Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 40. Prezentacja

27.07.2025 ·31 min 3 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Monte Christo stanął na chwilę przed herbem i przypatrzył mu się uważnie. Na lazurowym polu siedem złotych hosów na ukos. To z pewnością herb pańskiej rodziny. Pomijając to, że umiem rozszyfrować znaczenie tarczy herbowych, jestem w heraldyce wielkim ignorantem. Ja, hrabia z przypadku. Tytuł sfabrykowała mi komandoria św. Szczepana w Toskanii, a obyłbym się zresztą bez tej godności, gdyby mi nie powtarzano bez przerwy W końcu trzeba mieć coś na drzwiczkach karety, choćby po to, by dawała mi spokój straż celna. Proszę mi więc darować, że o to pytam. — Pańskie pytanie bynajmniej nie jest niedyskretne? — rzekł Morcerf z prostotą człowieka pewnego swojego pochodzenia.

Zgadłeś pan, to nasz herb, a raczej mojego ojca. Jest, jak pan widzi, połączony z innym herbem mojej matki. Po kondzieli, pochodzę z Hiszpanii, ale Morserfowie to prastary francuski lud, ponoć jeden z najstarszych na południu. Tak, tego dowodzą kosy w herbie. Niemal wszyscy zbrojni pielgrzymi, którzy wyruszali na podbój Ziemi Świętej, przyjmowali za godło krzyż, jako znak swojego posłannictwa, albo wędrownego ptaka, symbol długiej podróży, którą zamierzali odbyć na skrzydłach wiary. Jeden z pańskich przodków z linii męskiej musiał wziąć udział w takiej krzyżowej wyprawie, a choćby nawet było to za Ludwika Świętego, to i tak ród pański sięgałby XIII wieku. Piękny klejnot. — To możliwe?

— rzekł Albert. — W gabinecie mojego ojca jest gdzieś drzewo genealogiczne, które to nam może objaśnić. Napisałem do niego kiedyś uwagi, które mocno by zbudowały panów Hozier'a i Jacquorta. Teraz już się nad tym nie zastanawiam, ale wyznam panu, bo to należy do zakresu moich obowiązków jako przewodnika, że za obecnego ludowego rządu zaczynają znowu interesować się bardzo tymi rzeczami. Cóż, zdaje mi się, że wasz rząd mógłby wybrać ze swojej przeszłości coś lepszego niż te dwie tabliczki, które widział na waszych pomnikach, a które nie mają żadnego sensu z punktu widzenia heraldyki. Ale pan Albercie zwrócił się hrabia do morserfa. Masz więcej szczęścia niż twój rząd, bo herb twój jest naprawdę piękny i przemawia do wyobraźni.

Dowodziło to, że ów człowiek był na wojnie w Grecji i Hiszpanii lub wypełniał w tych krajach jakąś misję dyplomatyczną, za co także mógł owe odznaczenia otrzymać. Monte Christo przypatrywał się temu portretowi równie uważnie jak poprzedniemu, analizując szczegół po szczególe, gdy wtem otwarły się boczne drzwi i znalazł się twarzą w twarz z hrabią de Morserfem. Był to człowiek w wieku przeszło 40, a najwyżej 45 lat, ale wyglądał na co najmniej 50. Jego czarne brwi i wąsy dziwnie kontrastowały z białymi niemal całkiem włosami ostrzyżonymi po wojskowemu na jeża. Ubrany po cywilnemu, nosił w butonierce wstążki o różnych kolorach, przypominające o orderach, jakimi był dekorowany.

Wszedł dość spiesznie, ale krokiem wcale dystygowanym. Monte Christo nie postąpił ku niemu ani kroku. Rzekłbyś, że nogi wrosły mu w ziemię. Nie odrywał oczu od twarzy hrabiego. — Ojcze — rzekł młodzieniec — mam żaszczyt przedstawienia pana hrabiego de Monte Christo, tego szlachetnego przyjaciela, która miałem szczęście poznać w tak trudnych, jak wiesz, okolicznościach. — Miło nam bardzo widzieć pana u nas — ukłonił się z uśmiechem hrabia de Morserve. — Wyświadczyłeś pan naszemu domowi ogromną przysługę, zachowując mu jedynego dziedzica, za co zachowamy wobec pana dozgonną wdzięczność. Domówiąc hrabia de Morcerf, wskazał fotel hrabiemu Monte Christo i sam usiadł naprzeciwko okna.

Monte Christo, biorąc fotel wskazany przez Morcerfa, ustawił go tak, by pozostawać w cieniu wielkich aksamitnych zasłon, a jednocześnie móc swobodnie czytać w zmęczonych i smutnych rysach twarzy hrabiego, Historie tajemnych cierpień zapisanych w przedwczesnych zmarszczkach. – Hrabina – rzekł Morserf – właśnie ubiera się, gdy syn kazał ją uprzedzić, iż wkrótce będzie miała radość przyjąć pańską wizytę, za dziesięć minut będzie w salonie. – To dla mnie wielki honor – rzekł Monte Christo. Że w dniu mojego przybycia do Paryża mogę zawrzeć znajomość z człowiekiem, którego zasługi są równe sławie? Choć raz fortuna nie omyliła się co do człowieka, którego obdarzyła łaskami, ale czy nie ma ona jeszcze schowanej dla pana laski marszałkowskiej gdzieś na równinach Metydży lub w górach Atlasu?

O, dawno opuściłem służbę wojskową, odpowiedział Morserw rumieniąc się nieco. Zostałem mianowany parem za restauracji. Brałem udział w pierwszej kampanii pod rozkazami marszałka de Bourmonta. Mógłem ubiegać się o wyższy stopień i kto wie, co by się stało, gdyby starsza linia utrzymała się na tronie. Tylko, że rewolucja lipcowa potoczyła się na tyle pomyślnie, że mogła sobie pozwolić na niewdzięczność i okazała ją każdemu, kto nie służył za cesarstwa. Poprosiły więc o dymisję, bo kto zdobył szlify na polu bitwy, nie potrafi manewrować na śliskim terenie salonów. Porzuciłem broń, oddałem się polityce i zajmuję się przemysłem, badam sztuki techniczne.

Nie przypuszczał, że hrabia może unosić się entuzjazmem wobec podobnych poglądów. Niestety, mówił dalej cudzoziemiec, aby zapewne uspokoić morserfa, który nieco zachmurzył się na te słowa, my we Włoszech żyjemy inaczej. Rozwijamy się według zasad naszego rodu i naszego gatunku. Zachowujemy przez całe życie to samo listowie, tę samą wysokość, a często i tę samą bezużyteczność. Ale przecież dla pana hrabiego, człowieka tak wybitnego, Włochy nie mogą być ojczyzną. Wyciąga do pana ręce Francja. Francja nie wszystkim okazuje niewdzięczność. Źle obchodzi się ze swoimi dziećmi, ale gościnnie przyjmuje cudzoziemców. O, mój ojcze, rzekł Albert z uśmiechem. Widać dobrze, że nie znasz Hrabiego Monte Christo.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.