Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 28. Wykazy więzienne

27.07.2025 ·13 min 52 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

— Wiem, proszę pana — odrzekł mer — że od kilku lat same nieszczęścia spadają na pana Morela. Stracił jeden po drugim pięć statków i parę razy zbankrutował. Ale chociaż sam jestem wierzycielem na jakieś dziesięć tysięcy franków, nie wypada mi udzielać wiadomości o stanie jego majątku. Jeśli spyta mnie pan jako mera, co myśli o panu Morelu, odpowiem, że jest to człowiek rzadkiej prawości i że do tej pory wywiązywał się ze wszystkich zobowiązań jak najrzetelniej. To wszystko, co sam mogę powiedzieć. Jeżeli życzy pan sobie dokładniejszych informacji, proszę się udać do pana de Bovilla, inspektora więzień na ul. Noilles pod 15. Ma on ulokowanych u pana Morela, o ile się nie mylę, 200 tysięcy franków.

Jeżeli więc w istocie są jakieś powody do obaw, pan de Beauville zapewne będzie lepiej ode mnie poinformowany, bo zaangażował znacznie większą sumę. Anglik wydawał się przyznawać słuszność tej delikatności. Ukłonił się, wyszedł i udał się owym szczególnym krokiem, Właściwym synom Wielkiej Brytanii na wymienioną ulicę. Pan de Beauville był akurat w swoim gabinecie. Ujrzawszy go, Anglik drgnął z zaskoczenia, jakby widział już kiedyś inspektora. Zaś pan de Beauville wydawał się przejęty taką desperacją, jak zaabsorbowany jakąś jedną myślą nie był w stanie zapuszczać się pamięcią czy wyobraźnią w przeszłość. Anglik z flegmą, właściwą swoim rodakom,

Powtórzył pytanie, jakie już merowi zadał, niemal w tym samym brzmieniu. — O, proszę pana! — zawołał pan de Beauville. — Pańskie obawy na nieszczęście są aż nazbyt uzasadnione i widzisz pan przed sobą człowieka w rozpaczy. Uplasowałem 200 tysięcy franków w firmie Morelli Syn. To stanowiło posag mojej córki, którą miałem wydać za mąż za dwa tygodnie. Połowa miała być spłacona 15 bieżącego miesiąca, a druga połowa za miesiąc. Uprzedziłem pana Morela, że życzyłbym sobie otrzymać tę kwotę bez opóźnienia, aż tu nagle pan Morel przychodzi do mnie pół godziny temu i oświadcza mi, że niejaki statek Faraon nie wróci przed 15. Nie będzie mi w stanie oddać tych pieniędzy w terminie.

Wygląda to nagranie na zwłokę, rzekł Anglican. — Wygląda to raczej na bankructwo! — wykrzyknął w rozpaczy pan de Beauville. Anglik zdawał się zastanawiać przez chwilę, a następnie rzekł. — A zatem ta wierzytelność budzi w panu obawę. — Raczej uważam ją za straconą. — No cóż, chętnie ją przejmę. — Pan? — Tak, ja. Ale zapewne musiałbym panu dużo ustąpić. — Skądże płacę 200 tysięcy? — Nasza firma — dodał Anglik z uśmiechem — nie robi podobnych interesów. — I zapłaciłbyś pan gotówką? I wyjął z kieszeni plik banknotów na sumę dwa razy większą od tej, o jaką pan de Beauville się obawiał. Radość przemknęła mu po twarzy.

Powściągnął się jednak i rzekł. Muszę jednak uprzedzić pana, że możesz nie odzyskać nawet 6% tej sumy. To już nie moja sprawa, odpowiedział Anglik. To sprawa firmy Thomson French, w której imieniu działam. Może jest ona zainteresowana upadkiem konkurencyjnej firmy? Wiem jedno, gotów jestem wypłacić panu tę sumę, jeżeli dokonasz pan przeniesienia praw. Ale poproszę jeszcze pana o komisowe. — Ależ oczywiście, proszę pana, oczywiście, że tak — zawołał pan de Beauville. — Płaci się zwykle za komisowe półtora procent. Chcesz pan dwa, trzy, pięć, a może więcej? Niech pan mówi. — Drogi panie — roześmiał się Anglik. — Jestem taki, jak moja firma. Nie robię takich interesów.

Komisowo, o jakim myślałem, jest zupełnie innej natury. — No mówże pan, słucham. — Jesteś pan inspektorem więzień? Już przeszło od 14 lat. To u Pana znajdują się wykazy więźniów? No naturalnie. Te rejestry mają jakieś noty dotyczące poszczególnych więźniów? Każdy ma swoje akta. Otóż proszę pana, byłem wychowany w Rzymie przez pewnego biednego księdza, który zniknął nagle. Dowiedziałem się potem, że był trzymany w zamku If i dlatego chciałbym się dowiedzieć o szczegółach jego śmierci. Jakże się nazywał? Ksiądz Faria. Ooo, przypominam go sobie doskonale, zawołał pan de Beauville.

Coś takiego – zawołał Anglik. No tak właśnie. Pojmujesz, pan, jakie musiało być zdumienie uciekiniera, gdy poczuł, że go rzucono ze skały do morza Chciałbym widzieć jego minę w owej chwili. No, trudno byłoby trochę. Nieważne, uśmiechnął się pan de Beauville, którego pewność po odzyskaniu 200 tysięcy franków wprawiła w znakomity humor. No i tak ją sobie wyobrażam. I wybuchnął śmiechem. Ja także, dodał Anglik. I również zaczął się śmiać, ale półgębkiem, tak jak się śmieją Anglicy. No więc tym sposobem, podjął Anglik, który pierwszy odzyskał zimną krew, Zbieg utopił się. Raz na zawsze. I tym sposobem komendant zamku uwolnił się razem i od szaleńca i od wariata.

Znalazł tu wszystko. Denuncjacje, protokół przesłuchania, petycję Morella, poświadczoną przez pana de Vilfora. Złożył ostrożnie denuncjacje i schował do kieszeni. Po czym przeczytał protokół i spostrzegł, że ani razu nie pojawiło się w nim nazwisko Noirtier. Przebiegało trzyma petycje z 10 kwietnia, w której Morel za radą prokuratora wychwalał z przesadą, w najlepszych zresztą zamiarach, bo przecież panował wtedy Napoleon, Wagę usług Edmunda dla sprawy cesarskiej, a które dzięki poświadczeniu Wilfora stawały się niepodważalne. I wtedy zrozumiał wszystko. Ta petycja do Napoleona, którą Wilfor zachował jednak u siebie, stała się za drugiej restauracji straszliwą bronią w ręku podprokuratora Królewskiego.

Nie dziwił się więc wcale, przeglądając dalej rejestr. Gdy znalazł na brzegu przy nazwisku Edmunda krótką notatkę ujętą w klamrę. Edmundon, też żarliwy Bonapartysta, wziął czynny udział w przygotowaniu ucieczki z Elby. Należy trzymać go w tajemnicy i pod najściślejszym dozorem. Pod tym napisano inną ręką. Z uwagi na powyższą notę nieodwołalne. Porównując charakter pisma w adnotacji ujętej w klamrę z poświadczeniem prośby Morella, Anglik przekonał się, że zostały napisane przez jedną osobę, to znaczy ręką Wilfora. Jeśli zaś idzie o dopisek, który towarzyszył notatce, Anglik domyślił się, że musiała go skreślić jakaś ręka inspektora, który przelotnie zainteresował się sytuacją Dantesa, ale wobec notatki, którą zacytowaliśmy, ujrzał

Teraz czas, abym i ja dotrzymał obietnicy. Napisz mi poświadczenie, że przekazujesz mi swoją wierzytelność, pokwituj odbiór sumy, a ja ją zaraz panu wypłacę. I ustąpił miejsca przy biurku panu de Beauvillowi. Inspektor usiadł bez zbędnych ceregieli i zajął się pisaniem żądanego przekazu. Anglik tymczasem liczył banknoty na brzegu półki.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.