Mentionsy Mentionsy
Krzyk Horror Podcast
Krzyk Horror Podcast

Przysięgli na Boga, że nie wydadzą morderców #106

14.02.2026 ·46 min 3 s

To jedna z najbardziej szokujących zbrodni w powojennej historii Polski. 30 świadków patrzyło na bestialski mord. A potem… przysięgli na Boga, że będą milczeć.Spisali cyrograf krwią. Przyjęli pieniądze. I przez lata nikt nie odważył się przerwać tej zmowy. Posłuchaj historii o miejscu, gdzie narodziła się przerażająca zmowa milczenia.WspółpracaPartnerem odcinka jest Wydawnictwo SQN, wydawca książek „Miasteczko Nonstead” oraz „Hellware” Marcina Mortki. Wejdź do mrocznego świata Nonstead, pełnego niewyjaśnionych tajemnic i niepokojących sekretów.Książki znajdziesz na stronie Wydawnictwa SQN oraz w dobrych księgarniach.

Chcą jak najszybciej dotrzeć do Zrębina, wsi oddalonej o 4 km. Pod kościołem stoi autokar, stary niebieski san, który przywiózł ich na mszę. Krystyna prosi, aby pozwolono im wejść do środka, aby mogli wrócić szybciej. Ale w drzwiach stoi Jan Sojda, król Zrębina. Zbywa ich chłodno. Odmawia. Mówi, że autobus. Nie jest dla nich. Zmusza ich, aby poszli pieszo. Wzdłuż ciemnej, pustej szosy. Kłamstwo było pierwszym narzędziem tej zbrodni. Wywabienie ofiar w izolowane miejsce. Kiedy tylko trójka znika w ciemnościach, Sojda przystępuje do drugiego etapu. Do polowania. To nie była pijacka bójka, to bardziej przypominało operację wojskową. Sojda zbiera swoją gwardię przyboczną, szwagra Józefa Adasia oraz dwóch zięciów, Jerzego Sochę i Stanisława Kulpinskiego.

Chłopiec leci w powietrze i upada na asfalt. Żyje, ale jego ciało jest połamane. Krystyna i Stanisław z krzykiem rzucają się w jego stronę. Próbują go ratować. I wtedy zatrzymują się autokary. Otwierają się drzwi. Wychodzą z nich Jan Sojda i Józef Adaś. W ich dłoniach nie ma noszy czy pistoletów. Trzymają ciężkie, żeliwne klucze do wymiany kół. Kawał zimnego, twardego metalu. Rozpoczyna się rzeź. Najpierw dopadają 25-letniego Stanisława. Uderzając furią, z góry w głowę, w ramiona, miażdżą kości. Krystyna, przerażona osiemnastolatka w piątym miesiącu ciąży, zaczyna uciekać. Gdzieś w kierunku pól, w stronę ciemności. Ale jej ruchy są ociężały. Śnieg jest głęboki. Ktoś z autobusu, któryś z sąsiadów rzuca na nią snop światła z latarki.

Ale nie od uderzenia. Od przejechania. Powoli. Z premedytacją. Raport z sekcji zwłok był jak wyrok. To nie był wypadek, ale rzeźnia. Jan Sojda, Józef Adaś, Jerzy Socha i Stanisław Kulpinski zostali aresztowani. Król Zrębina trafił do celi. Wydawało się, że koszmar się skończył, a sprawiedliwość stanie się faktem. Ale mylisz się, jeśli sądzisz, że kajdanki na rękach Sojdy złamały jego potęgę. Nawet zakradł w pasiakach. Jan Sojda wciąż trzymał swoich sąsiadów za gardła. Jego cień wciąż padał na zrębin, a proces, który miał się rozpocząć, nie miał być triumfem sprawiedliwości. Miał stać się spektaklem grozy, w którym strach przed jednym człowiekiem okazał się silniejszy niż strach przed więzieniem.

Ale to nie jest zwykła publiczność, bo są to sąsiedzi. Ci sami ludzie, którzy jechali autokarem, to ci, którzy podpisali cyrokraf. Wszyscy patrzą w jedno miejsce, na ławy oskarżonych. Siedzi tam Jan Sojda, obok niego szwagier, Józef Adaś i dwajsięciowie. Ale to Sojda przyciąga wzrok jak magnes. Jeśli myślisz, że aresztowanie go złamało, że widok krat odebrał mu pewność ciebie, to jesteś w błędzie. Sojda nie wyglądał jak skruszony grzesznik. Wyglądał jak monarcha na wygnaniu, który chwilowo musi znosić niedogodności, ale jest pewien swojego powrotu na tron. Wiesław Łuka, autor wstrząsającego reportażu Nie oświadczam się, opisywał go jako człowieka butnego, aroganckiego, wręcz bezczelnego.

W sali Sądu Wojewódzkiego w Tarnobrzegu zapadła cisza tak głęboka, że słychać było bicia serc. Sędzia odczytał wyrok. Dla Jana Sojdy, Józefa Adasia, Jerzego Sochy i Stanisława Kulpinskiego orzeczono karę śmierci. W jednej sekundzie mit o nietykalności króla z Rębina runął. Człowiek, który wierzył, że jest ponad prawem, który myślał, że kupił sobie Boga i milicję, nagle stał się nikim. Zwykłym śmiertelnikiem, którego życie zależało teraz od podpisu urzędnika. Ostatecznie Rada Państwa skorzystała z prawa łaski wobec zięciów Sojdy, zamieniając im stryczek na odpowiednio 25 i 15 lat więzienia. Ale dla Jana Sojdy i Józefa Adasia litości nie było. Wyrok wykonano 23 listopada 1982 roku w więzieniu przy ulicy Montelupich w Krakowie.

Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.