9 | Dom pracy twórczej
Dzień jak co dzień - Ptak myli pisarzy, ptasie mleczko jest jedzone, herbata jest pita. O tworzeniu rozmawialiśmy. O blokadach twórczych, procesach, standardach, pisaniu, radiu. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy coś tworzą...2️⃣🚫🍰!PS. Gdyby się okazało, że zasłużyliśmy na wirtualną kawę, to można tutaj: https://buycoffee.to/dbsZ góry dzięki! ☺️
Mówisz, wiesz co, ja jednak będę biochemikiem, a rodzice, jak to, przecież my już, tu jest kancelaria, szkoda synu, szkoda. Już toga jest. No i często jest tak, że te dzieci kończą to. Dla rodziców. Dla rodziców albo, wiesz, nawet dla siebie, bo nie wiedzą, cały czas nie wiedzą, nie miały tego czasu, żeby się zastanowić, żeby przemyśleć, co tak naprawdę one chcą teraz. A potem już ten mózg się na tyle rozwija, że wiesz, ja też gdybym... Miała iść dzisiaj na studia, to poszłabym na zupełnie inne. Skończyłam, bo mi było łatwo tę polonistykę, ale na pierwszym roku, kiedy już dostałam się do kabaretu, to wiedziałam, że ja nie będę pracowała jako nauczycielka i skończyłam studia, byleby skończyć. I mało kto z moich znajomych pracuje w zawodzie. Naprawdę mało kto w tym, w którym skończył studia.
Plus jeden, bo ja też. I teraz jak ktoś mi mówi, że tutaj takie świetne studia, to sobie myślę, dobra, to nie szkodzi skończyć świetne studia, albo ich nie skończyć, albo je przerwać, albo skończyć inne, może inne też będą świetne. To się łatwo mówi, wiem, w luźnym fotelu obok. Ale teraz pytanie, dla kogo jest świetne? Tak, tak, no wiesz, rodzic chce jak najlepiej dla dziecka, no nie? Każdy chce. Właśnie o tym mówię, jak przyjdzie moje dziecko i powie, że rok przerwy, to ja się pewnie przeżegnam lewą nogą, ale wcale nie jest powiedziane, że ani że pozwolę, ani że nie pozwolę. Nie wiem, co będzie, bo... Ja też jestem, mimo że taką mam przeszłość, no to jestem dosyć zasadnicza, że jak się coś już zaczęło, szkołę, to ta szkoła jednakże warto, a kurde, tyle dzieciaków, zresztą my sami się uczy teraz na kursach, w pracy, do której idziesz.
No i na zdrowie. Natomiast od czegoś trzeba było zacząć, nie? Też taki ważny wniosek, że na początku tekst numer jeden zawsze jest do dupy. Tekst numer tysiąc też może być. Też może być, ale jest mniej do dupy niż ten pierwszy. To przy pisaniu książki się okazuje, że coś, co ja myślałam, że mam, czyli vena i talent, to se można wsadzić w kieszeń. Oczywiście pięknie mieć venę, ale vena to tylko pomysł, a potem Robisz ileś wersji tego samego tekstu i patrzysz, co bardziej działa. A napisz to tak, a napisz tak. Na ciebie czy na kogo? Jak na ciebie? Na czytelnika. No piszesz dla ludzi, nie dla siebie. Jak dla siebie, to pierwsza wersja i do szuflady. Chodzi o to, że jak takie poważne pisanie uprawiasz i ono jest dla kogoś,
I chcesz coś nim osiągnąć, no to musisz spełniać warunki tego, dla kogo to ma być napisane. Jeżeli robisz to dla kogoś, a jeżeli dla siebie. No to, to jest ci wszystko jedno i wydajesz i nie interesuje cię, czy to trafiło do tych ludzi, czy się sprzedało, no to wtedy jakby inne zamierzenia są. Trzeba na początku postawić sobie jakieś kilka ważnych pytań, nie? Natomiast sama teraz robiłam ćwiczenia, że napisałam tekst i dostałam zadanie ten sam tekst napisać o połowę krótszy i o połowę dłuższy. Napisałam dłuższy. Sztucznie pompować go? Nie, no właśnie nie. Napisałam dwa razy dłuższy i się okazało, że zrobiłam to źle, bo go nie zrozumiałam i go sztucznie napompowałam, że w ogóle nie o to chodziło.
O ile twój zawód na przykład, czy to jest pisarstwo, czy to jest scenariopisarstwo, scenariuszowanie, to wciąż jeszcze dla radiowców nie ma takiej szkoły. Generalnie w polskiej radiofonii to, co się podziało w ciągu ostatnich tych trzydziestu kilku lat, Kiedy pierwsze prywatne stacje poza Polskim Radiem się pojawiały na rynku, typu RMF FM i Radio Zet między innymi, to był ewenement też trochę, bo generalnie tam trafiały osoby młode.
Tam był pan Piotr Łodej, tak się nazywał, i podsłuchiwałem jego, natomiast Później podsłuchiwałem też inne stacje lokalne, tutejsze, zielonogórskie. Podsłuchiwałem też centrale. Więc tak trochę stąd, trochę stąd, żeby zobaczyć to spektrum. Czyli jednak zrobiłeś sobie... Wycieczka taka krajoznawcza. Poletko, po którym się można poruszać. Research. Research, tak i tak, bo tak jak mówię, ja nie miałem tej, podobnie jak ty, nie miałem kultury słuchania radia, więc dla mnie to było totalnie coś nowego.
To w sierpniu w Akademiku. No i na drugi dzień zostałem zaproszony, żeby przyjść jeszcze na pogaduchy, ciąg dalszy. Jeszcze parę kolęd zostało. No i wówczas weszła do reżyserki Ola Piechowska, która była ówczesnym szefem DJ-ów w akademickiej rozgłośni. I powiedziała wówczas do mnie następujące słowa. Bierz słuchawki, idziemy do studia. Ja zrobiłem oczy jak pięć złotych i mówię, ale jak, przecież ja nic nie potrafię. Dobra, dobra, chodź.
No i tam robiłem w tym trzyosobowym składzie za jakieś tam śmieszno straszne tło, które wiesz, przyszło piórami machać i pióra latają, nie? No i wydarzyła się rzecz. Nie wiem, jak ją nazwać, ale takie rzeczy się nie zdarzają. A ona się zdarzyła wtedy, kiedy ja tam byłem. I tego samego dnia trafiliśmy, nasza trójka, ja, Ola, jeszcze Asia była, trafiliśmy na przesłuchanie do innej stacji w Zielonej Górze. No i ja, czyniąc długą historię, krótką, trzy miesiące popracowałem w studenckiej rozgłośni i złowiono mnie później już do Radia Plus w Zielonej Górze, gdzie przepracowałem dziewięć lat, a później się wytransferowałem.
Żeby powiedzieć tak. Postawiłem na swoim i wydarzyło się coś ciekawego. Wydarzyło się coś właściwie, co zadecydowało o dwóch następnych dekadach mojego życia. Więc ja kiedyś pisałem o tym na swoich Facebookach, że jest takie słowo czasami, od którego zależy życie. I to jest właśnie to słowo. Nie. No, ale jednocześnie też tak. Powiedziałeś nie, a tu powiedziałeś tak. Dokładnie, dokładnie. Też mogłem powiedzieć nie, a daj spokój, a w ogóle ja się do tego nie nadaję. I to też by zmieniło twoje życie. Albo w ogóle by nie zmieniło nic. Na pewno nie byłoby tego, gdyby Ola nie wyciągnęła do mnie ręki wtedy i nie zaproponowała, że jeżeli chcę, to bierz słuchawki, to było w piątek.
A Ola powiedziała po tym dniu, że jeżeli chcę, to mogę przyjść na poranny program na 6 w poniedziałek i zaczniemy się uczyć. No i przyszedłem. Pierwszy tydzień wyglądał licho, ale później już było coraz lepiej. Tylko tydzień? Bo Ola została zatrudniona wówczas po tym przesłuchaniu i się wytransferowała troszeczkę szybciej niż ja, więc ja zostałem i tam się uczyłem. Pod okiem i uchem też Oli, bo ona mnie nasłuchiwała, poprawiała mnie. Był to ciekawy czas. I tak się zaczęła cała historia. Nie skończyłem żadnych studiów radiofonii, nie przeczytałem ani jednej książki o tym, jak się robi radio, nie przeszedłem żadnego kursu realizacji dźwięku.
możesz zacząć od godziny podania stacji i np. kogoś kto śpiewa. Taki standard. Możesz zacząć od podania kto śpiewa. Możesz zacząć od podania jaka jest tam na przykład co za oknem i dopiero później godzina. To są klocki, z których się składa całą tą konstrukcję pod tytułem wejście antenowe. I chcesz czy nie, będziesz sięgać po te same klocki. Skończona ilość kombinacji. Dokładnie, dokładnie. Natomiast warto tego i pod tym względem jest bardzo łatwo o wypalenie i bardzo łatwo o wpadnięcie w taką rutynę. Dlatego kiedy miałem okazję poszefować trochę Radiu Zielona Góra, ja mówiłem wtedy ludziom, że zmieniajcie coś dla zasady.
Nie będzie też heheszkowania, bo ja to wypośrodkuję. Ja to podam sucho, bez emocji. Zrobię swoje. Ale ja się w tym męczę. To jest dla mnie mordęga. Dla mnie heheszki to jest naturalne środowisko, kiedy możemy coś leciutko, zabawnie, z humorem. Użyłeś takiego sformułowania, że nie cierpię czegoś tam robić. Ponoć jest tak, że jak mówisz, że nie cierpisz czegoś robić, to właśnie cierpisz, kiedy to robisz. Niecierpienie jest o cierpieniu. Jak już to wiem, to lubię wysłuchiwać się, na co ludzie mówią, nie cierpię czegoś.
Trochę szkoda, że tak szybko, bo mógł jeszcze tam trochę podziałać. I mówi ze stand-upem, z komedią i podobnie też z radiem jest, można podpiąć radio, że jeżeli mówisz, że ktoś jest zabawny, to masz rację. Jeżeli mówisz, że ktoś nie jest zabawny, to też masz rację. To jest kwestia opinii, gustu. Natomiast fakt jest taki, że i ja, i Lee Evans jesteśmy śmieszniejsi od ciebie. Kiedyś, właśnie ja to wspominam, będzie słowo, które nie należy do najpiękniejszych, ale będzie pasowało do opowieści. Kiedyś do mojego dziecka przyszło, no wiesz, ja jestem boomerką w internecie dla rówieśników moich dzieci, no i kiedyś przyszło
I wybrnął zimą. Oczywiście, on wtedy zrobił coś na zasadzie, że kibice przyjaznych krzyczą godzio godzio, ale kompletnie nie wiem, co to znaczy. I takie zabawy lubię, bo to wymaga... Od ciebie wymaga też wytężenia umysłu. Tak, to jest ćwiczenie dla głowy. I to jest też wyrywanie nas z rutyny. Tak. No to podobnie ja mam, jak ktoś mi zada temat do napisania. Dzwoni na przykład do mnie kolega, który również w radium audycji mówi, słuchaj, no nie napisałabyś czegoś, a na jaki temat? A będziemy rozmawiać, na jaki chcesz, ale będziemy rozmawiać o tym i o tym.
Ja zawsze chcę bardzo nie wprost, bardzo jakoś i to też jest super ćwiczenie dla głowy. Bo ja w tym momencie, jak Wiesław Myśliwski, chodzę, chodzę, nic nie mam, a dzień przed nagraniem nagle o! No ale to nie znaczy, że ja nie pracuję w tym czasie. To, że nie siedzę nad kartką, nie znaczy, że w głowie się nie mieli. I to też jest rodzaj pracy. Czasem moja praca wygląda tak, że siedzę i patrzę w sufit i ślina mi cieknie. Pracuję. Ciężka robota. No, że ten proces kreatywny czasem tak wygląda. Czasem wpadniesz na coś szybko, raz, raz i na spacerze z psem, a czasem myślisz tydzień intensywniej i nie przyjdzie nic do głowy.
I to jest to samo wiaderko. Tak, tylko zawartość się zmieniła. Wystarczy trochę, trochę mniej Zakładania, że ja już wiem. I to, a czy ja mam, to też jest o tym. Czy to już? Zobacz, jakie to było, no dla mnie to było otwierające w ogóle głowę, możliwości, furtki. No i znowu idę i mówię, no tak, ale przyjadę do domu, to ja nie mam morza. Ale przecież to nie morze zrobiło. To nie morze zrobiło. Ty morze masz za sobą. Pieski są wszędzie, przyroda jest wszędzie, spacer jest wszędzie, ja z siebie zabieram wszędzie. Historie są wszędzie. Tylko ta uważność, bo to było o uważności, to było zadanie na uważność.
Wiesz, każdy po coś przyjechał, warsztat, a ona Dobrzegu. No naprawdę tak otwierające głowę, że każdy może zobaczyć coś innego w tym samym, usłyszeć, powąchać. Jedna dziewczyna mówiła, ja patrzyłam tylko na słońce przez zamknięte oczy. Że ono miało taki kolor, a potem woda z bliska miała ileś odcieniek, a z daleka była tylko granatowa. Czy to ta sama woda? Oprócz tego, to moja obserwacja, żeby być uważnym na świat, to jeszcze... Postrzeżenie, że jesteśmy tak różni, że postrzegamy różnymi zmysłami, zauważamy różne rzeczy i każdy też wziął dla siebie to, co jemu akurat było potrzebne.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Dzień jak co dzień - Ptak myli pisarzy, ptasie mleczko jest jedzone, herbata jest pita. O tworzeniu rozmawialiśmy. O blokadach twórczych, procesach, standardach, pisaniu, radiu. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy coś tworzą...
2️⃣🚫🍰!
PS. Gdyby się okazało, że zasłużyliśmy na wirtualną kawę, to można tutaj: https://buycoffee.to/dbs
Z góry dzięki! ☺️