus opowiedział tą historię? Dlatego, że miłość nie liczy się w procentach, Miłość Boga nie liczy się w procentach, ale ona się liczy w imionach. Miłość Boga liczy się w imionach. Dlatego te nasze historie są takie ważne. Dlatego to jest dowód na to, że Bóg w stosunku do każdego z nas czuje się i jest kochającym Ojcem. Dlatego Ewangelia mówi o tym, dlatego Biblia mówi o tym, że my mamy głosić Ewangelię, że mamy dzielić się tym, co nam się przydarzyło, co Jezus uzdrowił, co było, a co jest, dlatego żeby kolejne imię mogło zostać odnalezione.

Zanim zaczniemy chodzić w tym poczuciu tej odpowiedzialności, ja właśnie nie o tym mówię, ja chcę, żebyśmy tym oddychali, ja chcę, żebyśmy po prostu żyli tymi swoimi historiami, żebyśmy się wzajemnie tym karmili, żebyśmy mówili innym, ale wiecie, były takie momenty i pewnie w waszym życiu też, ale w moim na pewno, były momenty, kiedy ktoś mnie niósł. Tak jak Jezus niósł tego baranka, tą owcę jedną znalezioną, to były takie momenty, kiedy osoby, które ja poznawałam w swoim życiu, które były wierzące, a ja absolutnie nie, które może z przymrużeniem oka patrzyły na to, co robię, jak żyję, jakie podejmuję decyzje, jak szanuję albo nie szanuję siebie, jak nie szanuję swojego ciała, swojego umysłu, swojego życia.

Duchową operację Twojego serca. Jeśli jesteś taką osobą, jeśli jesteś na tym miejscu, jeśli potrzebujesz Bożego dotknięcia, jeśli potrzebujesz Bożego uzdrowienia, to modlę się dzisiaj też o Ciebie. Modlę się o naturalne, niesamowite świadectwo tego, co Bóg zrobi. Modlę się o to dotknięcie Twojego serca tu i teraz, żebyś za chwilę, jutro, dzisiaj, za tydzień mógł powiedzieć, mogła powiedzieć, byłem w takim miejscu, ale jestem winnym dzięki Jezusowi. I mam do Was prośbę, bo my się tutaj nie bawimy w Kościół. To nie jest mój występ. Jest ktoś większy, jest Bóg, który ma wszystkich nas w swoim ręku, ale wierzy w to, że ta modlitwa i to, co dzisiaj robimy, będzie tylko początkiem niesamowitych świadectw.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.