R. Archie Roszkiewicz: Lepiej, żebym woził drony do Donbasu, niż do Augustowa
Michał Olszewski, szef działu zagranicznego "Wyborczej", rozmawia z Rafałem Archie Roszkiewiczem, wolontariuszem Stowarzyszenia "Pogoń Ruska", który od dwóch lat jeździ na front w Ukrainie i zajmuje się pomocą wojskową i humanitarną. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Jeździsz do Ukrainy właściwie od pierwszych dni. Nie, nie. Ja najpierw przez pół roku wysyłałem razem z moimi ukraińskimi znajomymi, wysyłaliśmy transporty. Czyli wiem, że raz muszę, chociaż teraz muszę pojechać, żeby zobaczyć jak jest w Ukrainie, zrobić jakiś promocyjny film. No i pojechałem raz i tydzień później już byłem w Bachmucie. Jak wspominasz ten pierwszy wyjazd? No był to dla mnie szok, jakby przede wszystkim nigdy nie byłem w Ukrainie wcześniej, więc trochę Ukraina przypomina trochę taką Polskę lat 90-tych przed wejściem do Unii Europejskiej, czyli widać tą wiedę, która jest wszechogarniająca, ale też McDonald'sy, nowoczesne stacje benzynowe, billboardy. Więc tak, byłem w lekkim szoku, natomiast po tej pierwszej podróży uznałem, że to co robimy jest niewystarczające, samo wysyłanie rzeczy nie jest to, co chcielibyśmy robić i zaczęliśmy wozić bezpośrednio do żołnierzy.
Natomiast na wsiach ludność jest dużo bardziej proukrańska, ponieważ oni z kolei są potomkami kołchoźników, a kołchoźnicy w Związku Radzieckim byli niewolnikami, nie mieli nawet dowodów osobistych, nie mogli opuszczać kołchozu. Więc to jest tak, że ci, którzy kojarzą Związek Radziecki z dobrobytem, są prorosejscy, a ci, którzy snędzą, są proukrańscy. Natomiast ci ludzie w większości nie mają dokąd się udać. To jest tak, że wszyscy ci, którzy mieli już rodziny na zachodzie, których stać było na wyjechanie, nawet na zachodnią Ukrainę, już wyjechali. Ci ludzie, którzy zostali, to są ludzie, których nie stać na opuszczenie tego terytorium. Może powiem przy okazji, że warto śledzić Twój profil na Facebooku, dlatego, że opowiadasz nie tylko o pomocy humanitarnej i zachęcasz nie tylko... do udziału w zbiórkach, o których opowiemy za moment więcej, ale również analizujesz na bieżąco to, co widzisz w strefie przyfrontowej.
Jeżeli nie jestem w Ukrainie, staram się codziennie napisać felieton na jakieś 30-50 tysięcy znaków. To jest jedyna rzecz, w której jestem taki konsekwentny. Natomiast wiadomo, że jeżeli jestem w granie, to rzucam tylko małe relacje, ale codziennie mamy jakiś update i na stronie Pogoni Ruskiej na Facebooku i na moim prywatnym profilu. A chciałem Cię zapytać, czy od początku, od pierwszego wyjazdu koncentrowałeś się na pomocy dla wojskowych, czy też pomagałeś najpierw ludności cywilnej, a potem dopiero zacząłeś jeździć na front? Najpierw koncentrowaliśmy się głównie na pomocy takiej typowo humanitarnej i pomocy dla szpitali. Z czasem zrobiły się to szpitale wojskowe, no i wyewoluowało do pomocy wojsku. Ja jestem bardzo przeciwny takiej postawie, że pomagajmy tylko cywilom, a nie pomagajmy wojsku, bo to doprowadzi do eskalacji.
Szkoły nie działają tak naprawdę w pasie przefrontowym. 60% dzieci w Ukrainie jest teraz pozbawione dostępu do edukacji. Natomiast nie wydaje mi się, żeby... Wiesz, to są jakieś jednostkowe przypadki, jeżeli ktoś dostanie komputer i stwierdzi, a zostanę, bo może dostanę jeszcze rower na przykład za miesiąc. Te rzeczy nie są warte zostawania w tych miejscach. Natomiast tak jak mówię, ci ludzie nie mają się dokąd udać. Większość ludzi, z którymi rozmawiamy w terenach przyfrontowych ma rodzinę w Rosji, więc nie ma nikogo w zachodniej Ukrainie. Rząd płaci bardzo słabe pieniądze ludziom, którzy ewakuują się z rejonów przyfrontowych. To jest koło 300 zł, jeżeli nie jesteś zdolny do pracy i 200 zł, jeżeli jesteś zdolny do pracy. Więc nie wyobrażam sobie, jak ułożysz sobie życie w winnicy na nowo, nie mając mieszkania, znajomych, nikogo, pracy za takie pieniądze.
Walczy się za pomocą albo dronów FPV, które są robione chałupniczo, w całej Ukrainie, albo za pomocą Maviców, które po prostu trzeba kupić i przywieźć. Pierwsza faza wojny to była wojna typowo Mavicowa, gdzie Maviki, chińskie drony służyły do rozpoznania, służyły do rzucania granatów. Nocne drony służyły snajperom na przykład, czyli drony z termowizją do obserwacji terenu. Rząd, ukraiński, a nie amerykanie nie kupili ani jednego tego typu drona. To wszystko przywieźli wolontariusze. Ja uważam, że wbrew jakby niektórym, że wojna Rosji z NATO jest bardzo prawdopodobna w ciągu najbliższych pięciu lat. I już nawet z czysto takiego samolubnego podejścia, naprawdę lepiej, żebym woził drony do Donbasu niż do Augustowa.
do której jeżeli ja im dam jednego drona, to pojutrze ktoś przyjedzie do drugiego, za tydzień trzeciego. Natomiast są brygady i spotkałem miesiąc temu jeszcze ekipy ukraińskie, do których nigdy żadni wolontariusze nie dotarli. Więc jeżeli ja mam na przykład 30 dronów, to wolę dać na 30 brygad. W ten sposób mam pewność, że część z tych brygad jakby nigdy nie dostała jeszcze drona od polskich wolontariuszy. Wracając do twojego pytania, jeżeli jedziemy, to ja staram się nie zawracać gitary tym żołnierzom, czyli po prostu spotykam się z tymi, którym mam oddać rzeczy i nawet ze znajomymi, kumplami staram się, no wiesz, nie zawracać im, tym bardziej, że ich dla nich nie mam na przykład, tak? Ale oni sami do nas dzwonią, o, widzieliśmy na Facebooku, że jesteście w Ukrainie, chodźcie na kawę, to jest dla nich bardzo ważne, bardzo fajne. Ja mówię, ale słuchajcie, dla was nic nie mam, no przepraszam, za miesiąc coś będę miał dla was, teraz muszę oddzielić innych.
One są po prostu bardzo wygodne na samej linii frontu, dlatego oni się cieszą. Natomiast też batony proteinowe są ciężko dostępne i drogie. To jest jedna z rzeczy, która jest droższa na Ukrainie niż w Polsce, właśnie batony proteinowe. Więc tak, zawsze batony proteinowe, energetyki to jest szał wśród żołnierzy. Ale dlatego, że biorą je po prostu na linię frontu. Co obecnie jest potrzebne na froncie? Ludzie. Każda ekipa z którą rozmawiamy, jak pytamy, czy potrzebny jest samochód, czy potrzebny jest dron, czy... Mówią ludzie. Potrzebujemy ludzi. Mobilizacja jest prowadzona słabo, bardzo słabo. Mimo, że prezydent Ukrainy mówi, że mają tyle ludzi, że mogą cztery nowe brygady wystawić, ale nie mają sprzętu, widać te braki. Widać niestety te braki i dlatego oni się też cofają, bo Żołnierze nie mają rotacji. Teraz mieliśmy parę przypadków, gdzie próbowali się zrotować i od razu weszli tam Rosjanie i utracili trochę pozycji.
Podstawą są ludzie. Braki w ludziach są bardzo widoczne. Natomiast tą drugą rzeczą to oczywiście drony i samochody. Stare terenówki 4x4 na ramie, bez zbędnej elektroniki, 20-letnie, byleby rama nie była zardzewiała, one tam robią robotę i ratują życie. Za uzbierane pieniądze piłeś i wyposażyłeś karetkę. Właściwie to trzy, ale dwie przekazałem, natomiast teraz jedną zostawiłem sobie i ta karetka właśnie zaczyna pracę na Donbasie z jedną z brygad ukraińskich. To oznacza, że sprzęt medyczny jest również potrzebny cały czas. Tak, sprzęt medyczny jest potrzebny. W mojej karetce jest taki typowo karetkowy sprzęt. Sprzęty medyczne typu stare maszyny, które już wychodzą z Polski z użycia są na pewno potrzebne w szpitalach, ale to nie przy samej linii frontu, to raczej szpitale, gdzie żołnierzy się zwozi. Opowiedziałeś przed chwilą o tym, co mówisz ludziom, którzy pytają cię, czy pomoc ma sens, po co angażować się, skoro to jest kropla w morzu potrzeb.
Tylko, że państwo polskie w 2023 roku wydało 3,5 miliarda złotych na socjal. Jednocześnie Ukraińcy zapłacili 10 miliardów złotych podatków. Czyli tak naprawdę opłaca nam się trzymać Ukraińców. Państwo polskie na tym zarabia. I na tym, że wydajemy socjal. Po drugie, te wszystkie zdjęcia, wiesz, z galerii Mokotów, albo z Witkaca, tych Maserati, albo Wętlei Ukraińskich, no to ja Ci powiem, że wolę, żeby oni wydali te pieniądze w Witkacu, a nie w Berlinie albo w Paryżu. Tutaj wydają swoje pieniądze. Natomiast... Jest niestety tak, że Ukraina jest skorumpowanym krajem i ci, co mogą wyjechać, których stać ich na wyjazd, no to wyjadą i tak. Więc tak, wkurza mnie to, natomiast ja nie pomagam państwu ukraińskiemu. Ja pomagam ukraińskim żołnierzom, którzy są moimi znajomymi, są moimi kumplami i którzy bronią teraz nie tylko swojego kraju, ale bronią też Europy i osłabiają Putina, co jest nam jak najbardziej na korzyść.
W tym momencie Ukrainie idzie źle z dwóch powodów. Pierwszy to jest, jak wspomniałeś, ta przerwa w dostarczaniu broni. Ona była bardzo kosztowna dla Ukraińców. Nawet ośmielę się stwierdzić, że to, że oni się utrzymali bez tej broni, zakrawa naprawdę na cud. Teraz sytuacja się trochę polepszyła, ale w momencie, gdy się decydowało w Senacie, na ukraińską armatę haubicę przypadał jeden pocisk dziennie. W dobrych czasach oni wystrzeliwali 80 pocisków dziennie. To jest pierwsza sprawa. A druga sprawa to jest cały czas zakaz używania storm shadowów i innych rakiet w głębi Rosji. Gdyby Stany Zjednoczone i NATO zezwoliło na używanie tej nowoczesnej broni na lotniskach w głębi Rosji, problem kabów by zniknął. Kaby i faby, czyli te bomby, szybujące bomby lotnicze i szybujące bomby termobaryczne, to jest po prostu podstawa ich taktyki teraz.
Oni już nie zdobywają miast, nie walczą każdą ulicę. Oni je burzą po prostu. Burzą tymi bombami. Samolot może wystartować w Jekaterymburgu, odpalić tego Faba o 200 km od granicy i sobie wrócić. Zezwolenie NATO na atakowanie baz lotnisk w głębi Rosji zmieni sytuację diametralnie. Duży oddźwięk w Polsce wywołała decyzja Sergija Żadana, który zdecydował się wstąpić do batalionu Hartija. Masz kontakt i z Żadanem, i z batalionem, który stale zaopatrujesz. Jak Żadan odnajduje się na froncie i jak w ogóle wygląda sytuacja jego batalionu? Znaczy, brygada, brygada Hartia, w której walczy Serhii Żadan, jest teraz pod Wawczańskiem. Sytuacja się ustabilizowała, ponieważ jakby nie udał się ten atak Rosji na Charków.
Oni nie chcieli wcale atakować Charkowa. Oni chcieli wejść w głąb, żeby móc do Charkowa strzelać, do przykład do takiego osiedla, które jest położone na północ, do Sołtivki, z artylerii konwencjonalnej. To się nie udało, ale teraz niestety znowu zaczyna się ta taktyka kabowania i fabowania, czyli Włowszański już jest obrócony w ruinę. Niedługo nie będzie się w ogóle gdzie tam bronić. No i nie wiadomo, czy Rosjanie przejdą dalej do ataku, czy nie. Natomiast sam Serhij Żadan ukończył szkolenie, no i teraz wiem, że założył radio Hartia, gdzie brygadowe radio. Hartia jest znana z tego, że jest to jedna z niewielu brygad Gwardii Narodowej Ukrainy, która ma 30 dni pełnego szkolenia. To też pokazuje nam, że jaka jest ciężka sytuacja w Ukrainie, skoro ludzie po tygodniu, dwóch tygodniach szkolenia już są kierowani na front. Hartia ma tą żelazną zasadę, że 30 dni szkolenia.
Nie możemy wozić amunicji ani broni. A więc koncentrujemy się na takich środkach ochrony osobistej, również medycynie taktycznej, jak turniketach, opatrunkach izraelskich, hemostatycznych i tak dalej. Ale jest to pomoc bardziej wojskowa. Natomiast zawsze bierzemy coś humanitarnego dla cywili przy okazji, jak mamy miejsce. Wyróżnia nas też to, że my wozimy bezpośrednio do rąk żołnierzy, których znamy. Nie współpracujemy z żadnymi fundacjami ukraińskimi, nie współpracujemy z żadnymi meroctwami, z żadnymi politykami, z żadnymi nawet dowództwami. Wozimy bezpośrednio do żołnierzy i mamy też pewność, że sprzęt, który przywieziemy następnego dnia albo już tego samego dnia zostanie użyty. To ja chciałem powiedzieć w imieniu Gazety Wyborczej Podcastu 8.10, że bardzo kibicujemy Twojej działalności i bardzo, ale to bardzo serdecznie zachęcamy wszystkich naszych słuchaczy i wszystkie nasze słuchaczki, żeby wsparli Fundację i Stowarzyszenie Pogoni Ruska i pomogli w Twojej działalności.
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.