Z samochodu wysiadł 40-letni Marek S. W ręku trzymał pistolet. Podszedł do leżącego brata i dwukrotnie do niego strzelił. W oczach stojącej obok matki widać było przerażenie. Zabić matkę, zabić brata. Finałowa scena tej tragedii rozegrała się w Jędrzejowie, ale początek opowieści równie dobrze możemy umieścić w Krakowie, Australii albo nawet w Szkole Podstawowej. Wszystkie miejsca mają związek z morderstwem, do jakiego doszło 5 października 2008 roku.
Wreszcie wyostrzył wzrok. Zmarszczył brwi i na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. Zobaczył swoją matkę, która szła razem z młodszym synem Zbigniewem. Kierowca nacisnął pedał gazu. Piesi popatrzyli ze zdziwieniem na rozpędzający się samochód, ale nikt nie zdążył zareagować. Samochód uderzył w mężczyznę, a następnie przejechał po nim. Tuż po tym świadkowie usłyszeli pisk hamulców i trzask otwieranych drzwi. Z samochodu wysiadł 40-letni Marek S. W ręku trzymał pistolet. Podszedł do leżącego brata i dwukrotnie do niego strzelił.
W oczach stojącej obok matki widać było przerażenie, ale mężczyzna nie zwracał na to uwagi. Odwrócił się i wolno wracał w kierunku samochodu. Nagle zatrzymał się. Przez głowę przeleciała mu myśl o nieudanych próbach morderstwa. Wykonał zwrot i podszedł do zakrwawionego brata. Wszyscy poza nim słyszeli krzyk zrozpaczonej matki. Z bliskiej odległości strzelił do leżącego po raz trzeci. Teraz był już pewien. Marek S. wsiadł do samochodu i odjechał. Nikt go nie próbował zatrzymać.
W ręku miał wszak pistolet. Na drodze pozostało zakrwawione ciało Zbigniewa. Kiedy zabrała go karetka, jeszcze żył. Zmarł dopiero w szpitalu. Świadkowie wydarzenia poinformowali o wszystkim policję, a ta natychmiast rozpoczęła akcję. Szukano samochodu marki Skola Favorit z rozbitą przednią szybą. Na efekty działań nie trzeba było długo czekać. Poszukiwane auto zostało odnalezione w okolicy cmentarza. W środku usiedział Marek S., który na widok policji zaczął uciekać. W wyniku pościgu sprawca zdarzenia został zatrzymany.
Doszło wtedy do szamotaniny, podczas której Marek S. postrzelił jednego z funkcjonariuszy. Policjant z raną postrzałową brzucha trafił do szpitala, a poszukiwany mężczyzna do aresztu. Miasto w tym czasie huczało już od plotek i domysłów. Niektóre nie miały nic wspólnego z prawdą, ale inne dotykały sedna sprawy. Sytuację komplikowała jeszcze postawa sprawcy morderstwa. Zeznawał on, że motywem jego działania był fakt, iż w dzieciństwie brat go poniżał. Miał się znęcać nad Markiem psychicznie oraz fizycznie. Podobnie zresztą jak matka, która miała bić go kablem od żelazka oraz wypominać mu, że miał się urodzić dziewczynką.
Nikt wtedy nie wiedział, że Marek miał jeszcze jeden cel. Była nim jego matka. Przygotowania ataku zajęły mu trzy miesiące. Matka Zbigniewa i Marka mieszkała w Jędrzejowie. Feralnego dnia kobieta poszła do sklepu. Gdy z niego wychodziła, została zaatakowana przez nieznanego mężczyznę. Ten zranił nożem jej twarz oraz ręce. Sprawca miał perukę na głowie i nie został rozpoznany. Kobieta twierdziła, że to jej syn, Marek. Uważała, że zamiarem syna było pozbawienie jej wzroku. Od tego momentu Marek S. był poszukiwany listem gończym.
Już po zamordowaniu brata, gdy szykowano materiał dowodowy, oskarżono Marka o napad na matkę i próbę pozbawienia jej wzroku. Ta odmówiła jednak składania zeznań. Prokuratura ostatecznie postawiła Markowi S. zarzut zabójstwa brata oraz wcześniejszą jego próbę za atakowanie nożem matki, próbę zabójstwa policjanta, nielegalne posiadanie broni oraz zmuszenie policjanta do zaniechania czynności służbowych. Marek przyznał się do wszystkiego, oprócz ataku na matkę, twierdząc, że nie dokonał tego czynu. Mężczyzna nie przyznał się także do zarzutu i siłowania zabójstwa policjanta.
Twierdził, że postrzelenie było przypadkowe. Biegli ustalili, że Marek S. dopuścił się zarzucanych mu czynów w warunkach ograniczonej poczytalności. Proces w tej sprawie toczył się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. W oskarżonym od dłuższego czasu tkwił zamiar zabicia brata. Jego zachowanie wskazywało na to, że chce mu zrobić krzywdę. Zaopatrzył się w kwas solny, śledził go i strzelał do niego w Krakowie. Potem przyjeżdżał do Jędrzejowa z myślą, że spotka tam brata, kiedy ten będzie odwiedzał matkę. Mówiła sędzia Maria Derela.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.