Mentionsy Mentionsy
8:10
8:10

Co nam przyniesie deregulacja

01.05.2025 ·28 min 8 s

Patrycja Maciejewicz, dziennikarka serwisu Wyborcza.biz, rozmawia z Ewą Jakubczyk-Cały, partnerką zarządzającą PKF Consult. Premier Donald Tusk powołał zespół ds. deregulacji, któremu przewodniczy Rafał Brzoska, szef InPostu. Jakie efekty może przynieść działalność tego zespołu i kiedy możemy się ich spodziewać? Czy ewentualne nowe przepisy ułatwiające działalność przedsiębiorcom będą miały też wpływ na przeciętnego obywatela? Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].

Jest to deregulacja. Czy nie brzmi dla pani to trochę tak, jakbyśmy znieśli ze strychu zakurzoną walizkę i wyciągnęli z niej ubrania sprzed kilku sezonów? I tak i nie. Z jednej strony cały czas pojawia się hasło nadregulacji, przepisów za dużo, przepisy są trudne. Z drugiej strony były różnego rodzaju wymogi, zarówno kwestii Unii Europejskiej, czyli konieczność wdrażania dyrektyw. Z następnej strony kwestie podatkowe, które wciąż ulegały zmianie, czyli powielało się z jednej strony i stale i bez końca konieczność regulacji dodatkowych, które wchodzą do życia albo poprzez przepisy unijne, albo w wyniku określonych luk w prawie, które były do tej pory.

A proszę powiedzieć, bo co roku właściwie słyszymy o tym, że mamy nadprodukcję prawa, słyszymy takie porównania o tym, jak bardzo wzrosła ilość stron, która jest poddana procesowi legislacji i opuszcza parlament. Czy pani jako doradczyni, konsultantka i pracująca na co dzień z firmami nie obawia się, że ten cały proces deregulacji może nam przynieść efekt odwrotny? Raczej się nie obawiam. Ja mimo wszystko, mimo że widzę zagrożenia dla tego projektu, głęboko wierzę, że deregulacja jest potrzebna. Istnieje bardzo, bardzo dużo przepisów, które są co do zasady martwe. Jest wiele wdrożeń prawa unijnego, które należy wdrożyć, bo to są dyrektywy, które muszą być wdrożone w postaci ustaw.

A jeśli jest to rozporządzenie Parlamentu Europejskiego, od razu staje się bezpośrednim prawem w Polsce. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego wdrażanie określonych dyrektyw unijnych następuje u nas z pogłębieniem zasady sankcyjności, z pogłębieniem w stosunku do dyrektyw określonych wymogów w stosunku do przedsiębiorców. Powiedzmy, co to znaczy. W polskim prawie dopisujemy więcej niż od nas się wymaga. W polskim prawie bardzo często, naprawdę, wdrażając dyrektywy unijne, nadpisujemy i stwarzamy je bardziej sankcyjne, bardziej uciążliwe. I tak naprawdę niewykonanie tych nadwyżek przez przedsiębiorców, potem jest raportowane, bo tak żeśmy wdrażali, do Unii Europejskiej.

Nie rozumiemy. Jeśli pójdziemy tą koncepcją, że prawo powinno domniemywać legalność i ustalać tylko to, co jest potrzebne, znowu nawrócę do projektu, sprawdzamy, czyli proporcjonalnie do potrzeb. Ja nie uważam, żebyśmy potrzebowali regulować coś więcej, niż musimy w przypadku akurat wdrażania dyrektyw unijnych. To są tylko dwa przykłady. A proszę powiedzieć, co z tego wszystkiego mogą mieć zwykli ludzie? Bo nie każdy jest przedsiębiorcą. Słuchacze, widzowie, czytelnicy słyszą o tym projekcie, słyszą o tej deregulacji i zastanawiają się, czy dla nich to w ogóle ma znaczenie, jak pani uważa?

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.