Mentionsy Mentionsy
LALKA. Czyta Andrzej Seweryn
LALKA. Czyta Andrzej Seweryn

"Lalka" Bolesława Prusa. Fragment dziewiąty

28.09.2026 ·20 min 40 s

Wokulski i Łęcka powracają. Tym razem głosem Andrzeja Seweryna. To jest dziewiąty odcinek audio adaptacji "Lalki" Bolesława Prusa emitowanej na antenach RMF FM i RMF Classic. Premiery online w poniedziałki i czwartki.

Nie niepokój się pan, przerwałem mu stach. To jest pan Wokulski, zapewne umorzy pański dług do października, a następnie zawrze z panem nowy układ. Ubogi eks-właściciel majątku ziemskiego serdecznie uściskał mi obie ręce. Taki rządca, który miał kiedyś własne dobra, wydawał mi się bardzo ciekawą osobistością, ale jeszcze ciekawszym wydał mi się dom, który nie przynosi żadnych dochodów. Panie, odezwałem się do rządcy, czy byłbyś łaskaw przedstawić mnie niektórym lokatorom? Stach, to jest pan Wokulski, prosił mnie o zajęcie się jego interesami, dopóki nie wróci z Paryża. — Chodź, pan — odpowiedział rządca, zrywając się z obdartego fotelu. — Chodź, pan, pokażę panu najosobliwszych.

To są, panie Rzecki, nadzwyczajni lokatorowie. Oni jedni nigdy nie robią mi zawodu. – Więc tu nikt nie płaci? A przynajmniej nie płaci regularnie? – zapytałem ex-obywatela. – I nie ma się czemu dziwić – odparł Wirski. – W domu, z którego od tylu lat komorne pobierają wierzyciele, najuczciwszy lokator musi się zdarowić. Pomimo to mamy kilku bardzo punktualnych, na przykład Baronowa Krzeszowska. – Co? – Zawołałem? – Ach, prawda, że baronowa tu mieszka. Chciała nawet kupić ten dom. – I kupi go! – szepnął rządca. – Tylko, panowie, trzymajcie się ostro. Kupi go, choćby miała oddać cały swój majątek. A nie mały to majątek, choć pan baron mocno go nadszarpnął. – Cóż to za kobieta, panie Wirski? – spytałem.

— mówiła grożąc za nią rozdrażniona staruszka. — Takie łzy, chociaż bolesne, lepsze są od tych, które codzień wylewasz. — Pani — rzekłem na odchodnym — nim rok upłynie, przyniosę wiadomość o jej zięciu. A może — szepnąłem z mimowolnym uśmiechem — sprawy ułożą się tak, że wszyscy będziemy zadowoleni. Wszyscy. Nawet ci, których tu nie ma. W kwadrans po wyjeździe z Warszawy koleją warszawsko-bydgoską, Wokulski doznał dwóch szczególnych, choć zupełnie różnych uczuć. Owioneło go świeże powietrze, a on sam wpadł w jakiś dziwny letarg. Poruszał się swobodnie, był trzeźwy, myślał jasno i szybko, tylko nic go nie obchodziło.

Powiedz mi, po raz pierwszy odezwał się Bokulski, za cóż to ja mam dostać pięćdziesiąt tysięcy? Suzin rzuca się na fotel, opiera ręce na brzuchu i wybucha śmiechem. Chod za to samo, że się pytasz. In nie pyta, za co weźmie pieniądze, tylko dawaj, a ty jeden chcesz wiedzieć, za co zarobisz takie pieniądze. Ach, ty gołąbku! To nie jest odpowiedź. Zaraz ja tobie odpowiem, mówi Suzin. Najpierw za to, żeś ty mnie jeszcze w Irkucku przez cztery lata rozumu uczył. Żeby nie ty, ja nie byłbym ten Suzin, co dziś. No, a ja, Stanisławie Piotrowiczu, ja nie wasz człowiek. Za dobro daję dobro. I to nie odpowiedź, wtrącił Bokulski.

Suzin wzruszył ramionami. Może być kupię trochę galanterii paryskich, a może być kilkanaście statków kupieckich. Ja po francusku ani w ząb i po niemiecku też, więc trzeba mi człowieka takiego jak ty. Nie znam się na statkach. Bądź spokojny, znajdziem tu inżynierów kolejowych i morskich i wojskowych. Mnie nie o nich chodzi, ale o człowieka, który by gadał za mnie dla mnie. Ja zarobię dziesięć procent, tobie dam dziesięć procent od mego zarobku i sprawa skończona. A na co to? Dla kogo? I przeciw komu? Nie pytaj. Bukulski milczał. O czwartej przyjdą do mnie fabrykanci amerykańscy i francuscy. Możesz zejść?

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.