Mentionsy Mentionsy
Historie potłuczone
Historie potłuczone

O narkomanie, co się w Edycie Bartosiewicz kochał

21.09.2025 ·22 min 28 s

O spotkaniu na ulicy, Anieli i głodzie.

Moi drodzy, moi mili, moi kochani, moi ulubieni, witam was serdecznie we właściwej części naszego spotkania. Zapraszam na historię bardzo piękną, smutną. No jak to prawie wszystkie nasze historie, nie? Są zazwyczaj piękne i smutne też jakoś w pewnym sensie. No ale posłuchajcie, bo to bardzo, bardzo ładna historia. Też nie ukrywam, jest mi bliska, w sensie wielokrotnie będąc na emigracji, różnych takich rzeczy doświadczyłem, takich spotkań, takich osób. Zaraz się zrozumiecie, dlaczego tak mówię. To jest jakaś taka chyba jednak powszedniość, wiecie, emigracyjna. Nie mówię, że tylko emigracyjna. Posłuchajcie. Tomka poznałam na ulicy. Był marzec 2017 roku, Anglia.

W moim życiu działy się wtedy cuda i Tomek też był takim cudem. Ściemniało się, kiedy wracałam z koleżanką z pracy, zatrzymałyśmy się. Chciałam podarować jej coś z intencją i bardzo mi zależało, żeby to przyjęła. Ona nie chciała, twierdząc, że to zbyt dużo. Sprzeczałyśmy się, kiedy nagle pojawił się ktoś, kogo tam być nie powinno i do tego zagadał do nas po polsku. Weź to od niej, to jest twoja przyjaciółka. Ja też mam przyjaciela. Wmurowało nas. Skąd on się tutaj wziął? Nie widziałyśmy go, ale on nas tak i słyszał całą naszą rozmowę. Okazało się, że leżał na kartonach w śpiworze obok nas, na chodniku. Bezdomny Polak.

Kiedy słyszałem tę historię, byłam pewna, że on wyjdzie z uzależnienia. Wierzyłam, że stanie się dokładnie to samo, co przydarzyło się Kogutowi. Nie wiem, czy o nim słyszeliście. Andrzej Sowa, Kogut, przyjechał kiedyś do naszego polskiego kościoła ze świadectwem ocalenia przez Boga. Byłem wtedy na mszy i słuchałem tej historii. Kupiłem też książkę, w której on to wszystko opisuje. Tę książkę podarowałem Tomkowi. Przeczytał. Mówił mi później, że pojedzie na leczenie do ośrodka Andrzeja. Był jeszcze jeden człowiek, któremu zależało na Tomku. Trzeźwy narkoman, który znał dobrze życie na ulicy, bo sam tam był przez wiele lat, ale udało mu się, wyszedł z narkomanii. Bóg mu pomógł i teraz on chciał pomagać innym. Tomek mówił na niego anioł, a na mnie anielka.

Podczas jednej z naszych rozmów Tomek powiedział mi o swoim żalu do ojca, a ja jemu o swojej krzywdzie i o uzdrawiającej mocy wybaczania. Anielko, ty to jesteś kozak. Ojcu, za siebie to może by mi wybaczył, ale za bicie brata to ni... nie wybaczę", powiedział. Innym razem powiedziałam mu, wiesz, Tomuś, nadchodzi trzecia era miłości. Minął czas kur domowych i facetów macho, idzie era kobiecych kobiet i męskich mężczyzn, autentyczni, autonomiczni, namiętni kochankowie. A on słuchał, oczy mu się szerzej otwierały, a uśmiech pojawiał się w kącikach ust. i uciekał oczami gdzieś w marzenia.

Po około miesiącu wysłaliśmy Tomka do Polski, kupiliśmy bilet i daliśmy mu trochę kasy na początek. Żegnaliśmy go w trójkę, ja, Anioł i jeszcze jego partnerka. Autobus pojechał, a my, objęci, modliliśmy się za niego. Byłam przekonana, że wyjdzie z tego. Mówiłam, Tomuś, wyzdrowiejesz i będziesz honorowym gościem na moim weselu. Pełna wiary i nadziei napisałam maila do jego mamy. Odpisała, że straciła już nadzieję. Tomek robił to od siedemnastego roku życia i nie wierzyła, że on z tego wyjdzie, choć bardzo by chciała. Po powrocie do Polski Tomek poznał kogoś, z kim postanowił wyjechać. Najpierw do Paryża, a później miał się okazać gdzie dalej. – Tomuś, a co z ośrodkiem?

– zapytałam. – Anielko, to jest ta trzecia era – odpowiedział. Nie naciskałam. Niedługo potem znów wrócił do Polski. Był na zmiany w ośrodkach, szpitalach, na ulicy i na dworcu głównym w Warszawie. Napisałam do Andrzeja Sowy, podał mi swój numer kontaktowy i kazał zadzwonić przed przyjazdem. Tomek przebywał wtedy koło Wadowic, a ośrodek Koguta jest w Bielsko-Białej. Nigdy jednak tam nie dotarł. Był bardzo blisko, ale nie dotarł. Dzwonił czasem do mnie i pytał, kiedy przyjadę go odwiedzić. Planowałam, ale na planach się skończyło. Ciągle coś wypadało. Życie. W kwietniu zeszłego roku napisał, że nie ma pieniędzy i jest głodny.

Byłam akurat wtedy w Polsce, ale zajęta swoimi sprawami, odkładałam przelew. Po powrocie do UK zobaczyłam post na Facebooku. Post w sensie nekrolog. Tomek. Nie żyje. Nie mogłam uwierzyć, jak to nie żyje. Nie umarł z głodu ani na wątrobę, z którą miał problemy. Zmarł na zawał serca. Miał 38 lat. Jakiś czas wcześniej mówił mi, że w końcu udało mu się wybaczyć ojcu. Zdążył przed swoją i ojca śmiercią. Tomek odszedł dokładnie siedem lat po tym, jak go wysłaliśmy do Polski. Nigdy nie żałowałem tego, że mu pomagałam, ale on jednak nie wyzdrowiał.

Bardzo wierzę, że dziś Tomkowi żaden głód już nie dokucza i że ma prawdziwą ucztę tam w niebie, a honorowym gościem będzie zawsze w moim sercu. Tomek był jednym z najpiękniejszych ludzi, jakich poznałam. Nie wiem, na ile Tomek wypełnił Bożą wolę, czy rzeczywiście pomógł jakimś osobom, ale wiem, że jedną z tych osób byłam ja. Tomek miał pomóc mi i pomógł. Swoim odejściem przypomniał mi, jak prawdziwe są słowa. Spieszcie się kochać, ludzi tak szybko odchodzą. Pomógł mi też zobaczyć coś więcej. Gdyby dziś żył, poszłabym do niego, usiadłabym obok na kartonach i położyłabym głowę na jego ramieniu. A później spojrzałabym w jego błyszczące oczy i powiedziała, wiesz Tomuś, jesteśmy dokładnie tacy sami.

Oboje zbyt skupieni na swojej krzywdzie, że zapominamy o tych, którzy nas kochają i potrzebują. I oboje jesteśmy na głodzie, na głodzie miłości. Kochana autorko, dziękuję ci za tą wiadomość, dziękuję ci za tą opowieść o Tomku, o narkomanie, co się w Edycie Bartosiewicz kochał. Byłem kiedyś ogromnym fanem Edyty Bartosiewicz, w sensie, mówię byłem, bo już bardzo dawno nie słyszałem żadnych jej piosenek, ale kiedy byłem młodzieńcem, to bardzo dużo jej słuchałem, szczególnie jej pierwsza płyta, to genialna zupełnie.

Piękna historia. Kochani, tak sobie myślę, wiecie, bo tu nie ma co dużo komentować, nie? Tak sobie tylko myślę, jak Pan Bóg musi, wiecie, na nas wszystkich patrzeć. Pan Bóg w każdym widzi całą Jego głębię. My często patrząc, wiecie, na ludzi widzimy właśnie różne tragedie, widzimy ich złe postępowanie, widzimy ich wejście w jakieś dna i nie chodzi o to, że one są nieprawdziwe, że ich nie ma, tylko my właśnie widzimy tylko to, Widzimy tylko skrawki, widzimy tylko jakieś, wiecie, fragmenty, jakieś elementy. Bóg widzi całego człowieka. Bóg widzi wszystko, co w Nim jest. Tak, Tomek był pięknym człowiekiem, pogubionym, który wiele rzeczy źle zrobił w swoim życiu, tak jak każdy z nas.

Ale Bóg widział go całego. Zobaczcie, bardzo często jest właśnie tak, że ludzie, którzy gdzieś tam sięgają dna, ludzie, którzy jakoś rozwalają sobie życie, Oni mają bardzo często jakąś taką dziwną wrażliwość, taką przez dziwną mam na myśli bardzo piękną. Bardzo mi się podobało tutaj to stwierdzenie, że Tomek nie słuchał uszami. On słuchał całym sobą. I wiem, że oczywiście znamy też ludzi, którzy są zupełnie inni. W nich też dużo kłamstwa, dużo oszukiwania samego siebie i innych, to jasne. To nie chodzi o to, żeby wybielać różne złe rzeczy. Tylko wiecie, uczę się i będę się uczył do końca życia, bo wiem, że jestem naprawdę na samym początku takiej drogi i takiego myślenia.

Żeby ciągle starać się widzieć dalej, jest mi tak łatwo, wiecie, patrzeć na człowieka tylko przez jakiś jeden fragment, przez jakieś jedne rzeczy, szczególnie te, w których się nie zgadzamy, te, w których mi się ktoś nie podoba, te, w które robi jakieś zło. I mówię, tu nie chodzi o zakonywanie prawdy. tylko o widzenie, o słyszenie nie tylko uszami, ale słuchanie drugiego człowieka całym sobą. Dziękuję ci, autorko, że tak zobaczyłaś tego człowieka, że zostawiłaś też jego historię. że ona teraz będzie znana wielu ludziom. A Tomek, mam taką nadzieję, modlę się o to, że jest w domu taty i że będzie się również stawiał za nami.

Mam głęboką nadzieję, że Pan Bóg go tam poodnajdywał, no bo jak nie on, to kto? Patrzeć szerzej, patrzeć głębiej, patrzeć tam, gdzie nie widać. A nawet jeżeli nie widzimy, to zakładać, są te rzeczy, których nie widzimy. To nie pozwolić na to, żeby nam przysłoniły tylko te, które widzimy. Ja wiem, że czasem, kiedy to jest złe, kiedy to boli, kiedy to jest jakaś krzywda, to trudno się spod niej wydobyć, spod tej przykrywki, żeby widzieć więcej. Ale trzeba się odważać. Tomku, dziękuję za twoje życie. Dziękuję za Twoją historię, opisaną przez naszą autorkę. I dziękuję Bogu za to, że stworzył Cię i że był z Tobą we wszystkim, co się działo w Twoim życiu.

W pewnym sensie, i teraz proszę, żebyście mnie dobrze zrozumieli, zazdroszczę Ci, Tomku. Oczywiście wiadomo, że nie na łogu, Ale tak naprawdę zazdroszę ci tych kartonów. I uwaga, nie chodzi mi o to, ja wiem, że to jest takie, wiecie, koloryzowanie biedy, tak? Ale wiecie, ja mam i to, mówiłem wam to wielokrotnie, ciągle taką chęć, żeby uciec, żeby się schować w świecie, bo w świecie można się schować, być wolnym. Nie chodzi mi o to, że nie jestem wolny, bo myślę, że jestem, ale jednak ciągle się zmagam z instytucjami, z regułami, z zasadami, z oczekiwaniami. Tak, najbardziej pewnie mnie bolą te wszystkie oczekiwania, że ja muszę spełniać jakieś oczekiwania. Wbrew pozorom takie życie na ulicy, mówię, ja tego nie koloryzuję, ja wiem oczywiście o co chodzi, nikomu z nas tego nie życzę, ale ma w sobie pewien wyraz wolności, niepodlegania regułom.

Wiem, to jest moja anarchistyczna dusza, ale taka jest. Tomku, modlę się za ciebie, a jeżeli jesteś już u taty, to już on tam tylko wie, to ty się też za nami wstawiaj. Mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy. Usiądziemy razem na tych boskich kartonach. On to musi mieć kartony, wow. I pogadamy. I będziemy się słuchać. Nie uszami, ale całym i sobą. Dzięki ci, Tomku. Pamiętajcie, bądźcie dobrzy dla siebie, bądźcie dobrzy dla innych. Kochajcie siebie, kochajcie innych. Nade wszystko zawsze kochajcie Boga.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.