Mentionsy Mentionsy
Drugi Rzut OKA
Drugi Rzut OKA

Ammar w polskiej szafie. Reportaż o ukrywaniu

05.08.2024 ·30 min 26 s

Miałam wrażenie, że oszalałam. Oddaję mój dom obcym ludziom, a sama chowam się po pokojach i jeszcze chodzę do lasu. Że uprawiamy tu państwo podziemne, zabawę w chowanego, podchody jakieś. To jest nienormalne. I jeśli my w to wchodzimy, to znaczy, że nam odbija Dział reportażu OKO.press przedstawia audioreportaż na podstawie tekstu Joanny Łopat "Ammar w polskiej szafie. Reportaż o ukrywaniu". Realizacja i opracowanie muzyczne: Filip Przybylski i Longstreet Studio. Więcej audioreportaży znajdziesz na stronie OKO.press pod adresem:⁠⁠⁠ ⁠https://oko.press/media/audioreportaze⁠

Goście Kasi i Tomka odchodzą cicho. Umawiają się, że to już jest ten moment i wychodzą. Tylko raz, gdy ta pierwsza kurdyjska rodzina wyjeżdżała, Kasia płakała. Ze wzruszenia i wytchnienia. Po tylu dniach napięcia wyszli. I nie do lasu. Wzięła go za rękę. Szli jak para. Anna wie, że wielu chciałoby pomagać, przyjąć potrzebującego do domu, ale nie każdy może. Mieszkanie w bloku odpada, za dużo sąsiadów i osób, które mogłyby coś zobaczyć. Są domy, które idealnie by się sprawdziły, ale sąsiedzi są niesprawdzeni, a nawet oficjalnie nieprzychylni.

Zatem tych domów nie jest dużo. Mieszkańcy strefy otworzyli drzwi, gdy poczuli, że doraźna pomoc w lesie jest nieefektywna, że ludzie, których znajdują, często są w hipotermii i muszą odpocząć w domowych warunkach. Gdy coraz więcej było pushbacków i śmierci. Gdy uświadomili sobie, że wezwanie karetki może zaszkodzić, bo nie wiadomo, czy karetka przyjedzie, ale zawiadomiona przez lekarzy straż graniczna na pewno tak. Więc najlepiej człowieka przygarnąć do domu. Taki ludzki odruch. Anna dostała SMS. W centrum miasta jest Irakijczyk. Usiadł w parku. Co z nim zrobić? trzeba go ukryć.

Anna czekała na osiedlu. Chłopak miał czapkę zsuniętą na oczy, twarz zasłonił szalikiem, żeby nie było widać, że jest ciemniejszy od innych ludzi na ulicy. Był wystraszony. Wsiedli do samochodu. Anna pamięta, że zaraz po wejściu do domu Ali zapytał o prysznic. Chciał zmyć z siebie zapach. Wilgoci, dymu, niemycia. Bardzo intensywny. Anna już dobrze go zna. Umył się i od razu wypiękniał. Był bardzo młody. Powiedział, że ta podróż była koniecznością, bo w Iraku chciał popełnić samobójstwo. Nic nie miało sensu. Tak Anna zrozumiała. A potem ktoś powiedział Alemu o przejściu do lepszego życia przez Białoruś.

Nie sprawdzał, czy to będzie trudne. Niosła go fala. Aż zderzył się z lasem. Po Alim Anna miała jeszcze osiemnastu innych gości. Z początku są bardzo onieśmieleni. Nie rozumieją, kim jestem i dlaczego im pomagam, a potem idą spać. Rano już wypoczęci odzyskują kolor, mówi Anna. Wiesz, u człowieka widać, jak odzyskuje kolor. W twarzy, ubraniu, w błysku oka, w głosie. Oni po jednym dniu zaczynali żartować, opowiadać o sobie. Przecież wszyscy mają swoje życia, swoje historie.

Nie tylko te dramatyczne. Pokazują zdjęcia z domami, rodzinami, codziennym życiem. Chcą pokazać jacy są i że czegoś się dorobili. Siedzimy przy stole, przy którym Anna spędziła ze swoimi gośćmi wiele godzin. Rozmawiali po angielsku i translatorem. Rysowała obrazki, na przykład samochód i na migi pokazywała, że gdzieś jedzie, bo jej gość mówił tylko w języku sorani. Google Translate go nie zna. Przy stole Anny ktoś powiedział, doskonale rozumiem, co tutaj robicie. Gdybym mógł zostać, zostałbym i pomagał tak jak wy. Bo to samo robiłem w Syrii. Miał tam restaurację, oddał ją ludziom, którzy stracili swoje domy.

Przy tym stole jedli razem jajecznicę, którą Kameruńczyk robił Marokańczykowi, a gdy ją robił, opowiadał, jak zabić wielbłąda, żeby był halal. A tam w rogu pokoju modli się. Anna kierunek wyznaczyła zgodnie z ruchem słońca. Ali wyciągnął telefon ze specjalną apką z kompasem na mekkę i poprosił o dwa listki. Nie zrozumiała, po co mu listki, a on położył je na podłodze i powiedział, że to zamiast chodnika modlitewnego. I modlił się na listkach. Jak on wyjechał, weszłam do tego pokoju, na drewnianym stołku leżały te listki, opowiada Anna. Ali odezwał się z ośrodka dla uchodźców w Niemczech.

Nie oszalałaś. Ratujesz nam życie. Anna pyta gości, skąd masz siłę, żeby iść? Czy nie wątpiłeś, że to ma sens? A oni wszyscy mówią, że wątpili każdego dnia. Gość powiedział, bez marzeń jesteś martwy, one wyznaczają ci kierunek, a nikt nie może zabronić nam marzyć. On też mówił, nasz kraj ma dla nas tylko jedno – wojnę. A ja też mam tylko jedno – moje życie i mi na nim zależy. Miałam wrażenie, że oszalałam. Oddaję mój dom obcym ludziom, a sama chowam się po pokojach i jeszcze w międzyczasie chodzę do lasu.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.