Magda Umer w Big Book Cafe. KSIĄŻKI MOJEGO ŻYCIA. Paulina Wilk rozmawia o czytaniu
Oddajemy Wam prawdziwy skarb wydobyty z archiwum.Zapis dźwiękowy spotkania z Magdą Umer, która odwiedziła nas jesienią 2019 r. w Big Book Cafe przy Dąbrowskiego i była szóstą twórczynią goszczącą w cyklu KSIĄŻKI MOJEGO ŻYCIA.Opowiedziała o najważniejszych poetkach i poetach swojego życia, o najważniejszych książkach i tekstach piosenek. A przy okazji raczyła nas anegdotatmi i mądrościami.Tego dnia Big Book Cafe była wypełniona po brzegi, najbardziej zdeterminowani dostali się do środka przez wejście awaryjne. Magda Umer była nam bliska, była dla nas niezmiernie ważna.Odwiedziała nas i ona, i jej wielka przyjaciółka, Zuzanna Łapicka.To była zawsze radość, zawsze zaszczyt.Będziemy zawsze tęsknić. Dziękujemy.A Wam życzymy dobrego, czułego słuchania.Magda Umer mawiała, że czytając nigdy nie jest samotna.I że jej ulubioną czynnością w życiu jest myślenie.
Fabularnym, żeby pisać o czymś, co nie było naprawdę. Niesamowite to jest zupełnie. Przeczytałam też ostatnio rzecz o Andrzeju Żuławskim, dlatego że znałam go przez kilka lat. Dosyć intensywnie się spotykaliśmy nawet, bo z jedną z jego kobiet miał dziecko, które przyjaźniło się z moim małym Mateuszem. I dajmy na to rok czy dwa lata odwiedzaliśmy się prawie codziennie. I zawsze mnie ciekawiła jego diabelskość i talent i uroda. I chciałam zrozumieć, dlaczego potrafi być i wspaniały i straszny i pisać rzeczy okrutne dla ludzi, z którymi spędził życie.
Także radzę wam naprawdę gdzieś tego... To chyba można kupić. A może tutaj to jest... Nie wiem. Można kupić. To się nazywa wspomnienia z niepamięci. Poza tym przesłuchałam Andrzeja Łapickiego felietony pod tytułem Nic się nie stało, co mnie bardzo interesowało także z powodów prywatnych, rodzinnych i to było bardzo ciekawe i bardzo też dobrze przez niego przeczytane. I przeczytałam, przesłuchałam Janusza Głowackiego Goodbye George o Jerzym Kosińskim. Też bardzo, bardzo to było interesujące.
Ja byłam wykończoną, ale bardzo szczęśliwą matką. I to jest takie jedyne pani wspomnienie z życia bez czytania, bez tej intensywnej obecności literatury? Tak, a jednak to jest nauk to czytanie, jednak to jest nauk. Tylko teraz bardziej bolesny, teraz bardziej bolesny. Bardzo dużo też rozmawiamy o książkach z Zuzią Łapicką. Dzisiaj zobaczycie tę książkę. My byliśmy kompletnie różnymi osobami i bardzo ciekawa była taka wymiana tego, co nam zostało po przeczytaniu tej samej książki.
A teraz jak pani to powiedziała, to ja sobie myślę o tym, że się wszystko odwróciło do góry nogami, no bo... Ja od połowieku uciekam, jestem eskapistką i trudno. Po prostu ja bym oszalała, gdybym ja miała walczyć z każdym głupim zdaniem, które słyszę w dziedzinie polityki. Nie do wytrzymania to jest po prostu, nie do wytrzymania. Ale nie wierzę, że nie siadałyście z Jandą i Łapicką i nie rozmawiałyście żywo o polityce. Oczywiście, że rozmawiałyśmy i oczywiście, że to też pisze w tej książce właśnie, bo się mnie pyta Marcin Zaborski, czy miałyście podobny światopogląd. Ja mówię, że jednak myślę, że warunkiem przyjaźni jest podobny światopogląd, bo gdybyśmy miały jeszcze się kłócić o te sprawy, to by było straszne.
I ja nagle słucham o tym dzieciństwie i mówię, nie Zuziu, to ja w ogóle się nie wyobrażam, że można mieć takie dzieciństwo. Czyli, że można go nie mieć, że można być od razu starym trzecim członkiem rodziny. Mama, tata i trzecia dorosła osoba Zuzia. I jakoś się tego przestraszyłam. Przestraszyłam i nie. I teraz, im dłużej jej nie ma, przecież za chwileczkę będzie rok, to pomyślałam, że to naprawdę jest osoba warta tego, aby o niej nie zapomniano. Ponieważ o Zuzi, dla tych ludzi, którzy jej nie znają, wie się, że była żoną Daniela Olbrychowskiego i córką Andrzeja Łapickiego. Czyli wie się o takim...
O tym teoretycznie w wielkim świecie, sławnych nazwiskach i tak dalej. A ja zawsze mówię, że Zuzia jako osoba była ciekawsza od tych wszystkich sławnych nazwisk, które znała. Tylko ludzie tego nie wiedzą i mam wielką nadzieję, że jak przeczytacie tę książkę, to uwierzycie mi, że tak jest. Pani Zuzanna Łapicka przychodziła do nas całkiem często tutaj Poza tym, że bardzo lubiła nasze ciasto czekoladowe ze śliwką w rumie. Polecam, dzisiaj akurat nie mamy, ale warto. A zresztą ta historia się zaczyna przecież od... od związków literatury i kulinarium.
Konwicki, oprócz tam paru rzeczy, które strasznie lubię, nie przemawia aż tak, jak pan Wiesław Myśliwski. I właściwie to nasze różnienie się także było szalenie ciekawe. A jak pani czytała już tę spisaną przez Marcina Zaborskiego opowieść własną o Zuzannie Łapickiej, to coś panią uderzyło, zaskoczyło? Tak, ja się strasznie bałam i to właśnie pani Iziewa też mówiła, że chcąc, nie chcąc, że chcąc, nie chcąc, tam jest tyle wiadomości na temat tylu znanych ludzi. No bo po prostu w takim świecie żyłyśmy, że ja krytykując te wszystkie, jak to się nazywa, pomponik?
Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Oddajemy Wam prawdziwy skarb wydobyty z archiwum.
Zapis dźwiękowy spotkania z Magdą Umer, która odwiedziła nas jesienią 2019 r. w Big Book Cafe przy Dąbrowskiego i była szóstą twórczynią goszczącą w cyklu KSIĄŻKI MOJEGO ŻYCIA.
Opowiedziała o najważniejszych poetkach i poetach swojego życia, o najważniejszych książkach i tekstach piosenek. A przy okazji raczyła nas anegdotatmi i mądrościami.
Tego dnia Big Book Cafe była wypełniona po brzegi, najbardziej zdeterminowani dostali się do środka przez wejście awaryjne.
Magda Umer była nam bliska, była dla nas niezmiernie ważna.
Odwiedziała nas i ona, i jej wielka przyjaciółka, Zuzanna Łapicka.
To była zawsze radość, zawsze zaszczyt.
Będziemy zawsze tęsknić. Dziękujemy.
A Wam życzymy dobrego, czułego słuchania.
Magda Umer mawiała, że czytając nigdy nie jest samotna.
I że jej ulubioną czynnością w życiu jest myślenie.