Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 20. Cmentarz Zamku If

27.07.2025 ·11 min 5 s

Aleksander Dumas. Cała książka .Zapraszam do słuchania!

O Boże! Ponieważ tylko umarli mogą się stąd wydostać, zajmę miejsce umarłego. Nie tracąc czasu na dalsze namysły, nie chcąc jakby dać sobie czasu na to, aby zachwiał się w nim ten zamiar, pochylił się nad ohydnym workiem, rozciął go nożem, który zrobił faria, wyjął trupa, zaniósł go do swego lochu, położył na łóżku, okrył kołdrą od stóp do głów, jak zwykł sam się przykrywać, po raz ostatni ucałował zlodowaciałe czoło, spróbował przymknąć nieposłuszne oczy, wiecznie otwarte, straszne, bo pozbawione myśli. Odwrócił go twarzą do ściany, aby dozorca, przyszedłszy z wieczerzą, myślał, że Dantes śpi, jak to się zwykle zdarzało. Wrócił pod kopem do celi farii, otworzył skrytkę, wyjął igłę i nić, zrzucił odzienie, aby ci, co mieli nieść worek, czuli, że w środku jest nagie ciało.

Wsunął się do rozplutego worka, położył się w tej samej pozycji, w jakiej leżał nieboszczyk i zaszył otwór od wewnątrz. Gdyby nieszczęściem ktoś wszedł w tej chwili do lochu, Usłyszałby bicie jego serca. Dantes mógł zaczekać do obchodu dozorca, ale lękał się, aby komendant nie zmienił decyzji i nie kazał wynieść zwłok wcześniej. Zniweczyłoby to ostatnie jego nadzieje. Na wszelki wypadek ułożył sobie gotowy plan. Jeśli by w czasie drogi grabiarze zrozumieli, że niosą żywego człowieka zamiast umarłego, Edmund nie da im czasu na opamiętanie się, szybko rozpróje nożem worek od góry do dołu, skorzysta z ich przestrachu i ucieknie. Gdyby go chcieli zatrzymać, użyje noża.

Na szczęście, na skutek mizantropii lub zmęczenia, Dantes leżał zwykle odwrócony w łóżku. Dozorca zaś wtedy stawiał tylko jedzenie na stole i wychodził z celi, nie odzywając się ni słowem. Ale tym razem dozorca mógł odstąpić od swoich milkliwych zwyczajów, a widząc, że Dantes nie odpowiada, zbliżyć się do łóżka i wszystko wyszłoby na jaw. Około siódmej wieczorem Dantes zaczął trwożyć się na dobre. Przyciskając rękę do piersi usiłował powstrzymać bicie gwałtownie serce, a drugą ocierał zimny pot z czoła. Co chwilę całe jego ciało przechodził gwałtowny wstrząs, który ściskał mu serce jakby w żelazne kleszcze. Zdawało mu się wówczas, że umiera.

Godziny upływały zwolna, w zamku panowała cisza. Adantes zrozumiał, że uniknął pierwszego niebezpieczeństwa. To była dobra wróżba. Wreszcie około wyznaczonej przez komendanta godziny na schodach dały się słyszeć kroki. Edmund pojął, że nadeszła decydująca chwila. Zebrał całą odwagę, powstrzymał oddech i byłby jeszcze szczęśliwy, gdyby mógł zatrzymać pulsowanie krwi. Przy drzwiach zatrzymano się. Słychać było podwójny głos kroków. Dantes domyślił się więc, że przyszło pochować zmarłego dwóch grabarzy. Przypuszczenie to zamieniło się w pewność, kiedy usłyszał, jak dozorcy stawiali na ziemi nosze. Drzwi się otwarły i do Untesa dobiegł przyćmiony blask światła.

Przez okrywające go płótno dojrzał dwa cienie zbliżające się do łóżka. Trzeci z latarnią w ręku pozostał przy drzwiach. Ludzie chwycili worek za dwa końce. – Ale ciężki ten chudy staruszek – rzekł jeden z nich, podnosząc Edmunda za głowę. Mówią, że co rok kości stają się cięższe o pół funta? Odpowiedział drugi biorąc za nogi. Zrobiłeś już węzeł? Zapytał pierwszy. To byłaby głupota. Po co mamy dźwigać dodatkowy ciężar? Odparł drugi. Zawiążę go na miejscu. Racja. To chodźmy. Po co ten węzeł? Pomyślał Dantes. Przyniesiono domniemanego trupa z łóżka na nosze. Edmund leżał sztywno, chcąc dobrze odgrywać swoją rolę nieboszczyka.

Cały orszak poprzedzany mężczyzną trzymającym latarnię jął wchodzić na schody. I nagle owioneło go świeże i ostre nocne powietrze. Dantes rozpoznał podmuchy Mistrala. Rozkoszne, a zarazem dręczące było to nagłe, doznane wrażenie. Tragarze uszli jeszcze jakieś 20 kroków, zatrzymali się i postawili nosze na ziemi. Jeden z dozorców oddalił się. Jego kroki zastukały na kamieniach. – Gdzież jestem? – zapytał Edmund sam siebie. – Wiesz co? On wcale nie jest lekki – rzekł grabarz, który został, siadając na końcu noszy. Pierwszą myślą Deontesa było rzucić się teraz do ucieczki. Na szczęście powstrzymał się jednak.

– Poświeć mi, bydlaku! – krzyknął ten, co się oddalił. – Bo nic nie znajdę! Latarnik pospieszył na to wezwanie, choć sformułowane było niezbyt grzecznie. – Czego on szuka? – pomyślał znowu Dantes. – Pewnie łopaty. Okrzyk zadowolenia wskazał, że grabarz znalazł, czego szukał. – Ale się naszukałeś! – powiedział inny. – Ta! – odparł tamten. – Ale nasz staruszek nic nie stracił na tym czekaniu. I podszedł do Dantesa, który usłyszał stuk jakiegoś ciężkiego przedmiotu rzuconego na ziemię tuż obok. W tej samej chwili sznur zacisnął się boleśnie wokół nóg Edmunda. — A co, masz już ten węzeł? — rzekł ten, który niczym się do tej pory nie zajmował. — No i to całkiem niezły. Nie rozwiąże się. Podnieśli nosze i ruszyli dalej.

Uszli może z pięćdziesiąt kroków, zatrzymali się, aby otworzyć jakieś drzwi i szli dalej. W miarę jak się posuwali, szum fal rozbijających się o skałę, na której stał zamek, dochodził coraz wyraźniej u szudą Tessa. — Paskudna pogoda — powiedział jeden z grabarzy. — Niezbyt miło znaleźć się dziś w nocy na morzu. — Masz rację. Biedny ksiądz może zmoknąć — dodał drugi i obaj wybuchnęli śmiechem. Dantes nie zrozumiał żartu, ale włosy stanęły mu dęba. — No, przyszli wreszcie — rzekł pierwszy. — Jeszcze trochę dalej — odparł drugi. — Wiesz przecież, że ostatni zawisł w połowie drogi poszarpany o skały. Komendant wyzywał nas potem od leni. Podeszli jeszcze pięć lub sześć kroków w górę, po czym Dantes poczuł, że jeden bierze go za głowę, drugi za nogi i zaczynają husztać.

– Raz! – zawołali zgodnie. – Dwa! – Trzy! I w tym momencie Dantes poczuł, że został wyrzucony w jakąś bezdenną przepaść. Przebijał powietrze jak zraniony ptak, spadając i spadając, a serce ścisnęło mu się z trwogi. Chociaż jakiś ciężar u nóg przyspieszał ten lot, wydało mu się, że lot ten trwa całe wieki. Na koniec wpadł ze straszliwym pluskiem do wody zimnej jak lód, wydając okrzyk przerażenia, zduszony natychmiast przez wodę. Edmunda rzucono w morze i 36-funtowa kula ciągnęła go na dno. Morze jest cmentarzem Zamku If.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.