O narkomanie, co się w Edycie Bartosiewicz kochał
O spotkaniu na ulicy, Anieli i głodzie.
Także przebacz mi tego focha kilkuletniego. Teraz wróciłam z pełną siłą, zaangażowaniem przede wszystkim do Boga. Dzisiaj w nocy wylatuję. Nienawidzę latać samolotem. Zawsze cały lot od startu do wylądowania jestem po prostu w strachu. No chyba, że zasnę. Ale teraz, kiedy mam dwójkę maluchów, pewnie będę miała co robić. Tym razem jest inaczej. Nie boję się wcale. Bo nawet jeśli coś się stanie, to czy to nie będzie piękne, że spotkam już Boga? Przecież właśnie na to czekam. Zbieram się, aby napisać swoją HP, ale nie wiem, od czego zacząć. Tyle w moim życiu się wydarzyło. No nic. Może się uda w najbliższym czasie, bo od pierwszej usłyszanej historii to pragnienie nieustannie kiełkuje w sercu. Ściskam cię mocno, Ojcze Adamie.
Dziękuję za to, co robisz i że jesteś w tym wszystkim sobą Martyna. Kochana Martyno z fochem. Ile ja tych fochów w życiu doświadczyłem, niektórych fajnych, innych niefajnych. Bardzo cię pozdrawiam, kochana. Jeżeli coś tam odnajdujesz dla siebie, kochani, mnie naprawdę nie trzeba słuchać i nie trzeba mnie lubić i nie trzeba się zgadzać i tak dalej. Super, że Ty odnajdujesz Pana Boga, to jest dla mnie najważniejsze, absolutnie najważniejsze. Jestem tylko ciekawy, o które spotkanie Ci chodziło na SGGW, bo miałem kilka tamtych spotkań, takich szczególnie właśnie w kierunku związkowym, więc rozumiem, że pewnie coś w kierunku związkowym Cię sfochowało. Ale cóż, kochana, ściskam Cię najmocniej na świecie.
Zatrzymywałam się później koło niego w drodze do pracy, a wracając siadałam obok na kartonach i rozmawialiśmy. Kiedy mówiłam, on nie słuchał uszami. On słuchał całym sobą, całym sercem. Całą swoją uwagę skupiał na tym słuchaniu. Mówił mi o swoim życiu bezdomnego narkomana. Czasem przechodzący ludzie rzucali mu niedojedzone kanapki albo skórki pizzy, jak dla psa. A on był człowiekiem. Cały kochał się w Edycie Bartosiewicz. Koło niego leżało Pismo Święte. Opowiedział mi, co się raz wydarzyło, kiedy miał zejście. Myślał, że już umrze, ale Bóg zatrzymał go. Jeszcze nie czas, wracaj i pomagaj innym.
Kiedy słyszałem tę historię, byłam pewna, że on wyjdzie z uzależnienia. Wierzyłam, że stanie się dokładnie to samo, co przydarzyło się Kogutowi. Nie wiem, czy o nim słyszeliście. Andrzej Sowa, Kogut, przyjechał kiedyś do naszego polskiego kościoła ze świadectwem ocalenia przez Boga. Byłem wtedy na mszy i słuchałem tej historii. Kupiłem też książkę, w której on to wszystko opisuje. Tę książkę podarowałem Tomkowi. Przeczytał. Mówił mi później, że pojedzie na leczenie do ośrodka Andrzeja. Był jeszcze jeden człowiek, któremu zależało na Tomku. Trzeźwy narkoman, który znał dobrze życie na ulicy, bo sam tam był przez wiele lat, ale udało mu się, wyszedł z narkomanii. Bóg mu pomógł i teraz on chciał pomagać innym. Tomek mówił na niego anioł, a na mnie anielka.
Piękna historia. Kochani, tak sobie myślę, wiecie, bo tu nie ma co dużo komentować, nie? Tak sobie tylko myślę, jak Pan Bóg musi, wiecie, na nas wszystkich patrzeć. Pan Bóg w każdym widzi całą Jego głębię. My często patrząc, wiecie, na ludzi widzimy właśnie różne tragedie, widzimy ich złe postępowanie, widzimy ich wejście w jakieś dna i nie chodzi o to, że one są nieprawdziwe, że ich nie ma, tylko my właśnie widzimy tylko to, Widzimy tylko skrawki, widzimy tylko jakieś, wiecie, fragmenty, jakieś elementy. Bóg widzi całego człowieka. Bóg widzi wszystko, co w Nim jest. Tak, Tomek był pięknym człowiekiem, pogubionym, który wiele rzeczy źle zrobił w swoim życiu, tak jak każdy z nas.
Ale Bóg widział go całego. Zobaczcie, bardzo często jest właśnie tak, że ludzie, którzy gdzieś tam sięgają dna, ludzie, którzy jakoś rozwalają sobie życie, Oni mają bardzo często jakąś taką dziwną wrażliwość, taką przez dziwną mam na myśli bardzo piękną. Bardzo mi się podobało tutaj to stwierdzenie, że Tomek nie słuchał uszami. On słuchał całym sobą. I wiem, że oczywiście znamy też ludzi, którzy są zupełnie inni. W nich też dużo kłamstwa, dużo oszukiwania samego siebie i innych, to jasne. To nie chodzi o to, żeby wybielać różne złe rzeczy. Tylko wiecie, uczę się i będę się uczył do końca życia, bo wiem, że jestem naprawdę na samym początku takiej drogi i takiego myślenia.
Mam głęboką nadzieję, że Pan Bóg go tam poodnajdywał, no bo jak nie on, to kto? Patrzeć szerzej, patrzeć głębiej, patrzeć tam, gdzie nie widać. A nawet jeżeli nie widzimy, to zakładać, są te rzeczy, których nie widzimy. To nie pozwolić na to, żeby nam przysłoniły tylko te, które widzimy. Ja wiem, że czasem, kiedy to jest złe, kiedy to boli, kiedy to jest jakaś krzywda, to trudno się spod niej wydobyć, spod tej przykrywki, żeby widzieć więcej. Ale trzeba się odważać. Tomku, dziękuję za twoje życie. Dziękuję za Twoją historię, opisaną przez naszą autorkę. I dziękuję Bogu za to, że stworzył Cię i że był z Tobą we wszystkim, co się działo w Twoim życiu.
Wiem, to jest moja anarchistyczna dusza, ale taka jest. Tomku, modlę się za ciebie, a jeżeli jesteś już u taty, to już on tam tylko wie, to ty się też za nami wstawiaj. Mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy. Usiądziemy razem na tych boskich kartonach. On to musi mieć kartony, wow. I pogadamy. I będziemy się słuchać. Nie uszami, ale całym i sobą. Dzięki ci, Tomku. Pamiętajcie, bądźcie dobrzy dla siebie, bądźcie dobrzy dla innych. Kochajcie siebie, kochajcie innych. Nade wszystko zawsze kochajcie Boga.
Ściskam was bardzo, pozdrawiam, błogosławię i do usłyszenia za tydzień w kolejnych. smutno-pięknych historiach, szczęśliwo-tragicznych, ale zawsze bożych, o tym jestem przekonany, zawsze pełnych Boga. Do usłyszenia. Z Bogiem. Pa, pa.
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.