Mentionsy
Barth i Borges 🎙️ o trzech esejach Johna Bartha opowiada Krzysztof Majer
W tym odcinku rozmawiamy o trzech esejech Johna Bartha: "Literaturze wyczerpania", "Literaturze odnowy" i eseju wspomnieniowym "Borges i ja".
▶️ Słuchaj dalej🎧 John Barth - wszystkie odcinki (8)
🎧 amerykański postmodernizm
🎧 rozmowy z Krzysztofem Majerem
🗂️ Rozdziały() Rodzaj wstępu
() "Literatura wyczerpania"
() Borges i on
() "Literatura odnowy"
() "Borges i ja"
() Czy są to teksty ponadczasowe?
() Rodzaj zakończenia
🔍 DetaleRozmawialiśmy 15.12.2025
Szukaj w treści odcinka
Ale w dzisiejszym odcinku dołożymy jeszcze esej trzeci, czyli esej Borges i ja.
Ten drugi esej, ten ostatni, o którym wspomniałeś Borges and I, wydaje mi się, że jest z Further Fridays, czyli z tego kolejnego tomu.
No i teraz jest tak, że tekst Borgesia jest tekstem, który jest chyba najłatwiej dostępny, bo on jest w numerze styczniowo-lutowym z 2025 roku literatury na świecie, w przekładzie zresztą Krzysztofa.
Druga myśl była taka, że we wszystkich trzech tekstach, jeżeli jedno nazwisko jest, które cały czas się pojawia, to jest to Borges.
Weźmiemy Borgesa, weźmiemy chronologicznie, czy weźmiemy problemowo, czy może masz jakiś inny pomysł na to.
Wszystko to tak, ale jest w tym pisarstwie jego zdaniem coś, czego być może nie ma u Borgesa albo nie ma w takich tekstach, które Barth sam uprawiał wtedy, kiedy pisał literaturę wyczerpania, czyli na przykład w Zagubionym Labiryncie Śmiechu, czyli nie ma jakiejś energii narracyjnej, nie ma tej żywotności.
Co prawda, kiedy pisze o Borgesie w literaturze wyczerpania, to mówi, że Borges to jest algebra i ogień w idealnych proporcjach, czyli mówi o tym intelektualnym komponencie i o tym sercu, życiu tej literatury, ale znacznie prędzej dostrzeże tę żywotność,
Kiedy mówiliśmy, że barw musiał się wyzwolić spod wpływu Borgesa i że nie mógł być drugim Borgesem, to nie chciałbym, żebyśmy odnieśli takie wrażenie, żeby słuchający odnieśli takie wrażenie, że barw kiedykolwiek...
naśladował Borgesa w sensie ścisłym.
Barth nigdy nie napisał tekstu, który byłby jakimś bladym odbiciem tego, co robił Borges, który miałby taką strukturę, taką formę.
Ale powiem ci, że kiedy czytałem tekst Borges i ja...
to byłem zaskoczony wpływem Borgesa na Barta, bo to, że on się nim inspirował, to mogłem zakładać, no bo to jest taka figura, którą trudno się nie inspirować.
Ale byłem zaskoczony skalą tego, jak on się odwołuje, a potem zacząłem czytać pozostałe teksty i w każdym znajdowałem tego Borgesa.
Czyli widać, że wtedy Barth Borgesa czyta i wiemy z tego eseju Borges i ja, że to już się dzieje od kilku lat przynajmniej, że on już jest po dwóch albo trzech latach intensywnego czytania Borgesa.
Z jednej strony można powiedzieć, krótka forma jest charakterystyczna, ta fragmentaryczność jest charakterystyczna dla tego momentu, w którym to powstaje, końcówka lat 60., ale to też jest forma, którą Borges sobie narzucił.
Więc Barth nigdy Borgesa nie naśladuje w sposób ścisły, to znaczy on jest pisarzem zbyt świadomym formy i zbyt świadomym tego gestu naśladowania, właściwie gest naśladowania to jest gest fundamentalny dla całego twórczości, zbyt świadomym, żeby po prostu pisać jak Borges.
Za to on przejmuje pewne Borgesowskie obsesje.
Być może Barth potrzebuje Borgesa, żeby sobie przypomnieć, dlaczego Szeherezada jest dla niego tak istotna.
układając książki, kiedy dorabiał sobie w bibliotece jako student, ale Borges być może uświadamia mu istotność Szecherezady na poziomie formalnym.
One będą zapładniać jego literaturę przez długi czas, ale świadomość tej figury Szecherezady jako opowiadaczki, to mu się chyba objawia przez Borgesa i zresztą Szecherezada się też pojawia
w literaturze wyczerpania, bo Barth wspomina o tym, co Borges wspomina w jednym ze swoich tekstów, czyli wydanie Baśni tysiąca jednej nocy, gdzie skutek błędu drukarskiego Szeherazada zaczyna odpowiadać od nowa.
No i dla jednego i dla drugiego jest to inspirujące, tylko Borges w swoim stylu
Jeżeli Barth mówi, że mamy przekroczyć Borgesa i Nabokowa, w samym tym słowie przekroczyć, czy wejść na scenę po, w tej metaforze już jest myślenie historyczne.
Trochę tego się dowiadujemy też z tego eseju trzeciego o Borgesie.
I teraz Borges dla niego nie jest Menelaosem, tylko jest Tezeuszem.
I dlatego Barth na końcu sobie Borgesa ustawia jako tego Tezeusza w labiryncie i mówi...
Borges nie musi przepisać Don Kichota, Borges nie musi wymyślić wszystkich książek, które mogłyby znaleźć się w bibliotece Babel, co byłoby jakimś czystym szaleństwem jedno i drugie.
Nie często później wracał do tej figury, dlatego że Borges tego eseju chyba nie zrozumiał albo zrozumiał go źle.
No bo, no wyobraźmy sobie, piszesz esej, który ma wyjaśnić metodę, ma wyjaśnić, czym jest ta nowa literatura i mówisz, pisarze muszą tak jak Borges robić to, to, to i to.
A potem się okazuje, że Borges...
I dlatego ja darzę ten tekst o Borgesie, ten trzeci Borgesia, taką sympatią.
No to jest jednak świadectwo też jakiegoś rozczarowania, trochę rozczarowania sobą, trochę rozczarowania Borgesem i tego nieporozumienia pomiędzy pisarzami.
Znaczy, Borges powinien powiedzieć, tak, John, trafiłeś w sedno, jako jeden z nielicznych zrozumiałeś, o co mi chodzi.
No, ale Borges tak nigdy nie działał.
przechodźmy płynnie do Borgesa i wiesz co, miałem taką refleksję, jak na początku to czytałem i potem sobie sprawdziłem, ile Bart miał lat, jak pisał.
Być może to rozczarowanie, a to rozczarowanie w tekście Borges i ja moim zdaniem wybrzmiewa, może nawet nie rozczarowanie, widać takie, nie wiem jak to nazwać, nadskakiwanie to będzie niewłaściwe słowo, że on mówi do Borgesa, ale Borges jest jak ten Bóg, który jest daleko i który nic ci nie mówi.
Właśnie utrafiłeś w sedno i on nazywa, Bart nazywa Borgesa gwiazdą.
No więc on próbuje to, że Borges jest niewidomy, co jest akcydentalne, ale to też staje się jakoś znaczące, ponieważ kiedy on mówi, no to wpatruje się gdzieś tam w sufit, jak to Barth mówi, w sufit, albo może spoziera kumuzom.
Ale zresztą ten wątek pojawia się w literaturze wyczerpania, bo on mówi Borges niewidomy, Joyce pod koniec już niewidomy.
Ale wracając do tego Borgesa, to, że ten Borges, tu znowu użyjemy tego trochę jako metafory, bo tak on chyba to w tym eseju widzi, że ten Borges go też jakoś nie dostrzega, bo patrzy wyżej, znaczy patrzy ku muzon, patrzy ku jakimś wyżynom, a gdzie tam będzie patrzył na jakiegoś Bart, jakiegoś amerykańskiego pisarza.
Jakieś lekceważenie Borgesa wobec tej takiej amerykańskiej, trochę jakby prostackiej literatury.
Zauważ, że kiedy Borges chce rozmawiać o pisarzach amerykańskich, mówi do Bartha, oni się umawiają na wykład, to mówi, mogę opowiadać o każdym klasyku amerykańskim.
To gdzie mu do takiego Borgesa, który przeczytał wszystko i zna wszystko na pamięć?
Gdzie mu w ogóle do tego Buenos Aires Borgesa i jego kawiarnianych kolegów?
Kiedy przyznaje się w eseju Borges, ja do tego, że czegoś nie czytał.
w tych czasach, które on wspomina w rozmowie z Borgesem podczas ich pierwszego spotkania, jeszcze nie czytał na przykład Sterna.
Co jest efektem Borgesowskim.
Czyli tego, w jaki sposób teksty się nawzajem zapładniają we wszystkich kierunkach i to, co Borges ma na myśli pewnie, kiedy mówi, że pisarze stwarzają swoich poprzedników.
Borges też stwarza sobie poprzedników i w jakimś sensie Barth też sobie wybiera, stwarza Borgesa jako swojego poprzednika.
To ja sobie też pozwolę w tym miejscu na odrobinę prywaty, być może to już mówiłem gdzieś indziej, bo zawsze bardzo mnie wzrusza ten moment, w którym Barth mówi, no nie sądzę, żeby ktoś inaczej czytał Borgesa, dlatego że czytał Bartha.
To znaczy ja na Borgesa, przyznaję, trafiłem przez Bartha.
Znaczy ja najpierw zacząłem czytać Bartha, ja najpierw Bartha odkryłem i dopiero z Bartha, jako student anglisty kino jakiegoś tam pierwszego roku, przez Bartha trafiłem na Borgesa.
To znaczy przeczytałem literaturę wyczerpania i to nie tak, że nazwisko Borges nie było mi znane.
Było mi znane, ale nie wiedziałem w jaki sposób tego Borgesa trzeba czytać.
Może mogłem w szkole średniej Borgesa odpisać, ale jednak chyba dość szybko trafiłem na Borgesa i że Barth pozwolił mi natychmiast przez ten esej przynajmniej pewne aspekty tej prozy zrozumieć.
To tak bardzo okrężną drogą, wracając do tego, że ja bardzo lubię ten esej Borges i ja.
On jest mi bardzo bliski, dlatego że to może nie jest najgłębsza analiza twórczości Borgesa.
może nawet nie bardzo akademickie, ale jednak podpadające pod literaturoznawstwo i tak dalej, no to Borges i ja to jest fantastyczny tekst, który czyta się o relacji dwóch pisarz, o ich spotkaniach, o rozumieniu literatury, który ma próg wejścia, no powiedziałbym, zerowy.
w tym eseju, przepraszam, że ci wejdę słowo, ten De Assis w jakimś sensie prefiguruje, czy jego los w barthowskiej historii czytania w jakimś sensie prefiguruje ten los Borgesa, bo on od razu mówi, jest takich dwóch pisarzy latynoamerykańskich, powinien właściwie powiedzieć trzech, bo jeszcze jest trzeci, który się tam czai i który okaże się najważniejszy.
Dla mnie zawsze aktualne są pytania, które Borges pozwala mu postawić.
Jeżeli Borges jest aktualny, a myślę, że jest, to komentarze do Borgesa również są i to jest także komentarz do Borgesa, do doniosłości tego, co Borges robi.
Barth, Borges, Nabokow, Calvino.
Nie jest to bardzo głęboka analiza twórczości Borgesa.
No właśnie, bo dla Bartha te wszystkie spotkania z Borgesem są formacyjne i definiujące.
Borges sobie nie uświadamiał tego faktu.
Nie tylko wynika to z istotności, powiedzmy, Borgesa dla całej literatury dwudziestowiecznej versus istotności Bartha dla całej literatury dwudziestowiecznej, która jednak jest chyba inna, ale wynika to też pewnie z tego, co nazwałeś wcześniej, albo może nie nazwałeś tak, może ja to teraz tak nazwę, z jakiejś uniżoności, która
takiego ucznia, który nie jest wart mistrza i że Borges nie ułatwia mu wyjścia z tej sytuacji, a że Borges się doskonale czuje w takiej sytuacji jako ten mistrz, ten, który objawia.
Dla mnie te teksty Borgesa też są...
Każdy, kto czyta Borgesa wie o co chodzi.
Spróbuj opowiedzieć o tym, jak pisze Borges.
Jak różnych pisarzy pewnie potrafiłbym opisać, tak Borges to sam fakt, że się pisze, mówi o kimś, że ktoś pisze jak, albo że to jest jak, to trochę sugeruje dla mnie przynajmniej braki na pewno mojego, mojej możliwości językowych czy porównawczych, żeby coś wysyntetyzować i opisać i wskazać jako jeden dominujący element, który powoduje, że coś jest takie, a nie inne.
Z tym, że ciekawe jest to, że w tym pierwszym eseju Barth mówi, że u Borgesa jest algebra i ogień w idealnych proporcjach.
Zaczerpnął oczywiście te dwa pojęcia z opowiadania Borgesa, Tlonuk, Bar i Orbis Tertius, ale z tych późniejszych tekstów jego wynika, że coraz mniej ognia widział w tych opowiadaniach.
i w eseju Borges i ja gotów jest powiedzieć, że poezja Borgesa go nie przekonuje, że nie zachwyca go wiele spośród tych utworów, które literaturoznawcy przez duże L gotowi byliby traktować jako czołowe.
przeczytać ten tekst bardzo uważnie, ten esej Bartha, to się okaże, że tam jest garstka tych utworów Borgesa, do których on wciąż wraca.
Na czele z tym, o którym nie mówiliśmy za dużo, a którego tytuł Barth sobie pożyczył, czyli Borges i ja.
Mało, że on pożycza sobie tytuł bardzo znanego, króciutkiego, ale wspaniałego opowiadania Borgesa, które jest o dwoistości samego Borgesa.
Przypomnijmy, ja tutaj mam pod ręką, to temu drugiemu Borgesowi przytrafia się wszystko.
Albo ja żyję, zgadzam się żyć, żeby Borges mógł knuć swoją literaturę, a ta literatura mnie usprawiedliwia.
Nie, nie, nie, nie, Borgesia to jest opowiadanie Borgesa.
Cytaty z opowiadania Borgesia w przekładzie Andrzeja Sobola-Jurczykowskiego.
I słusznie, że tak jest, ponieważ jednak naczelnym tekstem, najważniejszym jest ten Borgesowski, ale chciałem zwrócić uwagę też na to, że chucpa Bartowska, widziałbym ją tutaj nie tylko w tym, że on sobie ten tekst pożycza, ale że pożycza tytuł utworu właśnie takiego lustrzanego, w którym Borges...
Więc nie wiem też, czy arogancją nie jest wyrastanie z Borgesa, to zostawmy na boku.
intelektualnie ambitnym jak Borges, ale że jest w nim więcej życia, to chyba to ma na myśli.
No to tu bym wrócił do tej swojej metafory, że paradoksalnie ten Borges, który operuje pojęciami takimi jak nieskończoność, wieczność, lustro, głębia, może się okazać, może w jakimś sensie okazuje się tutaj jednak za ciasny i Barth się przesiada do pojemniejszej muszli jako ten krapustelnik i Marquez jest taką muszlą chyba.
Czyli być może, jeżeli Borges byłby uosobieniem literatury wyczerpania, która jest jakimś momentem przejścia między modernizmem a ponowoczesnością...
no to Calvino i Marquez byliby tą syntezą, tym czymś szerszym, większym, żywotniejszym, do czego można dojść jedynie poprzez Borgesa.
Czy Borges był konieczny, ale ostatecznie staje się gwiazdą przewodnią, którą teraz już można zostawić, bo dotarłeś do jakiejś drogi, muszlą, z której można się przesiąść, przesiąść, nie wiem, czy to jest dobre słowo, ale w jakąś inną.
Chociaż, czytając to trochę bardziej psychoanalitycznie, zawsze mam taką wątpliwość, czy Abba się trochę nie mści na tym Borgesie, który go tak potraktował i nie mówi, a wiesz co, ja już cię też nie potrzebuję.
Ostatnie odcinki
-
Wojtek Szot - Akcja Równoległa (rozmowa druga)
22.02.2026 08:00
-
William Gaddis - Ciesielski gotyk (1985)
18.02.2026 20:00
-
Zofia Zaleska - Zaniechanie (2025) i Przejęzycz...
15.02.2026 08:00
-
Harry Mathews - Moje życie w CIA (2004)
11.02.2026 20:00
-
Miroslav Krleža - Złoto i srebro Zadaru. Eseje ...
08.02.2026 08:00
-
PLAN PODKASTU LUTY-MARZEC 2026
07.02.2026 08:00
-
Don DeLillo - Biały szum (1985)
04.02.2026 20:00
-
Ivo Andrić - Most na Drinie (1945)
01.02.2026 08:00
-
John Dos Passos - Manhattan Transfer (1925)
28.01.2026 20:00
-
Ismail Kadare - Most o trzech przęsłach (1978)
25.01.2026 08:00