FENOMEN LABUBU: Czy ŚWIAT UPADA dzięki CHINOM? #BizON
FENOMEN LABUBU: Czy ŚWIAT UPADA dzięki CHINOM? #BizON
Labubu, niepozorny stworek z wyłupiastymi oczami, który w kilka lat zamienił się w globalny symbol nowej konsumpcji. Maskotka, która zaczynała jako niszowa figurka w blindboxie, dzisiaj potrafi wywołać z zamieszki w londyńskim centrum handlowym kolejki na Bali i stać się dodatkiem do lokaty w chińskim banku. Ale to nie wszystko, bo największy absurd zaczyna się wtedy, gdy ktoś wylosuje nie tego, co trzeba. I to właśnie na tych emocjach chińska firma Popmart zbudowała swoje imperium. Jej założyciel Wang Ning w ciągu kilku lat awansował z młodego przedsiębiorcy do grona najbogatszych Chińczyków, a jego majątek wyceniany jest na dziesiątki miliardów dolarów.
Dzisiaj rozbijemy sobie na czynniki pierwsze fenomen Labubu, czyli niepozornej maskotki, która podbiła świat i zarobiła dla właścicieli całkiem niezłą fortunę. Pamiętajcie o łapce w górę pod materiałem, bo pomaga nam to napędzić algorytm i tworzyć dla Was więcej jakościowych treści. Czas to pieniądz, więc zaczynajmy! Geneza Labubu. Jak powstała maskotka warta miliardy? Labubu to postać z serii The Monsters, stworzona przez Kasinga Lunga, artystę z Hongkongu. Czyli nie jest kolejną postacią z bajki i jak mu się dobrze przyjrzeć, to może nawet i dobrze, bo trudno powiedzieć o czym ta bajka mogłaby być.
Popularny stworek należy po prostu do azjatyckiej serii figurek kolekcjonerskich, których głównym zadaniem jest być dostępnym w jak najróżniejszych formatach i detalach. Wszystko po to, aby stworzyć unikalny zbiór postaci. Debiut nowego bohatera miał miejsce w 2015 roku, kiedy pojawił się jeszcze jako ilustracja w książce, podobno inspirowanej nordycką mitologią. Ale prawdziwa eksplozja popularności przyszła dopiero w roku 2019, kiedy chińska firma Popmart wypuściła Labubu jako figurkę w tzw. blind boxach, czyli pudełkach niespodziankach. Stworzenie jednej edycji Labubu może zająć nawet 3 miesiące. Każdy detal jest ręcznie rzeźbiony, odlewany i malowany, często przez rzemieślników, którzy doskonalili ten proces przez lata.
I choć Labubu może wyglądać jak zwykła figurka kolekcjonerska, niektóre edycje osiągają dziś ceny sięgające tysięcy dolarów. Założyciel firmy, Wang Ning, uznał, że Labubu to figurka z ogromnym potencjałem, dlatego dystrybucję zaczęto wspierać niezwykle skutecznym marketingiem. I to tak skutecznym, że niszowy produkt kolekcjonerski stał się nagle modnym dodatkiem dla celebrytów, influencerów, dorosłych, jak i dzieci. Aby w pełni zrozumieć fenomen Labubu, należałoby dobrze przyjrzeć się sylwetce człowieka, który stoi za sukcesem tej maskotki. Samo stworzenie stworka z wyłupiastymi oczami i zębami to zaledwie początek historii. Kluczem jest cała mechanika i marketing stojący za tą postacią.
Jednak zanim skupimy się na mechanizmie pożądania, który wytworzył się wokół Labubu, przyjrzyjmy się drodze Wanga Ninga do stania się jednym z dziesięciu najbogatszych Chińczyków i to jeszcze przed czterdziestką. Historia Labubu. Kim jest Wang Ning i jak zbudował swoje imperium? Wang Ning od młodości miał w sobie ducha przedsiębiorczości. Urodził się w 1987 roku w prowincji Henan w Chinach, a jego rodzice prowadzili niewielki sklep, w którym sprzedawano m.in. płyty, zegarki i inne drobne przedmioty. Po ukończeniu studiów na kierunku reklama postanowił zaryzykować i otworzył pierwszy sklep Popmart wraz ze znajomymi ze studiów.
Ostatnia z nich ukazała się jak do tej pory w roku 2021. My Childhood Series, która stanowiła nostalgiczną kolekcję scen z dzieciństwa z 12 podstawowymi figurkami i tajną The Earth Began to Melt. W tym czasie Pop Mart rósł w zawrotnym tempie. Do 2019 roku firma mogła pochwalić się już ponad 200 sklepami i tysiącem automatów wendingowych rozsianych po całych Chinach. W tym samym roku do oferty Popmart dołączył także Labubu, futrzak z demonicznym uśmiechem gremlina, który wcale nie był pierwszą maskotką sprzedawaną w formie pudełka niespodzianki. Ale to właśnie on sprawił, że Wang Ning z milionera przeobraził się w miliardera.
Stało się to również za sprawą kolejnego wielkiego kroku, jakiego Pop Mart dokonał w grudniu 2020. Był to debiut na giełdzie w Hongkongu. Zaledwie rok później majątek Wanga Ninga wyceniany był już na 3,2 miliardy dolarów. A to był zaledwie początek jego biznesowych podbojów. Najlepsze miało dopiero nadejść. Przede wszystkim dlatego, że młody i ambitny Chińczyk wciąż miał w sobie ogromną potrzebę rozwoju. Chciał stworzyć coś nowego, coś co nada firmie jeszcze większego rozpędu. I to właśnie zapewnił mu ikoniczny Labubu. Labubu stał się ulubieńcem celebrytów, w tym Riany i Davida Beckhama i wyprzedał się na całym świecie.
Najczęściej wykorzystywany jako zawieszka do torebek. Pop Mart ogłosił, że w tym tygodniu wypuści mini wersję Labubu, którą będzie można przypiąć do telefonów. Nie był to jednak sukces, do którego doszedł z dnia na dzień. Właściciel Popmart wielokrotnie powtarzał, że jego firma rosła przez 15 lat, zanim znalazła się w miejscu, w którym jest dzisiaj. Wang Ning nigdy nie przejmował się krytyką, że jego produkty nie zaspokajają żadnych pilnych potrzeb, ani nie rozwiązują realnych problemów. Skupiał się natomiast na detalach. Czy kasjerzy powinni stać, czy może siedzieć? Czy muzyka w sklepach powinna grać na poziomie 60 czy 70 dB? I tutaj kryje się ważna lekcja dla każdego przedsiębiorcy.
Niewyobrażalny sukces Labubu. Skąd wziął się fenomen chińskiej zabawki? Na początek podsumujmy sobie najważniejszą chronologię. Firma Popmart od 2014 roku skupiona na konkretnym segmencie sprzedaży z sukcesem wprowadza swoje produkty na rynek. Kluczowe w tym wszystkim wydaje się prowadzenie dystrybucji poprzez tzw. blind boxy, pudełka niespodzianki, dzięki którym występuje pewna losowość, co do tego, jaki towar ostatecznie otrzyma klient. W tych warunkach w 2019 roku do sprzedaży trafia Labubu, które w krótkim czasie stało się najbardziej dochodową i popularną linią marki, która odnotowała wzrost przychodów do 2025 roku aż o przeszło 726%. To właśnie w latach 2024-2025 kukiełka stała się czymś, co można nazwać fenomenem kulturowym.
Te same mechanizmy widzimy przy PlayStation 5, Yeezy czy biletach na głośne koncerty. Tutaj kluczowa okazała się rola celebrytów. To oni sprawili, że kolekcjonerski gadżet zyskał nagle status modnego dodatku do garderoby. Prawdziwy wzrost popularności LaBubu przyszedł dzięki celebrytom. Rihanna, Lisse z Blackpink i Jamie Chow, singapurską influencerkę i bywalczynię salonów, zauważono z breloczkami LaBubu przypiętymi do ich luksusowych torebek. Gdy gwiazdy zaczęły pokazywać się z LaBubu, szybko stał się on absolutnym must-have dodatkiem. Posiadanie LaBubu zaczęło urastać do rangi jakiegoś rodzaju luksusu. Nie tylko gadżetu, ale symbolu, który dzięki obecności w świecie gwiazd stał się częścią ich stylu.
Wiele innych gwiazd także wchodzi do tej gry nieświadomie, a poważne dotąd instytucje stają się narzędziem popularyzacji Labubu. Rząd Tajlandii nawiązał nawet współpracę z Popmart. W jednej z kampanii Labubu pojawił się przy największych zabytkach ubrany w tradycyjne tajskie stroje, promując turystykę poprzez kulturę zabawek, Dlatego Wang Ning, mając pełną świadomość globalnego trendu, jaki stworzył, będzie kół żelazo póki gorące. Dajcie, zdradzę Wam małego spoilera. Właściwie to przyszedłem tu trochę z produktem. W tym tygodniu wypuszczamy wersję mini. W zeszłym roku zrobiliśmy 10 miliardów, w tym roku liczymy, że uda się osiągnąć 20 miliardów. A szczerze mówiąc, mam wrażenie, że 30 miliardów też przyjdzie nam w tym roku całkiem łatwo.
Popularny Labubu przestał już być nawet zwykłym trendem modowym. Maskotka żyje już własnym życiem jako globalny wirar. Na Bali sympatyczny stworek przyczynił się do nielada kolejki, a w Wielkiej Brytanii w maju tego roku Popmart musiał wstrzymać sprzedaż po zamieszkach. Tak, dobrze słyszycie, w Stratford Westfield i piętnastu innych placówkach doszło do przepychanek o pluszowego stworka. Trochę jak w czasie świątecznej przepychanki okarpia w Lidlu, tyle że mocniej. Do tego w Chinach Pingan Bank z Shenzhen postanowił przyciągnąć klientów w nietypowy sposób. Otóż nowym posiadaczom kart oszczędnościowych, którzy wpłacali ponad 50 tysięcy yuanów na lokatę od 3 do 6 miesięcy, dorzucano, no nie zgadniecie, la bubu.
Zamiast wyższego oprocentowania klient dostawał pluszaka z gremlinowym uśmiechem. Czy świat już naprawdę zwariował? Akurat w państwie środka wręczanie prezentów przy zakładaniu lokat nie jest niczym nowym. Ale ten konkretny przypadek szybko przyciągnął uwagę regulatorów. Dlaczego? Otóż cała akcja stała się hitem na chińskich social mediach, zwłaszcza na Red Note'cie. gdzie użytkownicy masowo dzielili się zdjęciami i filmami z nowym bankowym bonusem. W efekcie kampania bankowa została całkowicie wstrzymana i uznana za nieuczciwy marketing. Nic dziwnego, w czasach niskich stóp procentowych banki robiły wszystko, aby przyciągnąć klientów, a jak się okazuje figurka Labubo była ostatnio najlepszą lokatą kapitału.
A jeśli się pomylę? Koszt jest prawie zerowy. No i kompletnie się pomyliłem. Ale nadal jest zabawa, prawda? Po drugie, limitowane edycje, które z miejsca podbijają wartość figurek i nakręcają rynek wtórny. Po trzecie, emocje i FOMO, lęk przed tym, że coś ważnego nas ominie. Ten mechanizm działa silniej niż logika i dotyczy ludzi w każdym wieku. Za każdym razem, gdy chiński sprzedawca detaliczny Popmart wypuszcza na rynek nową, designerską zabawkę Labubu, wyprzedaje się ona w ciągu kilku minut. Wyprzedane. Za mało zapasów. Polskie badania pokazują, że nawet 94% nastolatków w wieku 15-19 lat doświadcza tak zwanego FOMO.
To właśnie ten lęk napędza zakupy, bo jeśli kolejna premiera zabawki ma przejść obok ciebie, czujesz się nieco wykluczony. A jeśli na ten sam moment czekają miliony fanów na całym świecie, to konsumenta potrafi ogarnąć prawdziwe szaleństwo. Popmart odpowiedział nowymi seriami, współpracami i ekskluzywnymi premierami na wydarzeniach takich jak Tydzień Mody w Mediolanie. Labubu oficjalnie przekroczył granicę. Z zabawki stał się trendem, z kolekcjonerskiego gadżetu ikoną kultury. Na mediolańskim wybiegu Labubu pojawił się w limitowanych strojach zaprojektowanych przez chińską markę Pronounce. Złoto, denim, detale rodem z high fashion, wszystko nałożone na winylowego potworka. Każdy element wyprzedał się do ostatniej sztuki. A to był dopiero początek.
Przysięgam, jeśli tym razem nie trafi mi się różowy labubu, to się załamuję. To moja ostatnia próba. Wydałem już 400 dolarów. Boże, proszę Cię. Co to jest? Co to za paskudztwo? Koniec. Żądam zwrotu pieniędzy. To szary Labubu. Miał być różowy Labubu. Nie, nie chcę szarego. Labubu stał się więc czymś więcej niż tylko zabawką. To symbol naszych czasów. Mieszanka mody, emocji, marketingu, hazardu i globalnej popkultury. Pytanie, czy wszystko to skończy się na chwilowym szale, czy może to nowy standard kolekcjonerstwa?
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
FENOMEN LABUBU: Czy ŚWIAT UPADA dzięki CHINOM? #BizON