Co trzeba zrobić po śmierci? (06.07.2025)
Posłuchaj inspiracji naszego gościa, pastora Damiana Szafranka, w której poznasz odpowiedź na tytułowe pytanie. Czy jest coś, co musisz zrobić przed swoją śmiercią? Odpowiedź znajdziesz w rozważaniu 16 rozdziału Ewangelii Łukasza, zapraszamy! Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast
A może powtórzę. Nie, ale Jezus w Ewangelii Mateusza wyjaśnia w ogóle, dlaczego mówi w przypowieściach. Dlaczego w ogóle to robi. Jest taki werset, to nie będzie wyświetlone, ale posłuchajcie. Trzynasty rozdział Ewangelii Mateusza i tu jest napisane wręcz powód głoszenia w przypowieściach. I tam jest takie zdanie. Mówię do nich w przypowieściach, bo patrzą, lecz nie widzą, słuchają, lecz nie słyszą i nie rozumieją. Jezus mówi o tym, że przychodzi na ten świat, ma pewną misję do wykonania i część tego, co robi, jest związana z nauczaniem Inna część z cudami, inna część z relacjami. Jego dzieło kończy się śmiercią i zmartwychwstaniem. Ale faktycznie jest ten kluczowy element, który każdy z nas mniej więcej kojarzy, że Jezus naucza i używa do tego przypowieści.
Dlaczego On to robi, dlaczego tak jest i dlaczego ważne, aby te przypowieści poznać? Również tą, którą dzisiaj weźmiemy na warsztat. Dlatego, że Jezus próbuje wytłumaczyć, jak działa królestwo, w którym On panuje, a do którego my jesteśmy zaproszeni. Mam znajomego, nazywa się Benjamin i ma w sercu misję. I od pewnego czasu zaczęli zmieniać całkowicie swoje życie, a mają czwórkę dzieciaków. Więc przekonstruowali swoje życie tak, że zostawili pracę, poszli do szkoły biblijnej. Obecnie są też w zespole w naszym kościele, zajmują się misją. Ale jedna z rzeczy, którą szczególnie Pan Bóg włożył mu w serce, to są ludzie z plemienia Digo. Kim jest plemię Digo? Co to za ludzie? Są to ludzie, którzy mieszkają w Kenii, w okolicy Kenii.
I dlaczego szczególnie to plemię i tych ludzi ma na sercu? Ponieważ oni są jeszcze tacy ludzie na świecie, plemię Digo jest jednym z takich, do których jeszcze nie dotarła Ewangelia. A więc patrząc na mapę świata i historię Kościoła, która trwa ponad 2000 lat, jest masa ludzi, w Europie jesteśmy tego przykładem, nasz kraj jest tego przykładem, gdzie informacja o Jezusie, imię Jezus, jak najbardziej jest znane. Żyjemy wręcz w postchrześcijańskim świecie, więc już to, co zostało napsute związanego z chrześcijaństwem, teraz trzeba odkręcać i tłumaczyć, kim my jesteśmy, dlaczego nie jesteśmy sektą, tylko hej, faktycznie wierzymy w Boga, kochamy Go, mamy inne formy. ale w naszym kontekście ludzie mniej więcej o chrześcijaństwie Jezusie coś słyszeli. Ale są takie miejsca, gdzie jeszcze nie słyszeli.
I wyobraźcie sobie, że kiedy Jezus przychodzi na ten świat, to przychodzi nie tylko opowiedzieć Ewangelię, ale opowiedzieć o zupełnie innym stylu życia, innej rzeczywistości, w której nikt obecnie się nie znajduje, ponieważ świat jest oddzielony od Boga, od źródła. Więc Jezus jest jedynym, który wie coś, czego inni nie wiedzą i jeszcze minie trochę czasu, zanim to skumają. Więc może powiedzenie Ewangelii plemieniu Digo jest czymś, co jest dla nas dość zrozumiałe, ale gdybyśmy mieli pojechać z Warszawy do Kenii i tłumaczyć, jak działa metro, to jest mniej więcej to, co Jezus ma, kiedy próbuje wytłumaczyć Boże Królestwo do nas, grzesznych ludzi. Po prostu mówię Ci o czymś, czego nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, bo tego nie doświadczyłeś, nie byłeś tam i tak naprawdę dopóki tego nie doświadczysz, to tak w pełni nie zrozumiesz w ogóle, o czym jest ta rozmowa, bo Boże Królestwo jest bardziej czymś, czego mamy doświadczyć i żyć, niż informacje, które mamy mieć.
Ponieważ sama informacja jest zbyt abstrakcyjna i nic nie zmienia, więc Jezus używa przypowieści, aby przygotowywać ludzi, przygotowywać też nas, aby tłumaczyć, jakie są zasady Bożego Królestwa. Dlaczego małe ziarnko gorczycy jest tak ważne dla naszej wiary? Dlaczego przypowieść o siewcy mówi o tym, że pewne rzeczy, kiedy są zasiane, to potem wydadzą plon? Dlaczego... winorość, dlaczego cała masa innych rzeczy, ale dzisiaj postanowiłem wpisać w czat GPT, jakie są wszystkie przypowieści, żeby się zmierzyć z tym i naprawdę szczerze się zastanowić, o której, o których powinniśmy dzisiaj wziąć. Jest ich cała lista, jest ich całe mnóstwo. Jest jedna wśród nich, która znana jest jako przypowieść o bogatym i biednym.
Kojarzycie? Jest jedna z mniej popularnych przypowieści i o niej dzisiaj chcę mówić, ale tak naprawdę mówić o tej przypowieści bez kontekstu byłoby hańbą dla tak dobrego Kościoła, więc czytając przypowieść, czytając cokolwiek w słowie musimy zerknąć w jakim kontekście jest użyte. Więc faktycznie potwierdzam, że biorę was jako zakładników, bo cały XVI rozdział Ewangelii Łukasza jest miejscem, z którym musimy się zmierzyć, żeby zrozumieć tą konkretną przypowieść. Ponieważ XVI rozdział Łukasza składa się tak naprawdę z dwóch opowieści Jezusa i tym, co pomiędzy. I żeby zrozumieć drugą, która jest właśnie o bogatym i biednym, trzeba zrozumieć cały kontekst. Dzisiaj chcemy odpowiedzieć na pytanie, co trzeba zrobić przed śmiercią.
Co trzeba zrobić przed śmiercią? Zadaj sobie takie pytanie. Mam dzisiaj do Was kilka pytań. Pierwsze z nich w tytule jest właśnie takie. Co trzeba zrobić przed śmiercią? Albo co Ty byś chciał zrobić przed śmiercią? Wiem, że jesteśmy w Kościele. Większość z nas rozumie, że już mamy swoje imię zapisane w niebie i cieszymy się z tego. Amen. To jest mega dobre. Ale co chciałbyś zrobić przed śmiercią? Co jest ważne przed śmiercią, aby zostało zrobione? Ponieważ tak naprawdę z tym pytaniem chce nas Jezus skonfrontować w 16 rozdziale. I trzy pytania, które chciałbym jeszcze na początku wyświetlić, bo czy czytasz tą przypowieść, czy jakąkolwiek inną? historię w Biblii, warto poruszać się w tym pośród tych trzech pytań.
Po pierwsze, co ta przypowieść znaczyła dla współczesnych odbiorców? Czyli co ten tekst znaczył dla ludzi, którzy słuchali tego, co Jezus wtedy mówił? To jest kontekst, w którym to się dzieje. Po drugie, co ta przypowieść mówi o Bogu? A więc jeżeli Jezus coś mówi, nawet mówi to do konkretnych ludzi, używając konkretnych ilustracji i w odpowiedzi na jakieś rzeczy, to mówi o zasadach, które będą zawsze niezmienne. Więc co o Bogu, co było wtedy i jest teraz, ta przypowieść nam mówi. To jest drugie pytanie. A trzecie, co ja dziś mogę z tym zrobić? Bo po to czytamy Słowo, po to mamy nauczanie Słowa też w Kościele, abyśmy tak naprawdę mogli się jak w lustrze przejrzeć i zdecydować coś o nas samych. A więc bez dalszego przedłużania wchodzimy w pierwszy tekst, przypowieść o nieuczciwym zarządcy.
Przecież Biblia nie mówi o tym, żebyśmy okradali, czy władców, czy innych mamy być uczciwi. Więc ta historia pozostawiona sama sobie nie ma większego sensu. I taka jest prawda. Jeżeli nie przeczytalibyśmy całego kontekstu dalej, o co Jezusowi chodzi i czym to się będzie łączyło z przypowieścią numer dwa, to mielibyśmy problem. Bo Biblia i Jezus wcale nie zachęca do tego, żeby oszukiwać. Biblia i ta historia kończy się zdaniem, które mówi, że dzieci tego wieku bywają w stosunkach między sobą przezorniejsze niż dzieci świata. A więc mówi, że jeżeli ktoś chce zadbać o swój interes... to jest w stanie być sprytny w relacjach, które ma, aby swoją sytuację polepszyć. I tylko i wyłącznie o tym mówi.
Wówczas Jezus zwrócił się do nich. Wy wobec ludzi przedstawiacie się jako sprawiedliwi, lecz Bóg zna wasze serca, gdyż to, co ludzie poważają przed Bogiem jest obrzydliwością. I cały szesnasty rozdział nie jest ani o pieniądzach, ani o sprycie, tylko jest tak naprawdę o tym, co zawsze. Czyli o Twoim i moim sercu. I o tym, co w Bożym Królestwie, jeżeli mamy w nim żyć, nie może mieć miejsca w naszym sercu i musimy to sprawdzać, ponieważ jeżeli w naszym sercu będzie coś, co nie ma styku z rzeczywistością Bożego Królestwa, to będziemy po prostu poza nim. Więc Jezus kontynuuje, wyobraźcie sobie tę scenę, Jezus faktycznie tak jak teraz, jest jakaś sytuacja, że On mówi, są ludzie, którzy słuchają, niektórzy z was są dobrymi, ciekawymi słowa ludźmi, a niektórzy są chciwcami, którzy kpią ze mnie i się przysłuchują temu.
Więc Jezus wiedząc do kogo mówi... mając swój cel, aby nauczać o Bożym Królestwie, mając jednocześnie świadomość, że słuchają tego inni, konkurencja, ludzie, którzy mają autorytet i wpływ w tym czasie, to do nich się zwracając, znając ich serca i adresując tak naprawdę ten problem, który widzi, że rzeczywistość, którą stworzyli w Kościele... wiem, że to się nie nazywało Kościół, ale uznajmy, że w Kościele, była czymś zupełnie nieodzwierciedlającym Bożego Królestwa, ponieważ nagle są liderami, którzy dbają o siebie, lubią pieniądze, lubią swoją funkcję, z nią by się nie chcieli rozstać, a są niewrażliwi na innych. A do tych innych Jezus przyszedł, dlatego mówi, że nawet nie przyszedł do tych, co się dobrze mają, tylko do chorych.
Jak lekarz, który szuka tych, którym trzeba pomóc, Więc kontynuując, mówi właśnie przypowieść o bogatym i biednym, która zaczyna się dość abstrakcyjnie, bo mówi o dwóch światach. Od XIX wersetu czytamy Był pewien bogaty człowiek. Nosił on szaty z purpury i najlepszego lnu, a na co dzień wystawnie ucztował. Przy bramie jego dworu leżał natomiast pewien porzucony żebrak. Miał na imię Łazarz i cały pokryty był wrzodami. Pragnął najeść się tym, co spadło ze stołu bogacza. Tak nawet psy przychodziły blizać jego wrzody. A więc Jezus używa totalnego kontrastu. To się cały czas dzieje w tym samym czasie.
Powiedział jedną historię, zaadresował ich problem. Oni szydzą z niego, więc on kontynuując w tym samym czasie, w tym samym momencie, mówi tą drugą przypowieść i zaczyna ją od tego skrajnego, naprawdę dziwnego obrazka, gdzie są dwa światy. Jest ten bogacz, który się ubiera pięknie, wystawnie ucztuje i którego świat się styka z człowiekiem, co ciekawe, większość przypowieści jest anonimowych, większość historii Jezusa jest anonimowych, ten bogacz jest anonimowy, a w tej jedynej historii Łazarz ma imię. I to jest inny łazarz niż ten, co umarł i potem Jezus go przywrócił do życia. Niektórzy wręcz twierdzą, że tak naprawdę ta przypowieść to nie jest przypowieść, tylko to jest opowieść o czymś, co się faktycznie wydarzyło. Nie wiemy tego, więc nie zakładamy, ale faktycznie wyjątkowe jest to, że nagle ten, który ma, jest bezimienny, a ten, który nie ma, ma tożsamość.
I Jezus pokazuje, kto jest jego celem. On nie przyszedł do tych, co się mają dobrze i są zadowoleni, tylko przyszedł do tych, którzy się źle mają i potrzebują zbawienia. Bo dla nich faktycznie zbawicielem się stanie. A ci, których szklanka jest już całkowicie pełna... Odrzucą go, będą szydzić z niego i tak naprawdę do dzisiaj się to nie zmieniło. A więc kilka myśli już na początek. W tym świecie ludzie mogą mieć skrajne doświadczenia życia. Zgadza się? Dzisiaj tak samo. Jeden może być naprawdę obfitość, pieniądze, majątności, nie tylko swoje, ale też cała masa innych. Oligarchowie mają całą masę. Ktoś inny może się zmagać nie tylko tym, żeby wiązać koniec z końcem, ale naprawdę zmagać się totalnie z głodem.
I dalej jest szansa, że te dwa światy się stykają. W jakiś różny sposób. W historii Jezusa On mówi, że te światy się stykają, bo On dosłownie siedzi tam I czeka na coś. Czeka, aby z krawki jakiejś resztki jest napisane pragnął najeść się tym, co chociaż spadło ze stołu bogacza. Że jeżeli chociaż to, co on ma nie będzie już mu potrzebne, bo już spadnie na stół, to on chociaż tym by się zadowolił. I taką historię opowiada. Niektóre myśli dzisiaj mogą was oskarżyć, więc zapytam was wprost. Komuś się czasami w spamie czy gdzieś tam w mailach, bo kiedyś się dorzucili do jakiejś akcji na zrzutce, wyświetlają co chwila nowe prośby. Jest akcja, zrzutka, zrzutka, dołącz się. Jest problem, ktoś umiera, jest choroba, zbieramy 15 milionów. I być się cały czas bombardowanym różnymi potrzebami.
Jak ci jest dobrze tutaj, to potem ci jest źle po śmierci. Czy wierzysz w to, co tutaj czytamy? Bo to jest podstępne. bo Ewangelia łaski, zbawienie z łaski przez wiarę, a uczynkowość i jakieś tutaj, wiecie, miałeś dobrze, będziesz miał źle, musisz cierpieć, będzie ci dobrze, to jest trochę coś, co znowu nie pasuje do przesłania Biblii. A Jezus opowiada to w tej historii bardzo konkretnie. Dlatego pamiętajcie, jak czytamy teraz tę przypowieść, czytamy znowu w kontekście... Czytamy ją znowu w odpowiedzi do ludzi. Jezus używa tych przypowieści, aby przejaskrawiać pewne prawdy, aby ludzie mogli zrozumieć, jakie są, że tak powiem, granice, problemy i skonfrontować się ze swoim sercem.
Ponieważ Biblia wcale nie mówi, że jeżeli jesteś bogaty i umrzesz, to będziesz cierpiał katusze i nic z tym nie możesz zrobić. I ta historia też o tym nie mówi. Biblia nie mówi też, że masz być biedny, umartwiać się i wtedy, jeżeli umrzesz, to nagle będziesz po drugiej stronie, bo odebrałeś zło. Jezus mówi to... ponieważ chce złapać uwagę wszystkich, mówiąc o pewnej rzeczywistości, która w Bożym Królestwie jest kluczowa, aby się w niej znaleźć. I ma, tak jak mówiłem wcześniej, związek z sercem. Więc używa tego kontrastu, aby rozciągnąć w ludzi emocje i uwagę na rzeczy, które skonfrontują ich z zastanowieniem się, co oni w ogóle mają zrobić ze swoim życiem.
Dwie rzeczy, które w tamtych czasach prawdopodobnie mogły mieć miejsce jest to, że ludzie rozumieli, tak samo jak rozumieli posiadanie lub nieposiadanie dzieci z błogosławieństwem lub brakiem błogosławieństwa Bożego, tak samo rozumiano obfitość finansową. Jeżeli jestem bogaty, Bóg mnie błogosławi. Ty jesteś biedny, Ciebie nie błogosławi. Z jakiegoś powodu. Jesteś chory, jesteś grzeszny. To było myślenie tamtych czasów, które Jezus całkowicie wywrócił. Dzisiaj nie jest obecne w naszej kulturze. Nie rozumiemy tego, że ktoś jest chory, to na pewno zgrzeszył. Przynajmniej ja się nie spotkałem z takim myśleniem. Nie rozumiemy tego, że jak ktoś ma dużo dzieci, to Bóg go mega błogosławi, chociaż jest to prawda, ale jak nie ma, to Bóg go potępia i przeklina. Nie ma tego myślenia dzisiaj. Wtedy było. Więc Jezus konfrontuje różne rzeczy, aby wywrócić, bo niektórzy mówią, że Boże Królestwo jest odwróconym królestwem.
Chcesz być najwyżej? Musisz służyć innym. Chcesz być bogaty? Ucz się służyć innym i być hojnym. Więc wracając do pytań. Co przypowieść znaczyła dla współczesnych odbiorców? Obie historie są o przestrodze związanej z końcem. Dwie łacińskie nazwy, które kojarzymy. Carpe diem, co znaczy? Czyli chwilą chwytaj dzień. Memento mori, która z tych historii wynika bardziej? Memento mori, to prawda. Więc chwytając się memento mori, Jezus faktycznie łapie uwagę wszystkich, żeby zrobić memento mori. aby nagle dać takim obuchem dla ludzi, którzy żyją życiem, którym jest im w pewien sposób też dobrze, mają pewne pytania, mają pewne okoliczności, ale przede wszystkim zwraca się do tych i to jest dla naszych czasów bardzo dobre przesłanie, którzy mają pewną funkcję, którzy mają pewną obfitość, którym jest w pewien sposób dobrze i komfortowo, aby zmierzyć się z tym, czy kiedy to masz, to co się dzieje w twoim sercu.
W poprzednim miesiącu wygłosiłem trzy kazania w kościele. Nie nazwałem tego tak, ale można by to tak nazwać, że to była diabelska seria. Patrzyliśmy na diabła, patrzyliśmy na to, co robi. Patrzyliśmy między innymi na historię, kiedy Jezus uwalnia z legiona demonów. Człowieka, znacie historię? I to jest historia, z którą większość z nas się nie może utożsamić. W sensie nie możemy, że tak powiem, mieć doświadczenia, że szedłeś dzisiaj ulicą, widziałeś kogoś, kto jest goły, w łańcuchach, bije się, jest cały pokaleczony To nie jest nasze doświadczenie. Dlatego była też druga historia. Historia bogatego młodzieńca. Tak jest on określony. Bo przychodzi do Jezusa ktoś, kto dużo ma, ktoś, kto jest z kontekstu ludzi wierzących i pyta go, co ma zrobić, aby mieć życie po śmierci.
I pyta to w dobrej wierze, bo tam jest dosłownie napisane, że Jezus gdzieś tam szedł, a on go prawie, że złapał, zatrzymał. On ma naprawdę gorące pytanie. I jest to człowiek, który ma dużo, ma pozycję... I zastanawia się, jak to, co mam, przenieść do wieczności. Niektórzy dzisiaj oglądaliście na przykład Czarne Lustro, serial. Nieważne. Ci, co oglądali, chodzi o myśl, że dzisiaj filozoficznie zaczynamy myśleć o tym, jak sprawić, żeby życie, które mamy, się nie kończyło śmiercią, tylko aby było kontynuowane w jakiejś formie. Między innymi dlatego, że dla niektórych jest możliwe żyć tak komfortowym i dobrym życiem, że najgorsza rzecz, która może się wydarzyć, to tak naprawdę je skończyć. I chciałoby się to, aby trwało w nieskończoność, bo już sobie to wymyśliliśmy, jak żyć życiem, którym jest tak dobrze.
Dzisiejsza kultura faktycznie pcha nas do tego i pozwala nam na to. I Jezus wyrywa nas, jak czytasz Biblię, mówi, że hej, kiedyś koniec nadejdzie. I pewien człowiek, który miał stracić swoją funkcję, zaczął myśleć, jak się zabezpieczyć, żeby kiedy jego koniec funkcji nastąpi, aby jego stan był lepszy. Drugą historię opowiada o tym samym. Kiedyś koniec nadejdzie. I czy to, jak żyjesz, uwzględnia to, co się może dziać po śmierci? Obie historie łączą się z finansami, ale po to, aby pokazać to, co się dzieje w naszym sercu, bo jak patrzymy na swoje skarby, to jesteśmy w stanie odkrywać, co jest tak naprawdę w naszym sercu. Kiedy patrzysz, co się dzieje z twoimi pieniędzmi, to nie jest kazanie o hojności w kościele, zachęcam was bardzo, ale jeżeli patrzysz na to, co masz, to możesz wpaść w pewne pułapki, które oni wpadali, więc...
Po pierwsze, co ta przypowieść znaczyła dla współczesnych odbiorców? Konfrontowała ich z końcem memento mori. Mówiła o końcu pracy, funkcji, o końcu życia i dotychczasowego stanu i dobie dotykają wątku pieniędzy i zarządzania nimi. I Jezus mówi je... po to, aby konfrontować postawę, która nie ma miejsca w Bożym Królestwie. A jest to postawa tak naprawdę religii, która sprawia, że zaczynasz być niewrażliwy na innych i zaczynasz czuć się tak dobrze z tym, co masz, że w zasadzie nikt nie chce ci tego przerwać. Do faryzeuszy powiedział, wy wobec ludzi przedstawiacie się jako sprawiedliwi, lecz Bóg zna wasze serce, gdyż to, co ludzie poważają przed Bogiem, jest obrzydliwością.
A więc konfrontacja religii, która zatwardza serce, prowadzi do rozmiłowania się w swojej pozycji oraz do ciągłej satysfakcji własnym komfortem. Zrobię chwilkę pauzy, ponieważ nie znam was, ale znam Warszawę I wiem, że są ci, którzy się zmagają, ale uważam, że w dzisiejszych czasach w Kościele trudniejszą rzeczą jest znaleźć się w miejscu, gdzie masz pewną pozycję, funkcję, obfitość, jakąś wolność i możesz mieć trudność z tym, żeby w jakiś sposób rezygnować z tego, nawet jeżeli chodzi o to, że twój świat nagle się styka z innymi. A być może czasami nie jest to tak skrajne, ale chodzi o to, czy na pewno chcesz żyć życiem, które jest blisko Jezusa na tyle, na ile się da, jeżeli to wymagałoby jakiejś zmiany.
Ja jestem po teologii magistrem, pastorem. Znam się, wiem, nie składamy ofiar. Jezus złożył ofiarę za ciebie, za mnie, za nasze grzechy. Już dzisiaj nie trzeba składać ofiar, to jest zamknięte. W Kościele nie mamy tutaj takich możliwości. A jednocześnie w Nowym Testamentzie czytamy, że mamy składać nasze życie jako ofiarę żywą, miłą Panu. I zacząłem myśleć po prostu jedną rzecz. Ofiara kosztuje. Nawet jeżeli to jest ofiara z mojego życia... I okej, mam odderzyć Jezusowi. Jest to decyzja, którą podjąłem lata temu. Okej, ale czytamy i wiemy, że tak naprawdę podejmujemy pewne decyzje każdego dnia. I zacząłem myśleć... a w zasadzie wymsknęła mi się taka modlitwa. Mówię wymsknęła, po prostu pomyślałem o tym, nawet nie powiedziałem tego na głos i pomyślałem sobie tak, Panie Boże, a co ja mógłbym złożyć Tobie na ofiarę?
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Posłuchaj inspiracji naszego gościa, pastora Damiana Szafranka, w której poznasz odpowiedź na tytułowe pytanie. Czy jest coś, co musisz zrobić przed swoją śmiercią? Odpowiedź znajdziesz w rozważaniu 16 rozdziału Ewangelii Łukasza, zapraszamy!
Wesprzyj nas: https://patronite.pl/lifepodcast