Mentionsy Mentionsy
Krzyk Horror Podcast
Krzyk Horror Podcast

Przysięgli na Boga, że nie wydadzą morderców #106

14.02.2026 ·46 min 3 s

To jedna z najbardziej szokujących zbrodni w powojennej historii Polski. 30 świadków patrzyło na bestialski mord. A potem… przysięgli na Boga, że będą milczeć.Spisali cyrograf krwią. Przyjęli pieniądze. I przez lata nikt nie odważył się przerwać tej zmowy. Posłuchaj historii o miejscu, gdzie narodziła się przerażająca zmowa milczenia.WspółpracaPartnerem odcinka jest Wydawnictwo SQN, wydawca książek „Miasteczko Nonstead” oraz „Hellware” Marcina Mortki. Wejdź do mrocznego świata Nonstead, pełnego niewyjaśnionych tajemnic i niepokojących sekretów.Książki znajdziesz na stronie Wydawnictwa SQN oraz w dobrych księgarniach.

Przerażający. A oni po prostu patrzyli. Co sprawiło, że grupa zwykłych ludzi, rolników, matek, ojców, zmieniła się w niemą, współwinną masę? Czy to strach? Jakaś chora lojalność? A może w małych, zamkniętych społecznościach, takich jak z Rembin, moralność działa inaczej? Może tam, gdzie wszyscy wiedzą wszystko, zło staje się czymś banalnym, co można łatwo zaakceptować? Jeśli tylko będzie taki nakaz. Większość zbrodni dzieje się w ciemności, ukryciu, w załukach, gdzie nikt nie widzi. Mordercy zwykle pragną cienia, ale w Zrębinie zło potrzebowało publiczności. Świadków, którzy staną się zakładnikami własnych oczu. I tej nocy na zaśnieżonej drodze ta publiczność w autobusie zawarła pakt, który miał być silniejszy niż prawo i sam Bóg.

Bo w tę świętą noc w sercu katolickiej Polski nie narodził się Zbawiciel. Narodziła się zmowa milczenia, która miała trwać latami i zniszczyć więcej żyć niż tylko te trzy, które zgasły na asfalcie. Wszyscy wiedzieli, nikt nie zareagował. Tak właśnie rozpoczął się horror, który do dziś nie daje spać tym, którzy przeżyli. Każdy koszmar ma swojego architekta. Kogoś, kto układa cegły strachu. Jedną po drugiej. Aż zbuduje mur, zza którego nie ma ucieczki. W przypadku z Rembina tym architektem był Jan Sojda. Na zdjęciach z tamtego okresu ujrzysz postawnego mężczyznę w średnim wieku. Z pewnym siebie uśmiechem i wzrokiem, który nie znosi sprzeciwu.

Ale to tylko powierzchowność. W rzeczywistości Sojda nie był zwykłym rolnikiem. Był królem z Rembina. I nie jest to przydomek nadany mu przez media po fakcie. Tak nazywali go sami mieszkańcy. Z lękiem, szacunkiem oraz nienawiścią. Na pewno znasz ten typ człowieka. Narcyz, manipulator, socjopata, który w mikroskali jednej wsi zbudował system totalitarny. Miał to, czego innym brakowało w sierbieżnym PRL-u. Pieniądze, znajomości w milicji, koneksje w sądach. Miał pierwszy we wsi traktor, telefon, władzę rozdawania łask i wymierzenia kar. W jego umyśle Zrębin nie był częścią Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Był jego prywatnym folwarkiem, a w folwarku chłopi mają słuchać pana. Ale żeby zrozumieć to, co się stało w Wigilię 1976 roku, musisz wiedzieć jedno.

Wyciąga różaniec, medalik z Matką Boską, a także zwykłą metalową agrafkę. To, co się dzieje w następnych minutach, przypomina rytuał inicjacyjny sekty albo pakt rodem z sycylijskiej mafii, przeniesiony żywcem w realia post-gomułkowskiej wsi. Ale tu nie ma mafii. Są za to rolnicy, matki, ojcowie. Ludzie, którzy co niedzielę chodzą do kościoła. Isoida doskonale o tym wie. Zdaje sobie sprawę, że strach przed milicją to za mało. Musi ich złamać czymś potężniejszym. Lękiem przed wiecznym potępieniem. Rozpoczyna się procesja. Ale nie do ołtarza, a do siedzenia, na którym rozsiadł się król z Rembina. Jeden po drugim. Każdy musi podejść. Sojda patrzy im głęboko w oczy. Widzi ich przerażenie. Karmi się nim.

Wyobraź to sobie. Lekarz patrzy na zmiażdżone czaszki. Patrzy na rany tłuczone, które nie mogły powstać od uderzenia zdyszakiem. Patrzy na to wszystko i w protokole zapisuje. Wypadek. Czy był zastraszony? Przekupiony? A może po prostu, jak wielu innych, wolał nie zadawać pytań w królestwie Jana Sojdy? Fikcja stała się rzeczywistością. Oficjalne dokumenty przypieczętowały kłamstwo, a wieś z Rembin zamienił się w twierdzę. Zmowa milczenia stężała jak beton. To już nie jest grupa 30 osób z autobusu. Milczenie rozlewa się na całe rodziny, sąsiadów, kuzynów. Wszyscy powtarzają tę samą mantrę. Wypadek. Nic nie widziałem. Spałem. Sojda triumfuje. Czuje się Bogiem. Nie ukrywa się w cieniu.

Wyobraź sobie tę scenę. Środek wsi, domy morderców stoją dumnie, jak twierdzę, a pod ich oknami staje chudy, 14-letni chłopak. Nie ma broni czy pleców w partii, ma tylko głos. I ten głos rozdziera ciszę z Rembina. Bandyci! Wymordowaliście tylu ludzi! Zabiliście mojego kolegę! Miecia! To był szok. Dorośli szeptali po kątach, bali się własnego cienia, a dziecko krzyczało prawdę prosto w twarz oprawcom. Sojda próbował go uciszyć, próbował przekupić jego rodzinę, biednych ludzi, dla których te pieniądze byłyby majątkiem. Ale oni odmówili. To był pierwszy sygnał, że terrorsojdy nie jest absolutny, że są rzeczy, których nie da się kupić. Ale krzyk dziecka to za mało, aby skazać króla.

To miejsce widziało wiele zła, ale tamtego dnia zamknięto rozdział jednego z najbardziej cynicznych dramatów w historii Polski. Król z Rembina zawisł. Jego panowanie skończyło się w cieniu więziennego muru, z dala od wsi, którą terroryzował, bez poddanych, którzy całowali go po rękach. Możesz pomyśleć, że to koniec, że sprawiedliwości stało się zadość. Kurtyna opadła. Azarębin mógł wreszcie odetchnąć, ale zło rzadko znika bez śladu. Ono wsiąka w ziemię jak krew, zostawia plamy, których nie da się zmyć. Matka ofiar, Zdzisława Kalita, przeżyła proces. Widziała skazanie morderców swoich dzieci. Ale czy wygrała? Jak można mówić o wygranej, gdy wigilijny stół na zawsze pozostaje pusty? Kobieta, która samotnie walczyła z całym układem, z tą wsią, zmarła kilka lat temu.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.