Mentionsy Mentionsy
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Ks. Piotr Pawlukiewicz

Ks. Piotr Pawlukiewicz - Wciąż nam czegoś brak

03.01.2022 ·25 min 59 s

Ks. Piotr Pawlukiewicz - Wciąż nam czegoś brak

Proszę Państwa, i Ty tak żonie wybaczysz jedną rzecz, dwie godziny gadaliście do drugiej w nocy, żono wybaczam, tak minie miesiąc i mówisz, ale wtedy to mnie wnerwiłaś. Przecież mi już wybaczyłeś. No wybaczyłem, ale nieraz sobie tak przypomnę, że wiesz, nie wytrzymuję. Proszę Państwa, 40 dni było szkolenia, a oni totalnie o czymś innym mówią. I ja się nie martwię z tego, że ja wam dzisiaj mówię o niebie, o pragnieniu nieba, a wy wyjdziecie przed kościół i o czym zaczniecie rozmawiać? O ziemi. I ja też, jak się spotkam może z moimi kolegami księżmi, będziemy gadać o ziemi. O niebie się rozmawia chyba rzadko. Jezus ukazawszy się jedenastu powiedział do nich, idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony.

Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą. W imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą, węże brać będą do rąk i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły. Oto słowo Pańskie. Drodzy bracia i siostry, to jest taki piękny, wspaniały, tak jak powiedziałem we wstępie do mszy świętej, Wielka uroczystość dzisiaj w Kościele, piękny, wspaniały dzień, ale trudny, bo my mamy tyle spraw doczesnych, problemów małżeńskich, zdrowotnych, rodzinnych, a tu mamy mówić o niebie, o tym niebie, którego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało.

I się gubimy. A z drugiej strony to niebo nas ciekawi. To ciągle pytania o niebo, o tamtą stronę. Jednego jesteśmy pewni w życiu. Kiedyś przejdziemy na jakąś drugą stronę. Nikt z nas chyba nie wątpi w swoją nieśmiertelność w takim stanie, w jakim jest w tej chwili. I się gubimy, bo ciągle postrzegamy tamtą rzeczywistość przez swoje kategorie, przez swoją logikę. Pamiętam, jak mi jeden pan napisał pytanie do radia, w zasadzie takie refleksje, że on ma pretensje do Pana Boga, bo Pan Bóg mówi, że po tamtej stronie już nie będzie małżeństw, że się ludzie nie będą żenić ani za mąż wychodzić, a ja swoją Bogusię tak kocham, to ja nie chcę do tego nieba. To jest, proszę Państwa, na zasadzie lepszy wróbel garści niż gołąbków sto na dachu. Lepsza bogusia w kuchni, niż jakieś wielkie zjednoczenie z żoną po tamtej stronie.

A wszystkie największe miłości małżeńskie na ziemi, przepraszam za słowo, to jest pikuć wobec tego, jakie będzie zjednoczenie między mężem a żoną po tamtej stronie, chociaż oni już rzeczywiście nie będą mieli tej wyłączności, jaka jest na ziemi. Małżeństwo, kapłaństwo sakramentalne jest tylko drogą, tam się to wszystko spełni, dopełni, będzie to nieprawdopodobne, ale jak Oczywiście to wszystko jest na zasadzie, że Pan Bóg chce nam zabrać samochodzik mały z rąk i wsadzić w te ręce kluczyki od Super Porsche, a my mówimy właśnie lepszy wróbel w garści, lepszy samochodzik w ręku niż kluczyki od jakiegoś prawdziwego. No i zaglądają ludzie na ten temat, właśnie jak to jest w tym niebie, to przeróżne anegdoty i krążą. Ostatnio u Ojców Dominikanów ktoś mi doniósł, taka anegdota w Kościele się pojawiła na UCE,

Jak to właśnie dwóch panów się zastanawiają, jak to będzie w niebie. A ponieważ byli fanatycznymi kibicami piłki nożnej, to się zastanawiali, czy w niebie będzie piłka nożna. No i umówili się tak, że który pierwszy umrze, to powiadomi tego drugiego, czy tam ta piłka jest, czy nie, no bo niebo bez piłki to się w ogóle nie liczy. No jeden umarł i przyszedł w nocy do tego swojego kolegi i mówi, mam dla Ciebie dwie wiadomości. Jakie? Jedna dobra, jedna zła. No to dawaj tą dobrą. Jest piłka nożna. Pan Jezus kibicuje, Matka Boża kibicuje, w apostołowie to jest w ogóle pierwsza liga. To dawaj drugą wiadomość. Jesteś wystawiony w składzie na jutro. Proszę Państwa, ta anegdota ma głębokie podłoże. Nie będziemy tego robić w Kościele, bo powaga naszego zgromadzenia musi być zachowana, ale gdybym powiedział, proszę Państwa, podnieście rękę do góry wszyscy, którzy chcecie iść do nieba, no to myślę, że niektórzy z przekonania, niektórzy, że tak wypada, ale podnieślibyśmy chyba wszyscy ręce.

A jak bym powiedział, opuśćcie, a teraz podnieście ręce do góry ci, którzy chcą umrzeć, to mniej by się tych rąk podniosło albo wcale. My mówimy, no niebo wspaniałe, jasne, raj tam jest, aniołowie, święci, ale z tym umieraniem to mi się nie spieszy. Nie ma jakiejś drogi okrężnej, jakiegoś objazdu nie ma do nieba. Objazd do nieba, trzeba pierw umrzeć. Otóż, żeby zrozumieć ten dar nieba, który na nas czeka, jeszcze raz wróćmy do grzechu pierworodnego. Sam to jakoś staram się pogłębić i dzielę się tym z Państwem. Proszę Państwa, w Księdze Rodzaju jest napisane tak. Adam zgrzeszył, zjadł ten nieszczęsny owoc z Ewą, schowali się w krzakach, Bóg zapytał, gdzie jesteś Adamie, on sobie uplódł przepaski, powiedział, że to wszystko przez Ewę, Ewa powiedziała, że to wszystko przez diabła, diabeł już nie miał na kogo zwalić i tak zostało.

W sobie widzą wroga. To nie ja, Panie. Kochani, żeby zrozumieć grzech pierworodny, wyobraź sobie rzecz niewyobrażalną. Budzisz się rano i jesteś w innym świecie. Jesteś na jakiejś potwornej, brudnej wyspie, straciłeś pamięć, nie wiesz kim się nazywasz. To w tej tożsamości Borna, to był ciekawy film od strony właśnie takiego, totalnie facet się obudził gdzieś i nie wie w ogóle kim jest, jak tam trafił, nie ma pojęcia. Cały film on odkrywa siebie, jaki on się naprawdę nazywa. Kochani, to jest nie najgorszy obraz tego, co się stało po grzechu pierworodnym. Budzisz się na jakiejś wyspie, nie masz pojęcia kim jesteś, nie masz pojęcia co tu robisz, nie masz pojęcia jak się tu znalazłeś, To był Adam i Ewa po grzechu pierworodnym. Inny świat, inni ludzie.

Że mnie to nie zadawala. Co mi się szczęściem wydaje na ziemi i to osiągnę? Wydawało mi się, że jak skończę studia, będę najszczęśliwsza? Nie. Jak już się wyjdę za Łukasza, będę najszczęśliwsza? No nie. Jak już urodzę dziecko, w końcu się spełnię? No nie spełniłam się. Jak dostanę dobrą posadę, dostałam ciągle czegoś brak. To są te mgliste wspomnienia z naszej poprzedniej rzeczywistości, ile tak można powiedzieć, a był nią Pan Bóg. I teraz, kochani, Adam jest w innym świecie, I zaczyna się urządzać. Gdybyśmy się znaleźli w takim nowym świecie bez tożsamości, bez niczego, pierw byśmy znaleźli sobie, oczywiście tam są inni ludzie też, tacy jak my, znaleźlibyśmy sobie jakąś ścierkę, żeby sobie zrobić posłanie i już byśmy mieli nową tożsamość.

Człowiek, który znalazł ścierkę. Potem byśmy sobie z desek zbili jakieś koryto i mielibyśmy już większą tożsamość. Człowiek, który zbił sobie z desek koryto. Człowiek, który sobie zbił z desek koryto lepsze niż ten, co obok jest. Proszę Państwa, to są nasze tożsamości. My jesteśmy po grzechu pierworodnym. Obudziliśmy się na ziemi w Warszawie i nie wiemy gdzie jesteśmy, proszę Państwa. Dlatego się tak gubimy. Dlatego chodzimy jak pijani we śnie. Budujemy tożsamości. Ja dostałem wczoraj szóstkę, koleżanka dostała trójkę. Ja jestem tą, co dostaje szóstki. Mamy takie tożsamości. Ja jestem tą, co zarobiło ostatnio dużą pieniądze. Jestem tą, którą pochwalono na uczelni. To są nasze nędzne szmatki, deski, nasze tożsamości i ciągle one nam nie wystarczają. Bo księżniczce i księciu nie wystarczy taka słaba tożsamość.

My jesteśmy tacy sami. Chrystus mówi, no chodź dziecko, ja Cię wydobędę z tej wyspy. Nie, nie, Panie Jezu, nie. Ja Cię lubię, ale jak jesteś na obrazku namalowany. A jak przychodzisz żywy i mi mówisz o wyzwoleniu, o zbawieniu, o śmierci i o zmartwychwstaniu, ja się po prostu tego boję. Twój dom, mój dom, tam gdzie mieszkamy, to jest ta wyspa, gdzieśmy się obudzili po grzechu pierworodnym. Straciliśmy pamięć. Wiecie dlaczego taką furorę zrobił swego czasu i do dzisiaj spotykam ludzi, którzy mówią, że ten film bardzo im się podoba, bardzo ładny wątek, ciekawy pomysł, zna chory. O człowieku, który stracił pamięć, tak został pobity i nie wiedział kim jest. Wiedział tylko jedno, że umie leczyć. Skąd? Nie wiem, ale jak patrzę na chorego, ja wiem co trzeba zrobić.

Jesteśmy nieprawdopodobnie zniewoleni, to ludzie mówią. Proszę księdza, miałem tam jakieś kontakty grzeszne, czy tam jakiś grzech popełniałem, potem się z tego wydobyłem. Proszę księdza, już się ustatkowałem, już w formację przeszedłem. Trach, pewnego dnia to samo. Po 15 latach, kiedy chodziłem dumne ulicami, mówiłem, ja już tego nie robię, ja już tego nie robię. Dzień dobry, ja już tego nie robię. Trach zrobiłem, jeszcze gorzej niż kiedyś. Proszę księdza, to wszystko we mnie siedzi. Jezus im 3 lata mówił o Królestwie Bożym, potem 40 dni, a oni pytają, a Królestwo Izraela, kiedy tych Rzymian przepędzisz? Szanowni Państwo, przepraszam skojarzenia, ale to jest prawda o nas, to jest, jak to się ładnie mówi, fakt autentyczny. Przyszli kiedyś do jednego biskupa w Polsce parafianie ze skargą na proboszcza, niecodzienną skargą, że mszę świętą odprawia w Nausznikach.

Zima była. Biskup znał sytuację, mówi, kochani parafianie, tak bardzo chciało mu się śmiać, ale uszanował tych ludzi, mówi, proszę Państwa, wasz proboszcz ma bardzo chore zatoki, kościół jest zimny, nieogrzewany. On jak się rozchoruje na te zatoki, to potem miesiącami mówi, że wybaczcie, no nie odprawia w czapce, no te nauszniki jakoś dyskretnie, no osłania te zatoki. I ten biskup im tłumaczy, że to choroba, że to trzeba zrozumieć, że to trzeba być wyrozumiałym, że on przecież bardzo starannie odprawia msze święte. Oni tak, no ma ksiądz biskup rację, no w zasadzie to tak, no choruje, no tak, no i delikatnie. I tak pół godziny im tłumaczył i on już, szczęść Boże, księdzu biskupowi dziękujemy bardzo serdecznie, to już będziemy uciekać. Wyszli na korytarz, wraca jeden, stuka w drzwi, otwiera, mówi księże biskupie, ale tak w nausznikach odprawiać.

Proszę Państwa, i Ty tak żonie wybaczysz jedną rzecz, dwie godziny gadaliście do drugiej w nocy, żono wybaczam, tak minie miesiąc i mówisz, ale wtedy to mnie wnerwiłaś. Przecież mi już wybaczyłeś. No wybaczyłem, ale nieraz se tak przypomnę, że wiesz, nie wytrzymuję. Proszę Państwa, 40 dni było szkolenia, a oni totalnie o czymś innym mówią. I ja się nie martwię z tego, że ja wam dzisiaj mówię o niebie, o pragnieniu nieba, a wy wyjedziecie przed kościół i o czym zaczniecie rozmawiać? O ziemi. I ja też, jak się spotkam może z moimi kolegami księżmi, będziemy gadać o ziemi. O niebie się rozmawia chyba rzadko. Jest właśnie to takie ciekawe sformułowanie dzisiaj, uporczywie się wpatrywali jak Jezus wstępował do nieba. Co to znaczy uporczywie się wpatrywać?

Teraz odpowiadałem w tym tygodniu, nagrywaliśmy audycję do radia, dziewczyna pisze o swoim chłopaku, z którym ma zamiast zawrzeć związek małżeński i takie zdanie pod koniec, ja go zawsze chwalę, on mnie nigdy nie chwali. Ja zawsze, on nigdy. Takie bajki opowiadamy i w takich kłamstwach żyjemy. Chcesz poznać Boga, Bóg jest na dnie twojego serca. Im bliżej jesteś prawdy, dlatego jeszcze raz Państwu powtórzę, droga do nieba to droga do prawdy, więc słuchajmy naszych wrogów, czytajmy książki, których się boimy, słuchajmy rekolekcjonistów, którzy nas drażnią, bo najprawdopodobniej to jest najlepsza droga do nieba. I uważajmy, bo jak szatan będzie chciał, odkryje nasze pragnienia, że chcemy zobaczyć niebo bez krzyża,

Katarzyna ze Sieny przeżyła śmierć mistyczną i widziała niebo i kiedy wróciła Nic ją już na ziemi nie cieszyło. Dlatego nam Pan Bóg nie pokazuje tych może widzeń jakichś anielskich, nadzwykłych, mistycznych, żebyśmy mogli w spokoju dokonać wyboru, bo my tu, proszę Państwa, wpadliśmy na chwilę, te 80 lat to jest moment, to jest drobiazg, żeby dokonać wyboru. Chcesz wracać z wyspy? Z tej brudnej wyspy, w której się narodziłeś w grzechu pierworodnym chcesz wrócić, to jest odpowiedź naszego życia, te 80, 80 lat. A szatan robi sprytną rzecz, tak jakby nam na wyspę wstawił do tego naszego baraku telewizor i mówił, oglądaj sobie, jak jest w pięknym świecie i już nie pragnij stąd wyjeżdżać. Proszę zwrócić uwagę, marzenia to jest taki telewizor, złudne nadzieje, kiedyś będzie lepiej, na pewno się poprawi.

Jest źle w moim życiu, ale kiedyś się musi poprawić. A skąd wiesz, że musi się poprawić? Skąd wiesz, że będzie lepiej? To jest taki telewizor. Pracuj. Nie ma co pracować. Może się poprawi tak, jak jestem. Wstąp do wspólnoty. Może się poprawi bez wspólnoty. Może się poprawi, ale najprawdopodobniej się nie poprawi, jak impulsu z zewnątrz nie dostaniesz. Kochani, Ojciec Badeni kiedyś powiedział ciekawą rzecz. My wątpimy w to, że jakieś niebo, jakaś inna rzeczywistość, że my będziemy kiedyś wspólnotą zbawionych, i Pan, i Pan, i ja w niebie, tak? Pan Bóg daje znaki. I Ojciec Badeni powiedział, że On kiedyś dał nam znak nieba. Ten tydzień, ten nieprawdopodobny tydzień po śmierci Jana Pawła II.

Proszę Państwa, ja bym nigdy w życiu nie poszedł o zakład, że będzie kiedyś taki tydzień w Polsce, że przestaną emitować seriale, przestaną rozgrywać mecze, a pijaczka spod budki z piwem i profesora uniwersytetu będzie interesować ten sam temat. Ja bym tego nie wymyślił, a tak w Polsce było przez tydzień. Że dziewczyny poproszone, sam to widziałem na własne oczy, przez reportera telewizji gdzieś tam w Mławie czy w Działdowie, śpiewały barkę na ulicy. I płakali ludzie i chodzili na ulicę Jana Pawła i zapalali świece. I pijaczkowie mówili, że my to teraz dla papieża się zmienimy. Nie zmienili się, bo oni... Proszę Państwa, ci kibice, co obiecali pojednania, w sobotę, w niedzielę się już tłukli, oni się pojednali na tyle, na ile mieli serca pojemne. Jak ktoś ma samochód z bakiem na 40 litrów, to zatankuje 40 litrów.

Jak ktoś ma motorower z bakiem na półtora litra, to zatankuje półtora litra. Pijaczkowie zatankowali półtora litra, znaczy tej duchowej benzyny, mam to na myśli. Ale nie dziwmy się, bo niektórzy mówią, o papież, jakie zmiany zrobił, że ci oni obiecali poprawę, a tłukli się już po trzech dniach na stadionie. Ale dla nich te trzy dni bez walki to było dużo. To było większe świadectwo niż dla nas, którzy się może nie tłuczemy 40 lat, bo nie mamy odwagi, a przydałoby się nie raz. Więc proszę Państwa, to był... A potem oczywiście wszystko wróciło do normy, wszystko wróciło do normy. Żadna stopa moralności się w Polsce nie podniosła. Ale przyznacie, ten tydzień był nieprawdopodobny. Żeby przez tydzień we wszystkich programach polskich leciały religijne programy i nikt nie protestował? Nikt. Oprócz tam niektórzy cicho próbowali.

Żeby na wszystkich portalach leciały tylko wiadomości o papieżu? Leciały. I nam się to nie znudziło? To tylko Jan Paweł II umarł. A jak Chrystus przyjdzie? A jak przyjdzie na świat Chrystus? To nam się nie tydzień, nie rok, a całe wieki takie zrobią. Kochani, Jezus wstępuje do nieba To otwiera nam drogę z wyspy, drogę powrotu do tych naszych najbardziej intymnych i głębokich tęsknot. I trzeba się kierować nie wzrokiem analizy intelektualnej, nie uporczywym wpatrywaniem, a trzeba się kierować wzrokiem serca. Mówiliśmy o tym wielokrotnie, już nie chcę powtarzać. Wzrok serca. Zobacz to wszystko sercem. Nawet niektórzy, jak są w kościele, zamykają oczy, żeby się nie rozpraszać widokiem.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.