Katharsis - Radosław Gruca - 101
W latach 70. do Stanów Zjednoczonych pływał statek Stefan Batory. Kiedyś płynął nim mój ojciec Jerzy Gruca, który zmarł dokładnie trzy lata temu i zostawił mnie z prośbą o załatwienie sprawy, której on załatwić nie zdołał. W międzyczasie tata, głęboko wierzący katolik, napisał książkę „Watykan znany i nieznany”, która była jego hołdem dla Stolicy Apostolskiej. Dopiero po latach zobaczył, że zło zakorzenione w kłamstwie kościelnych instytucji, dotknęło też naszą rodzinę. Kiedy napisałem książkę „Hipokryzja” miałem nadzieję na zmianę i oczyszczenie. Zamiast tego historię zła i krzywd zamknięto na cztery spusty, być może po to, żeby nikt nigdy się nie dowiedział... Mijają lata i czas by opowiedzieć tę smutną historię i tym samym zamknąć cykl #Katharsis. Już w środę, w ostatnim programie w tym roku powiem Wam o cierpieniu rodzin, niepomszczonych krzywdach, przebaczeniu i innych emocjach, z którymi związany był mój program. Jestem świadom konsekwencji, ale wierzę, że kiedy upłyną dwie godziny mój ojciec mógłby powiedzieć, że „zachowałem się jak trzeba”. Drogie Resetarianki i Resetarianie, bądźcie z nami w ten jedyny wieczór, w którym opowiem o seminarium, o którym w Polsce wielu duchownych mówiło mi, że wyjazd tam był niczym wysłanie do burdelu. Bądźcie ze mną – prawdzie oddany Radek.
Żebyście udostępnili go jak najszerzej, bo taki jest jego cel. Taki jest jego cel, żeby prawda wreszcie wygrała i dała szansę oczyścić ten cały brud, który razem ze mną odkopywaliście w kościele. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy powiem wam o tym, co obiecałem mojemu ojcu Jerzemu Grucy, który zmarł trzy lata temu, 27 grudnia. Teraz wczoraj była rocznica jego śmierci. I zobowiązanie, które mam wobec niego oraz różne wydarzenia w moim życiu, o których też niestety wspominałem, ponieważ taka była konwencja tej naszej
Audycji, żeby pokazać pożądany proces oczyszczenia kościoła z brudu pedofilii i różnych przestępstw seksualnych, bo nie tylko pedofilia obciąża polski kościół i nie tylko polski kościół. Za mną widzicie Watykan. Watykan dlatego, że wszystkie próby wyjaśnienia i ukazania mechanizmu tuszowania pedofilii, krzywdzenia dzieci przez setki, a może nawet tysiące księży na przestrzeni lat, wymagają wyjaśnienia, a nie są wyjaśniane właśnie dlatego, że Watykan jest zamkniętą twierdzą,
Pewnie całe życie i nawet tacy ludzie, którzy byli tak blisko Stolicy Piotrowej nie doczekali się ani sprawiedliwości, ani nawet wiedzy o tym, co się stało z ich dzieckiem. Tymczasem okazuje się, że tuż po porwaniu, co widać na filmie, Jan Paweł II Mówi do wiernych o tym porwaniu i mówi bardzo dziwnie, później pojawia się zresztą u rodziny. Rodzina uważa wtedy, że papież pochyla się nad nimi ze współczuciem i troską. I są za to wdzięczni. Po latach chyba inaczej to trochę wygląda. Po latach też wraca do sprawy papież Franciszek, który miał być tą pobudką w kościele, miał być tym oczyszczeniem.
Nie wiem dlaczego, ale zdaje mi się, że to zadanie go przerosło i już do końca swojego pontyfikatu takiego oczyszczenia nie doczekam i właśnie dlatego dzisiaj zamykam Katharsis i zamykam ten cykl, ponieważ nie mam już siły ani nie mam już żadnej, żadnej nadziei na to, że Polski Kościół się oczyści. Jest tak między innymi też dlatego, że słuchałem tego, co opowiadał arcybiskup Marek Jędraszewski w Święta Bożego Narodzenia, który ostentacyjnie włącza się w polityczne spory, poucza prezydenta Polski i wspiera dziwaczne, fundamentalistyczne rodem ze średniowiecza czasami pomysły
Natomiast sprawy jego wróciły i wydaje się, że razem z tym, co się dzieje w Kościele, o czym rozmawialiśmy też między innymi z Jarosławem Makowskim i z Robertem Fidurą, i z Agatą Diduszko, i z Joanną Scheuring-Wielgus, z różnymi osobami z różnych stron dyskusji, dyskursu, czy też debaty, która dotyczy Kościoła katolickiego i brudu, który tam zagościł i ma się co robić. Ja bardzo wyraźnie, drodzy Państwo, widzę na przestrzeni ostatnich miesięcy, że to wszystko, co wydawało się być jakąś jaskółką w tym Kościele i do pobudki i do wiosny Kościoła, do jakiegoś odrodzenia, zostało zaprzepaszczone, a nawet trudno mi znaleźć właściwe słowa, ale w kontekście tego, co dzieje się teraz, czyli wpływu naszej władzy na to, żeby wiele
My jako społeczeństwo, mam na myśli tutaj, jeżeli chodzi o Polskę, tu jest zgoda. Jeżeli chodzi o kościół katolicki, ja osobiście, to jest moja tylko i wyłącznie ocena opinia, że nie wierzę w te wszystkie... Ale w co? W co pan nie wierzy? Nie wierzę w ten cały kościół. Ale żebym dobrze pana zrozumiał, pan nie wierzy, że tam ktokolwiek ma, rozumiem, intencje, chęć i wolę do tego, żeby wyjaśnić te wszystkie nieprawidłowości? Czy w ogóle pan nie wierzy w Kościół jako instytucję? Nie, nie, nie.
Drodzy Państwo, książka powstała dlatego, że w 2008 roku opublikowałem tekst, który był pierwszym moim tekstem dotyczącym Kościoła i którymś tam z kolei tekstem śledczym. Poświęciłem mu dużo czasu. Poproszę, żebyśmy przypomnieli, to był 2008 rok, Szkoła Uwodzenia księdza Dymera. Zobaczmy to, żebyśmy nie byli gołosłowni, poproszę ten print screen, żebyście zobaczyli. Tekst jest jeszcze dostępny, zaraz Maciek Wam go pokaże. I to był, moi drodzy, 2008 rok, czyli niedługo minie 15 lat od kiedy się pojawił. Zaraz go zobaczycie. I z tym też osobnikiem, Andrzejem Dymerem, który już w tym tekście został zdemaskowany jako ten, który z kapłaństwa zrobił sobie atrakcyjną pracę, która pozwalała mu
Miałem wielkie poczucie niesprawiedliwości, że ten człowiek Ciągle bryluje, zarabia, a także może dalej wykorzystywać osoby nieletnie, a także wiele z tych osób, o których słyszałem, nie zostało ujawnionych i bało się, czy nie chciało się już w ogóle tym zajmować, więc zagiąłem parol i to była podstawowa, pierwsza moja motywacja w przygotowaniu hipokryzji. Drugą, tak jak powiedziałem, Była życiowa sytuacja, kiedy dowiedziałem się, że mój ojciec jest w ciężkim stanie i pojechałem do niego, poleciałem do Oslo. Tam przeprowadziliśmy wywiad, widzieliście fragment tego wywiadu i tam właśnie tata mówił mi, że całe życie dla niego najważniejsze było to, żeby bronić dobra Kościoła, bo Kościół jest dobry.
Natomiast jak widzicie, 12 lutego 2021 roku Po śledztwie okopres i więzi, gdzie tutaj bardziej znane są osiągnięcia więzi, moim zdaniem wynika to przede wszystkim z tego, że Zbigniew Fransowski, dziennikarz, wieloletni redaktor więzi, wziął się za dziennikarstwo śledcze i dzięki temu, że miał wielu informatorów w kościele, którzy Znali go z nieskazitelnego charakteru i z uczciwości dziennikarskiej. Napisał tekst, najdłuższy proces w kościele i to był właśnie proces, który trwał prawie ćwierć wieku, a którego konsekwencji i rozstrzygnięcia do dzisiaj nie znamy.
Za chwilkę jeszcze o tym wspomnę. Drodzy Państwo, najpierw poproszę jeszcze fragment rozmowy, którą przeprowadziła Eliza Michalik ze mną po pierwszym tekście, który pojawił się po latach, jeśli chodzi o Szczecin. No i zobaczcie, to była jesień, późna jesień 2020. Zobaczcie, co wtedy mówiłem i sami wiecie, jak to się skończyło. Chcę cię jeszcze zapytać o tekst, którego jesteś współautorem w kontekście pedofilii w kościele o księdzu Andrzeju Dymerze, który, cytuję teraz twój tekst, zapis dostał na swoje inicjatywy miliony, a w latach 90. wykorzystywał chłopców i przestępstwa się przedawniły, bo długo ukrywała je szczecińska kuria, a prokuratura wygląda na to, że świadomie nie podjęła wątków jego przestępstw i nie udowodniła mu winy, mimo że mogła.
O co chodzi? Na pewno świadomie to zrobiła i już po latach widać wyraźnie, że było to śledztwo obliczone na to, żeby być umorzone. Ta historia będzie miała jeszcze ciąg dalszy z pewnością, ponieważ... Ponieważ będzie miała ciąg dalszy z pewnością, mówię w listopadzie i kończę tak. Jest to bardzo mroczna postać polskiego kościoła i ja nie uważam, że jest w tym dużo przesady, co mówi między innymi Joanna Szajurin-Wielbus, ale także ofiary, z którymi ja rozmawiałem, które porównują go do prałata Henryka Jankowskiego. Moim zdaniem on prałata Jankowskiego bije na głowę pod wieloma względami i na pewno, obiecuję to państwu, prawda o tym wejdzie na jaw.
Powiedz nam o tej decyzji, powiedz nam o twojej reakcji na ujawnione o Dymerze fakty w filmie Sebastiana Wasilewskiego, najdłuższy proces Kościoła. Nie, nie, nigdy nie żałowałem tego, że byłem w fundacji. Kiedy ta propozycja padła, to właściwie bez... nie miałem jakichś wielkich wątpliwości, że powinienem tam jakby siedzieć. I może to będzie za dużo, ale jakby pilnować od środka interesów nieumarłych, interesów osób pokrzywdzonych. No, stało się tak, jak się stało właśnie dzięki albo przez ten film, ten reportaż o Dymerze.
A osoby, które nie doświadczyły wykorzystania seksualnego, jakby nie znają sobie sprawy z nich. Myślę, że to też trochę taka właśnie była moja rola w Radzie Fundacji. Dziękuję Ci, że też tam pracowałeś. Chciałem też wszystkim Państwu powiedzieć, bo też będziemy dzisiaj rozmawiać o finansach Kościoła i to myślę, że w taki sposób, o którym jeszcze nikt albo mało kto mówił, Robert. Był tam wolontariuszem w zasadzie. Ty nie czerpałeś żadnych korzyści z tego. Jedyne, naprawdę jedyne, to jest właściwe słowo, co zaoferowała ci fundacja, to jest moja ocena, to terapia, która jest bardzo ważna oczywiście, aczkolwiek nie jest prosta i to nie jest wcale tak, że
To jest w zasadzie drugi dokument Marcina, nie w zasadzie, drugi dokument Marcina Gutowskiego. Pierwszy obsypany nagrodami o kardynale Stanisławie Dziwiszu Don Stanislao, przypominający nam O takim skojarzeniu, że wiele spraw w Kościele załatwia się niczym w mafii. Przynajmniej mi się tak to kojarzy. No i chciałem wrócić do tego i żebyś nam przypomniał, co mówiłeś też wtedy, bo okazuje się, że ty byłeś w seminarium. Nie zostałeś księdzem, ale byłeś w seminarium i też wtedy słyszałeś o tej źrenicy, Tak też mówił Jan Paweł II o Seminariach, kardynał Dziwisz.
Prawda jest nieco inna i warto tutaj wrócić też do filmu Marcina Gutowskiego i też jego odkrycia, które moim zdaniem nie przebiło się specjalnie w Polsce i dużo bardziej i głośniej było o tym Ja rozmawiałem też ostatnio o książce Bielmo, którą wydał Marcin Gutowski w Radiu Z i tam pojawiła się taka, no w pewnym momencie napomknęliśmy o jednej bardzo mrocznej postaci kościoła światowego, jedyny kardynał usunięty podczas przeszło dwutysięcletniej historii kościoła,
No i może ty to powiesz, Robercie, bo wiem, Ty też podzielasz moje obserwacje odnośnie tego, w jaki sposób to, kto bierze udział w procesie konsekwencyjnym, dobrze mówię, przepraszam, mogę mieć, w procesie wprowadzania do kościoła księży, w wyświęceniu księży, o tak, przepraszam, w wyświęceniu księży, może mieć potem wpływ, a nawet często ma wpływ na to, jak dalszy los tych księży Jak wiąże się Mak Karik z Ojcem Królem?
Jeżeli dobrze pamiętam, bo przyznaję, to jednak troszeczkę czasu minęło, gdybym coś pomylił, to mnie naprostuj całkiem zwyczajnie. Chodzi o pewną zasadę. Jeśli dobrze pamiętam, to Makarik po prostu święcił króla. Udzielił mu święceń kapłańskich. Natomiast generalnie rzecz biorąc, W kościele rzymskokatolickim i nie tylko, w wielu innych kościołach obowiązuje coś takiego, co ja przynajmniej sobie nazywam prawem patronatu. Jak nie masz patrona, jak nie masz ustosunkowanego starszego księdza, najlepiej biskupa, a jeszcze lepiej kardynała, prawda, który Jakby jest takim twoim właśnie patronem, kimś kto się tobą opiekuje, kto cię zarekomenduje, kto załatwi wejście na audiencję i tak dalej, no to właściwie nie masz kariery.
Formułuję kilka zasad Sodomy, czyli oczywiście piszę o Watykanie, piszę o Kościele. Chciałem wam dwie przypomnieć. Pierwsza reguła Sodomy. Stan duchowny długo stanowił idealne schronienie dla młodych homoseksualistów. Homoseksualizm jest jednym z kluczy do ich powołania. Tak w nawiązaniu do tego, co mówiłeś. Druga reguła Sodomy. Im bliżej sancta sanctorum, tym więcej homoseksualizmu. Im wyżej w katolickiej hierarchii, tym więcej homoseksualistów. W Kolegium Kardynalskim i w Watykanie preferencyjny dobór przyniósł owoce. Homoseksualizm stał się zasadą, heteroseksualizm wyjątkiem. Ta książka, drodzy Państwo, została opublikowana lata temu. Jeżeli myślicie, że wywołała jakiekolwiek procesy w Kościele, to się oczywiście mylicie.
2014 rok, pierwsze wydanie Sodomy. Teraz Robert, wiesz, że będziemy zaraz i ty i ja na celowniku osób szczególnie spoza Kościoła za to, że mówimy o homoseksualizmie jako o pewnym problemie. I to jest w ogóle paradoks, bo to wynika z niezrozumienia, muszę to podkreślić, z niezrozumienia tego, czym jest Kościół i czym jest kapłaństwo. Bo nie jest problemem to, że księża są homoseksualni. Często słyszę wtedy taką formułkę, że przecież to są dorośli ludzie i mogą z dorosłymi ludźmi, jeśli nie ma przymusu, robić co chcą. No, nie jest tak do końca. A przede wszystkim podstawowy problem, jaki mamy tutaj, który też zasygnalizowałeś, to problem podległości.
Problem tego, że biskup jest zawsze twoim No zwierzchnikiem i tak naprawdę jesteś zdany na jego łaskę i nie łaskę, a on jest, powiem zupełnie odpowiedzialnie, panem życia i śmierci i ludzie tego nie rozumieją i też problem homoseksualizmu nakłada się na tak zwaną lawendową mafię. Wielkie dzięki i do zobaczenia! Piszę książkę, która będzie bardzo ważna, drodzy Państwo, książkę o finansach Kościoła. To może być mordercze dla bardzo wielu osób, ale chciałem Ciebie spytać, Robert, bo ja też o tym mówię, bo po pierwsze nie mam żadnych uprzedzeń, po drugie uważam, że powinniśmy być szczerzy wobec siebie, bo jeżeli nie jesteśmy szczerzy wobec siebie, to potem żyjemy w wielkim cierpieniu.
Wiesz o czym mówię. Mówię o tym, że powiedziałeś wprost, że jesteś gejem. I też często o tym rozmawialiśmy, bo geje w Kościele, szczególnie, no naprawdę mam dużo doświadczeń w ostatnich latach, no są, no powiedz jak traktuje Kościół, środowiska i ludzi LGBT, I jak ty się z tym tujesz, bo też o tym rozmawialiśmy, ale to mam wrażenie, że będzie narastać szczególnie w tym roku, kiedy mamy wybory. Tak, wiesz, Ja powiem tak. Nigdy... Mówię o hierarchii teraz, nie o Kościele jako wspólnocie wierzącej. Ograniczam się w tym momencie do hierarchii kościelnej, czyli do duchownych, do kleru.
Nigdy nie było żadnym problemem bycie homoseksualistą wśród duchownych czy kandydatów do stanu duchownego pod jednym warunkiem. Dyskrecji. Jeżeli byłeś dyskretny, jeżeli to nie wyciekło na zewnątrz, jeżeli nie było do ciebie większych zastrzeżeń, że tak powiem, to mogłeś sobie żyć spokojnie i nikt na to nie reagował. Chociaż wszyscy dookoła wiedzieli oczywiście, to się nie da ukryć. To nie jest tak, że wiesz, jakieś plotki zawsze są, jakieś tam przecieki, jakieś tego rodzaju historie. Tak to zawsze wyglądało. Wspomniałeś o takim oficjalnym stosunku nauczania Kościoła do osób LGBT+.
Jest negatywny. Wiadomo, że akty homoseksualne są potępiane przez Katechizm Kościoła Katolickiego. Ale nie o tym chcę mówić, bo to sobie każdy może w internecie wygrzebać, znaleźć. Katechizm Kościoła jest dostępny, a dokumenty są dostępne. Zbliża się, tak jak wspomniałeś, zbliża się w tej chwili ta Wojna przedwyborcza, ja bym to tak określił. Bo to nie będzie taka zwykła kampania, to będzie wojna przedwyborcza i jednym z ich elementów, tej wojny elementów będzie walenie
Wyimaginowanych wrogów obecnie rządzącej partii PiS-u, prawda? To będą, oczywiście, to będą osoby LGBT. To będą, cofając się, nauczyciele możliwe, lekarze, nie wiem, pielęgniarki, no ci, których znajdą się na ich celowniku. Dlaczego ci, a nie inni, to tego nikt do końca nie wie. Ale osoby LGBT są o tyle Dobrym, łatwym, wygodnym celem, że jeżeli strzela do nich urzędnik państwowy czy tam partyjny obecny, prawda, to jednocześnie robi przysługę Kościołowi. Tutaj się piecze dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Walimy gejów i lesbijki, prawda? Czyli liżemy tyłek kościołowi albo liżę tyłek partii. No i czego więcej trzeba? Jesteśmy bardzo dobrym celem, bo obie strony, oba te filary obecnego państwa, filary w cudzysłowie, mogą w nas spokojnie walić. Będzie, oczywiście, że będziemy na celowniku, będziemy elementem w tej właśnie wojnie przedwyborczej, czy tam wyborczej, czy jak to nazwać. I to jest właśnie najgorsze i dlatego też najgorsze w Kościele, przede wszystkim hipokryzja to jedna rzecz, ale kłamstwo.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W latach 70. do Stanów Zjednoczonych pływał statek Stefan Batory. Kiedyś płynął nim mój ojciec Jerzy Gruca, który zmarł dokładnie trzy lata temu i zostawił mnie z prośbą o załatwienie sprawy, której on załatwić nie zdołał. W międzyczasie tata, głęboko wierzący katolik, napisał książkę „Watykan znany i nieznany”, która była jego hołdem dla Stolicy Apostolskiej. Dopiero po latach zobaczył, że zło zakorzenione w kłamstwie kościelnych instytucji, dotknęło też naszą rodzinę. Kiedy napisałem książkę „Hipokryzja” miałem nadzieję na zmianę i oczyszczenie. Zamiast tego historię zła i krzywd zamknięto na cztery spusty, być może po to, żeby nikt nigdy się nie dowiedział... Mijają lata i czas by opowiedzieć tę smutną historię i tym samym zamknąć cykl #Katharsis. Już w środę, w ostatnim programie w tym roku powiem Wam o cierpieniu rodzin, niepomszczonych krzywdach, przebaczeniu i innych emocjach, z którymi związany był mój program. Jestem świadom konsekwencji, ale wierzę, że kiedy upłyną dwie godziny mój ojciec mógłby powiedzieć, że „zachowałem się jak trzeba”. Drogie Resetarianki i Resetarianie, bądźcie z nami w ten jedyny wieczór, w którym opowiem o seminarium, o którym w Polsce wielu duchownych mówiło mi, że wyjazd tam był niczym wysłanie do burdelu. Bądźcie ze mną – prawdzie oddany Radek.