"Lalka" Bolesława Prusa. Fragment dziewiąty
Wokulski i Łęcka powracają. Tym razem głosem Andrzeja Seweryna. To jest dziewiąty odcinek audio adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa emitowanej na antenach RMF FM i RMF Classic. Premiery online w poniedziałki i czwartki.
Czego to? Zapytał młody człowiek z czarnym zarostem, nie podnosząc się z uszka. – Pan Rzecki, plenipotent gospodarza! – odezwał się rządca, wskazując na mnie. Młody człowiek oparł się na łokciu i, bystro patrząc na mnie, rzekł – Gospodarza! W tej chwili ja tu jestem gospodarzem i wcale sobie nie przypominam, ażebym mianował plenipotentem tego pana. Odpowiedź była tak uderzająco prosta, że obaj z Wirskim osłupieliśmy.
To są, panie Rzecki, nadzwyczajni lokatorowie. Oni jedni nigdy nie robią mi zawodu. – Więc tu nikt nie płaci? A przynajmniej nie płaci regularnie? – zapytałem ex-obywatela. – I nie ma się czemu dziwić – odparł Wirski. – W domu, z którego od tylu lat komorne pobierają wierzyciele, najuczciwszy lokator musi się zdarowić. Pomimo to mamy kilku bardzo punktualnych, na przykład Baronowa Krzeszowska. – Co? – Zawołałem? – Ach, prawda, że baronowa tu mieszka. Chciała nawet kupić ten dom. – I kupi go! – szepnął rządca. – Tylko, panowie, trzymajcie się ostro. Kupi go, choćby miała oddać cały swój majątek. A nie mały to majątek, choć pan baron mocno go nadszarpnął. – Cóż to za kobieta, panie Wirski? – spytałem.
Drzwi otworzyła służąca, a następnie przyjęła nas starsza pani. – Zapewne pan nie wie o naszym zmartwieniu – rzekła poważna dama, zwracając się do mnie. Mój zięć przed czterema laty miał bardzo przykrą sprawę. Najniesłuszniej. Zamordowano tu jakąś straszną lichwiarkę. Dosyć, że ktoś z bliskich ostrzał go, że na niego pada posądzenie. Najniewinniej, panie Rzecki, wtrącił ex-obywatel. No i on, biedak, uciekł za granicę. W roku zeszłym znalazł się istotny morderca. Ogłoszono niewinność Ludwika, ale i cóż, kiedy on już od dwu lat nie pisał. Tu pochyliła się do mnie z fotelu i rzekła szeptem.
Helenka, córka moja, panie, rujnuje się na ogłoszenia po zagranicznych pismach, a tu nic i nic. Kobieta młoda, panie, — Rzecki — podpowiedział Wirski. Skrzypnęły drzwi i wbiegła mała dziewczynka z drutami w ręku. — Proszę, babci — zawołała — ja nigdy nie skończę kaftanika dla mojej lalki. Nadejdzie zima i moja lalka nie będzie miała w czym wyjść na ulicę. Babcia, przepraszając nas, wzięła włóczkę i druty, a w tej chwili weszła do salonu pani Stawska. Muszę sobie przyznać, że ja na jej widok zachowałem się z godnością, ale Wirski zupełnie stracił głowę. Zerwał się z krzesła jak student, zapiął surdut jeszcze na jeden guzik, zarumienił się i zaczął bełkotać.
Pozwoli pani zaprezentować sobie pan Rzecki, plenipotent naszego gospodarza. Bardzo mi przyjemnie, odpowiedziała pani Stawska, kłaniając mi się ze spuszczonymi oczyma. Ale silny rumieniec i ślad obawy na jej twarzy upewniły mnie, że nie jestem przyjemnym gościem. Poczekaj, myślę. I wyobraziłem sobie, że na moim miejscu jest w tym pokoju Wokulski. Poczekaj, zaraz cię przekonam, że nie masz się na z czego lękać. I przyprawszy bardzo surowy wyraz twarzy, odezwałem się. Panie dawno mieszkają w tym domu? — Pięć lat — odpowiada pani Stawska, rumieniąc się jeszcze mocniej. Jej matka aż drgnęła na fotelu. — Jesteśmy — dodała jeszcze ciszej — jesteśmy winne panom za lipiec.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.