Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 85. Sąd

27.07.2025 ·31 min 11 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Beauchamp jadł właśnie śniadanie, gdy spostrzegł notatkę w gazecie. Posłał natychmiast pod oroszkę i nie dokończywszy śniadania pojechał do redakcji Gazety Rządowej. Chociaż miał zupełnie inne poglądy polityczne niż redaktor naczelny owego dziennika, byli szczerymi przyjaciółmi, co zdarza się czasem, a nawet całkiem często. Redaktor czytał właśnie gazetę i wyraźnie zachwycał się artykułem o cukrze buraczanym. Notka owa zapewne wyszła spod jego własnego pióra. — No bardzo dobrze — rzekł Bosząb. — Ponieważ masz w ręku własną gazetę, nie muszę ci mówić, co mnie tu sprowadza. — Chyba nie jesteś zwolennikiem trzciny cukrowej. — Nie, skąd? Zupełnie się na tym nie znam. Przychodzę w innej sprawie. — W jakiej to? — Chodzi mi o morserfa.

— Aha, tak. Prawda, że to ciekawa sprawa? No tak ciekawa, że opublikowałeś oszczerstwo i narażasz się tym samym na proces, którego raczej nie wygrasz. Nieprawda, bo wraz z artykułem otrzymaliśmy wszystkie dowody i pewni jesteśmy, że pan de Morserve będzie siedział cicho, zresztą wyświadczamy przysługę całemu krajowi, demaskując nikczemników, którzy nie zasługują na oddawane im zaszczyty. Bo Chopin nie miał. Ale kto udzielił się tak dokładnych informacji? spytał. Bo moja gazeta, która jako pierwsza poruszyła tę kwestię, musiała ją z braku dowodów zostawić, choć nam bardziej zależy na zdemaskowaniu pana de Morserve. Jest parem Francji, a my należymy do opozycji. No Boże, to bardzo proste.

Przecież nie szukaliśmy na siłę tego skandalu, sam wpadł nam w ręce. Jakiś człowiek przybył wczoraj z Janiny i przyniósł nam ogromny plik papierów. A kiedy zaczęliśmy się wahać, czy oskarżyć Morserfa, oświadczył, że artykuł i tak zostanie opublikowany w innym dzienniku. Mój kochany, wiesz przecież dobrze, co dla nas znaczy taka sensacja, nie moglibyśmy jej przepuścić. Cios już padł i rozniesie się echem aż po krańce Europy. Beauchamp przekonał się, że nie pozostało mu nic, tylko spuścić głowę. Wyszedł zrozpaczony i posłał natychmiast po Alberta. Ale nie mógł napisać Albertowi, bo stało się to później, że tego dnia w izbie parów, jak zwykle spokojnej i nobliwej, zapanowało wielkie poruszenie.

Hrabia znalazły się w nadwyraz przykłym położeniu kozła ofiarnego. Gdy już raz palec Boży wskazał na Niego jako ofiarę, wszyscy gotowali się, by krzyknąć na Niego. Ale hrabia de Morser jeszcze o niczym nie wiedział. Nie otrzymywał dziennika, w którym ukazała się ta hańbiąca wiadomość. Spędził więc ranek na pisaniu listów i ujeżdżaniu konia. Przybył na posiedzenie o zwykłej porze. Z podniesioną głową spoglądając, dumnie wysiadł z powozu. Pewnym krokiem przeszedł przez korytarze i wszedł do sali. Nie spostrzegając, że woźni przepuszczali go z wahaniem, a koledzy ledwo raczyli mu się kłaniać. Gdy Morser przybył, obrady trwały już od pół godziny.

I choć Hrabia, jak już mówiliśmy, nic jeszcze o niczym nie wiedział i zachowywał się tak jak zawsze, jego dumny chód i spojrzenie wydawały się wszystkim jeszcze bardziej pyszne niż zwykle. Zgromadzenie, wrażliwe na punkcie swojego honoru, uznało więc jego obecność za zachowanie wybitnie wyzywające. Wszyscy potraktowali ją jak nietakt. Niektórzy wzięli to za zuchwalstwo, a paru nawet za zniewagę. Cała izba aż wrzała, by poruszyć tę kwestię. Wszyscy trzymali w ręku dziennik zawierający oskarżenie. Nikt nie chciał jednak wziąć na siebie odpowiedzialności i zaatakować pierwszy. Wreszcie jeden z czcigodnych parów, jawny nieprzyjaciel Morserfa, wyszedł uroczystym krokiem na mównicę, co zapowiadało, że nadeszła oczekiwana chwila.

Zapadło złowrogie milczenie. Jeden Morser nie przeczuwał nawet, dlaczego sala wpatruje się w takim skupieniu w mówce, którego nie zawsze słuchano z uwagą. Hrabia wysłuchał wstępu, w którym mówca prosił kolegów o jak największą uwagę, bo zamierzał zabrać głos w kwestii nadzwyczaj ważnej, drażliwej i żywotnej dla Izby. Przy pierwszej wzmiance o Janinie i pułkowniku Fernandzie hrabia zbladł tak straszliwie, że wśród obecnych, którzy cały czas wpatrywali się w niego, zapanowało wielkie poruszenie. Rany natury moralnej mają to do siebie, że mogą się zabliźnić, ale nigdy nie zagoją się zupełnie. Pozostają wciąż żywe. Bolą i ontrzą się i krwawią przy byle dotknięciu.

Mówca przeczytał wzmiankę wśród ogólnego milczenia. Ciszę przerywały tylko szmery, które ustały, gdy znów zaczął rozwijać swoją myśl, przedstawiając swoje skrupuły i tłumiąc trudność położenia. Utrzymywał, że podnosząc na forum publicznym tak drażliwe kwestie osobiste, chciał ocalić honor morserfa i honor całej izby. Na koniec zażądał, aby wszczęte zostało śledztwo, które jak najszybszy położy kres tym uwłaczającym kalumniom, nim zdążą się one upublicznić. W ten sposób pomści się hrabiego de Morserfa i przywróci pozycję, jaką zajmował w oczach opinii publicznej. Ten cios spadł na morserfa równie niespodziewanie i tak go przytłoczył, że hrabia zdołał wybąkać zaledwie kilka słów, rozglądając się błędnym wzrokiem po twarzach kolegów.

– Tak – odpowiedziało jednogłośnie całe zgromadzenie. Wyznaczono czternastoosobową komisję, która miała przejrzeć dokumenty przedstawione przez Morcerfa. Pierwsze posiedzenie komisji miało odbyć się o ósmej wieczorem w biurach izby. Po uchwaleniu tego postanowienia Morcerf poprosił, aby pozwolono mu opuścić salę. Dowody, które miał dostarczyć na swoją obronę, zgromadził już dawno, bo ów szczwany i nieugięty człowiek przewidział, że może będzie musiał kiedyś stawić czoła takiej burzy. Beauchamp opowiedział przyjacielowi wszystkie szczegóły, które tu przytoczyliśmy. Jednak jego opowiadanie miało tę przewagę nad naszym, że przekazywane było na gorąco. Albert słuchał go, to drżąc z nadziei, to z gniewu, to znów ze wstydu.

Mówiono mi, że umarły ze zgryzoty, a może i nędzy. Nie byłem bogaty, wiodłem życie pełne niebezpieczeństw i mimo największego żalu nie mogłem wyruszyć na poszukiwanie ich. Prezydent zmarszczył lekko brwi. – Panowie – rzekł – wysłuchaliście obrony pana hrabiego de Morser. Panie hrabio, czy mógłby pan na poparcie swoich wyjaśnień przedstawić jakiegoś świadka? Niestety, ale nie mogę. Wszyscy to otaczali wezyra i znali mnie tam, poumierali albo rozproszyli się po świecie. Jako jedyny z moich rodaków, tak mi się przynajmniej zdaje, przeżyłem tę straszliwą rzeź. Mam tylko listy Alego Tebelina, które panom przedstawiłem. I mam pierścień, który otrzymałem w dowód przyjaźni, oto i on.

Oto list, który otrzymałem właśnie w tej sprawie. Czy chcecie, panowie, abym go przeczytał, czy też uważacie, że należy pominąć ten incydent? Pan de Morser zbladł i zacisnął palce na papierach, które trzymał. Kartki zaszerściły. Komisja odpowiedziała się za odczytaniem listu. Hrabia wpadł w zadumę i nie wyraził swojej opinii. Prezydent odczytał list następującej treści. Panie prezydencie, oświadczam, że mogę udzielić komisji dokładnych informacji na temat generała lejtnanta Hrabiego de Morser i jego działalności w Epirze i Macedonii, którą ma rozpatrzyć komisja. Prezydent na chwilę przerwał. Hrabia de Murser zbladł. Prezydent skierował pytające spojrzenie na słuchających. — Dalej niech pan czyta!

– Ach, to ona! – szepnął Albert. – Jaka znowu ona? – Heidi. – Skąd wiesz? – Niestety odgadłem, ale proszę cię, Beauchamp, mów dalej. Widzisz, że jestem spokojny i trzymam się jakoś, a na koniec opowieści chyba już blisko. – Pan de Murserf! – podjął Beauchamp. Przypatrywał się kobiecie zdziwiony i przerażony zarazem. Z tych zachwycających ust miał paść wyrok wskazujący go na śmierć lub przywracające mu życie. Dla wszystkich zresztą było to wydarzenie tak dziwne i zaskakujące, że zbawienie czy zguba pana de Morserve przestały na chwilę obchodzić kogokolwiek. Prezydent wskazał damie krzesło. Ona jednak potrząsnęła głową, dając do zrozumienia, że chce stać. Hrabia osunął się na fotel.

Chodziło o życie lub śmierć mojego ojca, odparła dziewczyna. Nazywam się Heidi. Jestem córką Paszy Janiny, Ali Tebelina i Wasyliki, jego ukochanej żony. Rumieniec skromności i dumy pokrył twarz dziewczyny. Ogień w jej oczach i godność, z jaką wypowiedziała te słowa, wywarły na całym zgromadzeniu nieopisane wrażenie. Gdyby w tej chwili uderzył piorun i pod nogami morserwa otworzył przepaść, nie mógłby być chyba bardziej unicestwiony. – Droga pani – rzekł prezydent, składając jej ukłon pełen szacunku – Proszę pozwolić, że zadam jeszcze jedno pytanie.

Potem sprzedał nas za 1000 cekinów, czyli za sumę, która w przybliżeniu wynosi jakieś 400 tysięcy franków. Hrabia de Morser zrobił się zielony. Oczy nabiegły mu krwią. Wobec tak straszliwych oskarżeń na sali zapadło złowrogie milczenie. Heidi, wciąż spokojna, ale w spokoju tym dużo groźniejsza, niż ktoś inny mógłby być w gniewie, podała prezydentowi akt sprzedaży, sporządzony w języku arabskim. Jako że spodziewano się, iż niektóre dowody mogą być napisane w języku arabskim, nowogreckim albo tureckim, na posiedzenie już wcześniej zawezwano tłumacza. Jeden z dostojnych parów, który poznał był język arabski w czasie świetnej kampanii egipskiej, przebiegł wzrogiem akt, który tłumacz odczytał na głos.

Dodała dziewczyna, wznosząc ku niebu płomienny wzrok. Dzień, w którym mogę pomścić mojego ojca. Hrabia przez cały ten czas nie wyrzekł ni słowa. Koledzy spoglądali na niego i bez wątpienia litowali się nad tą karierą, rozwianą w pył wonnym tchnieniem kobiety. Rozpacz wypełzała coraz wyraźniej na jego twarz. — Panie de Morser — rzekł prezydent — czy rozpoznaje pan w tej damie córkę Alego Tebelina Pascianiny? — Nie — odpowiedział Morser, wstając trudem. — To jakiś spisek moich nieprzyjaciół. Heidi, która utkwiła właśnie wzrok we drzwiach, jakby czekała, że ktoś wejdzie, odwróciła się nagle i, spostrzegłszy hrabiego, krzyknęła okropnie.

Ma tam szeroką bliznę. Jeśli zapomnisz jego twarzy, poznasz go po tej ręce, na którą El Kobbir odliczał złote monety. Czy go poznaje? O, niech tylko spróbuje powiedzieć, że mnie nie poznaje. Każde słowo raziło Morserfa niczym ostrze miecza. Stopniowo tracił resztki sił. Mimowoli cofnął gwałtownie prawą rękę, na której miał bliznę. Wsunął ją za frak i opadł na fotel, poddając się ponurej desperacji. Na sali zapanowało ogromne wzburzenie. Jakby to powiał północny wiatr i zakręcił w gwałtownym podbuchu zeschłymi liśćmi. — Panie de Morser — rzekł prezydent —

Niech Pan podejmie walkę. Niech Pan odpowie. Nasza sprawiedliwość jest taka, jak sprawiedliwość boska. Nie zna różnic między ludźmi. Nie pozwoli zatriumfować Pana nieprzyjaciołom, nie dając Panu możliwości obrony. Chce Pan, byśmy zarządzili nowe śledztwo? A może mam wysłać dwóch członków Izby do Janiny? Niech Pan odpowie. Morser milczał. Członkowie spojrzeli po sobie ze zgrozą. Znali energiczny i gwałtowny charakter hrabiego. Trzeba było naprawdę wyjątkowej siły, aby unicestwić wolę walki u tego człowieka. Spodziewali się, że po tym milczeniu, podobnym do chwilowego uśpienia, nastąpi wybuch przypominający uderzenie piorunu.

– Więc jak? – zapytał prezydent. – Co pan postanowił? – Nic – odpowiedział głucho hrabia de Morser, powstając. – Czyżby córka Alitebelina – zapytał prezydent – mówiła prawdę? Czyżby rzeczywiście była jednym z tych straszliwych świadków, których zeznaniom winowajca nie śmie zaprzeczyć? Naprawdę uczynił pan to wszystko? Hrabia rozejrzał się w oku z taką rozpaczą, że wzruszyłby nim dziką bestię, ale nie mógł tym poruszyć sędziów. Wzniósł oczy w górę, ale spuścił je natychmiast jakby z obawy, że się roztąpi sklepienie i zajaśnieje w nim inny niebiański trybunał z sędzią najwyższym, z Bogiem.

Gwałtownie rozpiął frag, w którym się dusił i wypadł z sali jak szaleniec. Na korytarzu zadudniły jego kroki, zaraz potem z kopyta ruszyły konie i rozległ się turkot powozu, aż zadrżał florecki portyk gmachu. Panowie! Rzekł prezydent, gdy zapadła cisza. Czy uważacie, że pan hrabia de Morser jest winny wiarołomstwa, zdrady i wszystkich tych nikczemnych czynów? — Tak — odpowiedzieli jednogłośnie wszyscy członkowie komisji. Heidi pozostała na sali do końca posiedzenia. Wysłuchała wyroku z twarzą obojętną, nie objawiając ani radości, ani żalu. Zasłoniła tylko twarz woalem, ukłoniła się majestatycznie członkom komisji i wyszła krokiem, jaki Vergiliusz podpatrzył u bogiń.

Pokazano wszystkie 18 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.