Klancyk: Codzienne trudności odc. 53 Kordian Kądziela
Rozmawiamy z Kordianem Kądzielą - reżyserem o jego pełnometrażowym debiucie "LARP: Miłość trolle i inne questy", ale nawet bardziej o tym, że wspaniale być nerdem. Rozmowa zahacza o piłkarzyki, Opolszczyznę i wypadki rowerowe. Rozmawiamy o imionach bohaterów Słowackiego, a na koniec tradycyjnie quiz.
Witam Państwa bardzo serdecznie w codziennych trudnościach w podcaście Teatru Improwizowanego Klancyk. Sprawdziłem przed nagraniem, że jest to odcinek numer 53. Pierwszy nagraliśmy w 2018 roku, więc przez 7 lat udało się nagrać 52 odcinki. Co daje nam średnią troszkę ponad 7 odcinek. 7 odcinek, 7 odcinka, 7 przecinek. 7 odcinek. 3 odcinka rocznie. Nie jest to dużo, ale są to bardzo jakościowe odcinki, więc myślę, że nie inaczej będzie dziś. Naszym gościem dzisiaj jest Kordian Kondziela. Kłaniam się nisko. Artysta, reżyser, ojciec dwójki dzieci, dumny reprezentant Opolszczyzny. A przede wszystkim człowiek.
Człowiek i pasjonat wielu rzeczy, o czym będzie, mam nadzieję, okazja porozmawiać w dalszej części programu. Oprócz naszego gościa w dzisiejszym podcaście wezmą udział, pewnie go przegadają, jak to zwykle u nas bywa. Grzegorz Uzdański. Dzień dobry. Błażej Staryszak. Dzień dobry. I ja, czyli Maciej Muchwal. Ograniczyliśmy liczbę osób z klancyka do trzech, bo jak było nas więcej, to gość już nic nie mówił. Więc naprawdę. Czasami jest nas ośmiu, więc nie, chyba tak się nigdy nie zdarzyło. Legendarny podcast z Józefem Piłsudskim. Taka postać historyczna, tyle tajemnic, a nie powiedział słowa przez cały podcast, więc nie rozwiał. Może dlatego, że był martwy. Jeśli jak robiliśmy, był czas, kiedy robiliśmy ten podcast z widownią na żywo, to wtedy było nas rzeczywiście więcej, bo więcej osób się też mieści na scenie niż w studiu podcastowym.
Zapytacie, czemu nie robimy już tego podcastu z publicznością? Przecież to było super. Nie, nie zapytacie. Dlatego, że na przykład jak zrobiliśmy odcinek z Bartkiem Topą, przyszły trzy osoby. Między innymi dlatego tego nie robimy, bo nie miało to sensu. Ja myślę, że jakbyśmy dzisiaj zrobili powtórkę tego odcinka, to scena by pękała. To było z Bartkiem Topą przed Janem Pawłem Adamczyckim? To już był hit, tak? To było po 1670. A to było biletowane? Było ciepło. Było ciepło i... A to nie było po zdjęciach, a przed premierą? Moim zdaniem tak. Tak myślisz? To było chyba, kiedy jeszcze... Może. Jeszcze on był nastolatkiem, jeszcze nie miał na koncie żadnej roli. Lata temu naprawdę.
Świetny żart. Maciek musi sprawdzić, jak to było. Ale data publikacji tego odcinka nie będzie datą tego wydarzenia. No dobrze, ale odcinek jest publikowany... No nie, nie... Aha! Nie, no to faktycznie. Sierpień 23. A premioła w grudniu 23. To rzeczywiście. No dobrze, no to zwracam honor. Tak, bo pamiętam, że rozmawialiście w tym odcinku i ja nie byłem wtedy. Że nie mogliś jeszcze... Nie mógł z tym opowiedzieć, z każdym właściwie... A to w ogóle było ogłoszone, serio. Dobrze, nie było. Tak czy inaczej. Powiedziałem, że nasz podcast nazywa się Codzienne Trudności nieprzypadkowo. Dlatego, że tak trudno nam go nagrywać.
Ale nasz odcinek jest codziennie. Nie. To jest taka przewrotna nazwa. Ale nazywa się tak dlatego, że rozmawiamy tu głównie o życiu i o tym... O tym, że w tym życiu bywa różnie i bywa trudno i zmagamy się z wieloma rzeczami. Często są to tak zwane małe, wielkie tragedie. I pytamy naszych gości zawsze na początku, co jest ich codzienną trudnością. Myślimy o rzeczach, dla kogoś to są urzędy, dla kogoś to jest pranie albo prasowanie, a dla kogoś to jest w ogóle wstanie z łóżka. Na przykład dla mnie. Więc Kordian, czy ty masz jakieś swoje codzienne trudności, rzeczy, których nie znosisz w takiej rutynie, albo coś, co właśnie innym ludziom nie sprawia za bardzo kłopotu, a dla ciebie ta jedna rzecz jest po prostu koszmarem? No dla mnie wszelkie sprawy papierkowe, urzędowe, to jest dla mnie absolutna czarna magia i wiele razy już starałem się ogarnąć na przykład działanie faktur, czym jest faktura, czy różnych rodzajów umów, ale nie jestem w stanie przyswoić tej wiedzy.
Jakaś część mojego mózgu jakby w momencie, kiedy zaczynam mówić o dokumentach, jakichkolwiek się wyłącza, a na szczęście Moja narzeczona, za chwilę żona, jest specjalistką takich rzeczy, więc tu się dobrze uzupełniamy. Ale mam taki pewien zwrot akcji, jeżeli chodzi o moje codzienne trudności, bo na pewno taką trudnością było to, co ty powiedziałeś, wstawanie rano. Byłem nocnym Markiem długie lata. I kiedy zostałem tatą, okazało się, że nie można być nocnym Markiem, jak się jest tatą. A przynajmniej, jeżeli masz jakoś odciążać jakkolwiek matkę, partnerkę i po prostu odwozić na przykład dzieci rano do przedszkola czy żłobka, no to trzeba wstawać bardzo rano. I na przykład było to bardzo trudne, a teraz jest to już dla mnie jakiś rodzaj przyjemności i takiej satysfakcji, jeżeli jest ósma rano, a jestem już po odwiezieniu dzieci, jestem gotowy do działania i coś, co kiedyś było potworną dla mnie trudnością, teraz jest nawet źródłem satysfakcji.
A o której się kładziesz spać? No tak do północy staram się położyć spać, a kiedyś to była tak trzecia, czwarta, to była norma. I co robiłeś do czwartej? Nie, bo chodzi mi o to, że czy to były melanże, czy to było bezsensowne scrollowanie, czy to było granie w gierki do późna, oglądanie filmów. Było często oglądanie filmów, czytanie, ale też często niestety byłem w nałogu gry Football Manager na przykład. potrafiłem grać do rana w menadżera piłkarskiego. Mój kolega był chyba, nie wiem, czy to już było kliniczne, ale potocznie, rzecz ujmując, był uzależniony chyba od futbolmenadżera. Ciągle to w końcu musiał sobie odinstalować w ramach jakiegoś takiego. To jest ciekawe, nie wiem, czy wygraliście w tę grę, ale to była chyba jedyna gra, jaką ja się zdecydowałem, która była świadoma tego, jak bardzo uzależnia. I tam był taki okienko, które dawało ci przytyki.
Tak, ja pamiętam, że miałem czas po raz zmienić bieliznę. Tak, tak, tak. Ale ja jeszcze oczywiście jestem na tyle stary, no zresztą Kordian jest tylko rok ode mnie młodszy, ale że jesteśmy młodsi od Bożego i Grześka. Ja jestem młodszy od Grześka. Ja jestem młodszy od tego budynku, w którym... W każdym razie, że ja grałem jeszcze w Championship Manager, bo to się pierwotnie nazywało Championship Manager, a później... To prawda. Też grałem w Championship Manager. Ale tam właśnie tylko jeszcze powiem, że jeszcze grałem kiedyś w taką Polską Ligę Manager. Grałem, 98. 98 i tam, co było ciekawe i było fajne odwzorowanie obecnych realiów, ówczesnych realiów piłki polskiej, że była ukryta opcja kupowania meczów. Była. Wiesz o tym. nawet nie bardzo ukryta. Była taka łapeczka, że można było korupcyjną złożyć propozycję.
Bardzo fajny smaczek, smutne, że to było. Ale to było faktycznie w Gierce. I pamiętam, że ludzie chwalili to, że to jest takie realistyczne. Ale właśnie sam poruszyłeś temat piłkarski, to w sumie dobrze, bo możemy tu zdradzić sekret. Właśnie to nie jest żaden sekret. Ciekawostkę, że dosłownie za trzy dni lecimy z Kordianem na Maltę gdzie będziemy na meczu Malta-Polska i przy okazji zobaczymy trochę Malty. Byliśmy dwa lata temu w tym samym celu na Wyspachowczyk. Wspaniały wyjazd, więc dla mnie to będzie drugi taki odcinek turystyki kibicowskiej za reprezentacją. A ty to robisz już od dawna. Tak, od dawna. Jakiś czas temu z kumplami z lat studenckich wymyśliliśmy sobie taki sposób turystyki boiskowej, żeby... UEFA nam ustalała destynację wyjazdową i patrzyliśmy, patrzymy, kogo wylosowała Polska w grupie, a nie w danego turnieju.
Bieramy sobie najbardziej takiego ciekawego dla nas rywala turystycznie i wokół wyjazdu meczowego budujemy wyjazd taki w sumie tygodniowy, czasami dzisiaj z hakiem. I gdzie już byłeś? No na pewno tak. Byliśmy w Erywaniu na meczu Armenia-Polska, byliśmy w Izraelu, w Jerozolimie był mecz Izrael-Polska, byliśmy na turnieju w Rosji na Mundialu. Nawet takie mocne destynacje w Kazaniu na meczu Kolumbia-Polska. we Francji na mistrzostwach. Z Ukrainą chyba byś? Z Ukrainą byłem, tak. A czy wynik meczu w jakiś sposób determinuje to, jak dobrze się tam potem bawisz? Czy to jest na koniec tego wyjazdu? Albo na koniec, albo na początek, bardzo różnie. Czasami jest deserem, czasami jest przystawką, ale akurat mecz jest zawsze fajny, ale to nie jest najważniejsze w tym wyjeździe, to jest tylko pretekst.
I oczywiście w superestudie też te stadiowe, często egzotyczne, jak w tym rywaniu, to był fantastyczny wyjazd. Czy w Izraelu, gdzie wtedy było jakieś zagrożenie atakiem rakietowym i byłem świadkiem takich bardzo efemerycznych przyśpiewek, które wiadomo, że już nigdy się więcej nie pojawią na stadionie, bo kibice bardzo szybko wymyślili przyśpiewki z rakietami, żeby jakoś oswoić ten lęk, no bo był w ogóle lęk, czy w ogóle iść na ten stadion. bo tam był jakiś komunikat oficjalny Hamasu, że ten mecz Izrael-Polska zostanie zaatakowany rakietami. Fajnie brzmi ten teatrowy. I my tak zastanawialiśmy się, że dziewczyny do nas dzwoniły, żebyśmy nie szli, no ale my uznaliśmy, że tam wszyscy idą, więc dobra. Patrzcie, patrzcie, zadzwoniły, słuchajcie, nie idźcie na ten mecz, jest zagrożenie atakiem rakietowym, a wy na to, no ale wszyscy idą.
A był jakiś wyjazd w tej serii, który był jakąś porażką turystyczną? Porażką? Chyba nie, chyba się nie zdarzyła jakaś porażka. Zawsze na tym wyjeździe jest niejaki Wojtek Bosłowski, którego zna Maciek, który jest takim... ekstremalnym planerem. Wchodzi w rolę ojca w nas wszystkich. Tak. I on staje się takim trochę ojcem. Mamy z nimi takimi dzieciakami, my tam możemy trochę bardziej sobie się wyluzować na wyjeździe. A na przykład jestem od usłyszania muzyki. To jest mój największy obowiązek. I możemy sobie grać w gry, a Wojtek ma taki, już on to lubi w ogóle być taki dryg ojcowski, już sam nie jest ojcem prywatnie, ale ma taki dryg ojcowski, że on trochę nami dryguje na tym wyjeździe, żeby to wszystko się udało i spięło. I może dyrygentem też nie jest prywatnie. Też nie jest prywatnie, ale... Tu będzie miejsce na dżingiel.
Ciekawe, że Malta ci się akurat z Eurowizji ukaże, bo może tylko wtedy słyszałeś tę nazwę. Ale to ciekawy kraj w ogóle, bo on jest pomiędzy północą Afryki a Włochami i język też jest taki zawieszony między wpływami włoskimi. No ale nie mówmy teraz o Malcie, ale pomyślałem sobie, jak Błażej zapytał cię o porażkę wyjazdową, no to pomyślałem o twoim wyjeździe nie kibicowskim, ale o Węgrzech i przygodzie, którą tam miałeś. A propos Hęgrzysz, to były Węgry, gdzie miałeś rowerową... A, Jezu, Słowację. A tak, no bo to jest... No też rowerowe wycieczki. Miałem taki okres rzeczywiście, teraz już przy dzieciach trochę ciężko mi jest to znaleźć czas, ale jeździliśmy na takie wyprawy rowerowe z sakwami po Europie, z kumplami i tam też często mecz był pretekstem.
Co sobie wyobraziłeś? Wydaje mi się, że... Sakwami z kumplami. Że kumple są w sakwach? W sakwach. A, że samotnie jeździ i że jest takim samotnym człowiekiem. Z moimi kumplami i sakwami. Oni mają, że to jest ksywa naszej grupy, że to są sakwy. Żyjemy z sakwami. I z tymi idziesz dzisiaj na piwo z sakwami. Ja myślałem z kolei, że sakwy były z kumplami. A ja pomyślałem, że sakwy są kumplami, bo Kordania jest taką samotniką, że nazywa sakwy tym kumplami. Prawda, sakwa ma inne imię. Rafał. No dobrze, ale słuchajcie, zaraz nie będzie zapał. No nie, no, ale właśnie. Słuchaj, no, kontuzja też to uśmiecha. Mogę powiedzieć o tym. No tak, mieliśmy, bo często też mecz był pretekstem. Na przykład jak jechaliśmy do Kijowa na finał Ligi Mistrzów Liverpool-Real, to też sobie... Och.
mecz jako pretekst do wyjazdu rowerowego do Kijowa, a wtedy jechaliśmy do Budapesztu, akurat wtedy nie było żadnego kontekstu chyba piłkarskiego, ale po kilku dniach takiej wspaniałej majówki na Słowacji, gdzie po prostu non-stop lało i to było pięć dni w ulewie... A Słowacja, jak pewnie część słuchaczy wie, jest dosyć górzystym krajem, więc to były ciągłe podjazdy i zjazdy. Podczas tych pięciu dni w deszczu na podjazdach i zjazdach w pewnym momencie jednak skończyły mi się hamulce. Kloski hamulcowe i w dosyć newralgicznym momencie, bo podczas innego bardzo stromego zjazdu zaraz przed Budapesztem, przed granicą węgierską, no zabrakło mi tego hamulca na bardzo stromym zjeździe. I była taka sytuacja bardzo kłopotliwa, bo wiedziałem, że na pewno stanie mi się krzywda, tylko nie wiedziałem jeszcze jak, bo... był dosyć stromy taki rów po mojej prawej i wiedziałem, że mogę albo tak po prostu celowo wjechać w ten rów i też mi się stanie krzywda, albo liczyć na to, że, nie wiem, wyląduję jakoś inaczej, bo tam był taki ostry zakręt i spadł znowu.
To było Mistrzostwa Świata w hokeju. Najważniejszy sport na Słowacji, hokej. Mistrzostwa Świata, starali się organizacje, byli gospodarzami. I na mecz otwarcia grali z Ameryką, z Stanami Zjednoczonymi. Więc to był mecz, na który czekała cała Słowacja od lat. Otwarcie Mistrzostw Świata, Słowacja, USA. I ta intensywna terapia była tak skonstruowana, że wszyscy się nawzajem widzieli. To było sprytnie wymyślone przez tego projektanta, no bo jakby w centrum... W centrum był taki centrum dowodzenia przez pielęgniarzy i lekarzy, którzy widzieli wszystkich pacjentów, którzy byli w takich szklanych kubikach wokół tego centrum dowodzenia. Więc my widzieliśmy cały czas lekarzy, a lekarze widzieli pacjentów, którzy byli rozmieszczeni wokół nich. A wy pacjentów widzieliście? Jak ktoś umiera, to widzisz, tak?
Jakbym się wychylił troszkę z łóżka, to bym widział pacjentów wokół. Tam trochę było widać ich naokoło. W każdym razie nie dało się ukryć za bardzo, a oni bardzo chcieli oglądać ten mecz, aby mieli dyżur. I już kilka godzin przed meczem widziałem takie poruszenie, że tam była operacja oglądania meczu potajemnego i w pewnym momencie widziałem, że tam już się zaczyna taka ukryta imprezka. Na pewnym momencie jakieś takie siatki wjechały, tam coś brzęczały butelki. Skowali tam za ladą jakieś buteleczki z alkoholem. Potem starali się, ale tego się już nie udało ukryć, bo przyjechała dostawa z pizzą, więc tam lekarz starał się przemknąć jakoś tak po tym intensywnej terapii z płaczkami pizzy. Gdzieś tam to ukryli tak, kowali się jedząc tą pizzę i mieli taki ukryty telewizorek pod ladą z tym meszem.
Wyciszyli dźwięk, no ale widać, bo wszyscy patrzą w jeden punkt. Ja sobie wyłączyłem ten mecz na telewizorze. A oni udawali, że nie oglądają, bo im nie wypadało. I tylko chodzili, co chwilę gdzieś wychodzili, tam widać, żeby się napić gdzieś trochę, może intensywniej. I tak coraz bardziej zawiani. No i żeby było jeszcze dla nich trudniej, to było historyczne zwycięstwo Słowacji nad Stanami Zjednoczonymi. Chyba było 4-1 z tego, co pamiętam. W każdym razie padał pierwszy gol na Słowacji, więc... Tak się wyrwali, ale starali się jeszcze, byli w miarę trzeźwi, trzymać nerwy na wodzy. Ale z każdą kolejną bramką już puszczały hamulco i byli coraz bardziej pijani. I w końcu po prostu na środku tej istotnej terapii już było... Skakali, już życzyli, już tam pielęgniarka mi machała, bo widziała, że ja też kibicuję i oglądam. I sobie tak pachaliśmy. No dobrze, że nikt nie umarł tej nocy.
Tak, jechałem takim właśnie ambulansem do Polski. Jeszcze pamiętam, że byłem głodny i zatrzymali się w ogóle w tym, w McDrive. Jeszcze pamiętam, że jadłem tego maca w karetce. Pamiętam też takiego właśnie maca w karetce. I przejść przez granicę, to wszyscy już umyli ręce, bo tam już nie pomysłowało to ubezpieczenie. Obwieźli mnie po szpitalach warszawskich, nikt mnie nie chciał przyjąć, bo gdzieś nie mają miejsc. No i odwieźli mnie po prostu do domu i mnie zostawili na łóżku. Jezus Maria. Ja byłem cały połamany, nie mogłem się ruszać, ale powiedzieli, że już tutaj jakby nic nie mogą zrobić, już nie powiązuje ubezpieczenie w Polsce i... Super fajna firma. Polecimy, mają państwo napis, link. No, obudziłem się rano na intencyjnej terapii, a zasypiałem już u siebie w łóżku, nie mogąc się ruszać, więc na szczęście Kasia, moja ukochana, bardzo dobrze zorganizowana, na drugi dzień zorganizowała cały sprzęt medyczny do mieszkania, wynajęła jakieś tam łóżka, medyczny wózek inwalidzki i już taką rehabilitację przechodziłem w domu.
jesteś nerdem filmowym na pewno też, poza tym, że jesteś twórcą jako widz, no bo wiem, że uwiebiasz różnego rodzaju kina, więc ja bym tak może szeroko zaczął, ale możesz od tego, Larpu, zacząć. Jak ważne jest bycie nerdem i czy faktycznie uważasz się za nerda? No chyba nie ucieknę od tego bycia nerdem. Dla mnie jest bardzo ważne i chyba jest to w ogóle jakiś taki mój temat do tego pewnie... dojrzałem i zrozumiałem to po latach od szkoły filmowej, że wszystkie filmy były w końcu jakichś tam nerdach, outsiderach w jakimś sensie, że ja jednak wtedy byłem zafiksowany w szkole filmowej na tym, żeby robić co rok inny film i uczyć się warsztatu i żeby gdzieś takim moim celem było eksperymentować i próbować, a tu Mokument, a tu jakieś takie kino młodzieżowe, a tu jeszcze coś innego i tam trochę bawić się w jakieś Kaori Smakiego w fusach i tak dalej i starałem się łapać różne konwencje.
a nie zorientowałem się, że właściwie kręcę ten sam film, tylko że w jakimś tam innym anturażu, ale właśnie po latach oglądając te filmy szkolne, to zobaczyłem, że zawsze to było jakimś rodzaju nerda, jakimś outsiderze, jakimś właśnie takim, kimś obok. I że no to chyba jest taki mój temat. To nie przez przypadek takich bohaterów wybieram i o takich opowiadam, jest po prostu bardzo ciekawi taka potrzeba jakiegoś eskapizmu, ucieczki w jakieś zagadnienie, często bardzo absurdalne i często jakaś taka... Abym był w kontekście rekordów, bo też mnie fascynują rekordziści, to też mnie fascynuje jakaś taka potrzeba bycia w czymś najlepszym, nawet gdyż to jest najgłupsza rzecz na świecie. To jest ciekawe, bo jest dużo wątków, ale może nakreśl nam też swój background, bo masz kilku braci i powiedz, bo to mnie bardzo bawi, że też rozkładanie sympatii piłkarskich w rodzinie, jeśli chodzi o drużyny z Premier League.
Tak. No ja jestem kibicem Liverpoolu. Mam trzech braci. Mój młodszy brat jest... Wszyscy są młodzi, dobra. Najmłodszy brat jest kibicem Tottenhamu. Inny West Hamu. A jeszcze inny jest taki pływający pomiędzy różnymi klubami z naciskiem chyba najbardziej na Arsenal, Liverpool, ale tata West Ham też, taki jeden z synów. Ale najbardziej Barcelona, ten trzeci z tych braci. Więc tak są różne sympatie piłkarskie. Więc to też jest jakiś pewnie rodzaj futbolowego nerdowania. Czy nerdowałeś z braćmi, czy na przykład te larpy robiłeś sam? Bracia moi, oni chyba na tym LARP-ie w końcu nie byli ani razu, ale uczestniczyli, kiedy kręciłem film krótkometrażowy ponad 10 lat temu, jeszcze jak byli dziećmi, moi bracia, bliźniacy, mam też bliźniaków w rodzinie i ci bliźniacy byli takimi statystą, aktorami, jako LARP-owcy wtedy zagrali, mieli wtedy pewnie 12 lat.
A w jakim wieku ty na larpy swoje chodziłeś? Ja byłem nastolatkiem. W liceum byłem, więc musiałem mieć 17-18 lat. No i to było dla mnie skakująco mocne doświadczenie. Jestem tym nerdem na różnych polach rzeczywiście. Fantastyka, gdzie zawsze była mi bliska, bo jedną z pierwszych kaset wideo, którą brałem od mojego wujka, który miał w poszczelni kaset wideo, to była Willow. To był taki mój ukochany film dzieciństwa. Pięć czy sześć lat oglądałem wiele razy. Więc gdzieś mi to tak zaszczepiło miłość do fantastyki szeroko pojętej, ale nie byłem nigdy tak wkręcony jak moi kumple z mojego rodziny, go głukówka na opolszczyźnie w takie sesje RPG-owe, stolikowe. Było takie grono. W takim małym gugówku było dosłownie kilku typów, którzy się w to bawili.
Fantastyczne. Skala Pyrkonu jest szokująca, nie? Jak duże jest to wydarzenie. Ale to prawda, teraz zwróciłeś taką moją uwagę na to, że jednak instytucja nerda w kinie na przykład jest bardzo stara i często byli to bohaterowie jednak pozytywni, ale którym głównie musieliśmy współczuć, że jest to ktoś wyśmiewany przez członków drużyny futbolowej albo coś tam i oni są tacy ten... I że bardziej te filmy próbowały powiedzieć, ej, spójrzcie na nich, że to też są ludzie, ale jednak z takim pobłażaniem. Te biedne nerdziska też są jednak ludźmi. A jak pomyślę na przykład od razu o Stranger Things, które było pierwszą rzeczą, która nerdom oddało takie najeżdżone miejsce, że może oni mają fajniejszy, że to spędzanie czasu nerdowskie nie jest czymś dziwnym, co też trzeba akceptować, tylko właśnie to, co Błażej powiedział.
Białej daje wspólnotę, daje siłę, pozwala przeżyć przygody. Tak, bo ten Stranger Things jednak był ogromnym sukcesem i wielkim hitem i ten wielki hit nie przedstawiał tych nerdów. Tam coś tam czasem było jakimś mega pobocznym wątkiem, że oni są leciutko wykluczani, ale praktycznie tego nie było. Oni po prostu byli głównymi bohaterami. Bo jak były takie rzeczy jakieś typu Revenge of the Nerds, jakieś tam zemsty... zaprajerów, coś tam, no to tam jednak oni właśnie byli tymi żałosnymi ofiarami, które ewentualnie się od... A tutaj właśnie nie, więc myślę, że to bardzo... I ta nerdoza w ogóle stała w samym środku, bo oni grali w te swoje RPGi z tego Pemogorgonem i myślę, że... Że to jakoś mocno, w sensie to pewnie jest trochę działa w kole, że trochę Stranger Things to napędziło, a trochę Stranger Things było możliwe, bo być może już był jakiś shift w takim podejściu.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.