Mentionsy Mentionsy
KRYMINALNE HISTORIE
KRYMINALNE HISTORIE

Jędrzejów. Zabić matkę, zabić brata

05.09.2025 ·13 min 4 s

Z samochodu wysiadł 40-letni Marek S. W ręku trzymał pistolet. Podszedł do leżącego brata i dwukrotnie do niego strzelił. W oczach stojącej obok matki widać było przerażenie. Zabić matkę, zabić brata. Finałowa scena tej tragedii rozegrała się w Jędrzejowie, ale początek opowieści równie dobrze możemy umieścić w Krakowie, Australii albo nawet w Szkole Podstawowej. Wszystkie miejsca mają związek z morderstwem, do jakiego doszło 5 października 2008 roku.

Wreszcie wyostrzył wzrok. Zmarszczył brwi i na jego twarzy pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech. Zobaczył swoją matkę, która szła razem z młodszym synem Zbigniewem. Kierowca nacisnął pedał gazu. Piesi popatrzyli ze zdziwieniem na rozpędzający się samochód, ale nikt nie zdążył zareagować. Samochód uderzył w mężczyznę, a następnie przejechał po nim. Tuż po tym świadkowie usłyszeli pisk hamulców i trzask otwieranych drzwi. Z samochodu wysiadł 40-letni Marek S. W ręku trzymał pistolet. Podszedł do leżącego brata i dwukrotnie do niego strzelił.

W oczach stojącej obok matki widać było przerażenie, ale mężczyzna nie zwracał na to uwagi. Odwrócił się i wolno wracał w kierunku samochodu. Nagle zatrzymał się. Przez głowę przeleciała mu myśl o nieudanych próbach morderstwa. Wykonał zwrot i podszedł do zakrwawionego brata. Wszyscy poza nim słyszeli krzyk zrozpaczonej matki. Z bliskiej odległości strzelił do leżącego po raz trzeci. Teraz był już pewien. Marek S. wsiadł do samochodu i odjechał. Nikt go nie próbował zatrzymać.

W ręku miał wszak pistolet. Na drodze pozostało zakrwawione ciało Zbigniewa. Kiedy zabrała go karetka, jeszcze żył. Zmarł dopiero w szpitalu. Świadkowie wydarzenia poinformowali o wszystkim policję, a ta natychmiast rozpoczęła akcję. Szukano samochodu marki Skola Favorit z rozbitą przednią szybą. Na efekty działań nie trzeba było długo czekać. Poszukiwane auto zostało odnalezione w okolicy cmentarza. W środku usiedział Marek S., który na widok policji zaczął uciekać. W wyniku pościgu sprawca zdarzenia został zatrzymany.

Doszło wtedy do szamotaniny, podczas której Marek S. postrzelił jednego z funkcjonariuszy. Policjant z raną postrzałową brzucha trafił do szpitala, a poszukiwany mężczyzna do aresztu. Miasto w tym czasie huczało już od plotek i domysłów. Niektóre nie miały nic wspólnego z prawdą, ale inne dotykały sedna sprawy. Sytuację komplikowała jeszcze postawa sprawcy morderstwa. Zeznawał on, że motywem jego działania był fakt, iż w dzieciństwie brat go poniżał. Miał się znęcać nad Markiem psychicznie oraz fizycznie. Podobnie zresztą jak matka, która miała bić go kablem od żelazka oraz wypominać mu, że miał się urodzić dziewczynką.

W toku śledztwa wyłonił się inny obraz Marka niż ten, który znany był mieszkańcom Międrzejowa. Większość osób straciła go z horyzontu widzenia, gdy zdał maturę i rozpoczął studia na kierunku socjologia. Niestety nie ukończył ich. Podjął pracę, a w 1991 roku wyjechał do Australii. Gdy powrócił po kilku latach, zamieszkał w Warszawie w mieszkaniu, które należało do jego brata. Od tego momentu zaczęły się rodzinne kłopoty. Marek chciał przejąć dom rodzinny w Jędrzejowie. Złożył odpowiedni wniosek do sądu i domagał się podziału majątku. Sąd ostatecznie wniosek jednak oddalił.

Spór pomiędzy braćmi narastał. W zasadzie każde ich spotkanie kończyło się kłótnią. Dochodziło też do rękoczynów. Czy to wtedy Marek podjął decyzję, że zniszczy swojego brata? Na to wygląda. Zaczął go oczerniać i oskarżać o oszustwa. Posunął się nawet do zorganizowania czarnej kampanii. Zbigniew prowadził sklep ulokowany w akademiku w miasteczku studenckim w Krakowie. Jego brat rozrzucał w okolicy ulotki oczerniające handlowca, co niewątpliwie mogło odbić się na jego dochodach. Jak się okazało, działania te miały charakter... W wojsku użyto by określenia rozpoznanie bojem.

Marek śledził Zbigniewa, aż ostatecznie postanowił uderzyć wieczorem 18 czerwca 2008 roku. Zbigniew skończył pracę i zamknął sklep. Wychodził z budynku akademika, gdy niespodziewanie padł strzał z broni palnej. Kula uderzyła go w żuchwę. Upadł na ziemię. Sklepikarz przeżył. Sprawcy napadu nie złapano, jednak poszkodowany był przekonany, że jest nim jego brat, Marek. Sytuacja była na tyle oczywista, że Zbigniew otrzymał ochronę policji, z której po pewnym czasie zrezygnował.

Nikt wtedy nie wiedział, że Marek miał jeszcze jeden cel. Była nim jego matka. Przygotowania ataku zajęły mu trzy miesiące. Matka Zbigniewa i Marka mieszkała w Jędrzejowie. Feralnego dnia kobieta poszła do sklepu. Gdy z niego wychodziła, została zaatakowana przez nieznanego mężczyznę. Ten zranił nożem jej twarz oraz ręce. Sprawca miał perukę na głowie i nie został rozpoznany. Kobieta twierdziła, że to jej syn, Marek. Uważała, że zamiarem syna było pozbawienie jej wzroku. Od tego momentu Marek S. był poszukiwany listem gończym.

Już po zamordowaniu brata, gdy szykowano materiał dowodowy, oskarżono Marka o napad na matkę i próbę pozbawienia jej wzroku. Ta odmówiła jednak składania zeznań. Prokuratura ostatecznie postawiła Markowi S. zarzut zabójstwa brata oraz wcześniejszą jego próbę za atakowanie nożem matki, próbę zabójstwa policjanta, nielegalne posiadanie broni oraz zmuszenie policjanta do zaniechania czynności służbowych. Marek przyznał się do wszystkiego, oprócz ataku na matkę, twierdząc, że nie dokonał tego czynu. Mężczyzna nie przyznał się także do zarzutu i siłowania zabójstwa policjanta.

Twierdził, że postrzelenie było przypadkowe. Biegli ustalili, że Marek S. dopuścił się zarzucanych mu czynów w warunkach ograniczonej poczytalności. Proces w tej sprawie toczył się przed Sądem Okręgowym w Kielcach. W oskarżonym od dłuższego czasu tkwił zamiar zabicia brata. Jego zachowanie wskazywało na to, że chce mu zrobić krzywdę. Zaopatrzył się w kwas solny, śledził go i strzelał do niego w Krakowie. Potem przyjeżdżał do Jędrzejowa z myślą, że spotka tam brata, kiedy ten będzie odwiedzał matkę. Mówiła sędzia Maria Derela.

Marek Strączyński został skazany na 25 lat więzienia. Sąd zezwolił również na opublikowanie wizerunku oraz nazwiska oskarżonego. Sędzia Darela podkreśliła, że przyznanie się oskarżonego do winy nie jest szczególną okolicznością łagodzącą. Na przeszkodzie do wymierzenia kary dożywocia, której domagał się prokurator, stanęła tylko chora osobowość oskarżonego. Będzie on odbywał karę w zakładzie prowadzącym działalność terapeutyczną, dodała. Był to kolejny odcinek Kryminalnych Historii.

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.