Mentionsy Mentionsy
Ja i moje przyjaciółki idiotki
Ja i moje przyjaciółki idiotki

Olimpiada - Golf, czyli od dołka do dołka

23.11.2025 ·52 min 3 s

O tym, ile nieudanych relacji trzeba zaliczyć i w ile emocjonalnych dołków wdepnąć, by znaleźć bezpieczną i spokojną miłość.KOLEJNA KONKURENCJA: Pływanie (w soku ze śmieci) czyli o tym, jakie wymówki i usprawiedliwienia piszą Idiotki i Idiotkowie, żeby wciąż być w relacji ze złą osobą :) 

Halo, halo. Czy my się dobrze słyszymy? Dziś na naszym stadionie konkurencja dla jednych uznawana za nudną, dla innych niesamowicie interesująca. Co dla mnie jest interesujące jest to, że na Islandii, w kraju mokrym i wietrznym, gdzie mieszkam, panuje jakiś kult golfa. Kult kolfa, słuchajcie. Nie wiem. Nie wiem. Islandczycy kochają piłkę nożną, kochają baseny i kochają golfa. I pól golfowych jest, mam wrażenie, więcej niż przedszkoli i żłobków. To na pewno. Ale istnieją też pola na przykład przy przejściach dla pieszych, przy ulicach. Na przykład w Alftanes tak jest. Ale nieważne, ja nie o tym. Witamy wszystkich! w kolejnym odcinku naszych rozgrywek.

No cóż, no, ciekawi mnie, czy kiedyś coś takiego już właśnie istniało, no bo zdrady istniały kiedyś, podwójne życie kiedyś istniało, kłamstwa i manipulacje istniały na bank już też w średniowieczu, ale wtedy ghosting to mogło być, nie wiem, że ktoś, jechał na jakąś bitwę i już nie wracał. Później to wiemy, co się już działo z tych historii. Wiemy, że ludzie nie wracali z wojen, nie odpowiadali na listy. Natomiast nie ma obecnie uzasadnienia na to. No nie ma. Natomiast dołki spowodowane tym ghostingiem, to jest jedno, kochani. Zapraszam. Proszę o owację. Za dwa dolary moje owacje lecimy z pierwszą zawodniczką. Jest to bardzo zdeterminowana zawodniczka w szukaniu miłości. I tu jest chyba wszystko.

Bez kitu, każdy typ, z którym się wiązałam, to jakiś mogli. Każdy emocjonalnie niedostępny. Zaczęło się, kiedy miałam 19 lat. Zakochałam się w starszym o 15 lat typie. Straciłam z nim dziewictwo, po czym mnie zostawił. Smutek, żal, trzy miesiące później ze mną był, bo ja taka zakochana, a on taki biedny. Przede wszystkim była żona, była laska z dziećmi, no i ja chciałam mu pomóc i pokazać, jakie mam wielkie serduszko. W związku dwa lata zerwałam, on nie walczył. Podsumowanie, ponad 30 lat mieszka z rodzicami, po rozwodzie za dużo pije. Kolejny starszy 10 lat. Oczywiście przede mną była kobieta, którą kochał, ale zerwał zaręczyny, bo coś tam. Bez pracy, hazardzista, wiecznie pożyczał pieniądze. Nawet kredyt dla niego wzięłam. Na szczęście wygrał hajs i mi oddał.

W związku 4 lata z przerwami. Oczywiście mnie nie kochał, tylko mu było wygodnie, a ja taka zakochana i takie wielkie serduszko, że jak mnie potrzebował, to wracałam. Zerwałam, nie walczył. Podsumowanie, ponad 30 lat, mieszka z rodzicami, zerwane zaręczyny, za dużo pije. Pan numer 3, starszy 5 lat, po rozwodzie, zakochany w byłej żonie. Ja oczywiście taka dobra i mu dam tyle miłości, że o niej zapomni. Tutaj w zasadzie nie było związku, bo on chciał, żebym była przyjaciółką. Taką, do której się chodzi na weekend poruchać i się dzwoni codziennie i pyta, jak minął dzień. 9 miesięcy znajomości. Zarwałam, nie walczył. Podsumowanie, ponad 30 lat, mieszka z rodzicami, po rozwodzie za dużo pije. Dużo, za dużo. W 2020 dowiedziałam się, że się zapił.

4. Tutaj już sobie zapewniłam emocjonalny masochizm. 4 lata starszy, po rozwodzie i dziecko. No to temu to już dam tyle miłości, że zapomnę o wszystkim, co im istnieje. Najpierw happy, on chce ze mną założyć rodzinę i żyć normalnie, czekał na mnie całe życie. Z czasem okazało się, że ja będąc z nim nigdy nie będę matką, bo on syna już ma. Oczywiście poszłam na to, przecież mi wystarczy miłość do niego, będę go kochać tak, że wystarczy to na całą miłość świata. Syna nie poznałam nigdy, byłej żony też nie, a ta nota bene była wiecznie obecna w jego życiu. Tutaj się poczułam, jakbym była wiecznie na trzecim miejscu. Pierwsze miejsce syn, drugie jego eks, a trzecie ja. No ale to dalej podium, czyż nie? Po prawie dwóch latach zerwał ze mną, bo się czepiałam o byłą i tak dalej. I on na mnie przez całe życie jednak nie czekał.

W czym tkwi problem? Ano w tym, że ja za bardzo chcę. Za bardzo chcę kochać tych zjebów wychowywanych przez wilki i pokazać im, że to wielkie serce i pokłady miłości, które ja mam w sobie. Dlaczego nie trafiam na normalnych? Nie wiem, może musi być jakaś adrenalina i jestem taką typową drama queen, albo grubo, albo wcale. I poznaję tych typów i od razu słyszę te dzwony i widzę ten ryż i gołębia nad moją głową, a gość nie zdążył jeszcze zapamiętać, kiedy mam urodziny. Lubię poezję, kwiaty, romantyczne gesty, a na randce byłam raz. Z panem numer cztery od byłej żony i dziecka. I to z wielkim bólem. Najsmutniejsze jest to, że ja nie wiem, co zrobić, żeby to się zmieniło. Ale po przesłuchaniu twoich podcastów wiem przynajmniej, że nie jestem w tym sama. No i jest jeszcze jeden problem. Mam takiego kolegę, co się pojawia, gdy nie jestem w związku, albo nie mam w głowie innego. Takie never ending story.

Bo przysięgam, nikt nie był chyba tak wytrwały jak ona. Zawodniczka podciąga skarpety, przyjmuje pozycję, ręce napięte, wzrok wytężony. downswing, backswing, skupienie na horyzoncie, for, to takie powiedzenie, że tam uwaga, leci piłka. No więc for. Cześć Asiu oraz drogie idiotki i idiotkowie. Czytając temat odcinka poczułam się wywołana do odpowiedzi. Może nie będzie już edycji o magii liczb i numerologii i jest to jedyna szansa na podzielenie się historią? Nie należę do osób cierpliwych. Jestem raptusem, a poszukiwanie partnera wystawiło mnie na próbę, na jaką nie można być przygotowanym. Chciałabym myśleć, że cierpliwość i wytrwałość zostają nagrodzone i głęboko wierzyłam, że po pierwszym etapie poszukiwań, nazwijmy go roboczo etapem pierwszym, dostałam to, na co zasługuję.

I co? No i myślę sobie, że na pewno będzie odcinek Golf 2.0, bo chyba za mało się mówi o tym szczycie idiotkowania. Bo to jest nieodłączna część tej dyscypliny. To takie próbowanie i oczekiwanie, że kto nie szuka, ten nie znajduje. Takie myślenie i tak dalej, i tak dalej. I to poznawanie nowych ludzi może naprawdę być inspirujące, ale też bardzo męczące, bo nie istnieje żadna osoba na świecie, która tak uwielbia randkować, że jej się wcale nie śpieszy, żeby po prostu znaleźć tę odpowiednią dla siebie osobę. Myślę, że randkowanie nie jest dla nikogo pasją, że są ludzie, którzy, nie wiem, kochają to robić. Dlatego skoro już jesteśmy wszyscy tacy rozgrzani, no to zapraszamy kolejną zawodniczkę. To już bez konkretnej liczby, ale możemy sobie wyobrazić, że no te opisane przez nią, to na pewno nie są wszystkie dołki, które zaliczyła.

Czytam. Cześć Asiu! Czytając nowy temat następnych idiotek, pomyślałam, że tu mogę zabłysnąć swoją historią, bo moje uparte poszukiwania tej drugiej połówki jabłka było usłane tyloma fejlami, że w pewnym momencie swojego życia klęknęłam na wykładzinie w pracy, wyjąc do sufitu, Boże, czy ja proszę o zbyt wiele? Ja tylko chcę, żeby mężczyzna dla mnie był miły, nie miał długów i nie śmierdział. Opowieść będzie dość długa, mam nadzieję, że nie za bardzo. Zapraszam na Tinderowo-życiową wyliczankę. Wszystkie imiona zostały już zmienione. Pierwszą Tinderową dłuższą znajomość zawarłam parę miesięcy po wybitnie bolesnym rozstaniu z chłopakiem podczas studiów. Niestety to był błąd, aby za szybko pakować się w nowe związki i kiedy nie przepracowało się jeszcze dobrze poprzedniego, ale byłam młoda, głupia i potrzebowałam wtedy usłyszeć od kogoś, że jestem super.

No, faktycznie, nie było. Nie pomyślałam jednak wtedy, żeby zapytać go również o papiery rozwodowe. Minęło kolejnych kilka miesięcy, podczas których Romek zapraszał mnie do siebie na nocowanie, robił mi śniadanie naleśniki z dżemem, odwoził do pracy, był dalej kochający i zabawny, dał mi własnoręcznie robiony prezent na urodziny. Aż pewnego dnia nastąpił obrót o 180 stopni i gdy przyjechał do mnie na obiad, oznajmił mi... że on już tego nie czuje i chciałby się rozstać. Zapytałam go, co się stało, przecież tydzień temu robił mi te naleśniki. Jedyne, co potrafił powiedzieć, to to, że jestem fajna, ale już mu się znudziło i nie tego szuka. Dziś nie wiem, czy mieszkanie, do którego przyjeżdżałam, to było mieszkanie jego i jego żony, czy po prostu wynajmował coś na schacki. Trzeci z kolei przypadek będzie jednak krótki.

Po dwóch dniach ciszy napisał smsa, że myślał przez ten weekend o definicji miłości. Stwierdził, że miłość jest wtedy, kiedy osoba czynnie bierze udział w życiu drugiego człowieka i kiedy poprzez czyny udowadnia komuś swoje uczucia. No a skoro on teraz tego nie robi, bo jest w zbyt głębokiej depresji, no to oznacza, że on mnie nie kocha. Dla dopełnienia ciekawości historii dwa tygodnie po rozstaniu moja przyjaciółka znalazła jego profil na stronie dla... Co? A tak, no dla dopełnienia ciekawości historii dwa tygodnie po rozstaniu moja przyjaciółka znalazła jego profil na stronie dla panów do towarzystwa. I kolejna. To kolejna historia tej samej osoby. Ostatni przypadek jest czymś, czego do teraz nie potrafię zrozumieć. Wydaje mi się, że tak długo już chodziłam z serduszkiem na wyciągniętych dłoniach, błagając, żeby ktoś mnie pokochał,

I zostawił mnie skonfundowaną na środku chodnika przy minus trzech stopniach. Na szczęście moja zła passa na ten moment się skończyła, bo w końcu ogarnęłam swoją szorującą po dnie samoocenę, zaczęłam stawiać granice, szanować siebie i swój czas. Dzięki temu jestem teraz w szczęśliwym związku ze świetnym facetem, z którym planujemy wspólną przyszłość. Życie w końcu jest piękne. Serdecznie pozdrawiam, wielokrotna idiotka. Co wam powiem? Bardzo mnie poruszyło to zdanie. W końcu ogarnęłam moją szorującą pod niesamocenę, zaczęłam stawiać granice, szanować siebie i swój czas. To jest chyba po prostu... Każdy z nas powinien sobie codziennie stać w lustrze, patrzeć i mówić jestem Asia i to wystarczy.

Czytam, słuchajcie, historię kolejnej zawodniczki. Mam nadzieję, że jesteście gotowi. Patrzycie się z wyczekiwaniem w horyzont. No i lecimy dalej. Kochana Asiu, już wielokrotnie zbierałam się do tego, by napisać do ciebie maila, ale kiedy usłyszałam, że szukasz historii do konkurencji golf, czyli od dołka do dołka, pomyślałam, wreszcie mam szansę na olimpijskie złoto. Wydaje mi się, że 7 lat idiotkowania to całkiem długa próba znalezienia kogoś normalnego, a ileż przy tym zaliczyłam dołków, ale od początku. Pierwsze doświadczenia jako, jak się miało później okazać, wytrawna golfistka zdobywałam jeszcze w czasach studenckich, kiedy będąc na drugim roku studiów poznałam jego Michała. To już imię zmienione. On inteligentny, przystojny, z poczuciem humoru, trzy lata starszy ode mnie, a w dodatku wydawałoby się...

Zastąpiła ją obojętność, a wręcz niechęć. Zapytana wprost o powody swojego zachowania, przyznała się w końcu, że wcale nie chce, żebym jechała z nią do Francji, bo uwaga, już się tam z kimś spotyka. Tylko zapomniała mi o tym wcześniej powiedzieć. Selawi, chociaż nie powiem, bolało. Kolejny dołek i on, światowy i kochający podróże, tak samo jak ja, Belg. Pracownik międzynarodowej firmy, mającej filię także w moim mieście. Jedno swoje pnięcie w prawo na Tinderze i następne parę dni przegadanych właściwie od rana do wieczora. Miłość do tych samych filmów, podobne spojrzenie na świat, zapowiadało się obiecująco. W końcu przyszła pora spotkania. Oskar, też imię zmienione, spóźnił się o godzinę, ale przeprosił tłumacząc się pracą. No okej, zdarza się, finalnie poszliśmy coś zjeść. Co córeczko?

Możesz kefir. Dzisiejszy odcinek przechodzi chyba do jakiejś historii odcinków. No dobra, czyli on, Oskar, co zrobił? A, poszli coś zjeść. Opowiedział mi wtedy o swoim domu rodzinnym, o tym, jak kocha swoją rodzinę, jaką bliską więź ma z młodszą siostrą. Pokazywał mi zdjęcia psa, domu. Słucham? I już ci otwieram. I korelacja na moje pytania o to, dlaczego jego poprzedni związek się zakończył, opowiedział, że nie mógł znieść po tym, jak uległ wypadkowi, który przykuł go do łóżka na dobre parę miesięcy.

Ale dla tych, którzy lubią happy end, nawet jeśli trzeba na niego czekać trochę dłużej i zaliczyć po drodze wiele dołków, mam jedną informację. Moja historia mistrzostwa golfowego już się zakończyła. Przeszłam na zasłużoną sportową emeryturę. Obecnie jestem w szczęśliwym związku z dziewczyną, która kocha moją czułość, szczerość, zaangażowanie i otwartą komunikację, z którą niedługo będziemy ubierać pierwszą wspólną choinkę i z którą, mam nadzieję, czeka mnie piękne życie. Słuchajcie, brawo! Nawet nie będę wstawiać dzisiaj aplauzu, nie będę dodawać żadnej muzyczki. Te historie po prostu, one nie potrzebują żadnego ubarwienia. Jestem wzruszona zakończeniem, ale też jestem załamana tym, jak wiele trzeba zrobić, żeby poznać kogoś, z kim naprawdę poczujemy po prostu spokój.

ściskam mocno wszystkie idiotki nęckie i męskie roz ciebie, Asiu, za stworzenie społeczności, w której możemy dzielić się takimi historiami, bo w golfie, jak w życiu, są dołki, ale też górki. I to właśnie tego życzę wszystkim kochanym idiotkom. Kochani, cóż za sportowe emocje. Wydawać by się mogło, że... Golf to jest jakaś najnudniejsza rzecz na świecie i w ogóle nie wiadomo, dlaczego jest nazywany sportem. Ja tego nie rozumiem, ale na pewno trzeba być w nim cierpliwym, trzeba być wytrwałym, mieć sokoli wzrok, zachowywać spokój mimo niepokoju, być też zdecydowanym. I co wam powiem, co mnie naprawdę zaskakuje? Mimo 2025 roku zdecydowane na relacje, już tak mam wrażenie, są tylko idiotki.

Później był Tinder i kolejne dołki, nawet po obniżeniu swoich oczekiwań i standardów, aż w końcu, słuchajcie, los, czyli Tinder w dzisiejszych czasach ponownie połączył ją z kolesiem, który ją zgoustował w wakacje, z którym miała fenomenalny seks, wszystko w nim grało, ale on nie był gotowy. No to ona widząc go ponownie w aplikacji już po tych, wiecie, pół roku... teraz, pomyślała sobie, bo to ciekawe, no to może już teraz jest gotowy. No i nastąpiło reunion. Typ zaangażowany, jak nie wiem, przyjeżdżał prawie w środku nocy. Trójka dzieci sama zostawała, bo tam najstarsza z nimi zostawała. To już prawie pełnoletnia. A on kwiaty przywoził. Dzień dobry, kochanie. Tu mam dla ciebie jakieś uczucia. Potrzebowałem tego pół roku, żeby coś zrozumieć.

Może i filmowy, ale nie u nas, kochani, bo typ się po prostu przestał odzywać. Powiedział, że ona zasługuje na kogoś lepszego, że jest wspaniała, ale że to jego wina znowu, że on trzyma za nią kciuki i w końcu będzie szczęśliwa. No i se poszedł. Jeszcze kwiaty w wazonie stoją. No szkurwa mać. Po co są te wyznania? Po co są ustawione w aplikacji, że on szuka czegoś poważnego? I mówi, Jezu, jak dobrze, że się ponownie odnaleźliśmy. Ludzie, no co jest? Ja już naprawdę mam ochotę walić głową w mur w waszym imieniu. Bo każdy z nas, każdy człowiek ma potrzebę bycia widzianym, kochanym, docenionym, zaopiekowanym. Każdy z nas ma jakiś syp z dzieciństwa. Naprawdę już prosto z mostu. Jest mało ludzi w naszym pokoleniu, albo powiedzmy dwóch generacji, naszej i naszych rodziców.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.