Mentionsy Mentionsy
DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE W RADIU KIELCE
DZIEŃ DOBRY, TO JA! ROZMOWY INNE NIŻ WSZYSTKIE W RADIU KIELCE

Dawid Żłobiński swoją niemoc przekuł w siłę

12.04.2026 ·41 min 14 s · 16 rozdziałów

Chodził po dachach, podglądał aktorskie legendy zza krzaków. Dziś jest docenionym aktorem, scenarzystą i reżyserem. Gościem audycji „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radio Kielce” był Dawid Żłobiński. Artysta związany z Teatrem im. Stefana Żeromskiego w Kielcach przyznaje, że jako dziecko przeprowadzał się z rodziną kilkanaście razy. Urodził się w Wielkopolsce, szkolne czasy spędził w Krakowie, ale to właśnie w Kielcach znalazł swoje „miejsce na Ziemi”, swój dom. Dawid Żłobiński miał zostać sportowcem albo kaskaderem, jednak te marzenia przerwał wypadek.  Dziś ma na koncie nie tylko liczne role i reżyserie, ale także wyjątkowe, osobiste doświadczenia. Jednym z nich były narodziny jego córki, które – jak sam opowiada – niemal… wyreżyserował. – Lekarz pytał, czy umawiamy się na poród w piątek czy poniedziałek, więc wybraliśmy poniedziałek, bo wtedy teatr nie pracuje. Kiedy już wjechaliśmy na trakt porodowy, po wielu godzinach, trzymałem głowę Beaty i mówiłem, powtarzałem jej za personelem: teraz przyj, teraz nie… i buch. Udało się. To było doświadczenie metafizyczne - relacjonuje. W rozmowie z Radiem Kielce nie zabrakło także trudnych wątków. Dawid Żłobiński otwarcie mówił o momentach granicznych w swoim życiu. – Miałem dwa razy poważnie uszkodzony kręgosłup. Moją niemoc przekułem w siłę, kiedy np. wcieliłem się w postać klawisza w więzieniu. Nie byłem w stanie się poruszać, usztywniony w kołnierzu ortopedycznym przeciągałem tylko sztywno ciężką pałą po kratach. To potem docenili krytycy podejrzewający oszczędną grę aktorską - śmieje się Dawid Żłobiński. Niedzielna audycja „Dzień dobry to Ja! Rozmowy inne niż wszystkie w Radio Kielce” była opowieścią o pasji, miłości i wychodzeniu z najtrudniejszych życiowych prób – historią, która pokazuje, jak wiele można odbudować, gdy nie traci się pasji.

0:37 · Teatr 38 i pierwsze role 1

Najprawdopodobniej, to było bardzo dawno temu. To był okres takiej nauki początkowej. Moja siostra, która była trzy lata ode mnie starsza, Brała udział w tych jasełkach i grała aniołka i ja mówię tak, no jak mama jej szyła taki piękny kostium, skrzydła, mówię Boże jak ona pięknie wygląda, ale dla mnie, zapytałem się czy tam dla mnie nie ma jakiegoś miejsca i tak popatrzyli na mnie, nie no ty możesz zagrać diabełka. No i tak rzeczywiście, to był pierwszy mój występ szkolny, gdzie grałem i też mama oczywiście uszyła mi piękny kostium, no i było cudownie, ale i tak dalej wcale nie myślałem o aktorstwie w ogóle. Ale kiedy już zdecydowałeś się na ten krok, że to będzie twoja droga życiowa, zawodowa, to co koledzy z klasy, koleżanki z klasy, co na to rodzice? Dawid, nadajesz się, nie nadajesz się?

1:39 · Pierwsze role i teatralne przygody 3

I właściwie pamiętam, tak jak byłem młodym chłopakiem w liceum. I on mówi, dobra, robimy spektakl taki, słuchajcie, próbę robimy. I tam to był jakiś czas świąt wielkanocnych czy czegoś. A ja mówię, no ale zaraz, ja nie mogę wtedy przyjść na żadną próbę, ja tam jadę do cioci. A on mówi, no a do jakiej cioci? Teatr to jest poważna sprawa. A ja mówię, no nie wiem, że do żadnej cioci. Teraz się zdecyduję, czy ty chcesz robić teatr, czy ty chcesz po prostu, kurde, do rodziny jeździć. No i on to tak powiedział, że ja mówię od razu, nie no to wiadomo, że chcę robić teatr. No to widzisz. No i tak się stało. I tak chyba wtedy jakoś on mi uświadomił, że chyba jednak chcę robić teatr. I potem jeszcze byłem oczywiście w liceum, jak już miałem te pierwsze kontakty z Teatrem 38. No potem próbowałem dostać się do szkoły teatralnej.

Za pierwszym razem się nie dostałem. Poszedłem do dwuletniej stacjonarnej takiej szkoły artystycznej. Tą szkołę skończyłem, trzyletnia szkoła. Skończyłem ją już właściwie po dwóch latach, ponieważ zagrałem gościnnie w dyplomie wcześniejszego roku. Dyplom odbywał się w piwnicy pod Baranami. Zagrałem tam jedną z takich większych ról. I okazało się, że akurat do piwnicy przyjeżdżali dyrektorzy z różnych teatrów i wtedy okazało się, że był dyrektor z teatru, ówczesny dyrektor z teatru Ludwika Solskiego w Tarnowie, pan Jan Borek, który po zagraniu przeze mnie w tym spektaklu przyszedł na bankiet i powiedział, słuchaj, chcecie mieć u siebie w teatrze.

I zapraszam cię na rozmowę. Byłem jedyną osobą, którą zaprosił na rozmowę. Takie miałem szczęście, ogromne miałem szczęście, że spotkałem tego pana w swoim życiu, już zaprzyjaźnionego, Janka. Bo rzeczywiście, pojechałem, mówię tak, ale panie dyrektorze, ja jeszcze nie skończyłem szkoły. No to tak jakoś nie tego, on to samo powiedział, podobnie powiedział. Słuchaj, no to jak ty to zrobisz, to mnie to nie interesuje, ja ciebie chcę mieć. Aha, no to okej, dobra. No to wróciłem do szkoły i mówię, słuchajcie, no oni chcą mnie, już chcą mnie, ale ja już też chcę skończyć szkołę, więc jak to zrobić? No i miałem taki rok, kiedy po prostu jeździłem na egzaminy. Nie uczestniczyłem w zajęciach, ale jeździłem, wszystkie egzaminy zaliczałem. Zaliczyłem, dostałem dyplom. Moje życie, że tak powiem, przeniosło się z Krakowa do Tarnowa.

7:11 · Marzenie o byciu kaskaderem 1

Tak jak słuchaliśmy tutaj tych opowieści związanych z teatrem, to się wydawało taką drogą od marzenia do spełnienia tego marzenia. No ale właśnie tak jak się przygotowywaliśmy do tej rozmowy, to się okazało, że ta kaskaderka się pojawiła. Dlaczego marzenie o byciu kaskaderem? To się już wcześniej pojawiło właśnie wtedy, kiedy były moje pierwsze fascynacje sportem. Ja po prostu byłem takim dzieckiem, że wszędzie mnie było pełno. Chodziłem po bagnach, po dachach, skakałem z dużych wysokości. Taką miałem energię, że po prostu wszystko mnie interesowało i to oczywiście miejsca najbardziej niebezpieczne to były dla mnie najlepsze oczywiście.

7:33 · Incident z dachem i zmiana marzeń 2

Pamiętam taką historię kiedyś, jak mama wracała z pracy. Ja siedziałem na dachu jednego z budynków, nie bardzo wysokich, jak człowiek patrzy z dołu, ale z góry to ta odległość jednak już jest troszkę większa. Siedziałem na tym dachu i mama mówi, schodź, złaź stamtąd natychmiast. Mówi, nie, nie złaź, nie, nie, poczekaj, nie, skacz, nie skacz. Nie wiedziała co powiedzieć i powiedziała tylko tak, jak sobie złamiesz nogę, to mi nie przychodź do domu. No i poszła do domu, a ja oczywiście zeskoczyłem. No i tak niefortunnie, że mówię, co mnie ta noga tak boli. Usiadłem na takiej ławce i patrzę w te okna. Powiedziała, żebym nie przychodziła, ja kuleję, no to nie idę. Już wieczór, ciemno się robi, mama okno otwiera, mówi, co ty tam robisz, do domu. Ja mówię, no nie mogę, bo chyba sobie nogę złamałem.

I rzeczywiście miałem kontuzję nogi, ale... Ale jeszcze skacząc z tego dachu, to w ogóle jakieś wątki mi się przy was otwierają. Na tym dachu była smoła i siedziałem na tym dachu, na tej smole i to właściwie ta smoła trochę narobiła tego bigosu, bo skacząc jak przykleiłem się tymi pośladkami, no to już tak było nie bardzo. I troszkę zmieniło to moją trajektorię lotu. I już jak już przyszedłem do tego domu, co mnie mama zawołała, no to jeszcze rozbierając się wieczorem, to zobaczyłem, że mam tą smołę na tych spodniach. No i co, mówię tak, jak ja jej powiem, że ja jeszcze na tej smole siedziałem i to było wtedy z tego dachu, to w ogóle już będzie masakra. No to wziąłem nożyczki i tą całą smolę, wyciąłem po prostu smolę i smolę wyrzuciłem, a dziurę zostawiłem.

9:34 · Rodzina i marzenia 2

W jakim kolorze dokładnie pamiętam te momenty i z ojcem, którym w dzieciństwie spędzałem bardzo, bardzo dużo czasu. Uwielbiałem mojego tatę, czekałem tylko kiedy wróci z pracy, kiedy mogłem z nim coś, cokolwiek porobić, jechać z nim na ryby, zabierał mnie na motor, sadzał z przodu. Moją siostrę ładował z tyłu i po prostu my takie berbecie małe jechaliśmy z nim nad wodę. Oczywiście z tego łowienia to tam on niewiele wtedy pewnie miał, no bo jak to dzieciaki to skakaliśmy po pomoście, co chwilę żeśmy się bawili. I te momenty bardzo dobrze pamiętam i wiem, że one są przeze mnie, są tak głęboko mi zapadły w pamięć i tak są dla mnie ważne. Może nie było ich tak dużo, ale w tej pierwszej fazie mojego dzieciństwa to one były wspaniałe i wtedy było w moim życiu cudownie.

I to bardzo dobrze zapamiętałem i tego się trzymam. W tym dorosłym życiu Żłobińskiego. Tak, tak i dlatego jak moja córka pojawiła się na świecie, a byłem już dojrzały wtedy i byliśmy mieli to późno, okazało się, że późno mamy tą naszą bognę. To wtedy wiedziałem, że to jest taki czas, kiedy naprawdę chcę jej poświęcić, mimo tego, że bardzo jestem zajęty w teatrze i mieszkaliśmy w teatrze przez długi czas pod garderobami. To może dobrze z jednej strony, bo było blisko, nie trzeba było tracić jeszcze czasu na dojazdy do domu, tylko schodziło się po prostu do domu i piętro wyżej do pracy chodziło się. To wiedziałem, że to jest czas, który chcę jej poświęcić, więc bawiłem się z nią, po prostu się bawiłem, jak dzieciak. Ale ponoć to ty wyreżyserowałeś poród Bogny, bo ustawiłeś, że to będzie poniedziałek, bo w poniedziałek teatry nie pracują, mają zamknięte.

12:07 · Poród Bogny i reżyserowanie 2

Nawet nie, nawet powiem więcej, to też bardzo dobrze to pamiętam, bo byłem na tydzień, kiedy był dzień porodu, to był... Tydzień premierowy, bo byliśmy przed premierą amfitriona, męża zdradzonego w reżyserii Bogdana Husakowskiego. Ja byłem jego asystentem i to był poniedziałek i my mieliśmy próbę wieczorem o 18, więc to, że założyliśmy już absolutnie, wiedzieliśmy, że to będzie mniej więcej ten czas. Beata była u pana doktora i... Ustalili, że to albo przychodzi w piątek, albo w poniedziałek. Beata mówi, nie no to w poniedziałek Panie Doktorze, muszę to w poniedziałek, bo mąż nie da rady inaczej, to musi być w poniedziałek. I rzeczywiście to był poniedziałek. To się zaczęło już od wczesnych godzin, porannych, bo to było około godziny 5 rano, jak usłyszałem pierwszy głos dochodzący z łazienki.

I co? My mieliśmy poród rodzinny w szpitalu świętego Aleksandra na Kościuszki. I jak poszedłem z nią... W południe i słyszałem te jęki kobiet, to mówię tak do niej, wiesz, Peciu, czy może nie będzie ci przykro, gdybym ja ewentualnie, no wiesz, nie mógł być przy tym porodzie, to tak, czy to bardzo dużo dla ciebie znaczy? No i ona z takim uśmiechem mówi, nie, spokojnie, nie martw się. No ale oczywiście, jak poleciałem jeszcze do domu, przyleciałem, już zaczęła się akcja porodowa, po prostu stanąłem na wysokości zadania i rzeczywiście reżyserowałem, bo ona już w pewnym momencie była tak zmęczona, że nie mogła przejść, już odpadała, no i nie słuchała tego, co mówią pielęgniarki, co mówią położne. Więc ja stałem przy jej głowie i powtarzałem dosłownie tak, złapałem głowę jej i tak patrzyłem na tej twarzy i mówiłem, teraz nie przyjdź, teraz nie przyjdź.

15:05 · Hierarchia wartości 1

Potem już Maltańczyk i ewentualnie Beata. Ta wasza punktacja, którą przygotowaliście, to śmiem przypuszczać, że mieliście jakiś kontakt z Beatą. Bo ja inaczej, jednak mam inną tą hierarchię, chociaż ja wiem, że to jest tak, coś co człowiek powie czasem, to jest tak. Kiedyś byłem chory w szpitalu, byłem bardzo chory, naprawdę ciężko byłem chory i użyłem czegoś takiego, powiedziałem takie słowa, jak Beata wróciła już po rozmowie, kiedy odzyskałem przytomność po pierwszym tygodniu i Beata rozmawiała z lekarzem, Powiedziała, że nie będę mógł czytać, że pamięć, że problemy z pamięcią i że w ogóle przez rok to w ogóle muszę zapomnieć o jakiejkolwiek pracy, o czytaniu, o czymkolwiek.

15:38 · Moment krytyczny i choroba 2

I mam nadzieję, że tak będzie. Bogna to jest sens mojego życia. Też to odkryłem jakiś czas temu i jestem przekonany, że tak jest. Bez Beaty nie byłoby domu, więc jest bardzo ważna w moim życiu. Psy, zwierzęta, bardzo ważne, że one są w moim życiu. Oczywiście, że tak. Mają pełne prawa w domu. No teatr... Beata mówi, że jest najpierw teatr, długo, długo nic, potem się zaczyna ta lista, którą ja wymieniłem, ale teraz odwracam. Być może to z czasem przychodzi, taka refleksja, ale tak, tak, odwróciłem ją zdecydowanie. To ja jeszcze zapytam o ten, powiedzmy, moment krytyczny, tak? Kiedy pytamy, jak dalej żyć, jeżeli wiele czasu życia poświęciliśmy czemuś, no to właśnie, jak dalej żyć?

Co pomogło? Co pomogło? Nie, to pomogło to, że ja po prostu wróciłem do tego. Ja wyszedłem ze szpitala i naprawdę byłem w ciężkim stanie. To była wtedy premiera, którą reżyserował, bo to byli Wielebni, Mrożka, którą reżyserował Grzegorz Hrapkiewicz. To był ten czas, kiedy ja wylądowałem w szpitalu. On obsadził mnie w niedużej roli wcześniej, Chico. On powiedział, ja nikogo na twoje miejsce nie wpuszczam, ja na ciebie czekam. To się dopiero zaczynały próby, więc to było prawie dwa miesiące. I ja naprawdę nawet nie byłem w stanie się wyprostować, tak chodziłem, jak przyjechałem do teatru, bo to był już czas, kiedy mieszkaliśmy w teatrze. Ale chyba to, że on powiedział, że on czeka na mnie i on nikogo na moje miejsce nie wpuści, to mi dało jakąś taką... Taki power?

19:09 · Incident podczas prób i jego konsekwencje 6

To prawda, to był warunek i to był kołnierz z taką dziurą na trachotomie. A jeszcze tylko powiem, żeby było śmieszniej, ten spektakl, o którym mówimy, to był musical, to była Ania z Zielonego Wzgórza. To nawet kolega nie miał na mnie skoczyć, tylko on po prostu, on grał Gilberta Blyta, ja byłem Karolkiem Sloan i siedzieliśmy w tej samej ławce. I on, staliśmy podczas lekcji i dostaliśmy polecenie od profesora, siada. I on położył rękę swoją na mojej głowie i po prostu tą ręką jakby sadzał mnie. Nie było wcale mocne, tylko jak ja już pośladkami dotknąłem ławki, a on jeszcze tą rękę trzymał i zrobił taki ostatni ruch, to ja miałem coś takiego i poczułem i... Po prostu nagle prąd przeszedł mnie przez ręce, w ogóle totalnie, nie. Mówię, to jest coś, co się stało, ciepło takie oblało mnie.

Piękne hale, potężne, naprawdę setki koni. Gdzie jest, tak się zastanawiam, gdzie jest Haczyk? No Haczyk jest taki, że to są ogiery. Same ogiery. Oczywiście były boxy, gdzie były prywatne jakieś koniki, więc były jakieś gdzieś tam dalej troszkę oddalone klacze. No możecie jeździć, no to fantastycznie, no to ja pierwsze co, jeszcze nie miałem do czynienia z końmi, więc kupiłem sobie szczotkę i kopystkę, żeby najpierw wejść do boksu i się jakoś tak zaprzyjaźnić z tym koniem, ale moi koledzy już pokupowali sprzęty, pokupowali buty, spodnie, kaski, toczki, po prostu wszystko mieli, ale ja mówię dobra, zacznę tak skromnie, no bo jak, żeby wsiąść, to najpierw muszę się z nim jakoś oswoić, bo to wielkie konie, taka rasa wielkopolska, potężne, dwa metry w kłębie, ogromne konie. Dobra, okej, no nie było bezpiecznie, bo czułem to, czułem cały czas, że to jednak jest tak na granicy.

No to jeździmy, no to jeździmy. Mogę powiedzieć tak, że ja się nauczyłem utrzymywać w siodle. Nauczyłem się. Były zakłady, bo to robiło tak, jeździło się parę kółek i koń, nagle jakaś klacz daleko, tam 200 metrów dalej przechodziła, a ogiery to już są szalone, to one już nie patrzą, tylko... Tak, już jak żuć, jak pędź, już nie można go było w żaden sposób zatrzymać, więc ja przodem do niego, tyłem, bokiem, już tagle, już zakładę zaraz, że już teraz spadnie, a ja tak za grzywę, za ogon, nie spadłem. No i mówię, teraz jest czas, że mogę od kolegów odkupić sprzęt. No i tak było, odkupiłem za pół ceny. Potrafisz naśladować odgłosy wydawane przez ogiery. A ja wiem?

Podobno na koniach robi to wrażenie. Nie boją się, nie uciekają. Od razu się podporządkowują. Zastanawiam się, tak jak rozmawiamy, sporo tych wypadków w życiu było. Skąd się bierze tak chęć życia trochę na krawędzi? Nie wiem, nie wiem sam skąd się to bierze, dlaczego tak jest. No po prostu tak jest chyba. Chyba tej adrenaliny człowiek potrzebuje. Chociaż ja tak świadomie o tym, nie mogę powiedzieć, że ja świadomie potrzebuję albo potrzebuję adrenaliny, potrzebuję czegoś. Nie, to się po prostu samo działo. No stąd były te pomysły właśnie, żeby zostać kaskaderem. To mi się bardzo podobało. Jeszcze będąc w szkole udało mi się zagrać u Krzysztofa Nazara w Śnie Srebrnym Salomei. Jeden z profesorów zabrał mnie i mówi, słuchaj tam na planie na pewno będziecie potrzebni jako studenci i możesz się przydać.

Więc tam była wspaniała obsada, Radziwiłłowicz, Grabowscy nawet dwaj, Trela. Ja zawsze w krzakach, chociaż nie grałem i nie byłem potrzebny, więc zawsze siedziałem w tych krzakach, ukrywałem się i obserwowałem to jak oni Jak oni grają, tam konie, dymy w ogóle, no fantastycznie to było tam na terenach. Tyńca, rzeka, no cudownie, rano, w nocy, próby, nagrywanie, więc mówię, no coś takiego, co mnie też bardzo fascynowało i mi się podobało, więc mówię, trzeba siedzieć w tych krzakach i obserwować, jak mistrzowie grają. Robiłem, siedziałem i patrzyłem, ale co chwilę gdzieś wyskakiwałem, ale tu jest ktoś potrzebny, no to ja wyskakiwałem z tych krzaków, no to jestem. A potem już było, jak reżyser Krzysztof Nazar wołał, dobra słuchajcie, tutaj trzeba coś zrobić, tutaj musimy zrobić dubla, tam trzeba tego wprowadzić, gdzie ten mały Jeze?

Jestem, wychodziłem i tylko mi zmieniali po prostu kostium, charakteryzowali albo twarz trochę przykrywali, żeby nie można mnie było rozpoznać, bo już w jednej scenie mnie zabili, no to teraz... No to gdzieś z daleka w planie. No i to było fascynujące. I tam też byli kaskaderze i też mi się to podobało. Mówię, Boże, jak oni to fantastycznie robią. Jeżdżą na tych koniach, stoją po prostu, spada, a nic mu się nie stało, wstaje. No to podobało mi się. A dzisiaj zostało ci coś z tego aktywnego takiego życia? Lubisz uprawiać sport, czy raczej zaznaczyłeś, że jesteś zajętym człowiekiem, bo dużo czasu spędzasz w teatrze? I nie tylko, ale czy zdarza ci się zrobić coś takiego aktywnego dla siebie? Nie wiem, czy pobiegać, czy raczej to już odstawiłeś na boczny tor i tylko wspomnieniami żyjesz, włączasz telewizję i patrzysz, oglądasz jakieś zawody sportowe, czy masz jakąś taką swoją ulubioną dyscyplinę, której jesteś wierny i do której wracasz?

28:35 · Rola w musicalu i jego przygody 4

To znaczy teraz z koni to pozostała mi już tylko obserwacja. Bognę zaraziłem i Bogna jeździ na koniach. To jak jadę z nią, no to mam jeszcze takie, może jednak, może bym spróbował. Mam ogromne problemy z kręgosłupem, bo w teatrze miałem dwa razy złamane. Ten szyjny i niestety kość ogonową. Przy innym spektaklu z kolei też poniosło mnie, fantazja mnie poniosła. Ułańska fantazja. Ułańska fantazja mnie poniosła, bo myślałem, że po prostu... Nie wiem, co ja w ogóle myślałem i po prostu tak mnie... Ach, mówię, dobra, to ja teraz jak ta mucha na tą kariatydę w teatrze i tak do pewnego momentu, ja nie wiem, rozpędzam, rozpędziłem się i wchodzę na tą kariatydę i w pewnym momencie... Wielkie było moje zdziwienie, jak rąbnąłem o schody kością ogonową, wstałem szybciej niż upadłem, ból był potworny, od razu był ruch kolegów, a ja nie dotykajcie mnie, przeklinałem aż z tego bólu, to był potworny ból, okazało się, że kość ogonowa złamana.

Wracając do pytania, to już tylko zostało w strefie marzeń, chociaż naprawdę się zastanawiam, czy jeszcze nie mógłbym. Rower? Rower jest i teraz właściwie to lubię chodzić, bardzo lubię chodzić. To już nawet nie biegam, chyba większą radość w tej chwili sprawia mi chodzenie, chodzenie w góry, nawet w te nasze wspaniałe Góry Świętokrzyskie. Mówiłeś o tym, że wielokrotnie przeprowadzałeś się w swoim życiu w wiele miejscowości Wielkopolski, Kraków, Kielce. Czy trudno było ci znaleźć sobie takie miejsce na ziemi? Czy to jest ważne, żeby mieć takie swoje miejsce, taki swój dom? Czy go znalazłeś w Kielcach? Tak. Tak, myślę, że ten dom to jest coś więcej niż tylko samo miejsce geograficznie i to jest super, że to mi się udało znaleźć, ale miałem taki moment jak przenosiłem się z Krakowa do Tarnowa.

W Tarnowie było fajnie. Blisko było do Krakowa, potem z Tarnowa przeniosłem się do Kielc i też jak wszedłem do teatru, przyszedłem najpierw na rozmowę, jeszcze wtedy był dyrektorem Piotrek Szczerski, który wcale nie, nie, nie, nie przyjął mnie od razu, nie, nie, nie przyjął mnie do teatru, tylko powiedział okej, no dobra. Ja mam, on mówi, ja mam pątka Artura, wiesz, no to ja mówię, no dobra wiem, ale jakby Artur odchodził czy coś, to mnie tam nie na uwadze. To była taka pierwsza rozmowa, kiedy przyjechałem, bo pomyślałem, że może warto zmienić już miejsce i warto zmienić teatr dla własnego rozwoju. I jak wszedłem do teatru, to poczułem niesamowity zapach. I tak pierwsze drzwi otworzyłem, drugie drzwi, ta klatka schodowa tutaj, jeszcze to było przed remontem, te schody kamienne, potem te secesyjne, idę na górę, na to foyer, mówię, to jest miejsce, gdzie mógłbym pracować.

Tak poczułem wtedy, mówię, nie no, to jest zdecydowanie takie miejsce. Potem była ta rozmowa, na której nie padła żadna obietnica. Ale było tak, że jeżeli gościnnie, tak stanęliśmy wtedy z Piotrem w tej rozmowie, ustaliliśmy, że gdyby gościnnie potrzebował, to ja jestem chętny i bardzo chętnie przyjdę i zagram gościnnie u niego. Nie musiałem długo czekać. Po dwóch miesiącach był telefon. Okazało się, że Pątek odchodzi. I rzeczywiście, może jednak ja bym przyszedł i gościnnie zagrał, no ale po tym gościnnym graniu dostałem tę rolę. Teraz wracam do tego miejsca na ziemi. I jak już przyszedłem do teatru, jak już zostałem w teatrze, to przez wiele, wiele lat właśnie mieszkałem w kamienicach, w tych oficynach należących do teatru, tam zmieniając tylko miejsca.

31:41 · Przepróbowywanie i reżyserowanie 1

I to mi bardzo pasowało, bo byłem w ścisłym centrum Kielc. Na głównej ulicy miałem park. Wszystko co było potrzebne było wtedy w Kielcach i nawet na tej głównej ulicy. Jak trzeba było iść do sklepu, to apteka, sklep, więc właśnie spacery. Potem miałem psa, no można było chodzić do parku. Ja się czułem wspaniale, ja się czułem jak w Krakowie. Ja mam wyobraźnię, więc umiałem sobie wyobrazić, że silnica jest Wisłą na przykład. I byłem zadowolony, ale potem już kiedy Bogna się pojawiła, to już taki pomysł jednak no gdzieś tam zaczął się pojawiać, że może trzeba się wyprowadzić z teatru. No bo w teatrze to wiadomo, reżyser przyjeżdża, jakiś twórca przyjeżdża, choreograf, wjeżdżają na podwórko teatralne, u mnie okno otwarte, o cześć jesteście. Dom był, ciągle był dom pełen ludzi.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.