Mentionsy Mentionsy
Kryminatorium w RMF FM
Kryminatorium w RMF FM

Sceny zbrodni: #157. Skazani na karę śmierci w Polsce

05.03.2023 ·37 min 58 s · 7 rozdziałów

Zbigniew Brzoskowski. Ostatni skazany na karę śmierci w Polsce. Julian Kołtun. Wampir z Podlasia. Napadał i dusił kobiety spacerujące po zmroku. Afera mięsna. Aparat partyjny znalazł "winnego" braku mięsa w PRL.

0:00 · Wprowadzenie i temat 1

Heleny Chodkowskiej w Warszawie. Dobry wieczór. Dobry wieczór, witam serdecznie. W tym i kolejnych odcinkach będziemy mówili o skazanych na karę śmierci w różnych aspektach, ale muszę zacząć dzisiaj od pytania, czemu w ogóle służy kara śmierci? Kara śmierci jest pewnego rodzaju instytucją, jest wyborem państwa, które to państwo w ramach swojej polityki kryminalnej, w ramach swojej polityki karnej decyduje, Decyduje o tym, żeby w obliczu obowiązujących przepisów prawnych wyeliminować konkretnego sprawcy konkretnych zbrodni. Jako osobę, która nie spełnia wymagań tego społeczeństwa, jako osobę, która nie rokuje na przyszłość, jako osobę, która nie będzie w stanie powrócić, wychować się ponownie w izolacji więziennej do tego, żeby powrócić do społeczeństwa i w tym społeczeństwie normalnie funkcjonować.

2:40 · Historia kary śmierci w Polsce 4

Kara śmierci to jest coś, co pojawiło się w pracach Komisji Kodyfikacyjnej w latach 20. ubiegłego wieku. Po raz pierwszy zaczęto zastanawiać się nad tym i zaczęto zastanawiać się bardzo dobitnie nad tym, czy wprowadzić karę śmierci do I Kodeksu Karnego z roku 1932. Ostatecznie zdecydowano o tym, żeby ta kara znalazła się w katalogu kar jako kara zasadnicza, choć tu głosy ekspertów, głosy przedstawicieli komisji kodyfikacyjnej układały się wcale nie tak bardzo na rzecz umieszczenia tej właśnie kary eliminacyjnej w katalogu kar ówczesnego kodeksu karnego. Tak więc rok 1932 to początek polskiego prawodawstwa, polskiej kodyfikacji karnej właśnie z przyjęciem kary ostatecznej.

Później kolejny kodeks karny, kodeks karny z roku 1969 i pewnego rodzaju Ciekawostka jako, że zrezygnowano z kary śmierci jako kary zasadnicze i dopisano paragraf do artykułu, który mówił o karach zasadniczych i dodatkowych i postanowiono, że kara śmierci będzie karą dodatkową. Zbigniew Brzoszkowski, Julian Kołtun. Doszło do pewnej ściany, do pewnej ściany przemian społecznych w Polsce do końcówki lat 80., kiedy to w 88., a już później w grudniu 89. roku w związku z wejściem ustawy amnestyjnej postanowiono, że zamieni się karę śmierci, ta kara śmierci zostanie zamieniona na karę 25 lat pozbawienia wolności, wprowadzając jednocześnie po ostatnim wykonaniu kary śmierci w roku 88. w Krakowie

Pytając o długą tradycję kary śmierci w Polsce, nie miałem na myśli tylko lat dwudziestych czy też trzydziestych, co wiąże się z powrotem Polski na mapy, ale myślałem, że usłyszymy opowieść, że właściwie kara śmierci była od zawsze karą, która była stosowana od początków państwowości, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Czy tak jest faktycznie? Absolutnie tak. Kara śmierci była pewnego rodzaju przekonaniem, pewnego rodzaju zwyczajem, pewnego rodzaju przywilejem. Tradycją, a nawet widowiskiem przez długi czas dla wielu. Nawet w Polsce wiemy, po zakończeniu II wojny światowej, ostatnie publiczne wykonanie kary śmierci, które miało miejsce w Poznaniu, rok 1946, jeżeli dobrze pamiętam. Więc zobaczmy, więc to nie są aż tak bardzo odległe czasy. Ludzie, którzy przyszli zobaczyć Zbrodniarza wojennego, który był właśnie tam na Malcie w Poznaniu wieszany, zadowoleni, z balonikami, pewnego rodzaju atmosfera pikniku i to się po prostu działo.

Natomiast wracając do czasów dawnych, tak, Tak, to jakby nie była to instytucja, nad którą społeczeństwo w jakikolwiek sposób się specjalnie zastanawiało. Już wiadomo, wracając gdzieś do czasów starożytnych czy czasów bardziej średniowiecza, to nie jest to nic dziwnego. Myślę, że możemy to uprościć i powiedzieć, że kara śmierci jest tak stara jak ludzkość właściwie. Jest, tak, tak, tak. To jest dobre, to jest dobre sformułowanie. Wspomniał Pan o ostatnim skazanym. Czy może Pan przybliżyć naszym słuchaczom okoliczności zbrodni i samego zbrodniarza? Miałem możliwość rozmowy z człowiekiem, który przebywa w warunkach izolacyjnych od 1996 roku.

7:10 · Zbrodnia Zbigniewa Brzoskowskiego 5

To jest sprawca zbrodni, zabójstwa dwóch osób. Jest to sprawa powszechnie znana, komentowana, medialna, również swego czasu RMF bardzo mocno zajmował się tą sprawą. Trochę w innym aspekcie, bo zdaje się chodziło o jego szanse wyjścia na zewnątrz. Skoro doszło do spotkania w cztery oczy, jakie zrobił na panu pierwsze wrażenie? Rozmowy z osadzonymi to ciężki kawałek chleba. To była ciężka rozmowa. Nie chciałbym specjalnie charakteryzować tego, w jaki sposób ja ją osobiście odebrałem. Powiem tylko tyle, że była ciężka, że był specjalny tembr tej rozmowy, gdzie zaczęliśmy od

Od wielu pretensji ze strony skazanego, pretensji systemowych odnoszących się do wyroku, który zapadł pierwszego, drugiego, do zdania odrębnego, które miało jego zdaniem być wzięte pod uwagę, ale niekoniecznie zostało wzięte pod uwagę, aż po rozmowę dotyczące tego, w jaki sposób od ponad 30 lat odbywa Karę pozbawienia wolności, a wiemy też, że liczy na to, że będzie taki dzień w przyszłości, bliższej lub dalszej, kiedy będzie mógł dotknąć tej prawdziwej wolności. Na to liczy, tego by bardzo chciał. To był głośny temat w mediach kilka lat temu, między innymi w RMF-ie. Czy Zbigniew Brzoskowski, zadam to pytanie teraz jeszcze raz, ma szansę wyjść zza krat? To kwestia odpowiedzialności osób, które o tym zdecydują.

Nie wiem, czy Są w stanie udźwignąć tak wielką odpowiedzialność, natomiast nie chciałbym w sposób absolutnie kategoryczny odmawiać tego prawa tej właśnie osobie do tego, aby po ponad 30 latach przebywania w zakładzie karnym doznać tego, co dla człowieka jest najważniejsze, czyli tego właśnie aspektu wolności indywidualnej. Mówiliśmy o tej sprawie w naszych podcastach, ale czy może pan przypomnieć naszym słuchaczom okoliczności tej zbrodni? To było podwójne morderstwo, bezsensowne, jeśli zabójstwo może mieć jakikolwiek sens. Tak, to ciężka sprawa. To jest też tak, że rozmawiając z osobą taką, jak pan Zbigniew Brzoskowski, należy zrezygnować z takiego

Podkastowego charakteru takiej rozmowy, bo wiadomo, że mówimy tutaj o faktach, które miały miejsce i nawet teraz po 30 latach to czy sprawca, to czy skazany przyznaje prawidłowość, czy przepracował tę karę, która została orzeczona względem niego, przepracował ją w sobie, czy pojednał się sam z tą karą, która została mu Czy pojednał się z tymi osobami, to jest też bardzo ważne, czy pojednał się z tymi osobami, których pozbawił życia w pewnym stopniu, taki troszeczkę może filozoficzny aspekt. Ja też o to pytałem. Pytałem się o to, co dziś chciałby powiedzieć, gdyby miał taką szansę. Powiedzieć indywidualnie, sam w sobie do tych ofiar, które stały się właśnie ofiarami z jego ręki.

Sama zbrodnia niezwykle okrutna. Nie chciałbym mówić o szczegółach, ale proszę wierzyć, naprawdę okrutna, połączona ze zgwałceniem, połączona ze znęcaniem się nad pierwszą z ofiar, nad 18-letnią dziewczyną. W skrócie zrobił to osobie, tej doktor Oli, o której tutaj imienie padło, która próbowała mu pomóc wyjść z tych problemów, która zaprosiła go do swojego domu. On był wtedy na przepustce, jeżeli dobrze pamiętam. Tak, był na przepustce z zakładu karnego, więc z jednego miejsca wyszedł, wyszedł zdenerwowany, chciał spotkać się ze swoją miłością, którą podejrzewał o zdrady, spotkał ją, spędził z nią noc, mimo tego wyszedł. Będąc na tej przepustce, korzystał z alkoholu.

11:57 · Rok 1980 i wampir z Podlasia 8

W dalszym ciągu zdecydował o tym, że uda się do mieszkania osobę, którą doskonale znał. Powiem więcej, podczas badań, które były prowadzone w tej sprawie, miałem przyjemność Rozmów z osobami funkcyjnymi z Zakładu Karnego w Czerwonym Borze, które to z kolei osoby pracują z fundacją, która zgromadzona wokół osoby ofiary pana Zbigniewa Brzoskowskiego i te osoby tę panią doktor znały, znają. Zresztą wiemy o tym doskonale, że jest podjętych szereg działań, które mają Gloryfikować zachowanie pani doktor ofiary pana Brzoskowskiego i myślę, że to dla ludzi jest niezmiernie istotne, bo była to osoba, która chciała pomóc, pomagała często jak widzimy, jak słyszymy, jak czytamy w przestrzeni medialnej kosztem swojego życia prywatnego.

Kara śmierci w Polsce. Od razu przenosimy się do roku 1980. Tamto lato na Podlasiu było z tych chłodnych raczej więcej deszczu niż słońca, ale końcówka wynagradza pogodowe braki. Wakacje w domu rodziców w Międzyrzecu Podlaskim spędza Mariola O. Połowa września za dwa tygodnie młoda kobieta wraca na studia na Akademii Medycznej w Lublinie. Dokładnie 17 września Mariola wybrała się do Radzynia Podlaskiego, Gdy nastał wieczór rodzice zaczęli się niepokoić.

Postanowili sprawdzać po sąsiedzku u znajomych, czy córka przypadkiem nie zasiedziała się u nich. Jednak Mariola nie wróciła tej nocy do domu. Rano jej tato zgłosił na milicję zaginięcie córki. Tego samego dnia, około 6.30 rano, rolnik wyprowadzający krowy na pastwisko zauważył nagie zwłoki młodej kobiety. Ciało leżało w pobliżu torów kolejowych. Oględziny wykazały, że kobieta została wykorzystana seksualnie. Sprawca udusił ją jej własną apaszką. Ślady w ziemi wskazywały, że kobieta walczyła o życie. Kopała, drapała. Ustalenia milicji wskazały, że była to zaginiona Mariola O. Początkowo uznano, że sprawcą mógł być jakiś kierowca podróżujący tego dnia tą trasą.

Rozpytywano więc na przydrożnych stacjach. Świadkowie zapamiętali, że w dniu zaginięcia młoda kobieta, najprawdopodobniej Mariola, w eleganckiej bluzce i spódnicy, łapała stopa do Radzynia. To różniło się od planów, jakie przedstawiła rodzicom. Miała jechać przecież autobusem PKS. Ale na pewno wróciła do Międzyrzeca. Po południu znajomy widział ją na parkingu przy dworcu kolejowym. Być może to kierowca, który ją podwoził, spotkał się z dziewczyną wieczorem, zaprosił w odludne miejsce do parku przy torach kolejowych i tu wykorzystał i zamordował. Zaczęto badać jednak inny trop. Kilkanaście dni wcześniej doszło w okolicy do podobnej napaści. Zaatakowana została Rosjanka, która przyjechała do Białej Podlaskiej z Moskwy.

Leżały porozrzucane wokół niej. Resztką sił, czołgając się na czworakach, później kuśtykając obolała, dotarła do najbliższego domu, w którym świeciło się w oknach. Tu udzielono jej pomocy. Kobieta nie od razu zdecydowała się zgłosić na paść, zrobiła to dopiero dwa dni później. Obdukcja lekarska potwierdziła, że była duszona i że miała zatrapania także na rękach i nogach. Wszystko wskazywało, że napastnik planował ją wykorzystać seksualnie. Jednak prawdopodobnie spłoszył go jakiś przejeżdżający samochód. Gdy te sprawy powiązano, po okolicy zaczęto mówić o wampirze, a kobiety zaczęły obawiać się same wychodzić po zmroku z domu. Wracamy do dwóch napadów na kobiety na Podlasiu w końcówce lata roku 80.

Jedną z nich była obywatelka zaprzyjaźnionego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Została napadnięta w bratniej Polsce, więc milicja się przykładała do śledztwa. Sama poszkodowana nie bardzo mogła pomóc śledczym, nie zapamiętała dokładnie wyglądu mężczyzny. No, wysoki w długiej kurtce. Ale z ust do ust zaczęła krążyć opowieść o tak ubranym wampirze z Podlasia, który czyha po nocach na samotne kobiety. Strach padł na okolice. Już jesienią okazało się, że strach niestety uzasadniony. Zanieśmy się zatem do 16 października 1980 roku. To tak zwany Dzień Papieski, rocznica wyboru Karola Wojtyły na papieża. W kościołach w całej Polsce odbywają się uroczyste msze dziękczynne w intencji Jana Pawła II.

Jasienne wieczory zapadają coraz wcześniej. O 17.45 było już ciemno. To wtedy 14-letnia Dominika wraz z koleżanką ze szkoły wybrały się do kościoła przy ulicy Brzeskiej w Białej Podlaskiej. Jak wspomniałeś, już mówiło się o wampirze z Podlasia. Więc mama prosiła córkę, by zaraz po mszy wróciła do domu, a jednak nie wróciła. Ani zaraz, ani po mszy, ani w ogóle nie wróciła tej nocy do domu. Około północy, kilkaset metrów od domu dziewczyny, grupa mężczyzn na osiedlowym śmietniku spożywała alkohol. Pamiętają, że na podwórku w starych toaletach słyszeli jakieś hałasy, ale uznali, że to pewnie koty się tłuką jak zwykle. Prawdopodobnie słyszeli odgłosy walczącej o życie nastolatki.

Milicjanci wytypowali kolejnych podejrzanych. Ponad 40 mężczyzn przypominających rysopis podany przez kobiety, które przeżyły jego napad. Jeden z nich przyznał się nawet do zabójstw i gwałtów. Po początkowej euforii okazało się, że to był fałszywy trop, mężczyzna kłamał, prawdopodobnie by zyskać jakąś chorą sławę. W tym czasie na Podlasiu już wszyscy mówili o wampirze, milicja pracowała pod jeszcze większą presją, a kolejnych podejrzanych nie było. W końcu któryś ze śledczych wpadł na nowy trop. Skojarzył, że Rosjankę napadnięto przy dworcu. Ciało pierwszej ofiary wampira znaleziono przy torach i dwa jeszcze napady miały miejsce w okolicach ulicy Kolejowej.

23:03 · Morderca Julian Kołtun 4

Zapytał czy wie gdzie mieszka Wanda. Tym pytaniem ją zaskoczył. Zanim zebrała myśli o jaką Wandę może chodzić, już czuła jego rękę na swojej szyi. Ściskał coraz mocniej. Drugą ręką kneblował jej usta, żeby nie krzyczała. Kobieta z całą mocą ugryzła go w rękę. Tak, że z jego palca aż trysnęła krew. Krzyknął z bólu i uciekł. Grażyna odważnie pobiegła za nim. Akurat przejeżdżał radiowóz, zatrzymała milicjantów i opowiedziała o tym, co się stało. Patrol zaprosił ją do auta i zaczął jeździć po okolicy. Napadnięta kobieta miała wypatrywać napastnika. Wkrótce rzeczywiście na zaśnieżonych chodnikach dostrzegła wyraźnie odznaczającą się wysoką postać w ciemnym płaszczu.

1 sierpnia 1982 roku sąd ogłosił wyrok. Dwa morderstwa, pięć napaści. Julian Kołtun uznany został za winnego i skazany na karę śmierci przez pobieszenie. Stracono go w Warszawie w więzieniu mokotowskim. Płatni zabójcy, seryjni mordercy i sceny zbrodni w RMF FM. Tu sceny zbrodni i mówimy dzisiaj o skazanych na karę śmierci. Przenosimy się teraz do lat 60. Rzeczywistość w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie rozpieszczała. Konsekwencje zniszczeń z II wojny światowej nadal dawały się mocnowe znaki.

No i przede wszystkim To, co już w Polsce wyhodowano, w dużej mierze szło na eksport, głównie do Wielkiego Brata na Wschód. Tym samym w kraju był gigantyczny deficyt mięsa. Oto może warto przypomnieć popularny wówczas kawał. Jaki jest związek między hodowlą świn a brakiem mięsa w sklepach? Związek Radziecki to była prawidłowa odpowiedź. Albo inny, o czym marzy polska świnia w drodze do rzeźni, żeby choć jej serce pozostało w kraju. No ten czarny humor najlepiej pokazuje, w czym tkwił problem. Mięsa brakowało, a jak już się pojawiało, to było na kartki. Do tego jeszcze gigantyczne kolejki. Dlatego ten strategiczny produkt się Po prostu kombinowało jak wiele rzeczy w PRL-u.

W końcu w kwietniu 64 roku na biurku Władysława Gomułki wylądował donos od byłego pracownika zakładów mięsnych na warszawskim Służewcu. Zacytujmy tę wiadomość. W sklepach miejskiego handlu mięsem wszyscy kradną, a ci, którzy nie chcą kraść są zwalniani z pracy. Pierwszy sekretarz KC PZPR postanowił zrobić porządek z tą mafią spożywczą w stolicy. W dzisiejszych Scenach Zbrodni zajmujemy się karą śmierci. Wracamy do afery mięsnej, która wstrząsnęła polską ludową. Wspomnieliśmy, że na początku lat 60. do polityków bardzo wysokiego szczebla docierały rozmaite donosy, anonimy opisujące smutną prawdę o handlu mięsem w Warszawie.

30:44 · Afery mięsne w PRL 3

Prawdziwy skarbiec. Około 34 tysiące dolarów, ponad 2,5 kilograma złota. To wszystko w czasach, gdy średnia pensja wynosiła 1800 złotych, a wartość dolara była kilka razy większa niż dzisiaj. Dla przeciętnego mieszkańca PRL był to majątek nie do wyobrażenia. Już trzy dni po zatrzymaniu Stanisław Wawrzecki przyznał się do przyjęcia łapówek o łącznej wartości 3,5 miliona złotych. Liczył zapewne na złagodzenie kary. Opowiedział więc wprost, jak złotówki wymieniał na dolary i złoto, jak to złoto zakopywał u znajomych na działkach. Sam żył dość skromnie. Nie wydawał dużych kwot, aby nie rzucać się w oczy. Afera mięsna rozkręcała się na całego.

Aresztowano ponad 400 osób, w tym dyrektorzy zakładów mięsnych, kierownicy sklepów, funkcjonariusze z Państwowej Inspekcji Pracy i zwykli szeregowi pracownicy. Partia postanowiła wykorzystać nadarzającą się okazję, która po prostu spadła im z nieba. Cała wina za niedobory mięsa w Warszawie miała zostać zrzucona na mafię Wawrzeckiego. Tym samym to nie przez niewydolny system czy wielkiego brata zza wschodniej granicy obywatelom brakuje wędli na stole, nie. To przez takich skorumpowanych kombinatorów, brzmiał oficjalny przekaz. Gazety podległe władzy oczywiście umiejętnie podburzały opinię publiczną, pisząc o wykwintnych przyjęciach, o zagranicznych wycieczkach szefów mafii mięsnej, gdy zwykły obywatel nie miał często nawet plasterka szynki na kromce chleba.

Wszystkie miejsca na sali były zajęte. Zadbano też o odpowiednią otoczkę. Podejrzanych transportowano do sądu jak największych zbrodniarzy w długich konwojach. Postępowanie toczyło się w trybie doraźnym. Dzięki temu za przestępstwo gospodarcze groziła nawet kara śmierci, a od wyroku nie można było się odwołać. Dodatkowo na czele składu sędziowskiego stanął wierny władzy Roman Kryże. To on wskazał na śmierć polskiego bohatera, rotmistrza Witolda Pileckiego. Wśród prawników krążyło mroczne powiedzenie – sędzia Kryże będą krzyże. A poważnie mówiono, że skazał tyle osób na śmierć, że ma swój prywatny cmentarz. To wszystko pokazuje, że wyrok w tej sprawie zapadł już przed procesem, na najwyższym szczeblu Komitetu Centralnego PZPR.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.