Benzodiazepiny. Uzależnienie zaczyna się u lekarza
Tomasz Kwaśniewski rozmawia z Arkadiuszem Lorencem, autorem książki „Polska na prochach” oraz reportażu w Dużym Formacie pt. „Benzodiazepiny. Prosiłam w szpitalu, by mi ich nie podawali, bo się uzależnię. Lekarka i tak mi je dała”. Jaka jest skala uzależnień od benzodiazepin w Polsce? Dlaczego wyjście z tego uzależnienia jest tak trudne? I na czym w zasadzie polega zmaganie się z lękiem? Reportaż Arkadiusza Lorenca przeczytacie tutaj: https://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,32580461,benzodiazepiny-uzaleznienie-zaczyna-sie-u-lekarza.html Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Tak jakby po prostu odbył, jakby się zrelaksował. Nawet są takie ćwiczenia często relaksacyjne. Napnij mięśnie i potem puść. To jest mniej więcej to uczucie takiego relaksu i rozluźnienia. I to są leki stosowane w różnych przypadkach. Przed zabiegami, też do takiej wstępnej sedacji, czy na oddziałach psychiatrycznych do uspokojenia pacjenta doraźnie w ramach takiej interwencji kryzysowej. I to wtedy absolutnie nie jest błędem. Czyli ktoś, pacjent jest w tym momencie w kryzysie, przyjeżdża karetką na przykład albo ktoś go przywozi. Ktoś przyjeżdża na ten SOR,
Później, rozumiem, z SOR-u, jeżeli jest potrzeba, przesunięty jest na oddział. Jeżeli, tak. I tam też może dostawać te benzodiazepiny przez jakiś czas, ale dobrze byłoby, żeby, tak wynika z Twojego tekstu, żeby zaczęła się pojawiać jakaś alternatywa dla nich. Są badania, na które ja się powołuję, to akurat nie są badania polskie, bo polskich danych właściwie nie ma na ten temat, z których wynika, że tylko w 70% przypadków są wskazania do tego, żeby te benzodiazepiny wdrażać. Odsyłam zresztą Państwa do tekstu, tamte liczby są jej w tej chwili w głowie. Nie mam, natomiast tak, tak jak powiedziałeś, pacjent trafia na oddział, no i oczywiście na tym oddziale, jeżeli zostanie na dłużej, może być tak, że będą kolejne takie kryzysy, jakieś lękowe, jakieś ataki, paniki i trzeba będzie sobie jakoś z tym poradzić.
To zadanie lekarza. Problem zaczyna się wtedy i właściwie, ja sobie myślę, że o tym jest ten tekst. Kiedy mamy popołudnie w szpitalu psychiatrycznym, jest po godzinie 15, na oddziale nie ma już psychologa. Psychoterapeuty to nie ma, bo w ogóle na ogół nie ma psychoterapeutów, znaczy nie ma jako takiej regularnej psychoterapii na oddziałach, zresztą one też nie otrzymują tych całodobowych. I mamy po godzinie 15 zostaje, albo mamy noc i zostaje jeden lekarz, ale nie na jednym oddziale. On ma pod sobą 6, 7, 8 oddziałów czasami, na każdym po 20, 30 pacjentów. Więc to jest całkiem spora liczba osób do obsłużenia. Czasami jest jeszcze SOR. I w takiej sytuacji, jeżeli zdarza się, że jest kilku pacjentów, którzy wymagają takiej szybkiej, natychmiastowej interwencji kryzysowej, no to niektórzy lekarze powiedzieli mi wprost, nawet że nie oglądając pacjenta, bo nie mając takiej możliwości, bo gdzieś tam się zajmują na innym oddziale,
Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.