Wreszcie wyostrzył wzrok. Zmarszczył brwi i na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. Zobaczył swoją matkę, która szła razem z młodszym synem Zbigniewem. Kierowca nacisnął pedał gazu. Piesi popatrzyli ze zdziwieniem na rozpędzający się samochód, ale nikt nie zdążył zareagować. Samochód uderzył w mężczyznę, a następnie przejechał po nim. Tuż po tym świadkowie usłyszeli pisk hamulców i trzask otwieranych drzwi. Z samochodu wysiadł 40-letni Marek S. W ręku trzymał pistolet. Podszedł do leżącego brata i dwukrotnie do niego strzelił.
W ręku miał wszak pistolet. Na drodze pozostało zakrwawione ciało Zbigniewa. Kiedy zabrała go karetka, jeszcze żył. Zmarł dopiero w szpitalu. Świadkowie wydarzenia poinformowali o wszystkim policję, a ta natychmiast rozpoczęła akcję. Szukano samochodu marki Skola Favorit z rozbitą przednią szybą. Na efekty działań nie trzeba było długo czekać. Poszukiwane auto zostało odnalezione w okolicy cmentarza. W środku usiedział Marek S., który na widok policji zaczął uciekać. W wyniku pościgu sprawca zdarzenia został zatrzymany.
Spór pomiędzy braćmi narastał. W zasadzie każde ich spotkanie kończyło się kłótnią. Dochodziło też do rękoczynów. Czy to wtedy Marek podjął decyzję, że zniszczy swojego brata? Na to wygląda. Zaczął go oczerniać i oskarżać o oszustwa. Posunął się nawet do zorganizowania czarnej kampanii. Zbigniew prowadził sklep ulokowany w akademiku w miasteczku studenckim w Krakowie. Jego brat rozrzucał w okolicy ulotki oczerniające handlowca, co niewątpliwie mogło odbić się na jego dochodach. Jak się okazało, działania te miały charakter... W wojsku użyto by określenia rozpoznanie bojem.
Marek śledził Zbigniewa, aż ostatecznie postanowił uderzyć wieczorem 18 czerwca 2008 roku. Zbigniew skończył pracę i zamknął sklep. Wychodził z budynku akademika, gdy niespodziewanie padł strzał z broni palnej. Kula uderzyła go w żuchwę. Upadł na ziemię. Sklepikarz przeżył. Sprawcy napadu nie złapano, jednak poszkodowany był przekonany, że jest nim jego brat, Marek. Sytuacja była na tyle oczywista, że Zbigniew otrzymał ochronę policji, z której po pewnym czasie zrezygnował.
Nikt wtedy nie wiedział, że Marek miał jeszcze jeden cel. Była nim jego matka. Przygotowania ataku zajęły mu trzy miesiące. Matka Zbigniewa i Marka mieszkała w Jędrzejowie. Feralnego dnia kobieta poszła do sklepu. Gdy z niego wychodziła, została zaatakowana przez nieznanego mężczyznę. Ten zranił nożem jej twarz oraz ręce. Sprawca miał perukę na głowie i nie został rozpoznany. Kobieta twierdziła, że to jej syn, Marek. Uważała, że zamiarem syna było pozbawienie jej wzroku. Od tego momentu Marek S. był poszukiwany listem gończym.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.