O Mikołaju, co wyjątkowej żony szuka
O emigracji, samotności i Niedzieli Miłosierdzia Bożego.
Jak wiecie, ja bardzo lubię doświadczanie Pana Boga przede wszystkim w codzienności. To są moje najważniejsze, że tak powiem, ścieżki spotkania z Bogiem. I Boże, nie chodzi mi o to, że Pana Boga nie ma w tych wszystkich, wiecie, wielkich przełomach, trudach i tak dalej. Tutaj też będą takie doświadczenia. Ale On się objawia właśnie zazwyczaj tam, gdzie się nie spodziewamy, w taki sposób prosty, w taki sposób cichy, zwykły. I trochę będzie idzie taka historia. Czyli zaczniemy tak, że tak powiem, z takiego łagodnego rozbiegu, ale bardzo mnie poruszyło to, co Pan Bóg wyprawia w życiu Mikołaja, bo dzisiaj o nim będzie historia. Mikołaj, nie czytam wam żadnych komentarzy dzisiaj, no bo minęło tam ponad miesiąc, więc one już trochę pewnie nieaktualne w większości.
Pewnie od następnego odcinka, jak wrócimy sobie do regularnego już spotykania się co tydzień w niedzielę, no to komentarzy troszeczkę z dzisiaj, czyli z tego, co słuchacie teraz, pewnie coś tam poczytam. Ale to zobaczymy, co będzie na przyszłość, bo nie wiadomo, czy do jutra w ogóle. Dotrwamy, bo może będzie lisie koniec świata, chociaż może skoro to nagrywam, to jeszcze niech Pan Bóg da chwilę, żebyście tego posłuchali, żebym tego nie nagrywał na marne, ale w sumie to i tak nie ma znaczenia, bo jak będzie koniec świata, to wszystko inne będzie na marne i nie będzie miało zupełnie żadnego znaczenia. Nie wiem w ogóle, co ja gadam, ale tak na początek trochę wam tutaj muszę popitolić, jak to mówią. Kochani, idźmy do naszego właściwego odcinka, idźmy do historii.
Przez lata byłem jedynakiem, dopiero kilkanaście lat później doczekałem się rodzeństwa. Gdy miałem 6 lat, wraz z rodzicami przenieśliśmy się do Anglii. Mimo obczyzny, moi rodzice wychowywali mnie według domowych polskich wartości i tradycji, za co jestem im wdzięczny bardziej niż kiedykolwiek myślałem, że będę. Do kościoła dalej chodziliśmy co niedzielę, aczkolwiek to chodzenie bardziej polegało na odbębnianiu obowiązku. Nie wiązało się już z żadnym budowaniem relacji z Panem Bogiem. Po prostu byliśmy wierzący. Jestem od dzieciństwa totalnym introwertykiem i zawsze mi było ciężko otworzyć się na innych. Duże towarzystwo mnie przytłacza, imprezy niespecjalnie lubię, wolę małe grupy i rozmowy jeden na jeden.
No i słuchajcie, takie wiadomości, to ja rozumiem. Od tego czasu regularnie spoglądam na langustę i korzystam z ojca nagrań. Czy jest mi dobrze, czy źle, to zawsze coś trafia. Miałem potem okazję osobiście podziękować ojcu za wszystko kilka lat później, na rekolekcjach w Kowentry w 2021 roku. Pamiętam, że byłem totalnie zawstydzony i nie miałem bladego pojęcia, co powiedzieć w zakrystii, ale ojciec przyjął jak syna, pobłogosławił, pozwolił zrobić spulle zdjęcie. To wystarczyło. No proszę. Mikołaj, ja nie wiedziałem, że my się aż tak znamy, słuchaj. Dobrze, wracając do historii, mówi Mikołaj. Gdy wyjechałem na studia i pierwszy raz musiałem samodzielnie zdecydować czy iść za Panem Bogiem, zobaczyłem jak wiele już zrobił w moim życiu.
Miłe chwile rozmowy, wymiana mediów społecznościowych i tak naprawdę tyle. Nic z tego głębiej nie wynikało. Jednocześnie pojawiło się we mnie naprawdę mocne pragnienie, żeby kogoś spotkać, by wejść w związek. Nigdy nie byłem w żadnym. Trzy razy trafiałem na dziewczyny, które mi się podobały, gdy próbowałem zagadać bądź coś z tego zbudować, po prostu nic nie wychodziło. Dwa razy jakaś dziewczyna próbowała coś zbudować ze mną, ale ja się kapnąłem dopiero po jakimś czasie, w pierwszym przypadku po roku, a w jednym przypadku, no wiem, pomyślicie, po czterech latach. Ale tak naprawdę dzisiaj za to Bogu dziękuję, bo wiem, że to były absolutnie nieodpowiednie dla mnie osoby, no ale wtedy oczywiście bolało.
Naprawdę bardzo chciałem coś zmienić. Nie jest tak, że czekałem bezczynnie. Zacząłem aplikować o różne prace w różnych krajach, szukałem przyjaciół w różnych środowiskach w mojej okolicy. Absolutnie nic z niczego nie wychodziło. Z każdej pracy przychodziła odmowa, z każdego spotkania wychodziłem z przekonaniem, że fajnie było na chwilę pogadać z tymi ludźmi, ale nie ma przestrzeni, żeby się lepiej poznać. Relacja zamykała się po prostu po krótkich słowach. Modliłem się codziennie, aby Pan Bóg coś zdziałał w tej mojej sprawie. Jednak nic się nie działo. I wiem teraz, że te moje modlitwy nie były dobre, bo wręcz żądałem zmian i działania, zamiast pozwolić Panu Bogu na działanie. Jednak człowiek musi się nauczyć na własnej głupocie.
Podjąłem też wewnętrzne postanowienie, że jeżeli do końca marca nic się nie zmieni, to ja rzucam te stany, rzucam tę robotę, rzucam wszystko i po prostu wyjeżdżam do Polski. Z dłuższej perspektywy cieszę się, że tego nie zrobiłem wtedy. Byłaby to ucieczka zwykła, zamiast faktycznego zmierzenia się z tą sytuacją, tak jak ojciec często o tym mówi. Wyjście zaczęło się powoli na wiosnę tego roku i tutaj niestety ojciec znowu miał w tym swój udział. W marcu, w trakcie Wielkiego Postu, posłuchałem sobie kilku serii rekolekcji Ojca, które zaczęły bardzo mocno poruszać moje serce. Przy rekolekcjach Plaster Miodu i Droga Serca zrozumiałem, że ja muszę w końcu zaufać Panu Bogu i pozwolić Mu działać,
Nawet wtedy, albo zwłaszcza wtedy, kiedy wszystko wydaje mi się beznadziejne i nie idzie tam, gdzie chcę. Zwłaszcza trafiła do mnie konferencja o księdze Tobiasza, że musimy zmagać się z wielkimi wyzwaniami na drodze do wielkich rzeczy, tak jak Tobiasz zmagał się z wielką rybą na drodze do Sary. I naprawdę zaczęło coś powoli we mnie kiełkować, coś się zmieniać. I nadszedł potem dwunasty dzień kwietnia tego roku. To była Niedziela Bożego Miłosierdzia, odpust w mojej polskiej parafii. Bardzo nie chciałem tam iść. Naprawdę myślałem, żeby pójść do jakiejś innej parafii, no bo spodziewałem się, że u nas, u Polaków, msza będzie długa, będą procesje ze sztandarami, jakimiś nieistotnymi ceremoniałami. Tam w ogóle było dużo takich rytuałów, których nie lubiłem.
Naprawdę wierzę, że to Pan Bóg do mnie przyszedł. Nigdy nie czułem takiego bliskości. Słyszałem słowa pieśni. Powiem ci, co czuję, co gnębi serce me. Ty dasz pocieszenie i otrzesz z oczu łzę. Ty uleczysz rany, obdarzysz łaską mnie. Spełnisz prośby moje, o których w smutku śnię. Nigdy żadne słowa tak do mnie nie dotarły. Czułem, że są wycelowane we mnie, w moją życiową niedolę. Jednocześnie byłem przekonany, że Pan Bóg mówi, ufaj, że jest przy mnie. No, łzy tak ciekły, że nie wiedziałem, co robić. Tak jak mówię, nie mogę lepiej wytłumaczyć tego, co czułem, ale do dziś mam w pamięci te chwile.
Wiem, że brzmi jak człowiek, który chce uchodzić za jakiegoś, nie wiem, nadnaturalnego mistyka, ale uważam się naprawdę za całkowicie zdrową psychicznie osobę. Po prostu bardzo głęboko wierzę, że Pan Bóg wtedy przyszedł i że dotknął mnie i mojego serca. Zrozumiałem, że On wie co robi, że działa w moim życiu i że doprowadzi do czegoś pięknego. To szczególne doświadczenie sprawiło, że dwa dni później, pierwszy raz od 157 dni, czyli od tego 9 listopada, ja się naprawdę pierwszy raz od 157 dni uśmiechnąłem. Tydzień później przed wizytą w kościele miałem dziwne wewnętrzne przeświadczenie, że powinienem pójść do spowiedzi. Początkowo nie wiedziałem czemu, bo w końcu ledwo była Wielkanoc, a ja byłem przed Wielkanocą u spowiedzi, nie miałem w sumie nic ciężkiego na sumieniu, no ale po chwili jakoś tak poczułem, że chodzi o coś innego, że to jest jakaś konsekwencja tej Niedzieli Miłosierdzia.
W kościele, gdzie chodzę do spowiedzi, można spowiadać się klęcząc przy kratce albo siedząc twarzą w twarz z księdzem. Wiadomo, jako wierny Polak katolik zawsze spowiadałem się klęcząc przy kratce, jak nauczyli, wypowiadając tylko grzechy, przyjmując rozgrzeszenie i odchodząc. Ale tym razem miałem takie poczucie, że powinienem tam pójść, usiąść, poprosić o rozmowę i powiedzieć wszystko, co mi się dzieje i co mi nie pasuje, co mi się nie układało, jak w tym czasie wygląda moje relacje z Panem Bogiem itd. Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Poszedłem do pomieszczenia, siadłem na fotelu. Najpierw wypowiedziałem grzechy, potem dodałem, że nie wiem, czy to, co teraz powiem, jest grzechem. No i potem zacząłem mówić. To trwało ze dwie, trzy minuty, nie dłużej. Pamiętam, że zrobiła się taka poważna atmosfera, że gdy zacząłem mówić, że jestem z zagranicy i że przeprowadziłem się niedawno, to ksiądz jakoś przełamał lód, mówiąc, że przecież to nie jest grzech, że jestem z zagranicy.
No i obaj się jakoś uśmiechnęliśmy i potem poszła jakoś rozmowa. Słuchajcie, to była najpiękniejsza i najważniejsza spowiedź mojego życia, chociaż de facto nie miałem wielkich grzechów wtedy. Wrzedłem z konfesjonału z poczuciem całkowitego wyczyszczenia i obmycia. Nie dlatego, że ksiądz powiedział coś mądrego. On wręcz mnie tylko przeprosił, że w sumie to nie wie, jak ma mi pomóc i powiedział tylko, żebym zaufał Panu Bogu. Nie dlatego, że komuś, nie wiem, powiedziałem, że coś mi się dzieje, bo o tym mówiłem już wcześniej i w rodzinie i w pracy, ale po prostu wyszedłem z tego konwencjonalu obmyty, wypłukany, wyczyszczony jak nigdy. Jakby Bóg wszystko wziął.
Od tego czasu moje życie jest rajem na ziemi. Wiele we mnie się odmieniło. Nagle z dnia na dzień, bez szczególnego wysiłku z mojej strony, zniknęło wiele rzeczy, z którymi się zmagałem od lat. Poczułem obrzydzenie do nieczystości, z którą walczyłem od ponad dekady. Przestałem robić zdjęcia gniazdek i drzwi, żeby mieć dowód, że wszystko jest zamknięte i wyłączone. Miałem taką kompulsję. Ona po prostu odeszła. Zacząłem dbać o siebie, schudłem. Nie starałem się naprawdę niczego zmieniać, to po prostu przyszło. Wierzę, że to Bóg we mnie działa, że jest przy mnie i prowadzi i że dotknął tego, co trzeba było we mnie uzdrowić czy uleczyć.
Ale nie żałuję ani trochę, bo wiem, że w końcu zacząłem próbować, a wcześniej bym się w życiu nie odważył. W trakcie tej całej historii w jednym tygodniu przesłuchałem wszystkie odcinki Pachni Deu. Zrozumiałem, że odtąd miałem całkowicie błędne wyobrażenie o miłości i związkach. Mam nadzieję, że gdy kiedyś kogoś spotkam, to będę dzięki Ojcu wiedział, jak to po Bożemu zbudować. Tak czy siak. Jestem teraz sam, ale spoko. Staram się żyć tak, jak ojciec wspomniał w ostatnich pachnidłach i wierzę, że jestem po prostu na dobrej drodze. Żyję pełnią życia i niczego nie odkładam, czekając na tego kogoś. Znam swoje miejsce i powołanie i próbuję je wypełnić na tyle, na ile mogę. Tak jak mówiłem, miewam chwilę oczywiście, że się zastanawiam, czy tak będzie zawsze.
Nie wiem, czy kogoś spotkam wkrótce, czy kogoś kiedykolwiek spotkam. Czy dalej będę całkiem sam, bez bliskich przyjaźni w okolicy? Ale w sumie, chociaż to jest czasem przygnębiające, to ja wiem jedno. Pan Bóg jest ze mną, Pan Bóg mnie kocha. Staram się Go kochać na tyle, na ile umiem, nawet jeśli nie umiem zbyt wiele. Kochani, tu jeszcze jest trochę wiadomości do mnie, ale to już może nie będę czytał. Bardzo was wszystkich serdecznie pozdrawiam. Z Bogiem, papa, Mikołaj. Mikołaju drogi, no bardzo dziękuję za twoją wiadomość. Mikołaj, napisałeś mi tutaj w tym mailu też, że wysłałeś do mnie list wcześniej ze Stanów i ja się obawiam chyba, Mikołaj, że ten list chyba do mnie nie dotarł.
Kani, kocham historie, gdzie w zwykłej piosence w polskiej parafii na odpuście, za czym nie przepadam, Myślę, że to nie jest żadne zaskoczenie dla nikogo, to mnie chociaż trochę zna. W tekście, który nie jest zbyt wielkich polotów, nie? Który mówi o otarciu łez i tak dalej. Taka trochę tandeta religijna. Zobaczcie, jak Pan Bóg potrafi przyjść. Właśnie w czymś takim, nie w jakichś wielkich przełomach, nie w tym, że nagle życie jest na dnie, chociaż on rzeczywiście wtedy w sercu był na dnie. Ale Pan Bóg mówi, czekaj, czekaj. Odpust w polskiej parafii z dziwnymi tradycjami, gdzie on nie będzie chciał pójść z piosenką, która nie ma zbyt wielkiego polotu. O! Dobre miejsce, żebym go spotkał.
Kochani, lubię to. Zobaczcie tę spowiedź również. Nie jakaś spowiedź taka, która by była znowu na jakimś dnie, nie wiadomo jakiego grzechu, tylko spowiedź, gdzie po prostu Chciał porozmawiać i Pan Bóg wszystko wyczyścił, nie? Miki, żeby było jasne. Tak, ja rozumiem, że masz na razie, bo to sam mówisz, było gdzieś tam w kwietniu, nie? To minęło pół roku od tego czasu. Rozumiem, że jesteś trochę w miesiącu miodowym. To się skończy, Miki. I nie mówię to po to, żeby ci teraz tu psuć nastrój, broń Boże. Ale Miki, to się skończy, bo Pan Bóg oczywiście robi tak, że pokazuje nam, zobacz, ze mną wszystko się da, ze mną różne rzeczy mogą odejść, ze mną jesteś w stanie sobie poradzić z takimi albo innymi problemami i trudnościami, ale chłopie, też musisz sam się wziąć za to, więc oczywiście, że Miki, przyjdzie taki czas,
Kiedy szatan będzie próbował te różne rzeczy wrócić w tobie, tak jak sam mówisz, gdzieś tam 10 lat jakiegoś zmagania z nieczystością, jakieś nerwice, natręctw, to będzie wracać. I tu nie chodzi mi oczywiście o to, że wszystko będzie tak jak wcześniej, tylko że Pan Bóg powie, dobra, dałem ci łaskę, dałem ci moją obecność, wiesz, że już jestem z tobą. To teraz chłopie, razem to robimy, razem się tu zabieramy i tak, to będzie od Ciebie też Miki wymagało pracy. I mam nadzieję, że nie zdezerterujesz wtedy, tylko tę pracę podejmiesz, bo dopiero właśnie w wyniku tej pracy będziesz jestował tym, kim masz być. Miki, odnośnie twojego pragnienia, bo to oczywiście, tak mówisz, że masz sobie to wielkie pragnienie przynależności do kogoś, to jest jedno z najważniejszych, najpiękniejszych pragnień. Każdy z nas je ma. Ono się może oczywiście na różne sposoby też zrealizować.
U mnie się nigdy nie zrealizuje, w tym sensie, że będę z jedną osobą, ale tak ma być, bo ja wiem, że to nie jest mój sposób realizacji, on mi nie sprawia już żadnego bólu. Wręcz odwrotnie, myślę, że gdybym go teraz próbował zrealizować, to by była katastrofa, bo to jest kompletnie nie dla mnie. Nie mam pojęcia, w jaki sposób się zrealizuje to w Tobie. To, że chcesz żonę Polkę, ja to absolutnie szanuję i nie powiem Ci, żebyś z tego zrezygnował, ale też bardzo Cię proszę, Miki, żebyś się tego nie trzymał tak bardzo kurczowo, bo może Pan Bóg naprawdę, wiesz, chce postawić na Twojej drodze. Jasne, że On zostawi to Tobie, czy z tego coś będzie, czy nie. Bo Bóg nigdy nam nie przeznacza ludzi. Bóg nam organizuje spotkania, to prawda.
Ale nie przeznacza nam ludzi. On organizuje spotkanie i mówi, zobaczcie, czy możecie być razem. I Miki, gdyby Pan Bóg, wiesz, postawił na twojej drodze jednak nie Polkę, to kurczę, bądź chłopie otwarty w tych tam paru procentach. Ja się z tobą w ogóle zgadzam. Wiecie, że w Starym Testamencie, uwaga, żeby to było jasne, to jest tylko Stary Testament, ja nie mówię, że mamy to robić do dzisiaj. Był absolutny nakaz, że np. wiecie, z narodu wybranego można było brać żonę tylko z narodu wybranego, ale kochani, pamiętajcie, że mamy jedną z najpiękniejszych małżeństw na świecie, nie? Ruthie Boza, gdzie ona nie była z narodu wybranego. I to jest jedna z najważniejszych historii miłosnych świata. Więc Miki, to, że masz takie pragnienia, ja to rozumiem. Bo ta pewna jedność kulturowa, ta jedność myślenia, jedność wrażliwości...
Pewnie większości Polki, no bo po polsku gadam. Może ktoś napisze w komentarzu, Miki, w sumie to bym cię chętnie poznała. Miki, weź przejrzyj komentarze pod tym odcinkiem, co? Jeżeli zobaczysz taki komentarz, odpisz na niego. Anusz, to by była historia, nie? Kochani, no ja jestem niestety prowaderem już wielu małżeństw, bez żadnego mojego udziału, żeby to było jasne. Pan Bóg mi postawił takie roliny, co ja mam zrobić, że ludzie się też czasem spotykają przez szóstaka. To byłoby ładne, jakbyśmy na przykład za 20 lat... Boże, czy ja naprawdę będę robił YouTube'a za 20 lat? Panie Boże, ratuj mnie, lepiej nie. Ale powiedzmy, że będę robił YouTube'a za 20 lat i byłaby taka kolejna historia potłuczona, odcinek 17 989.
Zresztą nie wiem, czy wiesz, mamy w zakonie brata, który ma takie samo nazwisko jak ty, ale to chyba raczej nie jest rodzina twoja. No i znalazłem takiego Mikiego w Tampie. Myślę, że to jesteś chyba ty, no nie mam pewności oczywiście, ale nazwisko się zgadza, wiek się zgadza, tampa się zgadza. Tam niewiele na tym Facebooku jest, tak teraz tu zdradza mnie, ale sobie oblukałem. No to byłoby ładne, Miki, może. Może tak ma być. Dziękuję za twoją historię i najbardziej rzucie dziękuję Panu Bogu za to, że jest w twoim życiu. Miki, to co tu piszesz, że To wszystko nie wygląda jeszcze tak, jak chciałbyś, żeby wyglądało, nie? Kochani, bo życie prawie nigdy nie wygląda tak, jak byśmy chcieli, żeby wyglądało. Ale właśnie w tym odnalezieniu, że Pan Bóg jest właśnie tu, że Pan Bóg jest właśnie w tym, to jest najważniejsza rzecz w życiu.
I za to, Mikołaj, Ci dziękuję, za to Bogu dziękuję, a Was wszystkich do takiego szukania Pana Boga właśnie w tym, co macie, co niekoniecznie jest takie, jakie miałoby być, ale On jest tutaj, do tego Was najbardziej zachęcam. Kochani, chyba tyle na dziś, w tym pierwszym odcinku po przerwie. Bądźcie dobrzy dla siebie, bądźcie dobrzy dla innych. Kochajcie siebie, kochajcie innych, ale nade wszystko zawsze kochajcie Boga. Dziękuję, ściskam, błogosławię, pozdrawiam. Słyszymy się za tydzień prawdopodobnie w następnej historii potłuczonej.
Napiszcie, co tam u Was. Do usłyszenia, do zobaczenia, z Bogiem. Pa, pa.
Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podawanie prologu i przedstawienie tematu historii Mikołaja, szukającego wyjątkowej żony.
Opis dzieciństwa Mikołaja w Polsce, jego wyjazdu do Anglii i wychowania według polskich wartości.
Opowieść o studiach Mikołaja, jego doświadczeniach w pracy i trudnościach w zakresie relacji.
Opis krachu emocjonalnego Mikołaja, który doszedł do kryzysu w swoim życiu.
Opis rekolekcji z ojcem i zmiany perspektywy Mikołaja, który zaczyna wierzyć w działanie Boże.
Opowieść o Niedzieli Miłosierdzia, spowiedzi i zmianie życia Mikołaja.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.