Gwiazdowski mówi Interii. Odc. 24: Czy grozi nam demograficzna katastrofa?
- Niektórzy to chyba myślą, że dzieci przynosi Jarosław Kaczyński. Ostatnio przeczytałem, że przez PiS dzieci się rodzi w Polsce najmniej od wojny – zauważa Robert Gwiazdowski w najnowszym odcinku podcastu video „Gwiazdowski mówi Interii”. - Wiadomym było od lat, że w pewnym momencie znajdziemy się w takim punkcie „przegięcia”, w którym okaże się, że rąk do pracy zaczyna brakować, a nie że jest ich za dużo – dodaje.
Odnoszę wrażenie, że zwłaszcza młodzieży trzeba wytłumaczyć, że istnieje pewien związek przyczynowo-skutkowy między jednym i drugim, między seksem i demografią. No bo generalnie rzecz biorąc to wszyscy wiedzą, że dzieci nie przynosi bocian, że nie rodzą się w kapuście, Niektórzy to chyba myślą, że dzieci przynosi Jarosław Kaczyński, bo ostatnio przeczytałem, że przez PiS dzieci się rodzi w Polsce najmniej od wojny. Nie wiem, w czym problem, bo jak w Centrum Adama Smitha podnieśliśmy tę kwestię dwadzieścia kilka lat temu, to specjalnego odzewu nie było.
W Chinach, proszę Państwa, rodziło się zdecydowanie więcej chłopców niż dziewczyn. No bo jak można było mieć tylko jedno dziecko, to lepszy był syn, więc jak się urodziła pierwsza dziewczynka, no to sami Państwo rozumiecie. Proporcje są takie, że dziś Chińczycy jeżdżą czasami do Wietnamu i porywają stamtąd Wietnamki, żeby miał kto rodzić dzieci. To jest kolejny istotny element propagandy demograficznej, która dzisiaj się pojawia. Ponoć 500 plus nic nie dało. To fakt, że jak porównamy PiS-owską narrację do faktów, to nic nie dało.
Dzieci nie rodzi się więcej. Ale to jest wina złej PiS-owskiej narracji z roku 2016. No bo nie chodziło już wtedy o to, żeby rodziło się więcej dzieci, bo to było trudne, Tylko, żeby nie rodziło się mniej dzieci. O co było łatwo? Z bardzo prostego powodu. Tego mianowicie, że w kolejnych rocznikach rodziło się wcześniej, dwadzieścia kilka lat wcześniej, coraz mniej dziewczynek. W związku z powyższym w II dekadzie XXI wieku było wiadomym, że coraz mniej dziewczynek
I wiadomym było od lat, że w pewnym momencie znajdziemy się w tym takim punkcie przegięcia. W którym okaże się, że rąk do pracy zaczyna brakować, a nie, że jest ich za dużo. I jesteśmy w tym punkcie przegięcia i teraz wszyscy narzekają. Tylko, co ciekawe, narzekają na PiS, że to z jego powodu jest ta niska dzietność. Ci, którzy za dużo dzieci sami nie mają. Jarosława Kaczyński nie ma żadnego. No ale na przykład jego siostrzynica ma troje, więc statystycznie wychodzi półtora.
To jedna trzecia, to dużo, tak? Jaki jest czynnik takiej deklaracji? No nie to, że rządzi PiS, proszę Państwa, tylko taki, że pieniędzy nie ma, bo jedno z drugim się łączy, Aczkolwiek w pewnym momencie znowu korelacja zaczyna się stawać odwrotna. Coraz mniej dzieci rodzi się w coraz bogatszych społeczeństwach. U nas więcej dzieci rodziło się za komuny niż w wolnej Polsce. Mimo że, zdaniem neolibków i libków, to w wolnej Polsce zaczęło być lepiej niż było za komuny. Ale były ku temu pewne powody.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Gwiazdowski przedstawia temat podcastu - demografia i jej związek z seksem.
Gwiazdowski omawia teorię demografii, w tym koncepcje Paul Ehrlicha i Thomasa Malthusa.
Gwiazdowski analizuje obecny stan demograficzny Polski i przyszłe wyzwania.
Gwiazdowski przedstawia statystyki dotyczące chęci małżeństw i ilości urodzonych dzieci w Polsce.
Gwiazdowski porównuje globalne trendy demograficzne, w tym sytuację w Chinach.
Gwiazdowski krytykuje teorie demograficzne i podkreśla rolę pracy w rozwoju gospodarczym.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
- Niektórzy to chyba myślą, że dzieci przynosi Jarosław Kaczyński. Ostatnio przeczytałem, że przez PiS dzieci się rodzi w Polsce najmniej od wojny – zauważa Robert Gwiazdowski w najnowszym odcinku podcastu video „Gwiazdowski mówi Interii”. - Wiadomym było od lat, że w pewnym momencie znajdziemy się w takim punkcie „przegięcia”, w którym okaże się, że rąk do pracy zaczyna brakować, a nie że jest ich za dużo – dodaje.