Dzieje się! Rząd Tuska do remontu. Kto musi się bać najbardziej?
Ministrowie rządu Donalda Tuska walczą z powodzią i jej skutkami. W podcaście analizujemy kondycję obecnego rządu i pozycję jego poszczególnych ministrów. Kto z obecnych ministrów musi się obawiać o swoją przyszłość? Czy powódź przyspieszy zmiany w rządzie Tuska? W programie również o krótkiej karierze Marcina Kierwińskiego w roli posła do Parlamentu Europejskiego i jego powrocie do krajowej polityki. Omawiamy także zachowanie polityków partii Jarosława Kaczyńskiego w obliczu tragedii, która dzieje się w Polsce. Nie zabrakło również miejsca dla prezydenta Andrzej Dudy i komentarza do jego nadchodzącej wizyty w USA. Co wynika z tego, że Donald Trump odwołał spotkanie z polskim prezydentem?
To jest Dzieje się. Podcast polityczny dziennikarzy TOK FM, Wyborcza.pl, Polityki Insight i Radia Z. Dominika Wielowiejska, witam Państwa i zapraszam do odsłuchania drugiego odcinka naszego politycznego podcastu, a w studiu Karolina Lewicka, Radio TOK FM. Dzień dobry. Mariusz Gierszewski, Radio Z. Wojciech Szacki, Polityka Insight. Chcieliśmy porozmawiać dzisiaj przede wszystkim o powodzi. Zaczniemy od wizyty szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen we Wrocławiu, ale potem przejdziemy do kwestii zarządzania kryzysowego. Na ile rząd Donalda Tuska, na ile samorządy sobie z tym radzą. Porozmawiamy o relacjach wewnątrz.
Ale pozwolicie, że najpierw zacznę od Ursuli von der Leyen, bo rzeczywiście Donald Tusk zorganizował niejako spotkanie we Wrocławiu z szefową Komisji Europejskiej. Przyjechali przywódcy Austrii, Czech i Słowacji. Robert Fico, premier Słowacji powiedział po tym, że spotkanie trwało krótko, ale jednak było bardzo treściwe i był pod wielkim wrażeniem. Mówię oficy dlatego, że zazwyczaj nie ma chemii między nim a Donaldem Tuskiem, a tutaj wszystko przebiegło w miarę sprawnie. No i okazało się, że Komisja Europejska chce wyasygnować 10 miliardów euro, z tego 5 miliardów euro pójdzie dla Polski. Ale PiS od razu ogłosił, że to w ogóle nie jest żaden sukces, bo przecież to są środki z Funduszu Spójności, więc w gruncie rzeczy, co to za wielkie halo.
Przypomnijmy, że uczestniczył w projektowaniu innych perspektyw budżetowych jako szef gabinetu przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska i jako zastępca, jeżeli dobrze pamiętam, szefa gabinetu Janusza Lewandowskiego, kiedy ten w latach 2010-2014 był komisarzem właśnie do spraw budżetu. Więc ja patrzę na to też trochę w taki sposób, że Serafim jest tak sprawnym urzędnikiem, że miejmy nadzieję, że te 5 miliardów euro naprawdę popłynie szybko, bo nawet jeżeli to już było uwzględnione w Funduszu Spójności, to tak czy owak tu się liczy czas i skrócenie tych formalności biurokratycznych do minimum. Słuchajcie, chciałam przejść do kwestii tego, żeśmy spróbowali ocenić, jak rząd, samorządy i służby radzą sobie z tą sytuacją kryzysową.
Po tę chwilę powiemy o tym, jak PiS reaguje na różne poczynania rządu, ale to sobie zostawmy na koniec. Spróbujmy w tej chwili się skoncentrować na tym, jak oceniamy dzisiaj funkcjonowanie rządu, czy też także komunikację wewnętrzną. Mariusz. Według mnie ta komunikacja jest różna na różnych poziomach. Jeżeli chodzi o ten poziom najwyższy, poziom rządowy, no to ja tam zauważam pewne boksowanie się między otoczeniem Donalda Tuska a otoczeniem Kośniaka-Kamysza. Bierze się to stąd, że według mojej oceny Kośniak-Kamysz zbudował bardzo dobry aparat wokół siebie, ma dobrego doradcę kryzysowego, który też połączył wszystkie te linki między rzecznikami odpowiednich jednostek wojskowych, sztabem generalnym i to zaczęło im dobrze funkcjonować.
Podano również te rejony, które mogą być powodzią zagrożone. Wreszcie 12 września był komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, który już był skierowany do mieszkańców konkretnych rejonów, ostrzegając ich przed tymi deszczami, które zaczynają padać. Więc mam wrażenie, że akurat ta wypowiedź Donalda Tuska, rzecz jasna przez PiS akurat wyrywana z kontekstu. Była albo niefortunna, albo była właśnie takim dość bezrefleksyjnym powieleniem tej informacji, którą Tusk przed chwilą uzyskał, jak usłyszałam od polityka z bliskiego okręgu współpracowników Donalda Tuska, albo też była to strategia na uspokajanie, natomiast nie na wzbudzanie paniki. Natomiast wiemy oczywiście, że potem takie słowa bardzo brzydko się starzeją i polityk musi za nie ponosić odpowiedzialność.
Uznałem, że sytuacja jest poważna, ale dotyczy stosunkowo niewielkich obszarów. I to znowu był ten błąd taki poznawczy. To wydaje nam się, że nie jest tak źle, mówimy o tym publicznie. Okazało się, że dosłownie kilkanaście godzin po tym, jak Cimoszewicz odleciał helikopterem do Warszawy, to żywioł zaatakował po prostu z całą mocą. Kilkanaście godzin później pod osłoną nocy i za chwilę mieliśmy 700 tysięcy hektarów Polski pod wodą. terenów, które były zamieszkane, przypomnę, przez 5 milionów Polaków. Więc ja też jestem krytyczna wobec tych słów Donalda Tuska, chociaż muszę jednak uznać, że one były powiedziane w kontekście zagrożeń dla całego kraju i on powiedział, że lokalne powodzie będą, więc to punkt pierwszy, ale też uważam, że powinien uważać na słowa i to było to sformułowanie, którego powinien się wystrzegać.
No i to wywołało falę krytyki, bo oczywiście to, co powiedziała Henning-Kloska, było prawdą. Rzeczywiście te wojewódzkie fundusze ochrony środowiska dysponują takimi funduszami, dają pożyczki samorządom w takich sytuacjach. Tylko, że to jest jakby margines, bo kluczowa pomoc została ogłoszona później przez Donalda Tuska, a ludzie w pierwszej chwili mieli takie wrażenie, że rząd jedyne co im proponuje... Usłyszeli hasło pożyczki. Tak, że ta pożyczka z tego Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, co jest trochę za mało. Wydaje się, że pani Henning-Klosska po prostu wyszła przed szereg, chciała koniecznie czymś się pochwalić i tutaj nie było też koordynacji między ministrami, kto co mówi i dlaczego i w którym momencie. Oczywiście potem wyszedł Tusk i powiedział, że ta pomoc będzie i doraźna i na odbudowę domu i rząd będzie spłacał kredyty mieszkaniowe dla tych, którzy stracili swoje domy.
I tak dalej. I też nie jestem za tym, żeby Andrzej Duda w momencie największej fali jeździł tam, żeby spoglądać, co się dzieje na wałach, no bo to jednak nie jest zadanie prezydenta. No ale mam jeszcze wątek związany z Donaldem Trumpem, bo okazuje się, że jednak Andrzej Duda nie spotka się z Donaldem Trumpem, ponieważ Trump odwołał swoją wizytę w Doysta, bodajże, to jest taka amerykańska Częstochowa. Komitet, uwaga, Smoleńsko, poczekaj, Smoleńsko-Katyński pomnik odsłaniał. No to już mniej więcej wiemy, jaka tam miałaby się atmosfera. A to nie pomnik Solidarności? Pomnik Solidarności miał zostać odsłonięty. Pomnik Solidarności, ale komitet nazywa się Komitet Smoleńsko-Katyński, więc chyba jest jasne, o co tutaj chodziło.
Więc jak rozumiem, to nie jest kwestia wyboru Andrzeja Dudy. Andrzej Duda był gotowy, to Donald Trump uznał, że może mu się to kompletnie nie opłaca. Są oficjalne informacje, że ze względów bezpieczeństwa. Natomiast oczywiście może być to wygodne wytłumaczenie. Gdyby do tego spotkania doszło, no to byłoby złamanie pewnych takich niepisanych zasad o tym, że szefowie państw, rządów nie mieszają się w kampanii wyborczą, bo przecież to spotkanie Dudy z Trumpem byłoby jednoznacznie odebrane chociażby przez amerykańską Polonię jako wsparcie polskiego prezydenta dla kandydata na amerykańskiego prezydenta. Przypominam, że Pensylwania to jest bardzo ciekawy stan, gdzie żyje około 800 tysięcy Amerykanów polskiego pochodzenia, więc pewnie
Tak, więc pytanie, czy tam mogłoby dojść do takiego spotkania Trumpu. Tylko, że tam w Nowym Jorku ta Polonia to już nie jest pod znaku Komitetu Katyńsko-Smoleńskiego, tylko najprawdopodobniej to się spotka z protestem części Polonii. Tak, więc sam pomysł na takie ewentualne spotkanie w kampanii wyborczej bardzo zły, jeżeli chodzi o aktywność pana prezydenta w temacie powodzi. To może faktycznie kwestia dożynek powinna pójść swoją drogą. Prezydent mógłby się tam pojawić, skrócić swoją wizytę. Natomiast brak obecności na terenach powodziowych, bo Andrzej Duda zameldował się na tych terenach dzisiaj rano, jest piątek. Oczywiście tłumaczenie było takie, wcześniej też wysłał Jacka Siewierę, szefa BBN-u, na te tereny, że nie chce przeszkadzać służbom w działaniu.
Taka może zasada. Ale jeśli chodzi o tę wizytę w Stanach, to tutaj się akurat w pełni zgadzam, że ten pomysł był kuriozalny. Od samego początku spotkanie z Donaldem Trumpem w sytuacji, kiedy... Wiadomo, że jak to będzie odebrane przez amerykańską opinię publiczną, przez tę polsko-polonijną opinię publiczną w Pensylwanii. Absurd. I to na wielu poziomach, bo to nie jest tak, że Polska kibicuje Trumpowi. To nie jest nawet tak, że polska prawica w całości kibicuje Trumpowi. Nawet nie wiem, czy 100% Andrzeja Dudy jest za tym, żeby Donald Trump wygrał te wybory. W każdym razie w otoczeniu prezydenta są różne głosy w tej sprawie.
Więc to jest kompletnie niezrozumiałe. Trumpa trochę rozumiem, bo być może jakieś służby mu doniosły, jak wsparcie Dudy pomogło Wojciechowi Kolarskiemu i może potraktował jako zły precedens. Który startował na Europosła w Wielkopolsce. Nie został Europosłem. Tutaj prezydent kompletnie bez pomysłu. Wizyta... kompletnie nieznacząca, z której zapamiętalibyśmy jedynie to spotkanie i musi zgonić z Trumpem. Może Andrzeja Widu, gdzie bardziej chodzi o to, żeby sobie zabezpieczyć jakieś stanowisko? Ale właśnie, jeżeli chodzi o interesy... Fatalna inwestycja z tego punktu widzenia, bo wcale nie jest pewne, że Trump wygra. Bo ja się zastanawiałam, co może to dać Andrzejowi Dudzie, co może to dać Trumpowi, to my wiemy.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.