Ewa Błachnio
Wyjątkowo kojąca rozmowa o kreowaniu własnego losu i daniu się prowadzić poczuciu, że "to tu". Ewa rozpoczynała swoją przygodę ze sceną od Kabaretu Limo, później spełniając się w aktorstwie dramatycznym, a obecnie współtworząc telewizyjne programy kabaretowe i własny stand-up. Poprzez rozmowę o codziennych rytuałach szukamy sposobów na to, by nie kierował nami strach i by nie zwariować we wszędobylskim pędzie.Kreaturę możecie już wspierać w serwisie Patronite: https://patronite.pl/kreatura/
Ja mówię, Jezus Maria, przecież, ale ja dalej byłam zła, mówię, Boże jedyny. Bo to jeśli to ma mnie w ogóle nie kosztować żadnego wysiłku, to ja nie wiem, czy ja to chcę robić. I tutaj też kolejna wchodzi rzecz, że na przykład przez lata, nie wiem jak ty masz, Gosia, ale mam coś takiego, że pamiętam, że jak coś jest Jak łatwo przychodzi albo jest lekkie, to człowiek ma poczucie, że coś nie gra. W sensie, że to powinno nas kosztować jakąś niebotyczną robotę, być ciężkie, musimy przeżywać, opowiadać. Potem się okazuje, że tak naprawdę może być lekkie, że powinno być lekkie, co wcale nie znaczy, że nie ma być intensywne, czy mocne, czy gdzieś głębokie. To wszystko może się łączyć, ale nie musi być po prostu obarczone jakąś dramą i przeżywaniem i tak dalej.
I tutaj nie ma zupełnie obaw, bo byłam dokładnie też bardzo zagubiona na początku, nie wiedziałam, bo Boże, no dobra medytacja, ale z kim, co, jak, gdzie, Jezus. Jak tam, nie wiem, sobie wpiszesz na YouTubie, to tego jest miliony, tysięcy, setki bilionów, więc próba wyboru jest dość, przynajmniej na początku, taka przytłaczająca, ale powoli i naprawdę nie trzeba od razu wszystkiego umieć wiedzieć, to wszystko się wydarzy. Ale właśnie to jest też ekstra, właśnie medytacja jest super takim nauczycielem, bo bardzo szybko weryfikuje twoją, jeśli masz poczucie, że jesteś, nie jestem raczej spokojnym człowiekiem i nie medytujesz i zaczynasz medytować, albo nie wiem, ja potrafię nad sobą panować, albo łatwo mi przychodzą, to nagle się... Dość szybko może okazać się, że bywa to inne, ale medytacja jest absolutnie odpowiedzią.
I to jest tylko tyle. Świat się nie zmieni, tu się nic nie wydarza złego, tylko moja perspektywa jest po prostu niżej niż zwykle. I wtedy najczęściej wystarczy się albo wyspać, albo po prostu sobie zrobić coś dobrego do jedzenia, albo nie ma nic złego w tym, żeby dać nogę ze świata na chwilę i na pewno świat będzie funkcjonował dalej, bo też mi się wydawało, że nie, no przecież ja mam tyle, Boże, Jezus, mam tyle zobowiązań i tyle ludzi na mnie i tu nie, nie, nie. No i okej, rzeczywiście na początku było to może trochę trudne, ale Ale świat się naprawdę totalnie na to otworzył i wchodzi we wszystkie moje pomysły tak naprawdę. Jeśli mam ochotę właśnie na tydzień odpaść, to nie ma pytań, jest okej. I nic mi, nie wiem, nie było sytuacji, w której no F-ka, kurde, szkoda, że Cię nie było, no bo teraz to już za późno.
I tak, no to niestety bywa żmudne i bywa trudne i bywa, nie wiem, przykre, ale też z kolei bywa ekstatyczne, niezwykle podniecające, cudowne, bo kiedy nagle tak patrzysz, bo nigdy tego nie wiesz zawczasu, wiesz to już tak dopiero jak to się stanie i tak spojrzysz, mówisz o Jezus, o Matko, ja o tym marzyłam całe życie, a to się właśnie wydarzyło. O Jezu, no. O jacie, o wow. I wtedy wiesz, że fajnie robisz, wtedy wiesz, że jest okej, że wszystko jest po coś. Wszystko, naprawdę wszystko. To ja też miałam taki moment, jak zdałam sobie sprawę, że jeżdżę z tym impro za granicę i na przykład, że jestem w Australii w tym momencie.
I to nie miało znaczenia ta treść, bo zawsze było coś. Jak nie to, to nie wiem, to wygląd. O Jezus, gdzie ty, jesteś za brzydka, za gruba, za... No miliardy rzeczy. I to tak człowieka walcowało i ono. Ale były momenty, w których właśnie coś zrobiłaś, coś do ciebie przyszło, coś zostało ci, nie wiem, dane, na coś zapracowałaś, gdzieś zostałaś doceniona, ktoś przyszedł i z zupełnego zaskoczenia ci dał Coś, czego potrzebowałaś i czasami to było naprawdę tylko, nie wiem, na przykład szczere takie fajne spojrzenie widza w oczy i jejka, lubię panią, naprawdę super pani gra i masz takie, aha, okej, no dobra, nie no, to pakujesz się do samochodu i mówisz, aha, super, grałam, no dobra, no i to tak...
I tak Cię buduję i buduję i tworzę, ale też miałam tę tendencję jakby taką wypychania się w przestrzenie, w których nie było mi dobrze, niekomfortowo, w sensie, żeby jakoś tak czułam, że to tędy, że zawsze jak nie jest za wygodnie, to to znaczy, że to tędy. No tak, no bo te wszystkie przestrzenie, tak jak mówisz, to jednak były twórcze, żeby coś zrobić, żeby zrobić jakiś krok naprzód w jakieś nieznane. No super. Też bardzo czułam to od momentu, kiedy zaczęłam sama gdzieś jeździć, no bo tak jak wspomniałam, że na początku to zawsze było coś grupowe, albo spektakle, albo właśnie występy z grupami, a potem jak na przykład grupy już nie było, to też było takie, o Jezus, i co teraz? I potem jak zaczęłam jeździć za granicę, co jeszcze było przecież przekroczeniem dosłownie i w przenośni różnych granic, to i do, na przykład byłam sama w tych podróżach też, tak jak mówisz, i w gronie ludzi, których prawie w ogóle nie znałam, albo jak poleciałam taką najważniejszą, bo to też był moment, kiedy się wyrywałam z bardzo toksycznego związku, to było polecieć jak najdalej, po prostu najdalej.
Idź i baw się i zobacz, nie musi być od razu idealnie, przestań jakby patrzeć na to jak na zadanie, bo coś, bo powiesz nieśmieszne żarty i wtedy już W każdym razie to było tak super, żeby właśnie sobie pozwolić na to, żeby wyjść i jakby to jest dla Ciebie plac zabaw, masz. Ja się po prostu później już tak cieszyłam tym. I trochę to staram się utrzymać i może mi się nawet uda, bo na razie mam takie, że nie, totalnie sobie przestawiłam to na to, na taką właśnie zabawę, że jedyny straszny moment to było po raz pierwszy wyjść i zacząć gadać, bo takie właśnie, o Jezus, ja nie wiem, czy ja dam radę, a później jak się okazało, nie, no dajesz, jakby robisz to, co zwykle robisz po prostu, gadasz z widownią, gadasz do widowni i pytasz widowni, jakby gadasz z nimi, no jakby jesteś tam, coś śmieszna, oni się cieszą i jakby...
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Małgorzata Różalska przedstawia Ewę Błachnio, kawalerkę kabaretu Limo i autorkę stand-upu.
Ewa Błachnio opowiada o swojej drodze twórczej od kabaretu po stand-up, podkreślając trudności i sukcesy.
Ewa Błachnio opowiada o swoim doświadczeniu z improwizacją i jak to wpłynęło na jej karierę.
Ewa Błachnio opowiada o trudnościach i szukaniu równowagi w swojej karierze, podkreślając potrzebę balansu i harmonii.
Ewa Błachnio opowiada o swoim osobistym i duchowym rozwoju, podkreślając znaczenie medytacji i akceptacji.
Ewa Błachnio opowiada o swoich strategiach utrzymania równowagi, takich jak medytacja, jogi i tygodnie ciszy.
Ewa Błachnio opisuje swoją drogę twórczą, akceptację i zmiany w sobie. Rozmawia o pozytywnych zmianach, które wpłynęły na jej tworzenie i sposób nastrójowania się na różne sytuacje.
Ewa Błachnio omawia rozwój stand-upu i kabaretu, notując, że stand-up się rozwinął i staje się bardziej różnorodny.
Ewa Błachnio daje radę osobom zainteresowanym komedią, zachęcając do działania i nie przeszkadzania sobie pytaniami.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Kreaturę możecie już wspierać w serwisie Patronite: https://patronite.pl/kreatura/