Mogły je wypuścić na przykład, i tu się zamyślił, dla zabawy zupełnie, dzieci z przyjaznej Laponii. Skąd? Nie widzisz, że to jest na rękę Tuskowi i Niemcom? Zresztą, to pewnie Tusk sam wypuścił te rakiety. No, na pewno. Przy takiej technice, jaką mamy, nie wiedzieli, gdzie spadła? Ale wiedzieli! No wiedzieli! No pewnie, że wiedzieli. Bardzo dobrze wiedzieli. Ale Mariuszek Błaszczu kazał przerwać poszukiwania. On się śpieszył po prostu na pasterkę. Nie chciał straszyć ludzi. Poza tym PR-owo by to bardzo źle wyglądało. No gdzie? No święta, rakiety, daj spokój, po lesie. Ty nie wiesz Janusz, ale to była bardzo mądra decyzja Mariuszka. I to celowa na złość Putlerowi. Co? No mówię ci.
Wiesz jak on się zdenerwował? To? Bo to było tak. Janusz, posłuchaj. Ruscy myśleli, że nas zastraszą, że ta rakieta doleciała do nas, że zaczniemy szukać, robić awanturę po świecie, a my takiego wała jak Polska cała. Ruscy czekają na awanturę, czekają, czekają, czekają i co? I nico, ty stara, do nico. Putler to się tak rozchorował z niecierpliwości po prostu, że aż sobowtóra wystawił. A my co? A my Janusz. Nic. Właśnie Grażyna, my nic. I o to chodzi. No i słuchaj, co za goście, co za w ogóle luzaki, myślał sobie dalej Putin, no nie? Że nic w ogóle nie zareagowali, że im ta rakieta jebudu jebudu w lacy spada, a my nic, łamiemy się opłatkiem i czekamy na Mikołaja.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.