Mentionsy Mentionsy
Czechostacja
Czechostacja

Po husytach przyszli moderniści. Kolejna czeska herezja? | opowiada: Michał Rogalski

08.09.2026 ·1 godz 24 min · 13 rozdziałów · 1 sponsor

Dzisiaj o katolickim modernizmie pamiętają pewnie naprawdę nieliczni - również dlatego, że chociaż w pewnym momencie Kościół go potępił, to potem, wraz z Soborem Watykańskim II, z większej części zrehabilitował a jego idee przyjął. Ale na początku XX wieku ten niejednorodny ruch ideowy, który chciał, by Kościół mówił zrozumiałym dla wiernych językiem, budził całkiem spory ferment. Tak spory, że Pius X poświęcił mu w końcu encyklikę, w której nazwał go herezją nad herezjami.A gdzie heretycy, tam nie może oczywiście zabraknąć Czechów. W 142 odcinku Czechostacji o modernizmie katolickim w Czechach, kraju gdzie ten prąd ideowy był najsilniejszy i najbardziej zorganizowany na świecie, opowiada pisarz, filozof i tłumacz Michał Rogalski.W jego opowieści jest i literatura i pochodzący z ludu, o żydowskich korzeniach biskup, jest pewien eklektyczny - dziś powiedzielibyśmy postmodernistyczny kościół jako budynek i jest - finalnie, kościół całkiem nowy.Bo ta historia skończyła się dokładnie tak samo, jak historia husytów - na początku była chęć zmieniania zastanego porządku. A wobec niemożności takiej zmiany - budowa zupełnie nowego. Chociaż, w tym akurat wypadku, wbrew uświęconej czeskiej tradycji - bez przemocy.Ale głównymi bohaterami tej opowieści są ludzie. Bo czeski modernizm katolicki wyrastał owszem, z ducha czeskiego odrodzenia narodowego, owszem, był buntem wobec niemieckojęzycznych kościelnych hierarchów i prohabsurbskiej hierarchii. Ale przede wszystkim, wyrastał z pragnień i zwykłych życiowych potrzeb ludzi.***Jeśli podcast Wam się podoba i chcecie pomóc go rozwijać, możecie zostać Patronami lub Patronkami Czechostacji w serwisie Patronite. W tym tygodniu zdecydowali się na to:Barbara, Maria i Jakub oraz PiotrBardzo Wam dziękuję <3Jeśli ktoś chce wesprzeć moją pracę a nie ma ochoty zobowiązywać się na dłużej, może mi też po po prostu postawić wirtualną kawę w serwisach Suppi, bądź Buy Coffee - gdzie Wam wygodniej.Za wszelkie wsparcie, także to dobrym słowem, łapką w górę, subskrypcją czy komentarzem - również bardzo dziękuję. Jak zawsze proszę też o wszelkie sygnały zwrotne w komentarzach czy mediach społecznościowych Czechostacji.Interakcje z Wami nie tylko są dla mnie często inspiracją przy wymyślaniu tematów kolejnych rozmów. One po prostu bardzo mnie motywują. Za co również - a właściwie to najbardzej, dziękuję.No i karmią algorytmy - dzięki waszej aktywności platformy podcastowe czy media społecznościowe uznają, że warto Czechostację pokazać też tym, którzy do tej pory jej nie znali.Na okładce odcinka wykorzystałem witraże autorstwa Jano Köhlera, m.in. z kościoła pod wezwaniem świętych Cyryla i Metodego w OłomuńcuW jinglu podcastu wykorzystuję fragment IX symfonii „Z Nowego Świata” autorstwa Antoniny Dvořáka, działającego z MUSOPEN.ORG

0:00 · Definicja katolickiego modernizmu 1

Generalnie, chociaż jesteśmy sąsiadami, niewiele o sobie wiemy. W tym podcaście razem z moimi rozmówcami próbuję to zmieniać. Też jestem Czechem i polskim dziennikarzem. Nazywam się Jakub Medek, a to jest podcast Czechostacja. Jeśli chciałbyś wesprzeć rozwój Czechostacji, możesz zostać jej patronem w serwisie patronite.pl. Możesz też postawić mi wirtualną kawę na supi.pl bądź bycofito. Odcinek 142. Czeski modernizm katolicki. Herezja, która stworzyła Kościół. Dobry dzień. Czasem się zastanawiam, czy w tej naszej czeskiej kotlinie, otoczonej z trzech stron górami, a z czwartej po górze, jest coś specyficznego w wodzie albo w powietrzu. Bo tak się jakoś na przestrzeni dziejów mojej ojczyzny składało.

1:01 · Patronite.pl/naszasprawa 7

Zupełnie zresztą wbrew współczesnym stereotypom o Czechach, że ile razy trzeba było zrobić jakąś zadymę w tematach religijnych, to biegliśmy z entuzjazmem na czele. W XV wieku udało nam się po krwawych i wyniszczających dla kraju wojnach Ale jednak wywalczyć autonomię w ramach Kościoła. A 200 lat później, próbując tej autonomii bronić, straciliśmy nie tylko ją, ale też bez mała państwową samodzielność i prawie że własną kulturę. I o tych wydarzeniach opowiadałem Wam przez ostatnie dwa tygodnie, w dwóch odcinkach poświęconych czeskim defenestracjom, ściśle z okresami różnych fermentów religijnych w Czechach związanych. Dzisiaj też będzie o reformatorskim fermencie, znów, jak przy pierwszej defenestracji, w ramach kościoła katolickiego.

To jest historia, która się zaczyna właśnie od końca. A ten koniec, jeden z wielu końców zresztą, ale najważniejszy koniec wydarza się w 1907 roku, kiedy wspomniany Pius X wydaje encyklikę Pastendi Dominici Gregis, która znaczy po polsku Pasąc Owczarnie Pańską, bo wszystkie encykliki papieskie mają swoje tytuły od pierwszych słów, od których się zaczynają. I tam pojawia się taki pomysł, że istnieje właśnie herezja nad herezjami, że są tacy najgorsi przeciwnicy Kościoła, gorsi od wszystkich innych, których katolicyzm bardzo chętnie i często wymieniał w przeciągu wieków. Są to przeciwnicy, którzy siedzą w środku. Nie ci, którzy życzą katolikom źle gdzieś od zewnątrz, ale właśnie katolicy, co gorsza księża, którzy z jakiegoś powodu postanawiają niszczyć Kościół od wewnątrz.

I teraz tak, Pius wymyśla dla tych ludzi nazwę modernista. I uważę, że ci owi moderniści to są osobniki bardzo podstępne, które udają, że każdy mówi trochę co innego, porusza się na swoich polach badawczych, a tak naprawdę, jakbym się tak dobrze przyjrzeć, to można z każdego z nich wyciągnąć bardzo spójnego filozofa, teologa, społecznika i że ich postawy w tych wszystkich obszarach są wrogie Kościołowi. I to de facto robi encyklika. Tworzy pewien chochoł, w który kościół katolicki postanawia uderzać, chochoł modernisty katolickiego. I nazywa tym pojęciem właściwie bardzo różne postawy i próbuje je wycelować w bardzo różnych ludzi, którzy działali tak naprawdę od lat 90. XIX wieku, czyli od 20 lat wcześniej, do tego 1907 roku.

I pokazuje te złowieszcze zamiary, które za tym wszystkim stoją. Niestety prawda była taka, że ta grupa, o ile w ogóle to była grupa, to były rozproszone tu i ówdzie po całym kontynencie europejskim i po Ameryce różne bardzo indywidualne często próby pogodzenia Kościoła ze światem. Bo tak naprawdę w najbardziej ogólnym pojęciu modernizm katolicki to jest Grupa bardzo różnorodnych ludzi i ruchów, które mają na celu właśnie przystosowanie katolicyzmu do zmieniającego się świata albo zasypanie przepaści między tym katolicyzmem a światem i wychodzą od takiej diagnozy, że jest źle z jakiegoś powodu. Jest tak, że ludzie nas nie rozumieją, my nie rozumiemy ludzi, nie wiemy tak naprawdę w jakim świecie żyjemy, świat nas uważa za jakichś troglodytów, mamutów z innej epoki i musimy coś z tym zrobić.

I żeby to zrobić, trzeba sięgnąć po to, czym ludzie żyją na co dzień. Po książki, które czytają, po filozofię, których używają, po sposób pracy z historią, który mają i po najnowsze też idee takie polityczne, społeczne. Bo niektórzy późniejsi moderniści katoliccy to są społecznicy, którzy próbują tworzyć demokrację katolicką, czasami nawet socjalizm katolicki i pokazywać, że te idee nie muszą być sprzeczne. Wrzucenie ich wszystkich do jednego worka rozpętało właściwie jedną z największych w dziejach kościoła katolickiego kampanii prześladowczych. W 1907 roku się to zaczęło, ugruntowało w 1910, kiedy Pius wydał kolejny dokument nazywany od swojej części przysięgą antymodernistyczną i nakazał właściwie wszystkim ludziom, którzy pełnią jakiekolwiek funkcje w kościele katolickim, niezależnie czy to są duchowni czy świeccy, składać taką przysięgę, w której... Znaczy zrobił taką komisję McCarthy'ego kościelną?

Zrobił. W każdej diecezji powstały osobne komórki, które miały przetestować wiarygodność i prawomyślność absolutnie wszystkich teologów, wszystkich seminarzystów, wszystkich księży, katechetów, profesorów uniwersyteckich, czy są zgodni i antymodernistyczni. To znaczy nie tylko czy wierzą w Boga Chrystusa, wyznają wszystkie katolickie artykuły wiary, ale czy godzą się też na wszystkie postulaty antymodernistyczne. I to trwało w Kościele Katolickim oficjalnie do 1967 roku, czyli jeszcze za Sobór Watykański II. To było 60 lat trzymania tak naprawdę tych, którzy byli najważniejszą instytucjonalną częścią Kościoła, w takim sensie organizacyjnym, w ryzach i trochę za twarz. W niektórych miejscach znalazłem, nawet w decyzji sandomierskiej trwało to jeszcze trochę dłużej.

I są dokumenty, które pokazywały, że nawet po Soporze Watykańskim II niektórym było się ciężko rozstać z taką wizją Kościoła, który próbuje bardzo mocno narzucać nie tylko to, w co się wierzy, ale też to, jak się tę wiarę wyraża, jak się o niej mówi, jak się o niej myśli. Ja tu widzę pewien paradoks, to sobie na żart pozwolę, że to była taka kontrrewolucyjna, rewolucyjna czujność, bo to, co ty opisujesz, to przypomina totalnie takie właśnie Szukanie rewolucyjnej czujności np. podczas rewolucji francuskiej przez Robespiera albo u bolszewików w pierwszych latach konsolidacji Związku Radzieckiego tyle, że kontrrewolucyjne. Tak. To przypominało czystkę jeżeli chodzi o sposoby działania i kontroli. Oczywiście instytucja kościoła katolickiego nie mordowała swoich członków.

8:21 · Konsekwencje encykliki Piusa X 3

Cywilnie tak. Ale cywilnie tak, bardzo często, to znaczy to nie były wyroki śmierci takie sensu stricte, ale dla niektórych to były końce kariery, rewolucje w życiu. Jeżeli ktoś nie chciał pójść na ugodę i złożyć przysięgi antymodernistycznej, to tak naprawdę albo się tułał po jakichś takich kontach kościelnych, to znaczy, nie wiem, przez 30 lat pozostawiał na marginesie, żeby potem, nie wiem, tuż przed I wojną światową, gdzieś na późnej emeryturze uzyskać rehabilitację, Albo wprost odchodził z kościoła, bo nie był w stanie po prostu zgodzić się na to, żeby skompromitować pewną wienność myślenia. I to byli bardzo często ludzie, którzy naprawdę autentycznie wierzyli w Boga, uprawiali bardzo dobrą teologię i bynajmniej nie czuli się ateistami przez to, że nie mogli się pogodzić z nową polityką kościelną,

Pius X i cały aparat kurii rzymskiej wprowadzał. A dla wielu z kolei ludzi bardzo małego charakteru, mamy też na to dokumenty archiwalne, to była droga do robienia kariery. Bo jak gdyby zostanie takim programowym antymodernistą, to teraz pokazuje gdzie, w jakich pisnach, u kogo siedziały te po prostu zalążki choroby, bakterii. Używano do tego bardzo często takiego języka, który przypominał mówienie o epidemii. To nie był język obiektywnego, nie wiem, jakiś taki język filozoficzny pokazujący argumenty, I tylko bardzo często używanie obrazowych metafor jakiegoś takiego brudu, grzechu, bakterii, choroby, która zaraża Kościół i go niszczy. I tacy programowi antymoderniści uwielbiali wyszukiwać ludziom w życiorysach rzeczy, które są obecnie nie po myśli Kościoła.

I bardzo wiele osób zostało zmuszonych albo do kompromisów z samymi sobą, bo też byli tacy, dla których kapłaństwo albo pozostawienie w kościele było na tyle ważne, że godzili się na składanie przysięgi antymodernistycznej i też wśród naszych bohaterów czeskich też wiele takich osób znajdziemy, ale często są to niestety żywoty zwichnięte właśnie przez tę taką podejrzliwość i polityczną nieprzejednaność kościoła, która trwała tak naprawdę W najmocniejszej fazie do czternastego roku, bo bardzo dużo uczniów modernistów zginęło na frontach pierwszej wojny światowej. To była właściwie klęska całego pokolenia, nie tylko w kościele, ale po prostu wiele obiecujących myślicieli, księży, teologów zginęło w tym czasie. A w międzywoniu się to po zmianie papieża troszeczkę rozluźniło, ale też tak naprawdę do lat 40., 50. cały czas ta atmosfera strachu była wyczuwalna, w zależności od tego, w której diecezji to bywało różnie, ale strach panował zdecydowanie.

11:21 · Modernizm katolicki w kontekście światowym 9

I to jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku było absolutnie nie do przyjęcia dla dużej części. To była po prostu herezja. To było podważanie też świętości tego tekstu i wróciło tak naprawdę z Soborem Watykańskim II i wszystkimi zmianami w teologii, które się dokonały potem. Więc to był spór pierwszy. Spór drugi, bardzo z nim pokrewny, to był spór o dogmaty, bo w momencie, kiedy zaczniemy się zastanawiać nad historycznością tekstów świętych, to mamy pytanie, a co z dogmatami? To są pewne prawdy wiary, które Kościół katolicki uważa za obowiązujące i za niezbędne dla każdego wierzącego, żeby mógł być uznawany za chrześcijanina i rzymskiego katolika, ale przecież one też mają swoją historię. Jeżeli nie powstały do momentu, nie wiem, w tych pierwszych W pięciu wiekach, do momentu pierwszego rozpadu Kościoła, czy do wieku XI, kiedy się rozchodzą drogi wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa, no to jak je traktować?

W sensie, jak pokazywać ich genezę? Czy to faktycznie jest coś, co jakby myślał Jezus? Czy to myśleli apostołowie? Czy to myśmy później pod jakimś wpływem zaczęli to myśleć z jakiegoś powodu? I te pytania właśnie o rozwój historyczny wiary też były bardzo problematyczne z tego samego powodu, bo podważały pewną spójną opowieść o tym, kim jesteśmy, skąd się to wszystko wzięło. I to były takie dwa najważniejsze spory w obrębie powiedzmy wiedzy i tekstu, ale był jeszcze spór związany z tym, jak podchodzić do życia społecznego, jak podchodzić do świata zmieniającego się pod wpływem rewolucji przemysłowej, coraz szybszych środków transportu, prasy, gdzie jest coraz więcej skrajnej biedy i skrajnego bogactwa i jak podchodzić do tych ludzi. I oczywiście instytucja Kościoła miała swoją propozycję. Wyszła encyklika Rerum Novarum w tym okresie.

Narodziła się katolicka nauka społeczna. Nie było tak, że jakby Kościół instytucjonalny pozostawał głuchy na takie rzeczy, ale późniejsi moderniści myśleli, że może więcej byśmy pokombinowali z tą demokracją. Może niektóre idee socjalistyczne nie są takie głupie. Może trzeba by było pomyśleć na ile idee Jezusa i tego rozdawania majątku w imię wspólnoty pokrywają się z pomysłami socjalistycznymi czy dwukomunistycznymi, nie daj Boże. No wiesz, ja to przepraszam, że ci przerwę. Mój ulubiony pisarz, Vonnegut czy Vonnegut, zależy jak go, czy po amerykańsku, czy po niemiecku chcemy go wymawiać. On w paru swoich książkach pisze, że właściwie nie ma niczego, co mogłoby być lepszym pierwowzorem manifestu komunistycznego od kazania na górze. Tak. Byli też katolicy, którzy bardzo podobnie uważali.

Albo nawet jeżeli nie mogli sobie wprost na to pozwolić, bo papiestwo bardzo wcześnie się zatroszczyło już w latach 60-tych o to, żeby idee socjalistyczne i komunistyczne potępić w całości i nie dać takiego w ogóle pola do myślenia o tym i manewru, to próbowali jakoś to negocjować i tworzyć takie chrześcijańskie wersje socjalizmu, które się nie nazywały socjalizmem, ale wyznawały podobne programy. No wiesz, no rerum novarum, przez ciebie przywołane, ono jest wskroś socjalistyczne w swoim duchu. Znaczy ja rozumiem ideę, że to jest idea przejęcia narracji, ometkowania jej właściwie i tak dalej, no ale w swoim duchu bardzo. Tak, no i plus jeszcze pozostaje jakby problem tego, co idzie za tym tekstem, to znaczy jaką wiarygodność ma kościół instytucjonalny, który w dużej części państw europejskich i nie tylko europejskich jest największym właścicielem ziemskim.

I teraz jak pogodzić to, że to jest wielka instytucja finansowa, która ma własne laty fundia, czerpie z nich zyski, z tą jakby prospołeczną postawą. To też była rzecz, która wymagała negocjacji, która budziła ludzkie wątpliwości i nie dało się tego załatwić samym pojęciem jałmużny, czy dawania jakiegoś po prostu datków biednym z tego wszystkiego. Rodziło to pytania o to, jak tym majątkiem zarządzać, na ile świeccy mogą w tym brać udział. Więc powiedziałem trzy spory, ale dodałbym jeszcze czwarty, który jakby najmocniej wiąże się z Tym byciem niezrozumianym przez świat i nierozumieniem świata. To znaczy pytanie o to, jak do świata wychodzić. I bardzo ważnym właśnie nurtem, który potem też został uznany za część modernizmu, był tak zwany katolicyzm liberalny czy reformkatolicyzmus niemiecki, gdzie jego czołowi myśliciele Albert Erhard, historyk kościoła austriacki i Hermann Scheldt, teolog z Wittsburga niemiecki,

Stawiali sobie pytania, jak tak naprawdę powinien wyglądać katolicyzm w XX wieku, jak powinniśmy o nim rozmawiać, jak wychodzić do ludzi i do czego apelować, żeby oni w ogóle chcieli być częścią tego, co mamy im do zaproponowania, żeby jakoś ten Jezus i ten katolicyzm był dla nich atrakcyjny. I oni też dochodzili do wniosku, że musimy zacząć trochę inaczej prowadzić apologię Kościoła, czyli inaczej tworzyć te nasze obrony, coś, co było częścią obowiązkowego wykładu religii we wszystkich państwach katolickich, musimy budować inaczej I koncentrować się przede wszystkim na tym, jak w dzisiejszym świecie funkcjonuje wierzący jako jednostka. Co czuje, z czym się spotyka, jak o tym jego sercu i sumieniu rozmawiać, a nie o tym, jak uczyć go broń poszczególnych dogmatów. I to dla części instytucji Kościoła była zmiana, którą nazywali psychologizmem, jakimś takim immanentyzmem, odejściem tak naprawdę od obiektywnej wiary ku właśnie temu, co się ludziom wydaje.

I to było nie do przyjęcia w takiej, powiedzmy, mentalności nootomistycznej czy takiej, powiedzmy, niepogłębionej teologii wiernego urzędnika kościelnego, który był wychowany na zupełnie innych lekturach i był raczej A tak się swoją drogą zastanawiam, czy w ogóle do tych problemów by doszło, gdyby funkcjonowali na takim poziomie, na jakim funkcjonowali do wieku XVIII jezuici. Sam się zastanawiam, to jest uwaga zupełnie na marginesie, Na ile likwidując jezuitów Kościół sam sobie zrobił potworną krzywdę? Że po prostu likwidując swoją własną intelektualną policję, która była w stanie nadążyć ze światem, na ile sam sobie zrobił krzywdę?

Zresztą na marginesie ma Sarek akurat wychowany w katolickiej kulturze, bardzo długo poszukujący, zniechęcony do katolicyzmu z bardzo konkretnego powodu właśnie w związku z dogmatami, o którym tu mówiłeś, a właściwie jednym konkretnym dogmatem, dogmatem o nieomylności papieża. On właściwie do końca życia jednak był osobą Nie nazwałbym go ateistą. Nie przypisywałbym go może konkretnie do konfesji, chociaż on był do konfesji konkretnej po żonie przypisany do jednego z kościołów ewangelikalnych amerykańskich, już w tej chwili nie pomnę którego. Natomiast zdecydowanie nie nazwałbym go ateistą. Wspomniałeś o tym przed chwilą, że początek tego czeskiego modernizmu, on wcale nie był w kościele, wcale nie był w doktrynie, tylko to byli katolicy pisarze i poeci.

Właśnie takiej wsi czeskiej poskładanej z różnych regionów Czech i Moraw. A co jak ktoś zna Czechy to wie jak bardzo to był absurdalny pomysł biorąc pod uwagę ich wewnętrzne zróżnicowanie. W związku z tym, w ramach jakby podbijania absurdalności, w samym środku tej wsi stał kościół, który był wymyślonym kościołem drewnianym. Zbudował go architekt Eduard Sochor i wzorował się właśnie na pomysłach na drewniane kościółki wziętych z bardzo różnych części Czech i Moraw. Poskleił w taki jeden dziwaczny, trochę zamkowy twór z taką kwadratową wieżą różne koncepty i zbudował taką budowlę historycyzującą. Postmodernistyczną, powiem. Trochę tak, ale z drugiej strony właśnie dla niego to była jakaś taka próba stworzenia syntezy czeskiego ducha. W sensie możemy się trochę śmiać z tego jako takiego postmodernizmu, który nie widzi różnicy, ale to była próba znalezienia tego, co jest najbardziej charakterystyczne, ale też najpiękniejsze, bo jakby w katalogu tej wystawy opisywano ten kościół właśnie podkreślając, jak te poszczególne elementy pokazują to, co mamy ciekawego w tradycji.

29:34 · Modernizm katolicki i jego kontekst językowy 2

Przypominam, że mówimy o czasach, w których cesarz austriacki jeszcze miał prawo nie zgodzić się na papieża. I jakby właśnie to jest w ogóle bardzo ważna rzecz, że o tym nie powiedzieliśmy. Przez Franciszka Józefa mamy tak naprawdę antymodernizm i modernizm katolicki. Tak, to prawda. Ale to jest historia, którą może opowiemy zaraz, bo jakby Piusa X nie byłoby, gdyby nie Franciszek Józef. Gdyby nie trzeci, Franciszka Józefa i kardynała krakowskiego Puzyny, ale o tym za chwilę. Wróćmy na chwilę do Ołomuńca. Mamy tą szesnastkę, która dostaje propozycję od cesarza, może byście wybrali, jest taki fajny polski hrabia, ksiądz Adam Potulicki, który jest proboszczem w Kromie-Żiżi. Po czesku mówi słabo, douczał się co prawda, no ale jakby msze się i tak wtedy odprawia po łacinie, nie zapominajmy tego, że to jest jeszcze kościół, który jakby wszystkie urzędowe sprawy załatwia właśnie łaciną, odprawia te kiturgie, to jest język, w którym się porozumiewają księża, cały czas jakby mówią w nim płynnie, więc jakby to nie jest coś, co jest tylko gdzieś z boku tego życia.

I jakby to się pojawia w różnych kontekstach. Różni ministrowie mieli pytać o to w bardzo wielu sytuacjach, kiedy się z Kohnem spotykali. Urzędnicy austriaccy urzędujący w Ołomuńcu nie przyjmowali go początkowo na takich pierwszych wizytach, które były zwyczajowe. Generalnie spotkał się od strony dworu i od strony państwa z bardzo ostrymi szykanami o podłożu antysemickim i też anty, mam wrażenie, takim może nie chłopskim, ale takim antyludowym zdecydowanie. Wiesz, ale ta cała historia pokazuje dla mnie to, o czym przed chwilą może nie powiedziałem wprost, że właściwie kościół katolicki w monarchii Habsburgów stanowił część tej monarchii. To nie było tak jak dzisiaj. I tu nie chcę wchodzić w kwestię rozdziału Kościoła od państwa, ale to przecież były struktury zintegrowane.

33:18 · Wybory arcybiskupa Teodora Kona i ich konsekwencje 3

Tak, tak, dokładnie, bo nie powiedziałem jeszcze o tym, że Konkordat, czyli umowa między państwem a Kościołem katolickim, między Watykanem, a nazwijmy tą umowę Austro-Węgrami, z 1855 roku zakładała, że za wyjątkiem tego ołomuńca szczęśliwego wszystkich innych kandydatów wskazuje właśnie cesarz. To znaczy jakby to są urzędnicy Państwa, a nie tylko kościoła. Te więzy były bardzo ścisłe. Cesarz Austriacki mógł do 1904 roku, miał prawo weta wobec tego, kogo wybrano na papieża i właśnie tego użył przy wyborach z 1903 roku. Ale wracamy cały czas do Oumuńca, bo jakby to jest nasze szczęśliwe miejsce, dzięki któremu się jakby dużo rzeczy Names mentioned in Polish.

I to tak do 98 roku działa dobrze. Przez te pierwsze 3-4 lata to czasopismo zmienia się od literackiego na takie bardziej społeczne i wtedy hierarchowie Kościoła się spostrzegają, że coś jest nie tak. W sensie, że jakby trochę inaczej się z tymi księżmi rozmawia, że oni mają jakieś takie inne horyzonty niż wcześniej. I pierwszy, że zaczyna, biskup kralowo-hradecki czeski, który przez przypadek w takim liście napisanym do księży pod koniec 1898 roku używa zupełnie jeszcze, znaczy nie niewinnie, ale jeszcze nie wprost, że wydaje się teraz tym księżom, że jak się tak, nie wiem, naczytają tych świeckich rzeczy, się tak z tym światem pogodzą, to zaczną wieść jakiś taki zupełnie nowy żywot, a to jest przecież totalnie niekatolickie. I używa słów nowy żywot jako takiego synonimu nawet nie nazwy czasopisma, ale synonimu właśnie tego nowego prądu w katolicyzmie, który jego hierarchię niepokoi.

Nasz redaktor naczelny Dostal-Lutino w bardzo świetnym niepokoi postanawia zaprotestować, oficjalnie zająć stanowisko, a jak wiemy w kościele katolickim nie ma gorszej rzeczy niż zająć stanowisko oficjalnie i rozpocząć debatę. Jeżeli się coś załatwia gdzieś na pokojach, skrycie i w cichości, w porządku. Ale jeżeli piszesz o tym w prasie, że jest jakiś spór czy konflikt, to z tym instytucja, która teoretycznie słynie z tego, że ma być jedna, zgodna i w ogóle myśleć to samo, radzi sobie bardzo kiepsko. Więc bardzo szybko się nasz biskup Kralowo-Chradecki denerwuje i zakazuje w seminarium w ogóle prenumerowania komukolwiek tej gazety. Za nim idą kolejni biskupowie. Tak naprawdę jedynym wyjątkiem, bardzo długo, Bardzo długo, przez dwa lata kolejne, pozostaje właśnie nasz arcybiskup Kon, który w ogóle to wszystko organizacyjnie jakoś dozwala i umożliwia, ale i on w pewnym momencie pęka.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.