Hrabia Monte Christo. 10. Gabinecik w Tuileriach
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
— Mówisz więc, pan — rzekł król. że jestem bardzo zaniepokojony, najjaśniejszy panie, do prawdy. Widziałeś więc, pan, we śnie siedem krów, tłustych i siedem chudych. Nie, najjaśniejszy panie, bo to zapowiadałoby tylko siedem lat żyznych, a siedem głodu, a za panowania tak przewidującego króla, jak najjaśniejszy pan, nie musimy lękać się głodu. Jakaż więc inna czeka nas plaga, kochany panie Blakas? Najjaśniejszy panie sądzę i mam wszelkie prawo, aby tak sądzić, że od południa zbiera się burza. Mój kochany hrabio, od rzeku Ludwik XVIII widzę, że źle pana poinformowano, bo ja wiem z całą pewnością, że tam teraz pogoda najpiękniejsza pod słońcem.
Kochany Blakas, z pańskimi obawami nie dajesz mi, pan, pracować, a spokój najjaśniejszego pana nie daje mi zasnąć. Chwileczkę, hrabio. Przyszła mi do głowy wspaniała myśl na temat Pastor Quum Tracheret. Niech tylko skończę, a będziesz, pan, mówił dalej. Nastała chwila milczenia, w czasie której Ludwik XVIII zapisał maczkiem nową uwagę na marginesie Horacego, po czym rzekł. – No, mów teraz, drogi hrabio. I powstał z zadowoloną miną człowieka, który sądzi, że wpadł na nową myśl, a nie na komentarz do cudzych idei. – Mów dalej, słucham. – Najjaśniejszy, panie – rzekł Blakas, który miał chwilę nadzieję, że przejmie dla siebie profit z wieści przyniesionych przez Wilforta.
Czy to nie są wyraźne symptomy szaleństwa? Albo też mądrości, panie baronie, może mądrości, rzekł Ludwik XVIII śmiejąc się. Bo przecież kaczki puszczali z upodobaniem wielcy wodowiec starożytności. Przeczytaj panu Plutarcha życie Scypiona Afrykańskiego. Pan de Balaxe popadł w głęboką zadumę nad niefrasobliwością tych dwóch osobistości. Wilford nie powiedział mu wprawdzie wszystkiego, nie chcąc pozwolić, by kto inny skorzystał na jego nowinach, ale wyjawił jednak dość, aby zaniepokoić ministra. – Tyle wystarczy, panie baronie – odezwał się Ludwik XVIII. – Widzisz przecież, że pan Blacas nie chce się dać przekonać. Lepiej powiedz, jak tam z nawróceniem uzurpatora?
— Nawrócenie uzurpatora? — szepnął hrabia, patrząc to na króla, to na pana Dendre, którzy rozmawiali w tak nierzeczywisty sposób jak sielankowi pasterze Vergiliusza. — Tak, panie hrabio — odparł minister z najpoważniejszą w świecie miną. Napoleon dokonywał ostatnio przeglądu wojsk i gdy kilku wiarusów, jak ich sam nazywa, zdradziło się z chęcią powrotu do Francji, zwolnił ich ze służby i przypomniał, aby służyli prawowitemu królowi. — Tak powiedział, panie hrabio. Jestem tego całkowicie pewien. — I cóż pan o tym myśli, blakas? — zapytał triumfująco król, porzucając na chwilę wertowanie grubego tomu komentarzy, który leżał przed nim. Myślę najjaśniejszy panie, że albo minister policji myli się, albo mylę się ja.
To go pan wysmasz. Przecież tak to się u was robi. O najjaśniejszy panie, zaopanował minister. Dzięki Bogu nie potrzebujemy nic tu wymyślać. Codzień nasze biurka usłane są szczegółowymi denuncjacjami, które są dziełem całego tłumu hołyszów, liczących na wdzięczność za usługi, których naprawdę nie oddają. Ale które pragnęliby oddawać. Mówią coś, nachybił, trafił i mają nadzieję, że pewnego dnia ich przepowiednie nagle się urzeczywistnią. — Idź więc, mój panie — rzekł Ludwik XVIII — i pamiętaj, że czekam tu na ciebie. — Pójdę, najjaśniejszy panie, i za dziesięć minut wracam. — A ja, sir — rzekł Blakas — idę po mojego wysłannika.
— Pan de Vilfort — zawołał król. — Ten wysłannik nazywa się Vilfort? — Tak, sir. — Czemu żeś mi od razu nie wymienił jego nazwiska? — spytał król, okazując po raz pierwszy niepokój. — Sir, nie myślałem, że to nazwisko jest znajome najjaśniejszemu panu. No tak. Znam go dobrze, kochany Blakas. To człowiek poważny, kształcony, a nade wszystko ambitny. I do licha. Znasz pan przecież jego ojca. Jego ojca? No tak. To Noirtier. Noirtier żerondysta? Noirtier senator? Ten sam. I wasza królewska mość przyniósł na swe usługi syna takiego człowieka? Kochany hrabio, mówiłem, że Wilford to karierowicz.
Aby dopiąć celu, poświęci własnego ojca. A więc mam go wprowadzić? Natychmiast, hrabio! Gdzież on jest? Czeka na mnie, zapewne na dole, w moim powozie. Hrabia wyszedł żywo, jak młodzieniec. Zapał, z jakim spełniał swoje obowiązki wobec monarchii, zdawał się ujmować mu z dwadzieścia lat. Ludwik XVIII pozostał sam, a przenosząc wzrok, Na otwarty tom Horacego wyszeptał Justum et tenaceum propositivirum. Pan Blakas wrócił z tą samą szybkością, z jaką wypadł z gabinetu, ale w przedpokoju zmuszony był powołać się na autorytet królewski. Zakurzone ubranie Wilforta, ubranie, w którym nie było nic, co zgadzałoby się z wymogami etykiety, zdenerwowało pana de Brezé, zdziwionego, że ten młody człowiek miał zamiar stanąć przed królem w takim stroju.
Hrabia usunął wszystkie te trudności, rzekłszy tylko rozkaz króla. I pomimo kilku jeszcze zastrzeżeń, jakie wysuwał mistrz ceremonii, Wilfort został wprowadzony. Król siedział na tym samym miejscu, gdzie go zostawił hrabia. Otwarłszy drzwi, Wilfor stanął naprzeciw króla i ulegając pierwszemu odruchowi zatrzymał się. — Niech pan wejdzie, panie de Wilfor — rzekł król. Wilfor skłonił się i postąpił kilka kroków, czekając, aż król odezwie się pierwszy. — Panie de Wilfor — ciągnął Ludwik XVIII — hrabia de Balakas mi donosi, że pan masz mi coś ważnego do powiedzenia. Najjaśniejszy Panie, Hrabia ma słuszność i mam nadzieję, że Wasza Królewska Mość sam to przyzna.
Przede wszystkim, czy zło jest Pańskim zdaniem tak wielkie, jak mi je przedstawiano? Najjaśniejszy Panie, sądzę, że jest bliskie, ale mam nadzieję, że dzięki mojemu pośpiechowi uda mu się zapobiec. — Opowiedz mi pan wszystko dokładnie — rzekł król, zaczynając ulegać wzburzeniu, które tak zmieniło twarz pana de Blacasa i czyniło drżącym głos Wilforta. — Mów, a przede wszystkim proszę cię, zaczynaj ap owo. Lubię, aby wszędzie panował porządek. Najjaśniejszy Panie, przedstawię wiernie sprawozdanie z całej sprawy, ale proszę Waszej Królewskiej Mości o pobłażliwość, jeśli moje słowa wydadzą się czasem niejasne, co spowodowane będzie jedynie oneśmieleniem, w jakim się znajduję.
Gdyby zaś wylądował we Francji, miałby przecież tylko garstkę ludzi i łatwo byśmy go pokonali, skoro jest tak znienawidzony przez ludność. Przestań się więc pan trapić, ale pamiętaj, że możesz i tak liczyć na naszą wdzięczność. – Otóż i minister policji! – zawołał hrabia Blacas. I rzeczywiście w tejże chwili ukazał się na progu minister policji. Blady i drżący, mrużył powieki, jakby poraziło go nagle światło. Wilfor postąpił ku drzwiom, ale zatrzymał go pan de Blacas, ściskając znacząco za rękę.
Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!