Mentionsy Mentionsy
Dobra Podróż
Dobra Podróż

Na tropach Smętka - Warmia i Mazury przed wojną i dziś (odc. 128)

27.08.2024 ·1 godz 42 min · 4 rozdziały

Zapraszam na podróż po Warmii i Mazurach śladami słynnego reportażu Melchiora Wańkowicza, który podróżował po Prusach Wschodnich w przededniu wojny. Dlaczego dziś prawdziwych Mazurów już nie ma? I czy aby na pewno...? Co się stanie, gdy zakopiemy pod progiem chałupy nieochrzczone dziecko na 7 lat? Gdzie znajdował się najważniejszy pomnik III Rzeszy i co z niego zostało? Jak wygląda nowe muzeum pod Grunwaldem? I czy wiesz, że według Niemców bitwy pod Grunwaldem były dwie? Co można robić na wieczorze poetyckim w maleńkiej wsi gdzieś pod Ełkiem?  Nie usłyszycie ani słowa o "krainie tysiąca jezior", za to gwarantuję, że nawet jeśli znacie świetnie Mazury, to znajdziecie tu coś nowego.⭕️ ZOSTAŃ NASZYM PATRONEM:https://patronite.pl/dobrapodroz⭕️ LUB POSTAW KAWUSIĘ:https://buycoffee.to/dobrapodroz⭕️ YouTube:http://bit.ly/subskrybuj_dobrapodroz⭕️Instagram:https://www.instagram.com/dobra_podroz/⭕️Facebook:https://www.facebook.com/tudobrapodrozOdcinek współfinansowany ze środków samorządu województwa Warmińsko-mazurskiego

18:21 · Marker 01 23

Grunwald jak Grunwald, wielkie pole z wielkim pomnikiem pośrodku, ale przy polu otwarto raptem dwa lata temu nowi usieńki muzeum. Nie udało się zdążyć na 600. rocznicę bitwy, ani nawet na 610, ale 612 też jest okej. ... W każdym razie, wreszcie coś z tej bitwy można zrozumieć, bo zakładam, że większość młodzieży nie widziała jednak Krzyżaków i książki Sienkiewicza też pewnie nie czytała. Wystarczy jednak rozdział Łańkowicza i też się zrozumie. Muzeum jest wpisane tak jakby w pagórek, więc nie widać go, gdy się stoi przy pomniku, czyli nie zakłóca nam oglądu bitwy tak, jak go widział Jagiełło. To znaczy, może widział, a może nie widział, o czym za chwilę. W środku najfajniejszą rzeczą jest gipsowa konnica, która pędzi na siebie z dwóch stron.

Fajne to i fotogeniczne. Szkoda, że w XV wieku nie było jeszcze husarii, bo wyglądałoby to jeszcze lepiej. I teraz ciekawostka. Muzeum Bitwy pod Grunwaldem znajduje się w Stembarku. Tak było się oficjalna nawet tabliczka na wejściu. Stembark to po niemiecku Tannenberg, więc nie dziwota, że Niemcy nazywają Bitwę pod Grunwaldem Bitwą pod Tannenbergiem. A Bitwy pod Tannenbergiem w niemieckiej historiografii były dwie. co zaraz sobie wyklarujemy. Swoją drogą, Politealskór to bitwa pod Żalgirisem, stąd dobre kluby koszykarskie czy piłkarskie z Litwy nazywają się właśnie Żalgiris. Żeby zrozumieć więcej z bitwy pod Grunwaldem i ściśle związanej bitwy pod Tannenbergiem, która z kolei ma zaprowadzić mnie do kolejnego miejsca, o którym pisał Pańkowicz, udaję się do Dąbrówna. w małej miejscowości wciśniętej przepięknie między dwa jeziora.

Mieszka tutaj Waldemar Mierzwa, były dyrektor Muzeum Bitwy pod Grunwaldem, a dziś wydawca i przede wszystkim znawca regionu. Na Mazurach od 1983 roku wyjechałem w stanie wojennym. Myślałem, że na krótko, ale zostałem. Byłem tutaj szefem Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej, prowadziłem dużą firmę księgarską, potem byłem wójtem swojej gminy, potem na kilka lat wróciłem do Warszawy. pięciu latach doszedłem do wniosku, że Warszawa to jednak nie jest to, więc od 2003 roku jestem z powrotem na Mazurach i prowadzę własne wydawnictwo. Prowadzę je wraz z żoną Małgorzatą, oficyna wydawnicza Redman i do tej pory wydaliśmy 135 książek poświęconych regionowi.

Mazurom przede wszystkim, Warmii i dawnym Prusom Wschodnim. Najważniejszą serią wydawniczą jest moja biblioteka mazurska. W niej ukazało się 49 tomów. Rzeczy niezwykle ważnych dla Mazur, a 50. jest aktualnie w pisaniu i być może wyjdzie jeszcze w tym roku. On był dyrektorem Muzeum Grunwaldzkiego, muzeum, którego Pańkowicz nie odwiedził, bo nie mógł go odwiedzić, bo nie istniało jeszcze wtedy, natomiast odwiedził pola grunwaldzkie i odwiedził też Muzeum w Tannenbergu, które wtedy istniało, a dzisiaj nie istnieje dla odmiany i zarasta chwastami. Natomiast jestem bardzo ciekaw, jakie to było miejsce 40 już ponad lat temu, kiedy pan przyjechał do Grunwaldu, bo dzisiaj Grunwald jest znany Z inscenizacji bitwy, ale ona jest od końcówki lat 90. organizowana, zdaje się.

Od połowy lat 90. Dziś znalazłem z panem taką rozmowę, że nikt nie chciał objąć tej placówki. Nikt nie chciał objąć, bo jak mi powiedziano, w Olsztynie nie znalazła się ani jedna osoba, która by chciała wyjechać na wieś. To trzeba było wyjechać na wieś. Natomiast my byliśmy w takiej sytuacji, że ja zostałem bez pracy w stanie wojennym. Jak przyjechaliśmy pierwszy raz na pola gronwaldzkie, oczywiście nie mieliśmy własnego samochodu, przyjechaliśmy pociągiem do Olsztynka, W Olsztynku długo jeszcze czekaliśmy na autobus, w końcu w Pawłowie skręciliśmy stronę pól grunwaldzkich i naszym oczom ukazał się widok setek hektarów, no pewnie dziesiątek hektarów kwitnącego rzepaku. Ja jako człowiek z miasta po prostu nie wierzyłem własnym oczom, że coś takiego można zobaczyć. No już nam się to bardzo spodobało, a potem autobus stanął pod domkiem z czerwonej cegły, pod czerwoną dachówką i okazało się, że jest to biuro muzeum będące też mieszkaniem jego szefa.

Nie zastanawialiśmy się więc długo, Jakie to było muzeum? No siermiężne, to było muzeum siermiężne. Trzeba pamiętać, że władza ludowa zainteresowała się Grunwaldem tak naprawdę dopiero w okolicach 600. rocznicy bitwy, czyli koło 1960 roku. Wtedy podjęto i badania archeologiczne, zaczęto interesować się koncepcją zagospodarowania wzgórza, które później było zwane wzgórzem pomnikowym. Ogłoszono konkursy, wtedy też powstawał film Krzyżacy, który chyba do dzisiaj jest najczęściej oglądanym filmem w ogóle w dziejach polskiej kinematografii. Ale muzeum było siermiężne, ponieważ nikt w 1960 roku nad nim nie myślał. I tak naprawdę muzeum powstało pod amfiteatrem, gdzie początkowo planowana była tylko mozaika na ścianie biegnącej wzdłuż amfiteatru.

O ile my tą z 1410 roku nazwaliśmy bitwą pod Grunwaldem, a nie Tannenbergiem, czyli Stenbarkiem, O tyle Niemcy nazwali tą bitwą pod Tannenbergiem, bo tak naprawdę to bliżej leżało kaplicy pobilitewnej, której ruiny do dzisiaj są jedynym dowodem na to, że bitwa miała miejsce w tym miejscu. Dlaczego Niemcy nie zrobili żadnego muzeum swojego tannenberskiego dotyczącego 1410 roku? No trudno ich podejrzewać o to, że mieliby czcić własną porażkę, przypominać o własnej porażce. Kiedy więc w roku 1914 Wojska rosyjskie wkroczyły na teren nieprzygotowanych do broni Prus Wschodnich i dzięki Hindenburgowi i Ludendorffowi udało się Niemcom wygrać bitwę, która toczyła się między Dąbrównem, którym dzisiaj rozmawiamy, czyli ówczesnym Gilgenburgiem, a Ortelsburgiem, czyli ówczesnym Szczytnem.

Po prostu nie było możliwości, żeby młody Niemiec w latach trzydziestych nie odwiedził Tannenbergu. Ładowano ich po prostu w samochody, a najczęściej po prostu dowożono koleją po to, żeby oglądali Denkmann Tannenberg. Gdzie on się znajdował? No praktycznie Niemcy oczywiście nie wsadzili go, tak jak my, między Stembarkiem a Grunwaldem przy drodze gminnej. tylko po prostu zrobili go przy Olsztynku. Mieście położonym na skrzyżowaniu ważnych dróg, a przede wszystkim przy linii kolejowej. Można było więc wysiąść z dworca i na piechotę dojść do Nekmalu Tannenberg. Dzisiaj nie da się wysiąść na żadnym dworcu, żeby dojść na piechotę do Muzeum Bitwy Grunwaldzkiej, bo leży to bardzo, bardzo daleko. Swoją drogą. Skąd mamy pewność, że tam była bitwa?

Zgórze pomnikowe przeszło do historii dzięki temu, że profesor Kuczyński wskazał je... jako bardzo ważne miejsce w dziejach bitwy. Nawet wskazał miejsce, w którym stał, jak jeło w poszczególnych fazach bitwy, gdzie stał wielki książę litewski Witold, gdzie poległ wielki mistrz zakonu takim głazem. A prawdę mówiąc, tylko jedna, jedyna kaplica pobitewna, wniesiona przez Krzyżaków w 1411 roku, świadczy o tym, że bitwa miała miejsce tutaj. Dlaczego ona o tym świadczy? No bo trudno sobie wyobrazić, żeby krzyżacy nie mieli pamięci rocznej i nie wiedzieli, gdzie poległ Wielki Mistrz. Więc najprawdopodobniej Wielki Mistrz poległ tu, gdzie dzisiaj mamy ruiny Kaplicy Pobiterny. Ale ostatnie badania archeologiczne, zresztą jest to widoczne w obecnym muzeum, pokazują, że być może bitwa w ogóle toczyła się jednak w innym miejscu i być może przez to miała też inny przebieg.

Bo jak ktoś tam dobrze przyjrzy się makiecie, która tam leży, to zobaczy, że wzgórze pomnikowe I te miejsca, gdzie są ruiny Kaplicy Pobitewnej, ma troszeczkę śladów badań technologicznych, ale zdecydowana większość tych śladów idzie w stronę Grunwaldu, a przede wszystkim Frygnowa, Rychnowa, tamtą stronę. Tak naprawdę nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy my prowadzą dzisiaj turysty na wzgórze pomnikowe. Prowadzimy w stronę bitwy, która się tam toczyła, czy też zupełnie w drugą stronę. Ta sprawa nie została rozstrzygnięta. Być może pracownicy muzeum nie mieli czasu na to, żeby podjąć ostateczne decyzje i tak naprawdę są tam dwie koncepcje pokazane, dwie koncepcje bitewne, nawet na tej otwartej niedawno wystawie. Niemcy nie mieli takich problemów. Niemcy w ogóle wymazali tamten Tannenberg i poswięcili wszystkie swoje siły na to, żeby opowiedzieć o Tannenbergu dla siebie zwycięskim, czyli o Bliwie z 1914 roku.

W niewoli 13 generałów. Koniec. Odbudowano zniszczone wschodniopruskie ziemie kosztem 2 miliardów marek, przeważnie materiałami, które wzięto z Polski. Wrócili niemieccy wygnańcy. Wzięta została pomsta na Słowęszczyźnie. Bóg jednak, bardziej nieodgadniony monter dziejów niż twórca mapy o 60 kilometrach kabla, sprawił, iż z Bitwy Tannenberskiej wyrosła Polska Niepodległa. Więcej o Tannenbergu opowiada mi Karol Kijkowski. Na co dzień pracuję w Urzędzie Miejskim w Olsztynku oraz w Muzeum Historii Miasta Olsztynek i Stalagu 1B Hohenstein. Jestem też członkiem Towarzystwa Przyjaciół Olsztynka. Co zostało po największym pomniku III Rzeszy?

Pogodziliśmy się z tym, że jest to po prostu dziedzictwo tej ziemi i że Niemcy go tam nie zabiorą, więc wydawałoby się, że tak potężny obiekt byłby sporą atrakcją turystyczną, a tymczasem nic się z nim nie robi zupełnie. Jeżeli chodzi o kwestię upamiętnienia, żeby ta pamięć nie została zatarta... chociażby o tym obiekcie. Stąd też powstało muzeum. Muzeum zostało otwarte w naszym ratuszu olsztyneckim w 2015 roku i część ekspozycji muzeum poświęcona jest właśnie historii Tanenbergu, jak ten obiekt wyglądał, co on sobą reprezentował i wszystkich historii z tym związanych. Należy też pamiętać, że obok tego obiektu znajdował się jeden z największych obozów jenieckich w czasie II wojny światowej na terenie Prus Wschodnich, Stalag 1b Hohenstein, w którym przetrzymywano przez czas II wojny światowej dziesiątki tysięcy jeńców z wielu krajów Europy.

Ponieważ było to tak ważne, może najważniejsze miejsce pielgrzymkowe III Rzeszy, to i Olsztynek na tym sporo zyskał. Zbudowano nowy wielki dworzec, dużo większy niż na dzisiejsze potrzeby. Zbudowano wielką i ładną szkołę, która pełni swoje funkcje do dzisiaj. No i wreszcie przeniesiono tutaj skansen z Królewca, bo w końcu nawet nazista nie samym Tannenbergiem żyje. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi Olsztynek ma prawie najstarszy muzeum budownictwa ludowego w Polsce. We Wdzydzach jest o trzy lata starsze, bo w Królewcu stworzono ten skansen w roku 1909 już. Jak ktoś pamięta misia Barei, to zwróćcie tam uwagę, to właśnie tutaj do Olsztynka miał trafić ów miś. Skansen jest ogromny i bardzo ciekawy. Możecie tam też zobaczyć dwie, czterech mazurskich kał podcieniowych, które dotrwały do naszych czasów. Polecam serdecznie.

A zainteresowani Tenenbergiem też mają gdzie zgłębić wiedzę. Chciałbym serdecznie wszystkich zaprosić Państwa do Muzeum Historii Olsztynka, które jest dostępne od poniedziałku do piątku w godzinach pracy urzędu. Czyli do 15.30. Do 15.00. Do 15.00 naprawdę. Do 16.00 w poniedziałek. Jeśli nie traficie w godzinę otwarcia urzędu, to polecam stronę tanenbergdenkmal.com. To jest strona projektu artystki Doroty Nieznalskiej, poświęcona w całości pamięci o Tanenbergu. To, że ruiny Tanenbergu leżą zagrzebane w krzakach, wydaje mi się wielkim marnowaniem potencjału tego miejsca. I podobnie chyba uważają olsztyne czczanie, bo już w 2016 roku zapadła decyzja realizacji projektu z budżetu obywatelskiego pod atrakcyjnym tytułem Odkrycie tajemnic pomnika Tanenbergu.

Niemieczka widać zrezygnowała z subtelności wszelkich i na papierowej serwetce zapisuje... I znowu sytuacja jest jasna. I znowu nasz wzrok się krzyżuje. Muszę iść, mamusia niepokoić się będzie. Szczytnie jest takie małe muzeum, chata mazurska, która przybliża życie Mazurów właśnie. Bo to o nich głównie jest ten reportaż Wańkowicza. Tymczasem dziś prawdziwych Mazurów już nie ma. Przynajmniej tak się często mówi. Na ile jest to prawda? Wracam do Waldemara Mierzwy. Trzeba pamiętać, że główne, najważniejsze fale tego wyjazdu Mazurów były dwie, oprócz sytuacji po 1945 roku. To jest sytuacja 1956 roku, akcja łączenia rodzin, która tak naprawdę zresztą zaczyna się już w 1953 roku.

Co ciekawe, rodziny te nie utrzymywały ze sobą kontaktu. Była jakaś tajemnica, dotyczyła ona na pewno lat czterdziestych i na tyle były one, wydaje się, że zwaśnione, że oddzielnie rozmawiałem z jednymi, z drugimi, a nigdy nie spotkałem się przy jednym stole z tymi Mazurami. Dlatego drugiego Mazura, pana Oswalda Góralskiego, poznałem bliżej już po tym, jak przestałem pracować w muzeum, jak się przeprowadziłem do Dąbrówna. Dąbrówno jest znane z tego, najbardziej znane z tego, że jest oczywiście siedzibą oficyjną w Danczeretman, ale jest też chyba bardziej znane może nawet z tego, że w nocy z 13 na 14 lipca wojska EGŁ spaliły Dąbrówno. No jak Długosz chce... Król nie wyrażał na to zgody, ale czelać i tak ruszyła, bo spodziewała się bogatych łupów.

Najpierw rozmawia z jego żoną, która według niego jest już jedną nogą na tamtym świecie. No w sumie miał rację, chyba rok później zmarła. A potem znajduje Kajkę, który za bardzo gadać nie chce i mówi, że już wierszy nie pisze. I tyle. Nie znam się na poezji i przyznaję szczerze, że pierwszy raz o Kajcy usłyszałem właśnie od Wańkowicza. Tymczasem, parę dni przed podróżą na Mazury, będąc w Białymstoku, w gościnie u teściów, jechałem sobie bogu ducha winny rowerem i padł mój wzrok, nie wiedzieć czemu, na tabliczkę z nazwą ulicy równoległej do tej, na której mieszkają teściowie. Było to skrzyżowanie ulicy turystycznej z Kajki. Właśnie. I uznałem to za znak. Okazało się, że Kajka ma własne muzeum w ogródku między Ełkiem a Orzyszem. Mało tego, jak na swoją skalę muzeum ma całkiem atrakcyjny program wydarzeń kulturalnych i tak oto trafiłem na galę XX Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im.

Michała Kajki. Dodam, że to pierwsze chyba w ogóle spotkanie o charakterze poetyckim, w jakim wziąłem udział, nie licząc konkursów recytatorskich w podstawówce. No więc zdecydowałem, że pojadę do tego muzeum w ogródku i potem gadam z kolegą z regionu, pozdrawiam Rysiu, o tych znakach wszystkich, które mi kazały tam jechać, a on mówi, że co w tym niezwykłego, przecież wszędzie są ulice Kajki. Nawet mi wiersz ułożył, długa jest ulica Kajki, tak jak całe Mikołajki. No i rzeczywiście na Mazurach i Warmii ulic Kajki jest bez liku, konkretnie 48 i jeden plac, ale w innych częściach Polski można je policzyć na palcach dwóch rąk. Ba, pod Ostrudą jest nawet miejscowość kajkowo, choć przez 710 lat nosiła nazwę Bukwałt. Po wojnie zmieniono jednak nazwę, choć Kajka prawdopodobnie nigdy nawet tutaj nie był. W 1970 roku Eugeniusz Pałkszta opisał kajkowo następująco.

Zasnuta drzewami, zadumana wioszczyna, to przecież ów skromny i zadumany kajka, krzepiący polskość niekształtnymi literami stawianymi ciesielskim ołówkiem. No więc jak to z tym kajką było? Pytam Michała Misztala, dyrektora Muzeum Michała Kajki w Ogródku. Muzeum istnieje tak naprawdę od lat 60., dokładnie od 1968 roku, czyli od rocznicy śmierci Michała Kajki. W latach 50. synowa Michała Kajki, Augusta Kajka, przekazała ten dom na rzecz Skarbu Państwa i zapadła decyzja o to, żeby w tym domu stworzyć muzeum upamiętniające Michała Kajkę, ale w kontekście takim bardziej bojownika o polskość w Almii Mazur, bo taka była wówczas linia polityczna. Było to jedno z pierwszych muzeów w ogóle na Warmii i Mazurach, więc chodziło o to, żeby pokazać polskość Warmii i Mazur, uzasadnić powrót Polski na Mazury.

On był już po prostu nieszkodliwy. Dwóch synów jego przeżyło, dożyło wieku dorosłego. Jeszcze jeden chyba zginął w czasie wojny. Tak, Gustaw zginie w czasie wojny. Właśnie dlatego tutaj zostaje wdowa po Gustawie, czyli Augusta Kajka i ona jest właścicielką tego domu. Adolf Kajka przeżywa wojnę, walczy na froncie zachodnim, więc ma to szczęście, że trafia do niewoli alianckiej i potem wraca do Polski. Wyjeżdża z Polski pod koniec lat 70. 13 razy stara się o wyjazd To polski reprezentant 13 razem władze komunistyczne wyrażają zgody na to, żeby wyjechał z Polski. W ten sposób obecność Kajków w Polsce się kończy. Mimo tego, że już było to muzeum, że już jego ojciec był uświęcony przez propagandę, to i tak mu było na tyle źle wśród nowych osadników, że zdołał się wyjechać.

Kilka kontekstów. Pierwszy kontekst taki, że dla ludności napływowej byli Niemcami. I to nawet jakbyśmy stawali na głowie, to nic to nie zmieniło. Ale mimo tego, że jego ojciec był ikoną ruchu polskiego? Nie zmienia to postaci rzeczy, bo pamiętajmy też o tym, że ja o tym wspomnę tak bardziej na zasadzie anegdoty. Zdarzało się nawet długo po otwarciu muzeum, że na drzwiach muzeum pojawiały się swastyki. Czyli nawet ludność opływowa sugerowała, że to dom jest domem nazistów. To jeszcze długo takie stanowisko było przyjmowane. Adolf już nie żyje, oczywiście żyją wnukowie, ale my tu jakby nie mamy żadnych kontaktów z nimi. Oni też tych kontaktów nie utrzymują. Jedyne kontakty, jakie utrzymujemy, to z pobocznymi liniami kajków, czyli z... wnukami rodzeństwa Michała Kajki. No to ci ludzie tu rzeczywiście przyjeżdżają, to są obywatele Niemiec i to bardzo życzliwy kontakt.

Tak oni tu przyjeżdżają do nas, my tutaj mamy pokoje gościnne, więc my ich czasami tutaj gościmy. Czyli można się przespać w muzeum. Można się przespać w muzeum, my serdecznie zapraszamy, aczkolwiek tak jak mówię, właśnie to jest jedyny kontakt z rodziną Kajków jaki mamy. Oni przyjeżdżają, jak to mówią, do wujka, no bo to jest jedyne miejsce, które są w stanie zidentyfikować jako miejsce istniejące. Jest to dom, który Michał Kajka zbudował. Zbudował go pod koniec XIX wieku. Takich domów jest więcej, więc najprawdopodobniej Kajka te domy tutaj po prostu sąsiadom też stawiał. No bo on tworzył poezję po godzinach, po robocie. Po robocie, dokładnie, więc przede wszystkim zajmował się pracą, miał rower, na początku XX wieku kupił rower, no i to mu bardzo ułatwiło pracę, bo mógł zjechać sobie na stację kolejową, wsiąść w pociąg i wiemy, że na przykład koło Szczytna czy Pasynia nawet budował domy. No to dzisiaj się jedzie pociągiem dwie godziny, a podejrzewam, że przed wojną ta podróż trwała zdecydowanie dłużej.

A co możemy zobaczyć tutaj w muzeum? W muzeum oczywiście opowiadamy o życiu i twórczości Michała Kajki, ale co jest szczególnie istotne, to też prezentujemy ten kontekst taki, że Michał Kajka nie był rzeczywiście takim jedynym ostatnim mohikaninem, ale przede wszystkim był jednym z poetów i pisarzy ludowych mazurskich, więc pokazujemy innych literatów mazurskich. Ich poezję, no oni swoich muzeów się nie doczekali, więc to jest taka okazja, żeby pokazać, że praktycznie w każdej wsi czy miejscowości mazurskiej był jakiś poeta piszący w języku polskim. Dlaczego? ze względów religijnych, ponieważ ich utwory były wykonywane chociażby w kościołach. W kościele ewangelickim mamy dużo przestrzeni do śpiewu, tak? Nie chcę powiedzieć, że więcej niż w kościerzynku katolickim, ale jest na przykład więcej takiej przestrzeni do tego, żeby właśnie te utwory, które oni tworzyli, można było wykonywać. No i też oczywiście kwestia piśmiennictwa, to znaczy tam, że był wysoki poziom edukacji, oni umieli pisać, no to to był naturalny taki odruch, tak?

Pokazano wszystkie 23 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.