Mentionsy Mentionsy
Historia kobiet - Katarzyna Wężyk
Historia kobiet - Katarzyna Wężyk

Gra o Łódź z Alicją Urbanik-Kopeć

20.03.2026 ·1 godz 20 min

- Bohaterowie są skorumpowani, zepsuci, są w stanie popełnić każde świństwo, żeby tylko wygrać. To byłaby gra o Łódź - mówi Alicja Urbanik-Kopeć. - Lektura "Ziemi obiecanej" jest jak oglądanie wypadku samochodowego. Wiesz, że to się skończy źle, ale nie możesz się powstrzymać, żeby nie czytać dalej. "Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, to razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę". I Daniel Olbrychski, Wojciech Pszoniak i Andrzej Seweryn w smokingach we mgle, oblewający szampanem swój przyszły sukces. Ta scena w genialnej ekranizacji jednej z najlepszych polskich powieści przeszła do historii, ale "Ziemia Obiecana" to rzecz nie tylko o mężczyznach, Łodzi i kapitalizmie. Panny z dworku, córki i żony fabrykantów oraz robotnice: to dzięki nim ta maszyna się kręci. I to piękny Karol robi karierę, no cóż, przez łóżko. Naszą przewodniczką poXIX-wiecznym dzikim kapitalizmie i mieście w galopującym kryzysie łódzkości jest historyczka Alicja Urbanik-Kopeć.

No i Miller jest zadowolony, bo on akurat Borowieckiego bardzo lubi. W każdym razie Borowiecki dostaje to, czego chciał, spełniają się jego wszystkie marzenia, ale nie ma w tym absolutnie żadnej jego osobistej sprawczości, więc on do końca życia jest tym dyrektorem fabryki, którą można powiedzieć... No ciekawe, jak zrobił karierę. Przez łóżko! Słusznie, Moritz Welt. Moja absolutnie ulubiona postać z tej trójki, może przez Pszoniaka, ale też, chociaż w powieści on jest dość bardziej obrzydliwy, bo Wajda przesunął akcenty i bardzo dobrze, ale on przynajmniej niczego nie udaje. On chce robić pieniądze, to jest jego absolutnie jedyny cel, on do tego dąży i robi je sam. Tak. No właśnie, bo Moryt z Wallstuza jest bardziej taką postacią, która to Morytowi przypada w udziale ten los, który powinien właśnie Karol Borowiecki mieć.

To był los, który spotykał robotnicę. Ona chce lepszego życia. Ona o tym sama decyduje. I kiedy jej ojciec zabija fabrykantę, to ona jest wściekła. Ona jest wściekła, że dlaczego mi zabrałeś to w miarę dobre życie. A z kolei Wajda, sprawdzam, ta aktorka miała swoje 14 lat, kiedy on ją zabrał na tę orgi z tygrysem, podczas której podobno statystyki się popiły i tam odchodziły rzeczy. Witamy w latach siedemdziesiątych! To niekoniecznie na oczy czternastolatki, tak? Bo ona w filmie z kolei jest totalną ofiarą. Tak. Tutaj są przesunięte akcenty, ale też dlatego, że Wajda zdecydowanie ma takie bardziej... Ze względów, różnych względów, też zewnętrznych i wewnętrznych, o tak to ujmijmy, ma zdecydowanie bardziej takie prorobotnicze podejście, bo jednak Ziemia Obiecana film jest filmem bardziej robotniczym niż powieść, która... Znaczy się czerwoną flagą.

Tak, tak, no i strzelaniem do robotników i w ogóle, no więc jak wiadomo, tak? Znaczy chodzi o to, że Wajda ma ten rys socjalistyczny gdziekolwiek zaznaczony w filmie, ale w powieści go nie ma, więc jakby poprzeczka jest ustawiona bardzo nisko. Stąd też, myślę, ta decyzja, żeby ukazać tę Zośkę bardziej jako właśnie zupełną ofiarę, jako po prostu taką kobietę, która jest taką po prostu historią ku przestrodze, opowiedzianą właśnie tego, jak tutaj niszczone, molestowane, gwałcone i wykorzystywane były te robotnice fabryczne przez tych okrutnych kapitalistów. Podczas gdy w powieści to jest postać dużo bardziej zniuansowana, ale w tym sensie, że ona, no znowuż, można powiedzieć, że czym jest sprawczość, nie?

Wszyscy kochają Karola, no jak zobaczysz Daniela Olbryckiego, To wiesz dlaczego. Tym niemniej Karol, nawet jak są te słynne sceny erotyczne, które Wajda potem wyciął z nowej edycji Ziemi Obiecanej, to zauważ, że on tam jest stroną pasywną. On łaskawie przyjmuje hołdy. Tak, Karol Borowiecki dużo świeci gołym torsem w ekranizacji. Nawet, znaczy no nie, ja nie mówię, że na czekaj, ale chodzi o to, że on jakby generalnie się w wielu momentach tego filmu przechadza z gołym torsem po scenie, czy to po swoim mieszkaniu, czy to po swojej sypialni, czy to po tym wagonie sypialnym, Czy to niemalże tam w teatrze go rozbierają albo w dorożce go tam Lucy po prostu zrywa z niego ubrania. I faktycznie to jest taki historyczny bodysripper, ten rodzaj powieści, romansów historycznych, gdzie tej bohaterce ciągle w dramatycznych okolicznościach zrywany jest gorset.

No i ostatecznie Karol ma z nią dziecko, to znaczy uznane przez oczywiście jej męża i tak dalej, ale tak, to jest tutaj... No ale to też tutaj, wiesz, elfka, mamy elfkę. Dżelijankę. Dżelijankę, bezcielesną normalnie, cud dziewicę z ptactwem dookoła. Mamy no krasnoludkę tutaj, Lucy, no i wreszcie... Wróć, nie, Lucy to jest gnomką. Tak. Tak, krasnoludka Mada. Która jest zupełnie inna w powieści niż w filmie. Tak, bo tutaj mamy, ja jestem w fanklubie Maddy Miller i jestem w stanie tutaj gotowa bronić tej postaci i tej kobiety i w ogóle tej roli na wiele sposobów, więc słuchajcie, otóż. Więc tak, tak jak powiedziałaś, w powieści i w filmie Madda jest zupełnie inną postacią, ponieważ w filmie Wajdy... Personifikacja, wulgarność.

Tak, Madda Miller gra... Bożena Dykiel, która ją gra jak kompletną kretynkę. To znaczy ona chyba dostała takie stage directions od Wajdy, żeby grać ją jak najgłupszego ziemniaka na świecie. Wybałóż oczy. Wybałóż oczy, otwórz usta i niech się z ciebie wydobywa niemalże beczenie kozy, bo to jest jakby głównie to, do czego zdolna jest Mada Miller. Ma absurdalne włosy, absurdalną fryzurę, twarz czerwoną, jak szynka i jest po prostu absolutnie durna. Taka ma być i to sprawia, że ona jest śmieszna, że ona jest żałosna. Że to, jak ona jest zakochana w Karolu, jest po prostu... No tak, wszyscy kochają Karola, jak już ustaliśmy, ale... No, bezmada też. Ale że to jest żałosne, że to jest politowania godne w ogóle.

Żyją w domu takim zwykłym, mieszczańskim, bo im to wystarczy, bo oni więcej nie chcą. I Mada sadzi sobie kwiatki w doniczkach, w tych takich donicach, w oknach, bo to ją jakby interesuje. Iż to są ludzie bezpretensjonalni, my byśmy powiedzieli. A Reymont z tego robi wulgarność. I to jest bardzo ciekawe, jak to jest. Ok, czas nas trochę goni, więc jeszcze w temacie przesunięcia akcentów, moryc filmowy. Bo moryc filmowy, jak wszyscy, kocha się w Karolu. Oczywiście, no tak, bo wszyscy kochają Karola. Tak, jakbyśmy, myślę, że znowuż współcześnie byśmy powiedzieli, że Moritz Welt w filmie Wajdy jest queer-coded, tak? To znaczy on ma taki, ta relacja między nim a Maxem jest głęboko homoerotyczna i ja naprawdę tutaj...

To nie jest tak, że tutaj trzeba się dogrzebywać jakiegoś czwartego dna, żeby to zobaczyć, tylko naprawdę w tej ekranizacji ta fascynacja Moryca Karolem jest niezwykle obecna i w ogóle taka oczywista na pierwszy rzut oka, która jest oczywiście tutaj pokazywana pod postacią tej męską męskiej przyjaźni. Ale to widać już w pierwszej scenie, która jest absolutnie niepotrzebna. Bardzo dobrze, że Wajda go wyciął, ale to tam wszystko widać, tak? Że Moryt skocha Karola, że Max kocha Ankę, Anka kocha Karola, Karol daje się kochać. Tak, dokładnie. To jest takie trochę jak sceny nacjoletnie, tylko nikt nie zostaje zamieniony w osła, bo osłem jest Karol.

No mi to zupełnie do tego bohatera nie pasowało, a Wajda zrobił coś zupełnie innego. Tak, to znaczy ja bym się kłóciła, bo to nie jest tak, że powieść kończy się takim moralitetem, bo oczywiście jest tak, że my doskonale wiemy, że Karol wychodząc za Madę i on to sam wie, jak to robi, to on tego nie robi ani z miłości, ani z żadnej satysfakcji, robi to dla pieniędzy po to, żeby mieć tę satysfakcję finansową i tą właśnie władzę. I potem jest, no tak jakby się można było spodziewać, niezadowolony ze swojego związku, bo też, ale jakby on nie wchodzi w te relacje z oczekiwaniem, że będzie w nim zadowolony, więc to nie jest tak, że tutaj jakaś gorzka lekcja go czeka. Nie, nic go nie czeka. On spotyka tę Ankę, która tutaj wiedzie wartościowe życie właścicielki ochronki dla dzieci fabrycznych i jakby tutaj spełnia się charytatywnie. Znowuż w jedynej dozwolonej, aktywnej zawodowo roli kobiety.

No i to Karol dostał to, czego chciał, ale szczęścia w tym nie ma. Tak jak on to wiedział i jak my to wiedzieliśmy od początku. A w filmie Wajda dodaje tutaj znowuż ten element... Robotniczy, socjalistyczny. Ten film ma inny wydźwięk właśnie. Tutaj nie ten XIX-wieczny drapieżny kapitalizm jest wrogiem sam w sobie, ale przede wszystkim tutaj są te konsekwencje tego kapitalizmu w postaci uciemiężenia klasy robotniczej, które się działo. To są też wątki współczesne dla Wajdy, Wajda kończy film tym, że Karol Borowiecki i Moritz Welt i wszyscy bohaterowie, wszyscy fabrykanci zbierają się razem i decydują się strzelać do robotników w trakcie... Nieco przyspieszonej rewolucji 1905 roku, podejrzewamy. No tak, właśnie, dokładnie, to jest tak, no tak, bo ta negocjacja jest za mała, to jest około tak, właśnie to jest ta rewolucja 1905 roku chyba, tak nam się wydaje.

No i właśnie, gdzie są strajki robotnicze i oni się w końcu wszyscy zbierają razem za wielkim stołem i decydują się, że strzelać, tak, strzelać. Nie ma innego wyjścia. Nie ma innego wyjścia. I to jest oczywiście bardzo czytelne odniesienie dla widzów w latach 70., ale też dla współczesnych widzów na temat protestów robotniczych. Wydaje mi się, że chyba nawet bardziej teraz niż w latach 70., bo wtedy kapitalizm raczej w Polsce był idealizowany. Nie no, ale oczywiście musiał być ukazywany w kinie jako... Oficjalnie tak, masz rację. Jako tutaj najgorszy dopust, jaki istnieje. No ale właśnie, Wajda się decyduje na to strzelanie tych robotników i pokazanie, że tutaj źli kapitaliści, co oni tutaj robią tym robotnikom, cię mierzą, strzelają. Więc jakby już Karol Borowiecki przechodzi na tę złą stronę mocy w sposób tak dosłowny, że już bardziej się nie da.

Widzę was. Tak. Więc tak, bardzo polecam film Wajdą. Jest to znalezienie na YouTubie. Ale też jest do wypożyczenia w internecie. Ale która wersja? Bo ta ocenzurowana to nie polecam. Nie, ta, która się zacznie od Kurowa. A, no to to jest ta, tak. I ona jest zremasterowana bardzo ładnie. Tak, tak, tak. Polecam książkę. Jak wam się nie chce tego czytać, to znajdźcie sobie z głosem Marka Walczaka czytane, bo Marek Walczak... Audiobooka, no. Audiobooka czyta to głosem Borowieckiego. I wiesz, dopiero ja to wtedy usłyszałam, że ten głos jest takim głosem takiej leniwej pantery, takiego kota, który jest zblazowany, znudzony, tam sobie leży, niby taki ten, można go niby pogłaskać, ale nie masz wątpliwości, że jak zrobisz coś nie tak, albo będzie konieczne, to ci głowę odgryzie, tak?

Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.