#49 Ostatni patrol Martina Ganza
📣‼️ Ogłoszenie parafialne 😉‼️📣Kochani,tworzenie każdego odcinka to dla nas często kilka tygodni ciężkiej pracy – research, scenariusz, nagranie i produkcja. Robimy to z pasji, po godzinach, ale też chcemy móc robić to dalej na dotychczasowym (lub i wyższym) poziomie.Niestety Spotify nie oferuje obecnie twórcom podcastów żadnej realnej monetyzacji, dlatego planujemy zmienić sposób i kanały publikacji.👉 Kolejne odcinki (od #51 wzwyż) będą dostępne przede wszystkim na YouTube – tam możecie słuchać za darmo (z reklamami) lub w ramach YouTube Premium.👉 Rozważymy też uruchomienie płatnego dostępu tutaj na Spotify (myślimy o ok. 5 zł), jeśli będzie zainteresowanie z Waszej strony👉 Mamy również w planach uruchomienie podobnej opcji na naszej stronie artykul148.pl.Bardzo zależy nam, żeby rozwijać ten podcast dalej i robić go jeszcze lepiej – dlatego każda forma wsparcia (a nawet samo przejście na YouTube) bardzo nam pomoże.Dzięki, że jesteście z nami ❤️ Dajcie znać w ankiecie przy tym odcinku, co o tym myślicie! 🙏🏻 A jeśli macie jakieś pomysły lub chcielibyście podyskutować, to zostawcie komentarz lub zapraszamy na nasze kanały w social mediach (linki poniżej)!Do usłyszenia już wkrótce!–––––––––––––––––Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ci, którzy stracili kogoś naprawdę bliskiego wiedzą jednak, jak niewiele to zdanie znaczy w obliczu straty. Są bowiem osoby, po których zostaje rana na całe życie — i których nie da się zapomnieć ani zastąpić nikim innym.Artykuł 148 – Podcast kryminalny🎙 Autor podcastu (research, scenariusz, tekst, głos): Adriana Gołębiowska🛠 Produkcja: Filip ŁyszczekMateriały źródłowe:► https://artykul148.pl DOŁĄCZ DO NAS NA 👇🏻👇🏻👇🏻:► https://facebook.com/artykul148► https://instagram.com/artykul148
Boże, proszę Cię, to nie może być on. Tylko nie on. 23-latek powtarza drżącym głosem, próbując jednocześnie przewrócić na plecy krztuszącego się leżącego w kałuży własnej krwi mundurowego. Wystarcza ułamek sekundy, by zrozumiał, że jego życie właśnie zmieniło się na zawsze. Nimo rozległej rany na lewym policzku, która zniekształciła twarz rannego, Tim rozpoznaje go instynktownie. Martin, dasz radę, mówi choć samemu trudno mu w to uwierzyć. Siada na ziemi, kładzie głowę przyjaciela na swoich kolanach i chwyta go za dłonie. Nie jesteś sam. Jestem tu z tobą, Marty, powtarza bez przerwy.
Całego sztabu ludzi, którzy ruszyli na pomoc po tym, jak tylko padła informacja o postrzelonym na służbie funkcjonariuszu. Z otępienia wyrywa Zinsa dopiero jeden z ratowników medycznych, próbując delikatnie uwolnić rannego z jego objęć. Nie mogę? Wyrywa się 23-latkowi, gdy medycy sprawnie układają Martina na noszach i natychmiast kierują się do ambulansu. Nie możesz. Ratownik zatrzymuje policjanta w drzwiach, jak tylko ten próbuje wejść do środka razem z nimi. Tim, nie zostawimy go. Nie będzie sam. Dodaje na koniec ratownik, patrząc mu prosto w oczy. Karetka odjeżdża bezzwłocznie w eskorcie policyjnych radiowozów, a na parking zaczynają zjeżdżać kolejne patrole.
Otępiały zins wykonuje polecenie, ale po tym, jak w słuchawce odzywa się zaspany głos matki, najpierw język grzęźnie mu w gardle, a potem zaczyna łkać, nie mogąc się opanować. W końcu prosi przerażoną kobietę, by podała słuchawkę ojcu. Z trudem wyjaśnia mu, że postrzelono jego przyjaciela i że chce, aby gdy rano media zaczną o tym pisać, wiedzieli, że on jest cały i zdrowy. Po zakończeniu tej rozmowy wraca w miejsce, gdzie jego koledzy pracują w pocie czoła, przeszukując zarośla wokół parkingu i zabezpieczając taśmą teren, na którym znalazł Martina. Rusza, by do nich dołączyć, lecz nagle czuje na ramieniu czyjąś dłoń, która zatrzymuje go w półkroku.
Ganz. Martin. Zaczyna sierżant Milligen, a jego wargi drżą niekontrolowanie. Tak bardzo mi przykro. Martin Ganz wychował się w Garden Grove, w domu pełnym kobiet, ale i niedostatków. Był jedynym synem pośród sześciu sióstr. Jedna z nich zmarła bardzo wcześnie, dlatego od najmłodszych lat wiedział czym jest strata i jak głęboko potrafi ranić. Dorastanie wśród kobiet ukształtowało w nim naturalny szacunek, empatię i poczucie odpowiedzialności. Był dla nich oparciem nie tylko emocjonalnym, lecz także finansowym, a w przypadku jednej z sióstr, samotnej matki, odegrał kluczową rolę w wychowaniu jej dwójki dzieci, w tym Dona, swojego chrześniaka, z którym łączyła go wyjątkowo silna więź.
Już jako dwunastoletni chłopiec wiedział, kim chce zostać. Decyzja o służbie w policji pojawiła się wcześniej i nigdy nie została podana w wątpliwość. Uczęszczał do Garden Grove High School i równolegle angażował się w policyjny program Explorers, który pozwalał młodym ludziom zajrzeć za kulisy pracy w organach ścigania. Uczył dyscypliny, odpowiedzialności oraz znaczenia służby publicznej. Jego zaangażowanie i determinacja nie pozostawiała złudzeń, że to nie chwilowa fascynacja, tylko świadomy wymór. Po ukończeniu szkoły średniej Martin Ganz wstąpił do Korpusu Piechoty Morskiej, wybierając żandarmerię wojskową.
Służył zarówno w Marines, jak i w rezerwie, zdobywając doświadczenie jako oficer policji wojskowej. Podczas jednej z akcji, w sytuacji, w której inni nie zdecydowali się zaryzykować, Ganz wszedł w ogień i wyciągnął mężczyznę z płonącej ciężarówki, narażając własne życie. Zdarzenie to zakończyło się oficjalnym wyróżnieniem Martina, choć w istocie było raczej pierwszym wyraźnym świadectwem tego, w co wierzył i co przez kolejne lata konsekwentnie potwierdzał. Zanim na stałe związał się z Manhattan Beach, pracował jako rezerwista w kilku jednostkach policyjnych, poznając różne struktury, procedury i przede wszystkim ludzi.
W 1988 roku został zatrudniony tam na stanowisku cywilnym, zajmując się bezpieczeństwem i prewencją. Już wtedy był widoczny, obecny na spotkaniach, wydarzeniach lokalnych, w szkołach i na ulicach. Rok później złożył przysięgę i został zaprzysiężonym funkcjonariuszem. Niemal natychmiast trafił do służby motocyklowej, która wymagała nie tylko sprawności fizycznej, ale też samodzielności, szybkich decyzji i ciągłego kontaktu z mieszkańcami. Martin zawsze zatrzymywał się, by pomóc przy drobnych awariach. Rozmawiał z ludźmi na chodniku, w sklepach, na parkingach. Tłumaczył zamiast pouczać. Potrafił poświęcić czas, nawet jeśli formalnie był już po służbie.
Działał w departamentalnym zespole antyterrorystycznym. Uczestniczył w szkoleniach, ćwiczeniach i dodatkowych dyżurach. Był też instruktorem programu DAR , prowadząc zajęcia antynarkotykowe w kilku szkołach podstawowych. Dla dzieci nie był anonimowym, budzącym dystans funkcjonariuszem w mundurze. Znał ich imiona i umiał z nimi rozmawiać. O zagrożeniach, o ryzyku, o decyzjach, które łatwo podjąć, trudniej unieść. Robił to bez moralizowania, bez straszenia, tak, że młodzi ludzie naprawdę chcieli słuchać, bo nie czuli się oceniani ani pouczani. Martin brał na siebie więcej niż musiał.
Był pomostem między tymi, którzy dopiero zaczynali, a resztą zespołu. Uczył najmłodszych w służby dobrych nawyków i wciąż przypominał, jak ważne jest to, co robią. Nawet wtedy, gdy sami zaczynali w to wątpić. Przełożeni i współpracownicy wiedzieli, że mogą na Ganza liczyć. Mieszkańcy mieli pewność, że jeśli coś się dzieje, Martin prawdopodobnie już tam jest. I choć był niezwykle zapracowany, nie cierpiało na tym jego życie prywatne, które właśnie wchodziło w nowy etap. Był świeżo zaręczony z piękną, blond włosą urzędniczką sądową Pamelą Hamm. Poznali się w jej pracy i śmiało można nazwać ich spotkanie miłością od pierwszego wejrzenia.
Inteligentna i niezwykle urocza Pam natychmiast wpadła mu w oko, ale i policjant zrobił na kobiecie tak silne wrażenie, że po wymienieniu z nim zaledwie kilku zdań zapisała jego nazwisko na skrawku papieru i schowała do szuflady, by go nie zapomnieć. Dorastając wśród sióstr, Martin doskonale wiedział, jak traktować kobiety. Zanim oficjalnie zaczęli się spotykać, zaprosił Pamelę na lunch, a gdy po posiłku odprowadził ją z powrotem do biura, czekał tam na nią bukiet czerwonych róż. W wieku 29 lat kupił dom i rozpoczął jego przebudowę, traktując to jako pierwszy realny krok w stronę wspólnej przyszłości ze swoją wybranką.
Wiedział, jak wiele znaczą święta, zwłaszcza dla tych, którzy mają dzieci, dlatego bez wahania zgłosił się do pracy w Wigilię, chcąc, by jego koledzy mogli zostać w domach. Sam nie miał jeszcze własnej rodziny, więc to on brał na siebie dyżur. Jednak po tym, jak tylko skończył zmianę, natychmiast pojechał do siostry, by wspólnie świętować bożonarodzeniowy poranek z nią, jej dziećmi i ukochaną. 27 grudnia Pamela poprosiła go, by nie szedł tego dnia do pracy. Byli zaledwie 18 dni po zaręczynach i marzyła o spędzeniu tego czasu razem. Martin niechętnie, ale odmówił, bo była to ostatnia okazja, by spełnić obietnicę daną Donowi i zabrać go ze sobą na przejażdżkę.
Kilka minut po pierwszej w nocy ciszę przerywa dźwięk telefonu Pameli. Budzi się i odruchowo sięga po słuchawkę. Późna pora nie wzbudza w niej niepokoju. Ze względu na pracę Martina nocne telefony są codziennością, a on dzwoni czasem tylko po to, by powiedzieć, że wszystko w porządku lub uprzedzić, że wróci później. Lecz tym razem Pamela momentalnie siada na łóżku niczym rażą na prądem. To Mary, młodsza siostra jej narzeczonego. Krzyczy, a krzyk ten jest rozdzierający, dziki, pozbawiony kontroli i z miejsca odbiera Pameli oddech. Dwudziestokilkulatka szlocha, że chodzi o Martina, że został postrzelony, że nie żyje.
W jednym momencie Pam czuje ten charakterystyczny, obezwładniający ścisk w żołądku. Choć nie potrafi jeszcze przyjąć znaczenia usłyszanych słów, umysł już próbuje je odsunąć, zniekształcić, unieważnić. W tym samym czasie do jej domu przyjeżdżają funkcjonariusze. Kobieta rzuca więc słuchawkę, łapie w biegu torebkę, niezdarnie próbuje się ubrać, tłumacząc policjantom, że musi do niego jechać, że nie może go zostawić, że musi teraz być przy Martin. Szarpie się z powstrzymującym ją detektywem, jakby samą siłą woli mogła cofnąć czas albo zmienić bieg tej nocy. W końcu jeden z mundurowych delikatnie, ale stanowczo popycha ją w stronę krzesła, tak by bezpiecznie usiadła.
Przykuca przy niej, łapie ją za rękę, mówi spokojnie, mimo że każde z jego słów brzmi jak wyrok. Pan, to już nie jest Marty. Teraz to dowód w sprawie. Oniemiała siedzi w bezruchu i myśli tylko o tym, że gdyby role się odwróciły, Martin zrobiłby wszystko, by ona nie była sama. Przysięgali sobie, że nigdy się nie opuszczą, że już zawsze będą przy sobie. Zobowiązali się do tego razem, a teraz jej nie wolno się z tego zobowiązania wywiązać. Nie wie dokąd pójść, ani do kogo się zwrócić. Jedyna osoba, przy której chce być, właśnie zniknęła. W ciągu kilku kolejnych minut w jej domu pojawiają się zaprzyjaźnieni funkcjonariusze z różnych lokalnych jednostek.
Dom wypełnia się mundurami, szeptami, kondolencjami, obecnością, która nie przynosi żadnej ulgi. Co jakiś czas Pamela wstaje z krzesła prosząc w półko, by zawieźli ją do szpitala. Jeden z funkcjonariuszy znów delikatnie chwyta ją za ramiona i spokojnym głosem tłumaczy, że nie może zobaczyć Martina. Że to, co z nim zrobiono, jest zbyt brutalne, by ktokolwiek, kto go kocha, mógł unieść. Wtedy rzeczywistość uderza ją z pełną siłą. Życie, jakie znała jeszcze kilka godzin wcześniej, właśnie się skończyło. Tak szybko jak parking przed centrum handlowym wypełnia się mundurowymi, tak samo szybko pojawiają się media.
Po otrzymaniu meldunków od LIFA, pani detektyw Dolores Perales bez zwłoki rusza na komisariat, by porozmawiać z najważniejszym świadkiem tej nocy. Kiedy dociera na miejsce, czeka tam przerażony dwunastolatek i jego równie zdruzgotana matka, siostra Ganza. Perales doskonale wie, że ta rozmowa będzie kluczowa dla całego śledztwa i że postawiono przed nią zadanie niemal niemożliwe, bo chłopiec cały czas obawia się, że morderca jego wujka wróci, by go zabić. Pani detektyw musi być jednocześnie niezwykle delikatna wobec dwunastoletniego chłopca, który tej nocy zobaczył więcej niż ktokolwiek w jego wieku powinien zobaczyć, a zarazem na tyle precyzyjna i stanowcza, by wydobyć z niego każdy szczegół, który może pomóc w ujęciu uzbrojonego, niebezpiecznego sprawcy.
To trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Martin Ganz nie był dla Dona tylko wujkiem. Był kimś znacznie więcej. Ojcem, którego chłopiec nigdy nie miał. Dlatego Perales zaczyna ostrożnie, daje mu czas. Najpierw pyta o święta, o to, jak je spędzili. Przez chwilę pozwala mu zatrzymać się przy czymś bezpiecznym, znajomym, ciepłym. Dopiero potem bardzo powoli razem z nim dochodzi do tego wieczoru, dnia, w którym Don wybrał się z wujkiem na tzw. przejażdżkę, zatwierdzoną przez Departament możliwość pokazania dzieciom, jak naprawdę wygląda praca stróża prawa.
W głosie chłopca słychać dumę, gdy opowiada, że Martin zatrzymywał po drodze kilku kierowców za rutynowe wykroczenia i pokazywał mu, jak działa policyjne radio. Było około 23, kiedy stali na światłach. Wtedy wujek zauważył po drugiej stronie skrzyżowania niewielkie szare lub srebrne auto, które zatrzymało się zbyt daleko, częściowo blokując przejście dla pieszych. Martin włączył reflektor w radiowozie i oświetlił kierowcę. Przez system nagłośnienia polecił mu cofnąć samochód i mężczyzna zrobił to, lecz wciąż stał niewłaściwie. Policjant powtórzył polecenia, a kierowca znów przesunął auto, pozostając jednocześnie nadal za linią.
Po tym jak światło się zmieniło, samochód skręcił na parking centrum handlowego, a wujek pojechał za nim, ponownie włączając czerwone i niebieskie światła. Wreszcie kierowca zatrzymał się przed bankiem, a radiowóz stanął kilka metrów za nim. Martin wysiadł i podszedł do okna kierowcy. Przez moment rozmawiali, a Don obserwował wszystko z wnętrza policyjnego wozu i wtedy zobaczył, jak mężczyzna pochylił się w stronę siedzenia pasażera, jakby sięgał po coś w schowku albo na fotelu. Aż nagle rozległ się głośny dźwięk. Strzał. Dwunastolatek wspomina, że wujek gwałtownie się cofnął, jakby coś go uderzyło.
Właśnie wtedy telefon detektyw Dolores przerywa ciszę w pomieszczeniu. To wciąż będący przed centrum handlowym detektyw Joseph Raffa. Rafa informuje ją, że skontaktował się z bankiem znajdującym się tuż obok miejsca, w którym oficer Ganz zatrzymał kierowcę i informuje, że zabezpieczył nagrania z systemu kamer bezpieczeństwa tej placówki, a także z drugiego pobliskiego banku. Udało mu się również ustalić osoby będące na parkingu w chwili strzelaniny. Jest w drodze do biura szeryfa i chce, by właśnie przed Dolores potencjalni świadkowie złożyli swoje zeznania. Brzmi to całkiem obiecująco, niemniej już kilka minut później jasnym staje się, że żadna z będących wtedy na parkingu osób nie widziała więcej niż dwunastoletni siostrzeniec Ganza.
Lecz ze względu na ustawienie obiektywu tym razem widać zaledwie tył samochodu. Jakość obrazu jest zbyt niska, by specjaliści mogli określić markę pojazdu, nie mówiąc już o tablicach rejestracyjnych. Tej nocy i następnego poranka nikt pracujący dla policji Manhattan Beach nie śpi. Zabójstwo Martina Ganza staje się dla nich sprawą boleśnie osobistą. Nie tylko dlatego, że był pierwszym policjantem tego departamentu, który został zastrzelony podczas służby, że był jednym z nich, ale dlatego, że był kimś, kogo wszyscy znali, kimś, kogo lubili, kimś, kim wielu z nich chciało się stać.
Pomimo, że formalnie śledztwo przejmuje biuro szeryfa i w działanie angażuje się około 60 mundurowych, to znaczna część z nich jest funkcjonariuszami z Departamentu Policji w Manhattan Beach. Każdy patrol wyjeżdżający na ulicę ma ze sobą sporządzony przy pomocy Dona portret poszukiwanego zabójcy. Wielu funkcjonariuszy wkłada go za osłonę przeciwsłoneczną w radiowozie, by mieć go pod ręką podczas kontroli drogowych. Dla wielu z nich ta sprawa ma twarz Martina, ale ma też twarz Tima Zinsa, młodego funkcjonariusza, który poprzedniej nocy znalazł swojego przyjaciela leżącego za radiowozem w kałuży krwi. 23-latka, który nie potrafi wyrzucić z głowy tego obrazu.
Wielu mundurowych bierze wolne, chcąc spędzić choć chwilę ze swoimi rodzinami. Strach, który towarzyszy ich bliskim, podsycają media. Ostatni patrol Martina Ganza. Names mentioned! Dziennikarze wytykają, że gdyby nie jeden szczegół, jedno odstępstwo od procedury, odnalezienie jego zabójcy nie byłoby tak trudne.
Z ustaleń podawanych do wiadomości publicznej wynika, że Ganz, wbrew protokołowi przy zatrzymaniu pojazdu, nie podał przez radio jego numerów rejestracyjnych i swojej lokalizacji przed wyjściem z radiowozu, co szybko staje się przedmiotem medialnych spekulacji dotyczących jego profesjonalizmu. Te sensacje potwierdza rzecznik biura szeryfa Robert Stoneman, zaznaczając jednocześnie, że dochodzenie w sprawie zabójstwa prowadzone jest w imieniu niewielkiej lokalnej policji. Dotychczas nie mieliśmy poczucia zagrożenia, wyjawia Stoneman w jednym z komentarzy dla mediów. Po chwili dodaje jednak zdanie, które zaczyna żyć własnym życiem. Ale słowo rutyna nie powinno tak naprawdę znajdować się w naszym słowniku.
Do dyskusji włączają się eksperci, instruktorzy policyjni, wykładowcy akademii, byli funkcjonariusze. Mówią wprost, że w dzisiejszych realiach każda kontrola drogowa niesie ze sobą potencjalne zagrożenie. Podkreślają, że swoim rekrutom nieustannie wpajają jedno. Nigdy nie wolno popadać w samozadowolenie. Zawsze trzeba być czujnym, zawsze świadomym otoczenia. Stacje informacyjne bez przerwy pokazują też parking centrum handlowego, który z każdą godziną wypełnia się zniczami, kwiatami i policyjnymi naszywkami. Reporterzy pojawiają się także przed szkołą, w której Gans prowadził zajęcia w ramach programu D.A.R.E.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
📣‼️ Ogłoszenie parafialne 😉‼️📣
Kochani,
tworzenie każdego odcinka to dla nas często kilka tygodni ciężkiej pracy – research, scenariusz, nagranie i produkcja. Robimy to z pasji, po godzinach, ale też chcemy móc robić to dalej na dotychczasowym (lub i wyższym) poziomie.
Niestety Spotify nie oferuje obecnie twórcom podcastów żadnej realnej monetyzacji, dlatego planujemy zmienić sposób i kanały publikacji.
👉 Kolejne odcinki (od #51 wzwyż) będą dostępne przede wszystkim na YouTube – tam możecie słuchać za darmo (z reklamami) lub w ramach YouTube Premium.
👉 Rozważymy też uruchomienie płatnego dostępu tutaj na Spotify (myślimy o ok. 5 zł), jeśli będzie zainteresowanie z Waszej strony
👉 Mamy również w planach uruchomienie podobnej opcji na naszej stronie artykul148.pl.
Bardzo zależy nam, żeby rozwijać ten podcast dalej i robić go jeszcze lepiej – dlatego każda forma wsparcia (a nawet samo przejście na YouTube) bardzo nam pomoże.
Dzięki, że jesteście z nami ❤️ Dajcie znać w ankiecie przy tym odcinku, co o tym myślicie! 🙏🏻
A jeśli macie jakieś pomysły lub chcielibyście podyskutować, to zostawcie komentarz lub zapraszamy na nasze kanały w social mediach (linki poniżej)!
Do usłyszenia już wkrótce!
–––––––––––––––––
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ci, którzy stracili kogoś naprawdę bliskiego wiedzą jednak, jak niewiele to zdanie znaczy w obliczu straty. Są bowiem osoby, po których zostaje rana na całe życie — i których nie da się zapomnieć ani zastąpić nikim innym.
Artykuł 148 – Podcast kryminalny
🎙 Autor podcastu (research, scenariusz, tekst, głos): Adriana Gołębiowska
🛠 Produkcja: Filip Łyszczek
Materiały źródłowe:
► https://artykul148.pl
DOŁĄCZ DO NAS NA 👇🏻👇🏻👇🏻:
► https://facebook.com/artykul148
► https://instagram.com/artykul148