Mentionsy Mentionsy
Historie na Faktach True Crime
Historie na Faktach True Crime

ŚMIERĆ W RAJU. . I Podcast Kryminalny#133

10.09.2026 ·1 godz 1 min · 6 rozdziałów

To miały być ich wakacje marzeń. Przyjaciółki nie mogły sobie lepiej wyobrazić tego czasu.Ale rajskie wakacje - tym razem - zakończyły się niewyobrażalną tragedią. I z czterech - z wyjazdu - wróciły tylko dwie…Moich podcastów możesz słuchać również na: ▶️🎧▶️🎧👍►Spotify: ⁠⁠⁠⁠https://open.spotify.com/show/2dTZCw3..⁠⁠⁠⁠.►Apple Podcasts 🎧 ⁠⁠⁠⁠https://podcasts.apple.com/us/podcast..⁠⁠⁠⁠.► iPhone 🎧 ⁠⁠⁠⁠https://podcasts.apple.com/us/podcast..⁠⁠⁠⁠.Dziękuję za wszystkie 👍 i SUBSKRYBCJE !!! ⁠⁠⁠⁠#podcastykryminalne⁠⁠⁠⁠ ⁠⁠⁠⁠#podcastkryminalny⁠⁠⁠⁠ ⁠⁠⁠⁠#podcastyoutube⁠

0:00 · Zaginiony podróży 4

Okradli nas, a teraz próbujemy złapać stopa. – To nic – odpowiedziała z troską. I podała im drugą butelkę. Była wtedy 17.30, a przynajmniej tak powie później policji właścicielka baru. Turystki siedziały tak jeszcze przez kilka godzin. Dopiero około 20.00 podszedł do nich miejscowy mężczyzna i zaproponował pomoc. Wszyscy wsiedli razem do taksówki. Od tej pory nic już nie jest jasne. Wszystko co wydarzy się potem pozostanie zagadką, której rozwiązania rodziny zaginionych będą szukać jeszcze przez wiele lat, a kolorowe, nadmorskie miasteczko

Ona również wychowywała się w dużej rodzinie. Była przedostatnią z sześcioga rodzeństwa, z którym była niesamowicie zżyta. Majo i Marina poznały się jeszcze w szkole, gdy obie miały po 12 lat. Były swoimi przeciwieństwami, różne jak ogień i woda. Jedna była niską blondynką, druga dość wysoką brunetką. Nieśmiała i pragmatyczna Maria zawsze musiała mieć wszystko pod kontrolą, wszystko zaplanowane od A do Z. To z kolei w ogóle nie leżało w naturze spontanicznej, ekstrawertycznej i charyzmatycznej Mariny. Mimo to coś je do siebie ciągnęło. Jak mówi znane powiedzenie, to właśnie przeciwieństwa przyciągają się najbardziej.

Oprócz ogromnej wrażliwości i chęci niesienia bezinteresownej pomocy, łączyła je również miłość do podróży. Maria miała już na swoim koncie kilka zagranicznych wypadów, może niedalekich, bo do Chile i Brazylii, ale nie zamierzała na tym poprzestawać. Marina zresztą też. Jej inspiracją była starsza siostra Paula, która jakiś czas temu z plecakiem na plecach podbijała Europę. Marina mogła godzinami słuchać jej opowieści. O miastach, o przypadkowo poznanych ludziach, noclegach organizowanych na ostatnią chwilę. I o tym wyjątkowym poczuciu wolności, które pojawia się wtedy, kiedy człowiek budzi się rano i nie do końca wie, gdzie będzie wieczorem.

Wyprane, wyprasowane i ułożone w równiutką kostkę. Maria uśmiechnęła się pobłażliwie. Tylko pamiętaj, mają wrócić całe i zdrowe. Inaczej już nigdy więcej nic ci nie pożyczę. W tym samym czasie na przystanek wybierała się również Marina. Była trochę niewyspana. Dzień wcześniej hucznie świętowała 70. urodziny swojego ojca, które przeciągnęły się do białego rana. Były śpiewy, tańce, dużo dobrego jedzenia i jeszcze lepszego humoru. Marina była przekonana, że ojciec trochę wykorzystał swoje urodziny jako pretekst, by zrobić jej porządne pożegnanie.

9:00 · Szukanie i Współpraca z Rodzinami 3

Zrezygnowały więc z planu A, jakim była podróż do Limy autobusem. I uznały, że lepiej będzie zamiast busa złapać stopa. W Limie miało już pójść gładko. Spędzą noc u koleżanki, a następnego dnia, już zgodnie z planem, samolotem polecą do Chile, skąd wezmą autobus do Argentyny i wrócą tak samo jak przyjechały. Nie martwiły się o pieniądze na bilety. Akurat na to miały fundusze. Marina posiadała kartę kredytową, która miała im służyć w kryzysowych sytuacjach, a ta niewątpliwie do takich należała. Przed wyjściem uprzedziły rodziców, że przez kilka dni mogą nie mieć zasięgu albo czasu, by się do nich odezwać.

Taka może być? Zapytała, pokazując im butelkę. Tylko, że my nie mamy pieniędzy. Wczoraj nas okradli, a teraz łapiemy stopa. To nic, macie jeszcze jedną. Uśmiechnęła się, podając im drugą butelkę. Była wtedy 17.30. Dopiero o 20.00 ktoś zaoferował im pomoc. Dzień później. Początkowo bliscy dziewczyn nie wpadli w panikę. Dziewczyny same ostrzegały przecież, że mogą zniknąć sieci, miały pokonać długą trasę, zmieniać autobusy, a potem dostać się na lotnisko. Ale gdy mijały kolejne godziny, a telefony przyjaciółek wciąż były wyłączone, zaczęli się martwić.

Ostatnia wiadomość od Majo przyszła o 15.30. Marina odezwała się około 15, a był już wieczór następnego dnia. Rodzice Marii postanowili jeszcze raz do niej zadzwonić, by sprawdzić co się dzieje, ale jej telefon wciąż był wyłączony. Z ich obliczeń wynikało, że musiała być już w Limie u koleżanki, więc miała możliwość go naładować. No chyba, że po drodze stało się z nim coś złego. Zgubiła go albo, co gorsza, ktoś jej go ukradł. 16-letnia Martina wpadła wtedy na pomysł, by przeszperać Facebooka siostry. Dziewczyna była stale zalogowana na swoim komputerze, toteż nie było to specjalnie trudne.

20:00 · Odkrycie i Śledztwo 4

Był nim 39-letni Aurelio, pracownik hotelu, na którego wołano El Royo. Policja poszła tym tropem i szybko dotarła do taksówkarza, od którego dowiedziała się, że zostawił ich pod domem Alberta, 33-letniego ochroniarza. Jego sąsiad, pytany o to, czy widział coś podejrzanego, Stwierdził, że owszem, dzień po zaginięciu turystek, Alberto woził jakieś czarne worki na taczce. Zwrócił na to uwagę, bo to była jego taczka, . I Podcast Kryminalny 133. .

To chyba kobieta, powiedział mężczyzna, który go znalazł. Była w kiepskim stanie. Nic dziwnego. Upały zrobiły swoje, tak więc identyfikacja nie była możliwa. Kobietę oznaczoną jako N.N. przewieziono do kostnicy w Gwajakil. W tamtym czasie znajdowało się w niej ponad 70 innych, również niezidentyfikowanych osób, dlatego nie zaprzątano sobie tym jakoś specjalnie głowy. Dopiero teraz wszystko zaczęło nabierać sensu. Próbki DNA wraz z odciskami palców zaginionych dziewczyn bezwłocznie przekazano do laboratorium, a po dokładnej analizie potwierdzono, że odnalezioną dziewczyną była Majo.

Mam nadzieję, że nie cierpiałaś. Dla bliskich Mariny ten druzgocący telefon okazał się szansą. Jej nie odnaleziono, wciąż była zaginiona. Mogła żyć, uciec, ukryć się gdzieś, zaszyć przed sprawcami. Jej brat i szwagier w jednej chwili spakowali najpotrzebniejsze rzeczy. I następnego dnia ruszyli na lotnisko. Wzięli noże i liny, bo kto wie, może przyjdzie im przeszukiwać dżunglę? Do toreb włożyli też całą masę ulotek, by je porozklejać po mieście. Już mieli wsiadać na pokład, gdy na ekranie telewizorów pojawił się komunikat.

17 sierpnia obydwaj zostali skazani na 40 lat więzienia. Taką samą karę w osobnym procesie we wrześniu otrzymał Jose. Sprawa była rozwiązana, sprawiedliwości stało się zadość, a motyw był oczywisty. Wersja, jaką rząd i policja przekazały mediom na konferencji prasowej, była prosta. Dziewczyny skorzystały z noclegu u nieznajomych, a ci, zamiast pomóc, odebrali im życie. Przebieg zdarzeń wyglądał następująco. Wszystko zaczyna się jeszcze przed barem La Abogadita, kiedy to dziewczyny od kilku godzin bezskutecznie próbują złapać stopa.

35:00 · Oficerowie Policji i Podejrzani 6

Rodziny turystek bardzo ciężko znosiły słowa krytyki. Nic dziwnego, ich również obarczano winą za to co się stało. Ale mimo to trzymali się razem i nie ustawali w walce o sprawiedliwość. Od samego początku mieli bowiem ogromne wątpliwości co do wersji policji i ekwadorskiego rządu. Po pierwsze, żadna z dziewczyn nie była lekko myślna, a już na pewno naiwna nie była Majo. Wiedziała czym jest niebezpieczeństwo. I nigdy dobrowolnie nie poszłaby do domu obcych mężczyzn, nawet jeśli miałaby spać pod mostem. Miały w ekwadorze znajomych.

Kilka dni wcześniej poznały grupkę osób, która proponowała im nocleg, ale odmówiły. Gdyby rzeczywiście musiały się gdzieś zatrzymać, na pewno nie poszłyby do jakichś obcych, dużo starszych facetów, mówiła matka. One miały pieniądze na hostel. Rozmawiałyśmy z nimi. Przekonywała w wywiadzie Agostina, która była z nimi na tych wakacjach. Poza tym miały kartę kredytową i w każdej chwili mogły wypłacić pieniądze. Nic nie wspominały nam o jakimś stopie. Miały jechać autobusem. Informacja o tym, że poszły do sklepu po napoje też była frustrująca.

Wykazała, że miała 157 cm wzrostu, a Marina miała 1,54 m. Trzeci test DNA przeprowadziliśmy w Mendozie, w tajemnicy. Pogrzeb odbył się w piątek o 3 po południu, kiedy wciąż czekaliśmy na wyniki. Dopiero o 8 wieczorem zadzwonił telefon, że to była ona. Szybkie ujęcie sprawców też było podejrzane, tak samo jak ich natychmiastowe przyznanie się do winy. Wyglądało to tak, jakby rząd chciał sprawę natychmiast zamknąć, by nie straszyć turystów, bo Ekwador i tak nie miał dobrej reputacji. Uciąć spekulacje, że sprawa ma drugie dno, że po okolicy grasuje grupa niebezpiecznych ludzi, która za przyzwoleniem rządu wyszukuje samotnych turystów i handluje.

Jej częścią mogą być pracownicy okolicznych hosteli, barów, sklepików, lokalna policja i, na samym szczycie, sam rząd. Istnieje sieć, nie jedna, ale kilka, a państwo ekwadorskie jest współwinne temu, co dzieje się w Montanicie. Urzędnicy i policja współpracują z półświatkiem, mówiła Gladys, mama Majo. Czy dziewczyny naprawdę zostały okradzione i zdecydowały się na podróż stopem? Czy rzeczywiście były w barze i prosiły właścicielkę o wodę? Czy oby na pewno to była czysta woda, skoro zdaniem taksówkarza obie wyglądały na senne?

Przekonała się o tym również nasza rodaczka, 41-letnia Monika, która od 10 lat mieszkała w Montanicie i niestety już nigdy nie wróci do Polski. Urodziła się w Reszlu, urokliwym, pełnym średniowiecznych zabytków miasteczku, W województwie warmińsko-mazurskim. Po skończeniu edukacji w Olsztynie wyjechała na studia do Wielkiej Brytanii, a w 2014 roku do Ekwadoru. Pokochała ten kraj całym sercem. Mówiła, że czuje się tam jak u siebie. Nazywała go swoim rajem. Była zdania, że nie trzeba się w kraju urodzić, by go kochać.

Tym bardziej, że to tu znalazła miłość i to tu wychowywała swoje dwie małe córeczki. Była wspaniałą matką, bardzo kochała swoje dzieci – mówili sąsiedzi. Zamieszkała w spokojnej i zielonej dzielnicy Barrio El Tigrillo, gdzie 400 metrów od plaży założyła hostel. Dość szybko zaczęła dostrzegać kontrast, którego zwykły turysta raczej nie zobaczy. Centrum Montanity było, owszem, piękne, kolorowe i doinfestowane, ale wystarczyło przejść się kilka kilometrów dalej, by zdać sobie sprawę, że to nie standard. Dopiero na prowincji można było zobaczyć prawdziwe oblicze tego kraju.

45:00 · Krytyka i Teoria Zorganizowanej Grupy 5

Coraz bardziej interesowało ją jednak nie tylko to komu dzieje się krzywda, ale dlaczego tak się dzieje i kto za to odpowiada. W efekcie zaczęła drążyć, śledzić inwestycje, publiczne pieniądze i lokalne układy. Była w tym nieustraszona. Uważaj, jest tutaj wielu złych ludzi, skorumpowanych do szpiku kości. Zabierz córki i wyjedź z tego kraju. Radził jej przyjaciel i zarazem prawnik, ale ona nic sobie z tego nie robiła. Brnęła w sprawy miasta głębiej i głębiej, odkrywając przy tym coraz bardziej przerażające fakty, jak chociażby przestępstwa względem kobiet.

Natychmiast zabierały się za tuszowanie. Ekwador chciał przecież uchodzić za kraj bezpieczny dla turystów. Nie mógł sobie pozwolić by dowiedziały się o tym międzynarodowe media. Tak było i w tym przypadku. Prokuratura niemal od razu zamknęła śledztwo i uznała, że to koniec. Ale tym razem sprawa nie została zamieciona pod dywan, bo o Morgan upomniała się Monika. Od jakiegoś czasu była zaangażowana w podobne tematy, a sprawa młodej studentki bardzo ją poruszyła. Czy Morgan spotkało to samo co wcześniej Majo i Marina? Bardzo możliwe.

Montanita była pralnią brudnych pieniędzy. Publiczne grunty były nielegalnie sprzedawane, lasy wycinane, budowano obiekty, których nie było w planach, a w mieście aż roiło się od handlarzy nielegalnymi substancjami, którzy otrzymywali milczące przyzwolenie władz. W proceder zamieszani byli nie tylko lokalni policjanci i urzędnicy, ale także radni. W pewnym momencie Monika wpadła na trop, że wszystko poszło jeszcze dalej. W nielegalny handel zamieszana była również rodzinna firma aktualnego prezydenta, syna najbogatszego ekwadorczyka, króla bananów. Jak się okazało, w kontenerach z owocami, które jechały na cały świat, wielokrotnie były nie tylko banany, stąd ta ogromna fortuna.

Wiedziała, że po nią idą, bo jeszcze w listopadzie pewien bogaty biznesmen założył monitoring skierowany na idą. Niedługo później poznała cenę, jaką oferuje za nią mafia. Żyła w ciągłym strachu. Czuła, że ktoś ją obserwuje i ktoś śledzi każdy jej krok. Na jakiś czas wyjechała nawet z Montanity i przeniosła się do stolicy. Jednocześnie szukała pomocy u władz. Złożyła wniosek o ochronę do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a gdy została zignorowana, w kwietniu zwróciła się o pomoc do amerykańskiej ambasady w Quito. Jak sama przyznała w mediach społecznościowych, przekazała im wtedy dowody łączące rodzinną firmę prezydenta Ekwadoru z nielegalnym handlem.

Powiedział, że jakiś czas wcześniej wysłała mu wiadomość pożegnalną. Leżała na podłodze. Obok niej była Lina. Zostawiła włączony komputer i garnek na gazie. W zamku po wewnętrznej stronie wciąż znajdowały się klucze. Co ciekawe, awaria prądu na jej dzielnicy chwilę wcześniej wyłączyła wszystkie kamery w domu. Podobno tamtego dnia Monikę odwiedzili ludzie, którzy chcieli kupić nieprzynoszący już zysku hostel, a po okolicy wałęsali się urzędnicy, którzy rzekomo przeprowadzali spis ludności i zwierząt. Ale czy oby na pewno to byli kupcy i urzędnicy?

57:30 · Monika - Aktywistka i Zmarła 2

Pod obserwacją służb znajduje się również partner kobiety, który notabene ją znalazł. Mieszał się bowiem w zeznaniach i od razu przyjął wersję policji. Zaprzeczył też, jakoby wcześniej twierdził, że Monika pożegnała się z nim przez SMS. Nowa wersja brzmiała, że ostatnią wiadomością była. Dzień dobry kochanie, życzę ci miłego dnia. Mężczyzna zatrudnił aż czterech adwokatów. Jak podaje Wirtualna Polska, Ich związek był dość świeży, a rodzina i znajomi ledwo go znali. Kluczowym dowodem ma być telefon Moniki, w którym miała trzymać wszystkie dokumenty związane z korupcją na najwyższych szczeblach władzy.

Monika była fanką Barcelony, której zwycięstwa świętowała za każdym razem. Unikała słodyczy, choć dla ciast przyjaciółki robiła wyjątek. Zajadała się za to ekwadorskim gulaszem z kurczakiem i słynnymi chicharon, smażonymi skórkami wieprzowymi. Po Montanicie jeździła na rowerze, potem kupiła sobie skuter. Była wspaniałą kobietą, jedyną w swoim rodzaju. Kochała ten kraj, jakby się tu urodziła i dlatego tak zaciekle walczyła. Marzyła o prosperującej prowincji i Montanicie w ciągłym rozwoju, mówiła z żalem jej przyjaciółka Jacinta Rodriguez.

Pokazano wszystkie 24 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.