Sprawa 21: Julian Buchwald & Carolynne Watson
4 marca 2008 roku Julian Buchwald zaprosił swoją dziewczynę, Carolynne Watson, na romantyczny piknik na terenie należącym do jego rodziny w Gippsland, w stanie Wiktoria.Kiedy para nie wróciła do domu, początkowy niepokój szybko przerodził się w panikę – zwłaszcza po tym, jak rodzice Carolynne znaleźli notatkę sugerującą, że zostali porwani przez satanistyczny kult.Przetłumaczone z Case 7: Julian Buchwald & Carolynne Watsonhttps://casefilepodcast.com/case-07-julian-buchwald-and-carolynne-watsonProdukcja:Casefile Host - przygotowanie materiału, scenariuszMike Migas - narracja, dźwięk, muzykaJarosław Grabias - tłumaczenie Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.
Nasze odcinki poruszają poważne i często trudne tematy. Jeśli w jakimkolwiek momencie poczujesz, że potrzebujesz wsparcia, skontaktuj się z Lokalnym Centrum Kryzysowym. Sugerowane numery telefonów do poufnego wsparcia oraz szczegółową listę ostrzeżeń dotyczących treści znajdziesz w opisie tego odcinka i na naszej stronie internetowej. 4 marca 2008 roku Julian Buchwald zabrał swoją dziewczynę Carolynne Watson na romantyczny piknik przy wodospadzie, znajdującym się na odosobnionej posesji w Budgery na australijskiej prowincji w stanie Victoria. Jednak dzień szybko zamienił się w koszmar, gdy Julian i Carolyn zostali porwani przez zamaskowanego napastnika.
Wkrótce matka Juliana znalazła przerażający list od satanistycznej sekty, która przyznawała się do porwania i groziła, że zabije zarówno Juliana jak i Carolyn, głęboko wierzących chrześcijan. Julian Buchwald miał 22 lata. Pochodził z Budgery, małego miasteczka położonego w dolinie Latrobe w stanie Victoria, około 160 km na południowy wschód od Melbourne.
Carolynne Watson miała 17 lat. Mieszkała niedaleko Juliana w miejscowości Churchill, również w dolinie Latrobe. Oboje pochodzili z małych wiejskich miejscowości i nadal mieszkali z rodzicami. Byli w związku od około dwóch lat. Zarówno Carolyn jak i Julian byli gorliwymi chrześcijanami i traktowali swoją wiarę bardzo poważnie, dlatego fizyczna strona ich relacji była mocno ograniczona. Regularnie uczęszczali na nabożeństwa i byli aktywnymi członkami swojej wspólnoty kościelnej. 4 marca 2008 roku Julian i Carolyn zaplanowali piknik na działce należącej do rodziny Juliana w Budgery. Posiadłość znajdowała się na odludnym wiejskim terenie, w większości porośniętym buszem.
Wielkość działki wynosiła około 500 hektarów, był to więc dość rozległy obszar. Julian i Carolyn planowali odwiedzić znajdujący się tam wodospad, aby zjeść tam lunch. Tego ranka Julian odebrał Carolynne swoim złotym terenowym Nissanem Patrolem z 1999 roku i razem wyruszyli w drogę. Planowali wrócić około godziny 15. Zabrali ze sobą tylko podstawowe ubrania oraz trochę jedzenia i picia. Zanim dotarli do wodospadu, Julian zatrzymał samochód, aby sprawdzić padlinę martwego zwierzęcia, którą zauważył przy drodze. Powiedział Carolyn, że zaraz wróci i wysiadł. Zatrzymał się kilka metrów przed padliną, więc musiał przejść kawałek pieszo, znikając z pola widzenia dziewczyny.
Kiedy przykucnął, by się przyjrzeć, usłyszał szybkie kroki zbliżające się z tyłu. Chwilę później poczuł silne uderzenie w tył głowy i stracił przytomność. W tym czasie Carolynne wciąż czekała w samochodzie. Po około 5-10 minutach zaczęła się niepokoić. Julian często zatrzymywał się, by przyjrzeć się różnym rzeczom, także martwym zwierzętom, ale zwykle nie zajmowało mu to aż tyle czasu. Carolyn zaczęła zastanawiać się, czy nie wejść z samochodu i nie poszukać Juliana, gdy nagle dostrzegła w bocznym lusterku postać. Ktoś ubrany na czarno, w rękawiczkach i kominiarce pędził w stronę auta. Carolyn krzyknęła, ale zanim zdążyła zamknąć się w środku, napastnik otworzył drzwi i siłą wyciągnął ją na zewnątrz.
Był to odgłos łopaty wbijanej w ziemię. Julian i Carolyn nie wrócili do domu o 15. Spóźnianie się nie było w ich stylu. Matka Juliana zaczęła się niepokoić. Chodziła nerwowo tam i z powrotem, wypatrując ich na podjeździe. Wtedy zobaczyła butelkę wetkniętą w druciane ogrodzenie, z której wystawał kawałek papieru. Matka Juliana szybko wyciągnęła kartkę i gdy tylko przeczytała jej treść, niemal zemdlała. Nie mogliście kurwa zostawić nas w spokoju, więc wasz syn i dziewczyna poszli na spacer. Dostaniecie Carolyn i Juliana z powrotem, kiedy skończymy swoje sprawy w okolicy. Ale tylko jeśli będziecie grzeczni i nie będziecie nas wkurwiać.
Powiedzcie wszystkim, że pojechali na wakacje, ani się ważcie gadać z glinami, a odzyskacie swoje dzieci. Jeśli nas znowu wkurwicie, już nigdy ich nie zobaczycie, bo dziewczynę wyruchamy na śmierć i spalimy żywcem, a gówniarza będziemy z przyjemnością torturować i złożymy w ofierze naszemu Bogu, żeby odpłacić się 180-krotnie za krzywdy, które nam wyrządził, gdy go zgarnęliśmy. To wasze ostatnie ostrzeżenie. Róbcie co każemy, a dzieci wrócą całe i zdrowe. Matka Juliana była przerażona i zrozpaczona. Natychmiast zadzwoniła na policję. To były jedne z najpoważniejszych gruźb, jakie można sobie wyobrazić. Policja od razu postawiła wszystkich w stan najwyższej gotowości.
Zorganizowano szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą zarówno na lądzie, jak i z powietrza. Nie było to łatwe zadanie. Obszar poszukiwań był ogromny, a teren trudny. Las, mnóstwo dróg gruntowych, ukrytych ścieżek, bocznych dróg, rozległe bezdroża i gęsty burz. Było to wyczerpujące i skomplikowane poszukiwanie, dodatkowo utrudnione presją czasu. Wszystko wskazywało na to, że Julian i Carolyn wpadli w ręce kompletnych psychopatów. Podczas gdy ekipy ratunkowe przeczesywały teren, detektywi rozpoczęli śledztwo, by ustalić kto stoi za porwaniem i jaki mieli motyw. Treść listu sugerowała, że między porywaczami a rodziną Buchwaldów istniała jakaś historia.
Teraz natychmiast rozpoznał, że list znaleziony na posesji Buchwaldów został napisany przez tą samą osobę. Miał identyczny charakter pisma oraz ten sam symbol. Znak ten rzucił nieco światła na to, dlaczego porywacze uważali chrześcijan za wrogów. Był to bowiem satanistyczny znak, symbol ONA , czyli Zakonu Dziewięciu Kątów, znanej sekty satanistycznej, która propagowała składanie ludzi w ofierze. Listy wzbudziły ogromne obawy wśród policji. Zaczęli poważnie martwić się o bezpieczeństwo Carolynne i Juliana. Oboje byli gorliwymi chrześcijanami, co czyniło ich idealnym celem dla satanistycznej sekty.
Policja obawiała się, że porywacze spełnią swoje groźby i dokonają na nich rytualne ofiary. Po 48 godzinach intensywnych poszukiwań wciąż nie było żadnego śladu po Julianie i Carolyn. Wiadomość o ich zaginięciu szybko rozeszła się po lokalnej społeczności, a pastor ich kościoła organizował nieustanne czuwania modlitewne w intencji ich bezpiecznego powrotu. Śledczy przesłuchali pastora, licząc, że może dostarczyć cennych informacji na temat sekty. Jednak to, co im powiedział, zupełnie ich zaskoczyło. Spodziewali się, że to on jako pierwszy uwierzy w wersję o satanistycznym kulcie. Ale tak się nie stało. Co więcej, nie wierzył nawet, że doszło do porwania. Jego zdaniem Julian i Carolyn po prostu razem uciekli.
W trakcie rozmowy policja dowiedziała się, że oboje byli bardzo surowi w przestrzeganiu zasad swojej wiary, co oznaczało, że fizyczny aspekt ich związku nie wychodził po zatrzymanie się za ręce. Pastor niedawno odbył z nimi rozmowę i dowiedział się, że planują się pobrać. Był przekonany, że po prostu uciekli, by wziąć ślub. Nie potrafił jednak wytłumaczyć dwóch znalezionych listów. Wulgarność i brutalność ich treści zupełnie nie pasowały do Juliana i Carolyn. Policja zaczęła badać możliwość, że para rzeczywiście uciekła razem, ale szybko napotkali przeszkody. Po pierwsze, Julian i Carolyn nie zabrali żadnych ubrań ani zapasów, mieli przy sobie tylko jedzenie na piknik. Po drugie, ich konta bankowe pozostały nietknięte.
Teoria o ucieczce nie miała większego sensu, zwłaszcza w świetle gruźb, które otrzymały ich rodziny. Policja była przekonana, że Julian i Carolyn padli ofiarą przestępstwa. Śledztwo skupiło się na sekcie Zakonu Dziewięciu Kątów. Okazało się, że kult powstał w Anglii w latach 60. i miał swoich zwolenników na całym świecie. Zakon propagował ścieżkę duchową, która wymagała od wyznawców izolowania się od społeczeństwa, popełniania przestępstw, przyjmowania ekstremistycznych poglądów, stosowania przemocy i składania ofiar z ludzi. Problem polegał na tym, że policja nie mogła znaleźć żadnych dowodów na istnienie tej sekty w Australii. Nie było żadnych doniesień o członkach zakonu oraz żadnych wcześniejszych spraw z nim związanych.
Nie było nawet plotek na temat jego działalności w kraju. Pojawiły się więc obawy, że właśnie powstała australijska komórka sekty chcąca zaznaczyć swoją obecność w brutalny sposób, dokonując ofiary z ludzi. Casefile wróci za chwilę. Dziękujemy za wspieranie nas poprzez wysłuchanie sponsorów tego odcinka. Dziękujemy za wysłuchanie reklam. Wspierając naszych sponsorów wspieracie Casefile w produkcji nowych odcinków. Minął tydzień, a po Julianie i Carolyn nadal nie było śladu.
Poszukiwania nie przynosiły żadnych rezultatów. Szanse na odnalezienie ich żywych malały z każdą godziną. W pewnym momencie priorytetem stało się poszukiwanie ich szczątków, a nie ich samych. Surowy, dziki teren był wyjątkowo nieprzyjazny. W ciągu dnia panowały skrajnie wysokie temperatury, a noce były lodowate. Wszędzie roiło się od jadowitych węży i pająków. Takie warunki same w sobie byłyby wyzwaniem, a Julian i Carolyn nie mieli jedzenia, zapasów ani odpowiedniego ubioru, co czyniło ich sytuację jeszcze bardziej dramatyczną. Odległa lokalizacja oznaczała brak świadków, więc nie było żadnych informacji od lokalnej ludności, które mogłyby pomóc w śledztwie.
Policja wciąż opierała się na teorii, że odpowiedzialna za zaginięcie jest Sekta Dziewięciu Kątów, która chciała dokonać rytualnej ofiary. Jednak brak jakichkolwiek dowodów na działalność tej grupy w Australii sprawił, że śledczy zaczęli rozważać inną możliwość. Listy były jedynie zmyłką mającą odwrócić uwagę od prawdziwych sprawców. Ale siedem dni po ich zaginięciu, gdy wszelka nadzieja zdawała się już gasnąć i policja była niemal pewna, że szuka ciał, wydarzył się cud. Julian i Carolyn zostali odnalezieni żywi. Zataczając się, wyszli na drogę w pobliżu Parku Narodowego Alpine, setki kilometrów od miejsca, gdzie planowali piknik. Zostali zauważeni przez rolnika, który akurat przejeżdżał tamtędy samochodem.
Od razu zwrócili na siebie uwagę. Byli w fatalnym stanie. Pokryci z kaleczeniami i siniakami, z poważnymi poparzeniami słonecznymi, ich ciała pokrywały bolesne pęcherze. Detektywi nie zwlekali ani chwili, przesłuchano ich natychmiast. Trzeba było zdobyć jak najwięcej informacji, ponieważ napastnicy wciąż byli na wolności. Istniało realne zagrożenie, że ktoś inny z rodziny Carolyn lub Juliana mógł stać się kolejnym celem. Carolynne została przesłuchana i opowiedziała policji o tym, co się wydarzyło. Napastnik wykopał dół zaledwie kilka metrów od niej. Następnie podszedł do niej i zaczął ciąć jej ubranie nożem, aż została zupełnie naga, wciąż skrępowana.
Była pewna, że zaraz zostanie zgwałcona, zamordowana, a potem zakopana w tej dziurze. W desperacji zrobiła jedyną rzecz, na jaką miała siłę. Zaczęła się modlić. Modliła się nieustannie i niemal jakby sam Bóg zainterweniował. Napastnik nagle zniknął. Nie wiedziała dokąd poszedł ani co go spłoszyło, ale wydawało się, że na razie została oszczędzona. Mimo to nadal była związana, nadal nie mogła się ruszyć. Po pewnym czasie Carolynne usłyszała znajomy głos. – Julian, to ty? – krzyknęła rozpaczliwie. – Tak – odpowiedział Julian. On także był związany i nagi. Powoli przeczołgał się przez zarośla w stronę Carolynne.
Czy jeśli napastnik ich znajdzie, to będzie ich koniec? W pewnym momencie stracili orientację i przez przypadek wrócili w pobliże miejsca, z którego uciekli. To była zła wiadomość. Oznaczała, że napastnik mógł być gdzieś blisko. Ale wtedy dostrzegli coś, co mogło im pomóc. Julian zauważył plecak, który zabrali ze sobą na piknik. Pobiegł do niego, otworzył go i na całe szczęście w środku nadal były ich ubrania. Julian wrócił z plecakiem do Carolyn i wreszcie mogli się ubrać. Przez kolejne dni błąkali się po buszu, aż w końcu trafili na drogę, gdzie uratował ich rolnik. Napastnik nigdy ich nie odnalazł. Dla policji kluczowe było zidentyfikowanie miejsca, z którego uciekli.
To tam mogły znajdować się dowody, które pomogłyby w ustaleniu tożsamości sprawcy. Funkcjonariusze dokładnie przeszukali teren, w którym odnaleziono Carolyn i Juliana. I w końcu im się poszczęściło. Znaleźli miejsce przetrzymywania pary, odnaleźli fragmenty liny, części garderoby, a także nóż, łopatę i taśmę klejącą. Policja miała mnóstwo dowodów. Ale to, co odkryli, było jeszcze bardziej szokujące. Wszystkie znalezione przedmioty należały do Juliana. Wszystko wskazywało na to, że napastnik nie przyniósł na miejsce żadnego własnego sprzętu. Używał wyłącznie rzeczy należących do Juliana. Ale jak je zdobył?
Pojawił się kolejny problem. Julian powiedział policji, że został uderzony w głowę przez napastnika i stracił przytomność. Twierdził, że nic nie pamięta aż do momentu, gdy obudził się nagi i związany w buszu. Ale ślad na jego głowie był ledwie widoczny. Nie pasował do historii o brutalnym ciosie, który miał go znokautować. Policja zaczęła podejrzewać, że Julian był w jakiś sposób zamieszany we własne porwanie. Detyktywi dali mu jasno do zrozumienia, że jego wersja wydarzeń nie trzyma się kupy. Powiedzieli mu prosto w twarz, żeby przestał zmyślać i powiedział prawdę. Wtedy pękł. Zebrane dowody całkowicie go pogrążyły. Wiedział, że to koniec. Przyznał się do wszystkiego. To on sam zaplanował całą akcję.
To on uprowadził Carolyn i upozorował własne porwanie. Julian opowiedział śledczym całą prawdę. Wskazał miejsce, w którym wcześniej ukrył zapasy. Zaplanował wszystko z wyprzedzeniem. Zakopał mapę oraz narzędzia, których miał użyć. Łopatę, nóż, linę i taśmę klejącą. Kłamał o znalezieniu martwego zwierzęcia. Wykorzystał ten moment, by się przebrać i ucharakteryzować na porywacza. To on sam związał Carolyn, a następnie zawiozł ją 6 godzin na północ do odległego parku narodowego Alpine. Nic dziwnego, że policja nie mogła ich znaleźć. Szukali ich zupełnie nie tam, gdzie powinni. Julian z przerażającą dokładnością opisał, jak Carolyn zalana łzami błagała go, by przestał i prosiła o udarowanie życia.
Opowiedział, jak z zimną krwią rozciął jej ubrania i wykopał dół. Opisał, jak potem rozebrał się sam, związał i po kilku godzinach zaczął krzyczeć jej imię, by wyglądało na to, że również padł ofiarą napaści. Policja miała winnego. Ale dlaczego ktoś miałby porwać własną dziewczynę i upozorować swoje porwanie? Jaki mógł być motyw Juliana? Julian zaplanował całą akcję, bo chciał zmusić Carolyn do seksu i do małżeństwa. Przez cały czas szeptał jej do ucha, że muszą uprawiać seks, żeby przetrwać zimne noce. Twierdził, że w takich okolicznościach nie byłoby to grzechem w oczach Boga. Ale Carolyn pozostała wierna swoim przekonaniom.
Nie zgodziła się na seks. Nie zgodziła się na ślub. Owszem, planowali kiedyś się pobrać, ale wciąż mieli co do tego spore rozbieżności. Julian chciał ślubu natychmiast, a Carolyn chciała poczekać, aż skończy studia. Julian nigdy się nie zgubił, cały czas dokładnie wiedział, gdzie są. Udawał zagubionego, by spędzić z Carolyn więcej czasu, mając nadzieję, że w końcu się złamie i zgodzi się uprawiać z nim seks albo za niego wyjść. Myślał, że wystarczy kilka dni, że Carolyn w końcu się podda. Ale gdy minął tydzień i stało się jasne, że nigdy się nie zgodzi, postanowił zakończyć grę i doprowadzić do uratowania ich przez rolnika. Julian został oskarżony o bezprawne uprowadzenie, porwanie w celu zmuszenia do małżeństwa, porwanie w celu wymuszenia stosunku seksualnego i kradzież.
Podczas procesu sąd usłyszał, że Carolyn, spędzając 6 godzin skrępowana na tyle samochodu, doznała poważnych obrażeń szyi, pleców i rąk. W 2009 roku Julian został uznany za winnego, ale nie trafił od razu do więzienia. Pozwolono mu wyjść za kaucją i czekać na wyrok na wolności. Julian wiedział, że dostanie karę więzienia, więc postanowił uciec. Zdobył fałszywy paszport indyjski, przefarbował włosy i przyciemnił skórę, by wyglądać na Hindusa. Zdołał uszukać australijskie służby celne i opuścić kraj. Nie uszedł jednak daleko. Został zatrzymany zaraz po wylądowaniu. Odkryto jego prawdziwą tożsamość i odesłano go z powrotem do Australii. Za porwanie Carolynne skazano go na 7 lat i 3 miesiące więzienia.
Dodatkowe 6 miesięcy dostał za ucieczkę. Miał minimalny okres odbywania kary wynoszący 5 lat i 3 miesiące. Zamiast cierpliwie odsiedzieć swój wyrok, Julian odwołał się, twierdząc, że był to błąd wymiaru sprawiedliwości i że kara była zbyt surowa. Nie było zaskoczeniem, że jego apelacja została odrzucona ze względu na głęboką i długotrwałą traumę, jaką porwanie wywołało u Carolynne Watson. Ale australijskie władze nie poprzestały na tym. Julian Buchwald, urodzony w Niemczech, przybył do Australii jako niemowlę. Nigdy nie uzyskał australijskiego obywatelstwa. Jego wiza została anulowana w 2014 roku, a w 2016 roku deportowano go do Niemiec.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
dziękujemy za wspieranie nas poprzez wysłuchanie sponsorów tego odcinka
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„dziękujemy za wspieranie nas poprzez wysłuchanie sponsorów tego odcinka"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
4 marca 2008 roku Julian Buchwald zaprosił swoją dziewczynę, Carolynne Watson, na romantyczny piknik na terenie należącym do jego rodziny w Gippsland, w stanie Wiktoria.
Kiedy para nie wróciła do domu, początkowy niepokój szybko przerodził się w panikę – zwłaszcza po tym, jak rodzice Carolynne znaleźli notatkę sugerującą, że zostali porwani przez satanistyczny kult.
Przetłumaczone z Case 7: Julian Buchwald & Carolynne Watson
https://casefilepodcast.com/case-07-julian-buchwald-and-carolynne-watson
Produkcja:
Casefile Host - przygotowanie materiału, scenariusz
Mike Migas - narracja, dźwięk, muzyka
Jarosław Grabias - tłumaczenie
Hosted on Acast. See acast.com/privacy for more information.