Datownik 01.12.2023 - Rocznica wydania płyty "My Generation" The Who
58 lat temu, 3 grudnia 1965 ukazała się jedna z najważniejszych płyt w historii rocka - debiut brytyjskiej grupy The Who. Album zawierał m.in. utwór nazywany często hymnem pokolenia "My Generation". O historii powstania tej płyty opowiedział red. Paweł Błędowski.
Z wielką przyjemnością witam Państwa w kolejnym odcinku Datownika. Ostatnio poruszaliśmy niezwykle poważne tematy, dziś temat też poważny, bo to historia muzyki. 3 grudnia w 1965 roku ukazał się jeden z najlepszych brytyjskich debiutów w historii muzyki, nie tylko rockowej, ale także rozrywkowej. Ale czy do końca zapowiadał to, co później wydarzy się w dyskografii tego zespołu? Chyba nie. A może tak? No właśnie, to już też pozostawiam trochę Państwa opinii. Przed mikrofonem Paweł Błędowski. Zapraszam do 22 na spotkanie z płytą My Generation zespołu The Who. Out in the Street to pierwsze nagranie ze strony A płyty wydanej w grudniu 65 roku.
Płyty nagranej w niezwykłym pośpiechu, o tym też Państwu jeszcze dzisiaj opowiem, ale może zacznijmy od samej okładki. Jeśli chodzi o liternictwo, czerwień i błękit, a może nawet ciemniejszy, nieco niebieski. W The Who. My Generation na tym zdjęciu widzimy czterech Nie do końca uśmiechniętych, w ogóle nie uśmiechniętych muzyków, a więc Pete Townshend, gitarzysta i twórca, ale jeszcze wtedy nie całości repertuaru jak później, tylko zaledwie kilku piosenek na tej płycie, bo na tym krążku znajdziemy także covery. Keith Moon, jeden z najbardziej, a może najbardziej szalony perkusista całej ery rocka, też wyglądający tutaj niepozornie, bardzo grzecznie. John N. Whistle, ubrany w słynną marynarkę Union Jack, który spogląda pewnie w kierunku kamery i równie pewnie spogląda w jej kierunku także Roger Daltrey, czyli wokalista.
Mamy zatem już ten klasyczny skład, który aż do śmierci Keitha Moona nie będzie się zmieniał i to w tym składzie panowie stworzą swoje najważniejsze dzieła. Tej płyty by pewnie nie było, gdyby nie wcześniejsze sukcesy singlowe, do tego też zaraz wrócę, ale jeszcze ta okładka. Muzycy spoglądają prosto w oko kamery, fotograf jest nad nimi, a obok nich zbiorniki zawierające, jeśli wierzyć napisom, propan, czyli gaz, który w łatwy sposób można doprowadzić do wybuchu i nie wiem, czy to był taki zamysł menadżerów może grupy The Who, czy samych muzyków, aby ustawić się właśnie w takim Potencjalnie wybuchowym towarzystwie. W każdym razie, jeżeli mówimy o samej muzyce, no to niektórzy po latach stwierdzą, że to protoplaści punk rocka The Who, bo nikt nie grał tak agresywnie jak oni w 65 roku i później także nazywano ten rodzaj muzyki hard popem.
No ale to nazewnictwo i te szufladki możemy odłożyć na bok. Na tej płycie, szanowni Państwo, dwa utwory, które niewątpliwie przeszły do historii muzyki. Przede wszystkim tytułowy My Generation, czyli zapis tych wszystkich niepewności, złości i frustracji pokolenia, które tak fantastycznie potrafił reprezentować w swoich piosenkach 5000. To jest też zaskakujące, jak szybko ten młody gitarzysta i twórca piosenek odnalazł swój świat, jeżeli chodzi o tworzenie kompozycji. Oczywiście My Generation nie zabrzmiałoby tak w rękach innego zespołu i Pete miał niezwykłe szczęście, że mógł dzielić scenę i dzielić studio z tymi, a nie innymi muzykami, Czy mogą sobie Państwo wyobrazić, by ktoś inny, a nie słynny The Ox, czyli John and Whistle, zagrał to solo basowe?
Kto wie, czy nie pierwsze solo basowe w ogóle w historii singlowych wydań Wielkiej Brytanii? Rogel Dautrey zaśpiewał niezwykle muskularnie, jeżeli tak można powiedzieć. To pasowało idealnie do tej piosenki, ale też wszyscy, którzy znają My Generation zwrócili uwagę na taki troszeczkę zacinający się sposób śpiewania Dautreya. Jak mówi legenda związana z nagraniem płyty My Generation, na początku Daltrey po prostu nie mógł rozczytać pisma Tausenda i dlatego zawahał się śpiewając słowa Fade Away i tam mamy taki tekst Why don't you just f-f-f-f-fade away. Wtedy oczywiście nie zwrócono uwagi, że pod tym słowem na F mogło ukrywać się jakieś inne słowo i słuchacz, który pierwszy raz styka się z My Generation
Jest przekonany, że Dolce zaśpiewa tutaj brzydkie słowo. Dolce po prostu nie mógł rozczytać tekstu i w ogóle się nie zorientował, ale menadżerowie, czyli Stamp i Lambert stwierdzili, świetny pomysł, ale nie powiemy mu na razie o tym. I jak wspominał wokalista The Who, kiedy już usłyszał w Radiu tę piosenkę, dopiero wtedy zorientował się. I hope I die before I get old. Do piosenki My Generation wrócimy. Ona zamyka stronę A tej debiutanckiej płyty The Who, a stronę B otwiera utwór The Kids Are Right.
Przez lata zarzucano Thousandowi, że zbyt mocno zainspirował się melodyką All My Loving Beatlesów, ale chyba nie do końca jest tutaj to na rzecz. Nie jest to istotne. To jedna z najlepszych piosenek grupy The Who. No ale nie zapowiada jeszcze z całą pewnością tego, że później muzycy zajmą się na przykład rock-operą, bo tutaj mamy praktycznie popowe nagranie, chociaż jeśli chodzi o partie gitarowe, niewątpliwie inspirowane sukcesami. To, co jest, proszę Państwa, niezwykle ciekawe odnośnie nagrania debiutanckiej płyty The Who. My Generation, to jest to, że zespół był już wtedy praktycznie na granicy rozpadu. No może trochę przesadzam, ale oni byli mocno skłóceni odnośnie tego, w jakim kierunku ten zespół ma podążać, bo Pete Townshend, a także menadżerowie, czyli Chris Stamp i Keith Lambert twierdzili, że dobrze byłoby podpiąć się pod ten niezwykle modny, nomen omen, modny róg modsów,
Natomiast Daltrey, wokalista, uważał, że powinni iść swoją rhythm-bluesową ścieżką, którą kroczyli jeszcze kiedy nazywali się inaczej. Wtedy ich nazwa brzmiała High Numbers i sądził, że właśnie w taki sposób grupa The Who powinna grać na tej pierwszej płycie. Thousand był po pierwsze innego zdania, po drugie został niemal zmuszony przez management do tego, by jak najszybciej napisać piosenki. I jak głosi legenda, o ile pierwszy album Beatlesów Please Please mi nagrano w 12 czy 13 godzin, to ten pierwszy album The Who nagrano zaledwie w 7 godzin, a niewiele więcej czasu miał Pete Thousand, by napisać tych kilka kompozycji, więc fakt, że stworzył Dwa tak klasyczne utwory jak The Kizzle or Ride, którego słuchaliśmy przed chwilą i My Generation, to już świadczy o tym, że rodził się wielki talent.
Niezwykle trudną konkurencję, jeśli chodzi o dużą płytę, ale mieliśmy także sukces Stonesów, czyli wielki sukces singla Satisfaction, to także rok 65. Po drugiej stronie Atlantyku rewolucja związana z wydaniem płyt Boba Dylana, m.in. Like a Rolling Stone, która przecież otworzyła też zupełnie nową dekadę My Generation, Satisfaction
Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Paweł Błędowski przedstawia płyty My Generation zespołu The Who i opisuje jej okładkę.
Analiza utworów My Generation i The Kids Are Right, a także opowieść o szybkim nagraniu płyty.
Opis konfliktów między Pete Townshend, a managamentem zespołu The Who podczas nagrywania płyty.
Przegląd recenzji z pisma Beat Instrumental oraz opis sukcesu płyty w Wielkiej Brytanii.
Paweł Błędowski podsumowuje rozmowę i zaprasza do kolejnego odcinka Datownika.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
58 lat temu, 3 grudnia 1965 ukazała się jedna z najważniejszych płyt w historii rocka - debiut brytyjskiej grupy The Who. Album zawierał m.in. utwór nazywany często hymnem pokolenia "My Generation". O historii powstania tej płyty opowiedział red. Paweł Błędowski.