Mentionsy Mentionsy
KinoTalk
KinoTalk

To był zwykły przypadek

10.03.2026 ·1 godz 13 min

(00:00) Co powiedział Timothée Chalamet?(12:10) Ponowne „Zmartwychwstanie”, reż. Bi Gan(28:59) Segment o miłości(52:20) „To był zwykły przypadek”, reż. Jafar Panahi

Że jest to na pewno podkręcone bardziej przez to, że jest teraz kampania... Bo Shia LaBeouf jest miejscem, w którym był już od dawna i jakby też niewiele się zmieniło w tym miejscu, w którym jest. Co smutne, tam nie ma zaskoczeń. Nie ma tam zaskoczeń. To jest bardzo smutne. Ale wiesz, że zapytałam się ostatnio, bo pamiętasz, mieliśmy taką rozmowę przy okazji Martii Supreme... Wielkiego Marty'ego. Dlaczego tyle młodych ludzi w kinie ja widziałam? Bo nie wiem, czy to jest doświadczenie każdego. Przynajmniej moje kino było pełne naprawdę bardzo młodych ludzi i zrobiłam taką sondę. Niewielu znam tak młodych ludzi, ale tych, co znam, to zapytam, dlaczego byli w kinie. Na Marti Supreme. I byli dlatego, że Timothée Chalamet. Czyli, że to jest jakaś popkulturowa postać. I tam mi tłumaczyli o muzyce, robią tam... Wszystkie te rzeczy, które my powiedzieliśmy jako tropy.

Chociaż nawet... Ja nie wiem, czy to mi by było potrzebne. Wiesz co, no ja tak zastanawiałem się już, no od samego początku czułem, że chyba to jest kino o kinie, ale dopiero na końcu sobie uświadomiłem, że okej, na pewno, na pewno tak jest, mimo tego, że widziałem te wszystkie najróżniejsze jakieś tropy, które nam zostały zostawione i no to jest jakiś taki zarzut z mojej strony i też te metafory, mimo tego, że to jest wszystko oczywiście na mistrzowskim poziomie pokazane, no to ostatecznie jest to dość... Nie wiem, czy jest to aż taka odkrywcza rzecz w kontekście treści. O tak bym to powiedział. W postaci formy absolutne mistrzostwo. Ja chyba inaczej oceniam Bigana. Nie wiem, czy widziałeś wszystkie jego pozostałe aż dwa filmy. Nie, nie miałem okazji.

Wydaje mi się, że duża część ludzi śni. U niego to są wampiry, ale to się wpisuje jakby, wiesz, idealnie w ten taki okołopopkulturowy, masowy horror, który nam się śni, no bo jest jakimś przepieraniem emocji. On też śni o przeszłości zawsze. Praktycznie w kontekście Hinto jest zawsze spojrzenie na przeszłość. To jest taki ciekawy temat, bo to Łukasz Mańkowski mi szeroko wytłumaczył, czyli dyrektor festiwalu Pięć Smaków, że to też mu daje możliwość obchodzenia cenzury, jeżeli on nie ocenia współczesnych Chin, a ocenia te Chiny, które już dawno są za Chinami, bo przecież przemysł, technologie, no to już nie trzeba się wtedy czepiać, że to niekoniecznie jest takie pochwalne spojrzenie na Chiny, no bo faktycznie oni je zostawili za sobą, teraz idą do przyszłości.

W formie tak, na pewno w formie tak, ale wciąż mam jakieś takie poczucie, że wiesz, to jest bardziej odhaczanie kolejnych, no to jest trochę jak bingo, w sensie, że patrzysz na ten ekran i niektórych rzeczy może się tam nie spodziewasz, nie wiesz, który numerek tym razem będzie wybrany. Cieszy cię bardzo, jak odkryjesz, że właśnie o, to jest na przykład nawiązanie do tej ery, gdy przechodziliśmy z Kina Nimego na dźwięk i myślisz o, fajnie, super. Jest inne nawiązanie, które bardziej gdzieś, uznajmy, idzie w to kino współczesne, albo doceniasz tego master shota nagle i to też jest przecież coś niesamowitego, jeżeli chodzi o taki kunszt filmowy, ale i oddanie w ogóle hołdu. Ale wciąż jest to dla mnie takie, że wyszedłem po tym kinie przy nowych horyzontach, jak widziałem go w takiej ogromnej publiczności i końcówka, która daje nam właśnie też jakieś takie

To jest coś dziwnego, nawet jeżeli... Wiesz, znasz się trochę na kinie, odwołujesz się do tych klasyków, no to się możesz tym pobawić, ale jak się nie znasz w ogóle na kinie, no to to jest takie, to jest takie doświadczenie, z którego nie obraziłabym się, że część widzów by wyszła. Ale podoba mi się to, w sensie ja cieszę się, że kino prowokuje ludzi też do tego, żeby trzasnąć drzwiami i wyjść i stwierdzić. Wspominaliśmy o tym z Zuzą przy recenzji. Byliśmy na jednym pokazie, jak się okazało, bo w ogóle nie umawialiśmy się. Na tym samym? Na tym samym. To był piątek wieczór i wchodzę do tej sali. W ogóle dość dużo miejsca było zajętych, co mnie zaskoczyło. Piątek wieczór to był jedyny pokaz też Zmartwychwstania i to był dzień premierowy. No ale wciąż miałem takie, że okej, chyba trochę więcej niż się spodziewałem.

O tym takim porównaniu kino, a teatr, a opera. Timothée Chalamet. On to właśnie gdzieś wspominał. No to tutaj przyznam, że czułem jakąś taką przewagę może tego kina. Może się nawet od niego podepnę, ale nie dlatego, że uważam, że... Ktoś powinien takie publicznie sądy wydawać, zwłaszcza jako osoba publiczna. I nie uważam, że balet to jest coś, co jest na siłę podtrzymywane, tylko rzeczywiście, no może nie jest to rzecz, którą widujemy, wiesz, codziennie, ale jak raz na jakiś czas się wybieramy, to jest pewnie dla wielu z nas doświadczenie jakieś niesamowite i czy w ogóle powinniśmy oceniać to rzeczy pod względem publiki, w sensie, że jeżeli coś przyciąga dużo ludzi, to znaczy, że jest gorsze lub lepsze, to jest inna kwestia. Ale to co chciałem podkreślić, to że tutaj nie było problemu z właśnie jakimś takim klasizmem, taką elitarnością, która pojawia się czasami przy niektórych tego typu sztukach, tak mi się przynajmniej wydaje, czasami jak chodzę do teatru, to mam takie wrażenie, że niezależnie co tam się dzieje na scenie, to jednak jesteśmy w teatrze i dużo osób jest z takim nastawieniem, no to jest wielka sztuka, to są wielkie metafory.

Nie dziwi się, że seniorki to po prostu zrobiły w trakcie i chciały być usłyszane, bo to jakby chcemy swoją opinię od razu na świat się z nią... Spotkać i z innymi. I wydaje mi się, że podobne reakcje były, kiedy kino powstawało. W sensie, kiedy ludzie widzieli pierwszy film, że to nie było do ogarnięcia. Że jak to? Dlaczego? I tutaj teraz powiem Paulo Coelho, ale rzadko już mamy taką możliwość filmową, doświadczać czegoś takiego, co z jednej strony, tak jak mówisz, wpisuje się w kanon i opowiada o kanonie, a z drugiej strony jest tak nie... Przewidywalne, nieoczywiste i nie wiadomo w ogóle po co. I jest w tym wszystkim ten piękny przyrost formy nad treścią, ale nie taki, że jest to... No wiesz o co mi chodzi, że nie jest to bufoniada.

No tak miałem też po pierwszym zobaczeniu, ale poszedłem na tego drugi raz, żeby wszystko sobie w tym... O, nie mam teraz tego notesu przy sobie. Mam dwie, trzy strony notatek, gdzie zapisywałem sobie, co dokładnie tam się dzieje, dlatego że chciałem zrozumieć. I jest mi trochę lepiej. Ale to jest też taki film właśnie, który... Bo nie wiem czy wiesz, to mi mówił też Łukasz Mańkowski, że Bigan przyjechał na Cannes i przemontowywał ten film wielokrotnie. Inna wersja była na tych pokazach dla sprzedawców, inna była na tych pokazach galowych. On jeszcze później znowu sobie przemontował ten film i Łukasz mówił, że widział kilka przemontowanych wersji. To nie są oczywiście takie elementy, zmiany, które gdzieś wychwytujesz, tym bardziej w takim dziele, jakim jest Zmartwychwstanie, ale to mi trochę pokazuje jego stosunek do tej opowiadanej historii, że to jest jednak takie dzieło, eksperyment, takie ruchome, takie, którym jednak bym się nie chwytała tak mocno

Konkretnych elementów, które miałyby nam wyjaśnić całość, bo on dalej sobie nad nim pracuje, przestawia, tu mi się tam podoba ten element, tam sobie przełożę ten element i to jeszcze jakby dodaje temu uroku, że to nie jest coś kompletnego, że to jest coś ruchomego. No tam była taka, opowiadaliśmy o tym też tydzień temu, taka legenda wręcz, że Bigan po prostu w środę jeszcze montował, a w piątek był pokaz, co robił w czwartek w takim razie. Naprawdę, to jest najważniejsze pytanie przy tym. Śnił. No w czwartek miał jakiś taki moment, wiesz, że coś mu się jednak w tej wizji nowego urodziło. Mi się wydaje, że to jest właśnie takie odpowiadanie na jakieś takie intuicje, wizje, przeczucia, że to też jest bardzo artystyczny film dzięki temu.

Że to jest sztuka. Znowu Paulo Coelho, no ale rzadko mamy takie doświadczenie w kinie i podoba mi się, że ludzie podejmują się tego I że panie wytrzymały trochę dłużej. Aż bym chciała z nimi porozmawiać potem w filmie. Właśnie część wyszła, ta z tylnego rzędu wyszła trochę szybciej niż żyć. To też rozumiem. Ale wyszły w ogóle w jakimś takim falernym momencie, bo tam jest czwarta później historia z tych pięciu. Mogłeś ich zatrzymać, powiedzieć dajcie szansę, tam jeszcze idą niezłe etiudy. Nie będę wpływał później na wiesz, na ten sen, tak? W sensie chciały się obudzić. Nie jesteś boskim Demiurgiem z kina. You can't handle the truth!

Właśnie zwłachałem się między ósemką a dziewiątką nawet szczerze mówiąc. Czyli widzisz, dokładnie tyle co byś Biganowi dał. Mniej więcej tak. Dlatego, że tak jak powiedziałaś, jest to kino kompletne. Nie wiem, bo to są takie jakieś duże słowa, a takie bardzo... Znowu podpadasz po prostu. Drugi raz. Spoilery i duże słowa. To wszystko na mojej wizytówce sobie zapiszę. Przepraszam. Ja nic nie zrobię ze swoim charakterem. Niby mam na niego wpływ, no ale coś zrobić. Wiesz co, no bo o kinie kompletnym często mówi się, jak to jest właśnie dzieło typu bigana albo jakiś taki duży kaliber. No wiem, ale taki duży kaliber to też jest takie ograniczenie.

I chciałbym tu jeszcze wyróżnić jedną rzecz, a raczej jedną osobę. Aleksander Skarsgard jest niesamowity. Jest niesamowity. Ja zapraszam do oglądania z nim wywiadów. On jest po prostu... On jest tak śmieszny. Zabawny w sensie, śmieszny to jest jakieś pejoratywne słowo. No właśnie, ja żyję w bańce otoczonej Aleksandrem. Mój internet wybrał moją drogę za mnie i wszędzie jest Aleksander. Ja też jestem wielką fanką Aleksandra od zawsze, ale chyba najwięcej miłości przyniosła mi jego rola Eryka w True Blood. Ja jestem wielką, wielką psychofanką tego serialu. I tam, nie wiem czy wiesz, było dwóch wampirów, którzy walczyli o serce jednej dziewczyny, bo zawsze musi być trójkąt emocjonalny.

No tak to jest, ale to był też dobry serial, a raczej nawet niezależnie od serialu, no on jest tam po prostu świetny i to jest znowu kompletnie inna rola. Ale też taka komediowa lekko. No i ostatnio go widziałem jeszcze w filmie Charlie XCX o Charlie XCX, czyli The Moment i tam gra bardzo jakąś taką karykaturalną rolę bycia Gościem, który zrealizuje ci filmik, wiesz, taki z koncertu i on jest reżyserem wielkim, ale takim koncertowym i no on ciągnie ten film tak naprawdę. Znowu jakaś taka komediowa trochę odsłona, nawet bardzo, ale znowu jest to inna osobowość i on sobie w wszystkich tych rolach radzi świetnie. Bo jest po prostu świetnym aktorem. W przeciwieństwie na przykład do Elordiego.

Mieliśmy finał Bridgertonów czwartego sezonu. Cały czas oglądamy Love Story, czyli historię o miłości i Netflix zaserwował nam, uwaga uwaga, serial z Rachel Weisz, który się nazywa Wladimir i też jest może nie o miłości, jak o pożądaniu, o której też w kontekście miłości można mówić, ale jest też o miłości, bo... Opowiada o różnych elementach, składni tego pożądania, czyli na przykład, że mamy często partnerów, a pożądamy innych ludzi, a przy okazji jest satyrą o kampusie. I naprawdę nie pamiętam, kiedy był taki miesiąc, żeby tyle pozycji romantyczno... Dramatycznych można było zobaczyć w telewizji i muszę przyznać, że większość z nich jest naprawdę bardzo dobra, bo mieliśmy niezły finał Bridgertonów i dużo można było popłakać, co uważam, że jest wymagane w tej produkcji i w ogóle w kostiumie.

Shonda Rhimes dowiozła dużo, dużo płaczu i to jest dużo lepszy sezon niż trzeci. Więc fajnie. Mamy to love story, które trwa i to jest naprawdę solidna, klasyczna opowieść o miłości z pięknymi ludźmi, którzy zjadają siebie na ekranie, więc o to chodzi. Mamy Vladimira z fantastyczną Rachel Weisz. Ona jest po prostu wyśmienitą aktorką. Super, że ktoś ją zaprosił do małego projektu na małym ekranie. I nawet jak tam są jakieś mankamenty, to to jest dobra komedia z dużą dozą takiej fajnej właśnie satyry na akademickość, która zawsze jest na miejscu. Zaprawdę dzieje się mnóstwo porządnych rzeczy w telewizji. Co się śmiejesz? Przepraszam, ale... Co się śmiejesz? Jak mówiłaś o tym Wladimirze, od razu jakoś tak mi się skojarzyło, że to musi być serial o wampirach i okazuje się, że nie.

Film ma nam do powiedzenia od początku. No i właśnie jakoś to kontrastuje i cały czas zderza się z tym przekazem, co dla mnie już jest niesamowitym doświadczeniem i chyba czegoś takiego po prostu wcześniej nie widziałem. To jest trochę taki case, jak ktoś ci opowiada o swoim ex i to jest w ogóle świeża sprawa, tak plus minus. Emocjonalnie uznajmy, że jesteśmy w takim momencie, że przeżywasz okropne rzeczy, bo wiesz, że to jest straszny temat, ale ty się śmiejesz i jest ci bardzo głupio, że się śmiejesz w tym momencie, no bo uznajmy, że jest to opowiadane w jakiś taki absurdalny sposób, że masz w sobie takie dwie skrajne emocje. Oczywiście porównanie z Ex jest tutaj na wiele inny poziom, prawda?

Bo to teraz będzie się działo... Teraz już się dzieje na dniach przecież cała, znaczy na dniach, na tygodniach. 15 będzie gala Oscarowa. 15 marca, dokładnie. Czyli przyszły program już mamy po-Oscarowy. Po-Oscarowy, więc pewnie jakoś się będziemy do tego odnosić przed-Oscarowo. W sumie to możemy od razu rzucić, że raczej nie ma tam dużych rzeczy. Ja przepraszam, bo ty chciałeś o Oscarach rozmawiać, a ja mam jakiś taki w tym roku stosunek do Oscarów. Może to nie jest ten rok żaden. I wiadomo, że po Oskarach będziemy rozmawiać i te nagrody są bardzo ważne, ale zwykle mamy jakieś obstawianie oscarowe, a w tym roku trochę się wymigałam od tego. Rozumiem to, bo jak później zacząłem... A chciałbyś to się poobstawiać? Wiesz co, jak zacząłem później patrzeć na te kategorie w tym roku, to nie czuję tam jakiegoś takiego wielkiego napięcia i wahania się, kto może wygrać tym razem.

Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.