Mentionsy Mentionsy
Codzienne trudności
Codzienne trudności

Klancyk: Codzienne trudności odc. 53 Kordian Kądziela

09.12.2025 ·1 godz 29 min

Rozmawiamy z Kordianem Kądzielą - reżyserem o jego pełnometrażowym debiucie "LARP: Miłość trolle i inne questy", ale nawet bardziej o tym, że wspaniale być nerdem. Rozmowa zahacza o piłkarzyki, Opolszczyznę i wypadki rowerowe. Rozmawiamy o imionach bohaterów Słowackiego, a na koniec tradycyjnie quiz.

A o której się kładziesz spać? No tak do północy staram się położyć spać, a kiedyś to była tak trzecia, czwarta, to była norma. I co robiłeś do czwartej? Nie, bo chodzi mi o to, że czy to były melanże, czy to było bezsensowne scrollowanie, czy to było granie w gierki do późna, oglądanie filmów. Było często oglądanie filmów, czytanie, ale też często niestety byłem w nałogu gry Football Manager na przykład. potrafiłem grać do rana w menadżera piłkarskiego. Mój kolega był chyba, nie wiem, czy to już było kliniczne, ale potocznie, rzecz ujmując, był uzależniony chyba od futbolmenadżera. Ciągle to w końcu musiał sobie odinstalować w ramach jakiegoś takiego. To jest ciekawe, nie wiem, czy wygraliście w tę grę, ale to była chyba jedyna gra, jaką ja się zdecydowałem, która była świadoma tego, jak bardzo uzależnia. I tam był taki okienko, które dawało ci przytyki.

Tak, ja pamiętam, że miałem czas po raz zmienić bieliznę. Tak, tak, tak. Ale ja jeszcze oczywiście jestem na tyle stary, no zresztą Kordian jest tylko rok ode mnie młodszy, ale że jesteśmy młodsi od Bożego i Grześka. Ja jestem młodszy od Grześka. Ja jestem młodszy od tego budynku, w którym... W każdym razie, że ja grałem jeszcze w Championship Manager, bo to się pierwotnie nazywało Championship Manager, a później... To prawda. Też grałem w Championship Manager. Ale tam właśnie tylko jeszcze powiem, że jeszcze grałem kiedyś w taką Polską Ligę Manager. Grałem, 98. 98 i tam, co było ciekawe i było fajne odwzorowanie obecnych realiów, ówczesnych realiów piłki polskiej, że była ukryta opcja kupowania meczów. Była. Wiesz o tym. nawet nie bardzo ukryta. Była taka łapeczka, że można było korupcyjną złożyć propozycję.

Bieramy sobie najbardziej takiego ciekawego dla nas rywala turystycznie i wokół wyjazdu meczowego budujemy wyjazd taki w sumie tygodniowy, czasami dzisiaj z hakiem. I gdzie już byłeś? No na pewno tak. Byliśmy w Erywaniu na meczu Armenia-Polska, byliśmy w Izraelu, w Jerozolimie był mecz Izrael-Polska, byliśmy na turnieju w Rosji na Mundialu. Nawet takie mocne destynacje w Kazaniu na meczu Kolumbia-Polska. we Francji na mistrzostwach. Z Ukrainą chyba byś? Z Ukrainą byłem, tak. A czy wynik meczu w jakiś sposób determinuje to, jak dobrze się tam potem bawisz? Czy to jest na koniec tego wyjazdu? Albo na koniec, albo na początek, bardzo różnie. Czasami jest deserem, czasami jest przystawką, ale akurat mecz jest zawsze fajny, ale to nie jest najważniejsze w tym wyjeździe, to jest tylko pretekst.

I oczywiście w superestudie też te stadiowe, często egzotyczne, jak w tym rywaniu, to był fantastyczny wyjazd. Czy w Izraelu, gdzie wtedy było jakieś zagrożenie atakiem rakietowym i byłem świadkiem takich bardzo efemerycznych przyśpiewek, które wiadomo, że już nigdy się więcej nie pojawią na stadionie, bo kibice bardzo szybko wymyślili przyśpiewki z rakietami, żeby jakoś oswoić ten lęk, no bo był w ogóle lęk, czy w ogóle iść na ten stadion. bo tam był jakiś komunikat oficjalny Hamasu, że ten mecz Izrael-Polska zostanie zaatakowany rakietami. Fajnie brzmi ten teatrowy. I my tak zastanawialiśmy się, że dziewczyny do nas dzwoniły, żebyśmy nie szli, no ale my uznaliśmy, że tam wszyscy idą, więc dobra. Patrzcie, patrzcie, zadzwoniły, słuchajcie, nie idźcie na ten mecz, jest zagrożenie atakiem rakietowym, a wy na to, no ale wszyscy idą.

No nie, to chodzi, że wszyscy idą, bo to też nam lokasi mówili, słuchajcie. Jak kiedyś chciałem skakać z takiej wysokiej skały bez liny i Marysia do mnie dzwoni, moja żona, żebym nie szedł. Wszyscy idą, więc jakby... Wiem, ale nawet nie tylko o to chodzi, ale też chodzi o to, że lokalsi, którzy tam mówili, znali zasięgi tych rakiet, mówili, słuchajcie, oni mają takie rakiety, że oni dolecą do Jerozolimy, więc na ludzie. No i tam były prześpiewki i tam, wiesz, może nie będę cytował tych prześpiewek, ale właśnie dotyczyły rakiet i bardzo szybko kibice wymyślili jakoś oswojenie tego lęku. No tak, no i każdy z tych wyjazdów miał jakiś taki swój lokalny koloryt i zawsze gdzieś tam wynajmowaliśmy samochód, objeżdżaliśmy okolice, czasami z krajami ościennymi i ten mecz był taką wisienką na torcie.

A był jakiś wyjazd w tej serii, który był jakąś porażką turystyczną? Porażką? Chyba nie, chyba się nie zdarzyła jakaś porażka. Zawsze na tym wyjeździe jest niejaki Wojtek Bosłowski, którego zna Maciek, który jest takim... ekstremalnym planerem. Wchodzi w rolę ojca w nas wszystkich. Tak. I on staje się takim trochę ojcem. Mamy z nimi takimi dzieciakami, my tam możemy trochę bardziej sobie się wyluzować na wyjeździe. A na przykład jestem od usłyszania muzyki. To jest mój największy obowiązek. I możemy sobie grać w gry, a Wojtek ma taki, już on to lubi w ogóle być taki dryg ojcowski, już sam nie jest ojcem prywatnie, ale ma taki dryg ojcowski, że on trochę nami dryguje na tym wyjeździe, żeby to wszystko się udało i spięło. I może dyrygentem też nie jest prywatnie. Też nie jest prywatnie, ale... Tu będzie miejsce na dżingiel.

Ciekawe, że Malta ci się akurat z Eurowizji ukaże, bo może tylko wtedy słyszałeś tę nazwę. Ale to ciekawy kraj w ogóle, bo on jest pomiędzy północą Afryki a Włochami i język też jest taki zawieszony między wpływami włoskimi. No ale nie mówmy teraz o Malcie, ale pomyślałem sobie, jak Błażej zapytał cię o porażkę wyjazdową, no to pomyślałem o twoim wyjeździe nie kibicowskim, ale o Węgrzech i przygodzie, którą tam miałeś. A propos Hęgrzysz, to były Węgry, gdzie miałeś rowerową... A, Jezu, Słowację. A tak, no bo to jest... No też rowerowe wycieczki. Miałem taki okres rzeczywiście, teraz już przy dzieciach trochę ciężko mi jest to znaleźć czas, ale jeździliśmy na takie wyprawy rowerowe z sakwami po Europie, z kumplami i tam też często mecz był pretekstem.

mecz jako pretekst do wyjazdu rowerowego do Kijowa, a wtedy jechaliśmy do Budapesztu, akurat wtedy nie było żadnego kontekstu chyba piłkarskiego, ale po kilku dniach takiej wspaniałej majówki na Słowacji, gdzie po prostu non-stop lało i to było pięć dni w ulewie... A Słowacja, jak pewnie część słuchaczy wie, jest dosyć górzystym krajem, więc to były ciągłe podjazdy i zjazdy. Podczas tych pięciu dni w deszczu na podjazdach i zjazdach w pewnym momencie jednak skończyły mi się hamulce. Kloski hamulcowe i w dosyć newralgicznym momencie, bo podczas innego bardzo stromego zjazdu zaraz przed Budapesztem, przed granicą węgierską, no zabrakło mi tego hamulca na bardzo stromym zjeździe. I była taka sytuacja bardzo kłopotliwa, bo wiedziałem, że na pewno stanie mi się krzywda, tylko nie wiedziałem jeszcze jak, bo... był dosyć stromy taki rów po mojej prawej i wiedziałem, że mogę albo tak po prostu celowo wjechać w ten rów i też mi się stanie krzywda, albo liczyć na to, że, nie wiem, wyląduję jakoś inaczej, bo tam był taki ostry zakręt i spadł znowu.

Też nie wiedziałeś, co za nim będzie. Wiadomo, czy to auto też nie wyjdzie do zakrętu, więc wiedziałem, że to może, no bo to będzie ciężko i będzie boleśnie. Więc to było takie bardzo kilka mrocznych sekund mojego życia, bo wiedziałem, że na pewno stanie mi się krzywda i nie uniknę tego. I no i w końcu na szczęście wtedy auto nie wyjechało za zakrętu, no ale wypadłem po prostu poza ten zakręt, spadłem parę metrów w dół na jezdnię, na szczęście wtedy tam też nie jechało żadne auto. No i się dosyć mocno połamałem, tam oczekułem, że kręgosłup pękł, bo coś mi chrupnęło, nie mogłem się ruszać i czułem się sparaliżowany. Nie wiem, czy to jest w ogóle dobra audycja, żeby powiedzieć takie rzeczy. Dobra, dobra, to jest zabawne. Dobra, ale to spróbuję pójść do jakiegoś zabawnego momentu tej historii. W końcu mnie skrągł StoryShot, odwieźli mnie do szpitala na intensywną terapię do miejscowości Nowe Zamki Słowackiej. Gdzie spędziłeś trochę czasu. I tam spędziłem trochę czasu.

W ogóle wziąłem jakieś 50 razy mecz, rewanż Liverpoolu z Barceloną, bo akurat wtedy był wielki powrót na Anfield Liverpoolu. 4-0. 4-0. Strenta Aleksander Arnold, słynny rzut rożny. I to było cały czas powtarzane w mojej sali, więc nauczyłem się już potem reakcji kibiców i tak dalej. Ale w każdym razie wtedy też był bardzo ważny dzień dla całej Słowacji. To był chyba nie mój drugi... Wtedy, kiedy był ten mecz i ja byłem pierwszy dzień w szpitalu i pamiętam, że przyszła pani, jak się bardzo emocjonowałem tym odrabianiem strat po tym pierwszym meczu na Camp Nou, no to w pewnym momencie pani odpięła mi aparaturę, bo cały czas im pikałem z emocji. Widziała, że mój stan jest stabilny, więc odpięła mi tam jakieś czujniki. żeby już nie pikać. No i w każdym razie był w pewnym momencie, nie wiem, drugi albo trzeci dzień mojego pobytu w tym szpitalu i był bardzo ważny dzień dla Słowacji, oczekiwany od lat, czyli otwarcie chyba Mistrzostwa Świata, tak?

Jakbym się wychylił troszkę z łóżka, to bym widział pacjentów wokół. Tam trochę było widać ich naokoło. W każdym razie nie dało się ukryć za bardzo, a oni bardzo chcieli oglądać ten mecz, aby mieli dyżur. I już kilka godzin przed meczem widziałem takie poruszenie, że tam była operacja oglądania meczu potajemnego i w pewnym momencie widziałem, że tam już się zaczyna taka ukryta imprezka. Na pewnym momencie jakieś takie siatki wjechały, tam coś brzęczały butelki. Skowali tam za ladą jakieś buteleczki z alkoholem. Potem starali się, ale tego się już nie udało ukryć, bo przyjechała dostawa z pizzą, więc tam lekarz starał się przemknąć jakoś tak po tym intensywnej terapii z płaczkami pizzy. Gdzieś tam to ukryli tak, kowali się jedząc tą pizzę i mieli taki ukryty telewizorek pod ladą z tym meszem.

Wyciszyli dźwięk, no ale widać, bo wszyscy patrzą w jeden punkt. Ja sobie wyłączyłem ten mecz na telewizorze. A oni udawali, że nie oglądają, bo im nie wypadało. I tylko chodzili, co chwilę gdzieś wychodzili, tam widać, żeby się napić gdzieś trochę, może intensywniej. I tak coraz bardziej zawiani. No i żeby było jeszcze dla nich trudniej, to było historyczne zwycięstwo Słowacji nad Stanami Zjednoczonymi. Chyba było 4-1 z tego, co pamiętam. W każdym razie padał pierwszy gol na Słowacji, więc... Tak się wyrwali, ale starali się jeszcze, byli w miarę trzeźwi, trzymać nerwy na wodzy. Ale z każdą kolejną bramką już puszczały hamulco i byli coraz bardziej pijani. I w końcu po prostu na środku tej istotnej terapii już było... Skakali, już życzyli, już tam pielęgniarka mi machała, bo widziała, że ja też kibicuję i oglądam. I sobie tak pachaliśmy. No dobrze, że nikt nie umarł tej nocy.

Jeden taki umierający pacjent machał, żeby go ratować, ale oni go mu tylko odwakiwali. Tak! No i jest element bardzo zabawny w tej historii. Leżałeś tam miesiąc? Nie, ja tam powinienem pewnie leżeć miesiąc, natomiast tutaj znowu będzie taki może smutniejszy, ale ku przestrodze dla słuchaczy. Okazało się, że firma ubezpieczeniowa bardzo chciała mnie ściągnąć szybko do Polski i robiła wszystko, żeby mnie jak najszybciej ze mną wydostać, żeby mnie wpłacić za ten szpital na granicą. O, już dobrze się pan czuje, proszę. Tak, i to było ubezpieczenie właśnie za granicą, które działało tylko za granicą, więc oni bardzo nalegali, żeby mnie szybko przewieźć do Polski, że zorganizują transport medyczny. Przyjechała po mnie karetka po tygodniu, oni to wymusili, żeby mnie wypisał ten szpital na Słowacji. No i jak mnie tylko przewieźli przez granicę, jeszcze pamiętam, że był taki... Ale jechałeś karetką do Polski.

Tak, jechałem takim właśnie ambulansem do Polski. Jeszcze pamiętam, że byłem głodny i zatrzymali się w ogóle w tym, w McDrive. Jeszcze pamiętam, że jadłem tego maca w karetce. Pamiętam też takiego właśnie maca w karetce. I przejść przez granicę, to wszyscy już umyli ręce, bo tam już nie pomysłowało to ubezpieczenie. Obwieźli mnie po szpitalach warszawskich, nikt mnie nie chciał przyjąć, bo gdzieś nie mają miejsc. No i odwieźli mnie po prostu do domu i mnie zostawili na łóżku. Jezus Maria. Ja byłem cały połamany, nie mogłem się ruszać, ale powiedzieli, że już tutaj jakby nic nie mogą zrobić, już nie powiązuje ubezpieczenie w Polsce i... Super fajna firma. Polecimy, mają państwo napis, link. No, obudziłem się rano na intencyjnej terapii, a zasypiałem już u siebie w łóżku, nie mogąc się ruszać, więc na szczęście Kasia, moja ukochana, bardzo dobrze zorganizowana, na drugi dzień zorganizowała cały sprzęt medyczny do mieszkania, wynajęła jakieś tam łóżka, medyczny wózek inwalidzki i już taką rehabilitację przechodziłem w domu.

jesteś nerdem filmowym na pewno też, poza tym, że jesteś twórcą jako widz, no bo wiem, że uwiebiasz różnego rodzaju kina, więc ja bym tak może szeroko zaczął, ale możesz od tego, Larpu, zacząć. Jak ważne jest bycie nerdem i czy faktycznie uważasz się za nerda? No chyba nie ucieknę od tego bycia nerdem. Dla mnie jest bardzo ważne i chyba jest to w ogóle jakiś taki mój temat do tego pewnie... dojrzałem i zrozumiałem to po latach od szkoły filmowej, że wszystkie filmy były w końcu jakichś tam nerdach, outsiderach w jakimś sensie, że ja jednak wtedy byłem zafiksowany w szkole filmowej na tym, żeby robić co rok inny film i uczyć się warsztatu i żeby gdzieś takim moim celem było eksperymentować i próbować, a tu Mokument, a tu jakieś takie kino młodzieżowe, a tu jeszcze coś innego i tam trochę bawić się w jakieś Kaori Smakiego w fusach i tak dalej i starałem się łapać różne konwencje.

a nie zorientowałem się, że właściwie kręcę ten sam film, tylko że w jakimś tam innym anturażu, ale właśnie po latach oglądając te filmy szkolne, to zobaczyłem, że zawsze to było jakimś rodzaju nerda, jakimś outsiderze, jakimś właśnie takim, kimś obok. I że no to chyba jest taki mój temat. To nie przez przypadek takich bohaterów wybieram i o takich opowiadam, jest po prostu bardzo ciekawi taka potrzeba jakiegoś eskapizmu, ucieczki w jakieś zagadnienie, często bardzo absurdalne i często jakaś taka... Abym był w kontekście rekordów, bo też mnie fascynują rekordziści, to też mnie fascynuje jakaś taka potrzeba bycia w czymś najlepszym, nawet gdyż to jest najgłupsza rzecz na świecie. To jest ciekawe, bo jest dużo wątków, ale może nakreśl nam też swój background, bo masz kilku braci i powiedz, bo to mnie bardzo bawi, że też rozkładanie sympatii piłkarskich w rodzinie, jeśli chodzi o drużyny z Premier League.

Ale oni potem zaczęli przenosić to do lokalnych lasów i larpować. Larpować jeszcze wtedy, w momencie, kiedy tego prawie nikt w Polsce nie robił. To było naprawdę takie raczkujące hobby. I nie było w ogóle takiego zaplecza, tak jak teraz, że są sklepy one, gdzie jest mnóstwo... zbroi, broni i tak dalej. Trzeba było wszystko sobie robić. Tak, więc to było tak, że rzeczywiście wtedy bardziej trzeba było tą wyobraźnię uruchomić, bo my naprawdę mieliśmy, wiesz, koce z dziurami na głowy i narzucaliśmy te koce, jakieś takie rurki PCV, jakąś taką etulinką sobie robiliśmy jako miecze. To naprawdę wyglądało tak śmiesznie z boku i też myślałem, że się w to nie wkręcę, bo oni mówili, czy z nimi zagram, bo to był tam jeden pierwszy albo drugi LARP, jakiego organizowali, gdzie to naprawdę były koce i rurki. No ja mówię, no słuchajcie, no nie mam nic innego, nie były wakacje w Głogówku, nie było nic innego, no dobra, dostałem list fabularny i... List fabularny?

Tak, no taki list, no o czym jest ta fabuła tej gry i taki jakby wątek mojej postaci. Przepraszam, że wydałem, bo właśnie muszę dopytać, bo to mnie zawsze ciekawi w LARPach, że rozumiem, że jest jakieś nakreślenie, kim jest postać, co kto robi, ale jak na przykład dochodzi do tego, że macie walkę, to jak się decyduje, kto ją wygrał? No bo ktoś mówi... No tam jest, każdy LARP ma pewnie jakąś tam swoją punktację, my tam mieliśmy, swoje zasady, że chyba, nie pamiętam, czy teraz były trzy czy pięć punktów życia... Więc były też ustalone przestrzenie, które punktują. Czyli wypróbowaliście się trafić naprawdę? Tak, trafić, ale to była broń otulona taką pianką, więc to nie bolało tak bardzo. Czyli to nie jest tak, że stajecie naprzeciwko siebie i... Z góry wiadomo. Albo nie rzucacie kostką, tylko to faktycznie fizyczne. To była walka i było wiadomo, że chyba tam trzeba było trafić albo w korpus, chyba nie można było w ręce, bo to było frajerskie, tylko chyba trzeba było trafić w korpus chyba tam pięć razy, żeby wygrać coś takiego.

Byłem na forum Disneylandowym, w którym ludzie z całej Europy dyskutowali o tym, jak się projektuje parki. I to jest super. Jest to nisza. Tam poznałem przyjaciół, z którymi jestem w kontakcie do dzisiaj. I właśnie sobie myślę o tym, że żyjemy w takich czasach, w których to bycie nerdem jest... Twój film jest też chyba na to przykładem. To jest absolutnie docenione jako coś, co buduje wspólnotę, tożsamość i tak dalej, bardziej niż wykluczenie może, że to jest taka siła. Ja to przeżyłem bardzo mocno, doświadczyłem tego służbowo będąc na Pyrkonie ostatnio, gdzie ludzie z bardzo różnymi, często niszowymi wkrętkami odnajdują się i celebrują to, że to ich łączy.

Fantastyczne. Skala Pyrkonu jest szokująca, nie? Jak duże jest to wydarzenie. Ale to prawda, teraz zwróciłeś taką moją uwagę na to, że jednak instytucja nerda w kinie na przykład jest bardzo stara i często byli to bohaterowie jednak pozytywni, ale którym głównie musieliśmy współczuć, że jest to ktoś wyśmiewany przez członków drużyny futbolowej albo coś tam i oni są tacy ten... I że bardziej te filmy próbowały powiedzieć, ej, spójrzcie na nich, że to też są ludzie, ale jednak z takim pobłażaniem. Te biedne nerdziska też są jednak ludźmi. A jak pomyślę na przykład od razu o Stranger Things, które było pierwszą rzeczą, która nerdom oddało takie najeżdżone miejsce, że może oni mają fajniejszy, że to spędzanie czasu nerdowskie nie jest czymś dziwnym, co też trzeba akceptować, tylko właśnie to, co Błażej powiedział.

Białej daje wspólnotę, daje siłę, pozwala przeżyć przygody. Tak, bo ten Stranger Things jednak był ogromnym sukcesem i wielkim hitem i ten wielki hit nie przedstawiał tych nerdów. Tam coś tam czasem było jakimś mega pobocznym wątkiem, że oni są leciutko wykluczani, ale praktycznie tego nie było. Oni po prostu byli głównymi bohaterami. Bo jak były takie rzeczy jakieś typu Revenge of the Nerds, jakieś tam zemsty... zaprajerów, coś tam, no to tam jednak oni właśnie byli tymi żałosnymi ofiarami, które ewentualnie się od... A tutaj właśnie nie, więc myślę, że to bardzo... I ta nerdoza w ogóle stała w samym środku, bo oni grali w te swoje RPGi z tego Pemogorgonem i myślę, że... Że to jakoś mocno, w sensie to pewnie jest trochę działa w kole, że trochę Stranger Things to napędziło, a trochę Stranger Things było możliwe, bo być może już był jakiś shift w takim podejściu.

Ale to ten shift to się dokonywał po prostu w zmianie pokolenowej wszystkich ludzi, może nie wszystkich ludzi, ale takiej wierchuszki Hollywood, która decyduje o tym, że jakby to pokolenie nerdów teraz jest... górą mainstreamu, nie? Że jakby rozdaje karty w ogóle i że to są dzieciaki, które po prostu czytały komiksy Marvela i były wyśmiewane pewnie kiedyś tam 30-40 lat temu. Teraz są, wiesz, prezesami Marvela i kształtują uniwersum, nie? To jest bardzo fajna zmiana wierchuszki z pedofilina. Nie, że to po prostu banda nerdu po prostu robi kino mainstreamowe, nie? Po prostu... Nerdoza to mainstream teraz. Nerdoza to mainstream, to prawda, ale mam też taką myśl, bo ja mam wrażenie, że może też to jest kwestia zmiany języka i rozmowy w ogóle o byciu człowiekiem, przepraszam za gruntowe sformułowanie, ale że wydaje mi się, że większość ludzi ma w sobie jakiegoś nerda, tylko że...

Ale ja to robiłem już dużo po tym, jak internet. Ale zacząłeś wcześniej, nie? Zacząłem wcześniej. W sensie, tak sobie myślę, że jednak łatwiej takie analogowe jakby... Na przykład jedna moja bliska osoba wypisywała w zeszytach opisy wszystkich postaci z Tolkiena. I to też teraz po prostu sobie wejdziesz na jakiś forum, stronę i tam się będziesz produkował. Ale czy to jest to samo? Bo tutaj jednak ten element przetwarzania czegoś, no, ja myślę, że ja jestem nerdem na pewno, takim nerdem w rozumieniu popkulturowym, chłonięcia rzeczy, ale też, że ja robiłem bardzo dużo dziwnych rzeczy. Ja na przykład w zeszycie robiłem Atlas świata, I to polegało na tym, że po prostu przerysowywałem ze świata wiedzy mapkę i przepisywałem te dane.

Skład Rapido Tirana. Nie no, Rapido Tirana, ale Olimpii Lizbona bym w jakichś piłkarzy wymienił na przykład, zapamiętam. To jest dosyć dziwne. Może tak w najstarszej Fifie, gdzie jeszcze oni nie mieli praw do żadnej... No nie, niestety ja pamiętam piłkarzy, których wymyśliłem w latach dziewięćdziesiątych. Straszne. Mam w głowie taki śmietnik, ale w każdym razie... Wiesz, że potem grałeś na boisku sam chyba też piłką. Na boisku też grałem, ale głównie... I grałeś tych piłkarzy wymyślonych, tak? Tak, ale tam... Znaczy to było inaczej, bo w tym sprężynowych piłkarzykach, no to grałem tymi wymyślonymi ligami, grałem ligi, one nawiązały do pucharów, europejskie puchary. To bardzo dużo meczów. Bardzo długo to zajmowało, ale trzy edycje pełne rozegrałem takich sezonów. Teraz na boisku to robiłem coś jeszcze bardziej dziwnego, bo tam skoro miałem segregator, gdzie przepisywałem składy istniejących drużyn, ale wysuwałem ręcznie ich herby i brałem ten segregator na boisko i kopałem do jednej bramki jako dwie drużyny prawdziwe i zapisywałem mecze między nimi.

I ja to sobie nawet tłumaczyłem, że w moim świecie piłkarze są po prostu... Ludzie są gorsi technicznie ogólnie w piłkę i że ten lepszy jest tak naprawdę równie dobry relatywnie jak ci najlepsi ludzcy piłkarze, jeśli rozumiecie. Tak, jeszcze a propos tego timera, co powiedziałeś, to mi przypomniałaś z kolei taką moją rzecz z dzieciństwa, bo ja właśnie przez to, że miałem to wypożyczalnie kaset wideo pod tym samym adresem, bo mój wujek miał... A to powiedziałeś to tak, jakbyś to już powiedział, a nie... Nie, bo powiedziałeś, że wujek miał wypożyczalnie, ale nie widzieliśmy. To był ten sam adres, myśmy mieli taka kamienica poniemiecka, gdzie... Było sporo mieszkań w tej kamienicy i mówię, jak po prostu od drugiej strony się wchodziło i tam były te kasety. W twoim domu rodzinnym była wypożyczalnia? Moim adresem była wypożyczalnia kaset wideo, więc ja byłem bardzo blisko.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.