Mentionsy
Odcinek 14: Porozumienia Abrahamowe
Minęło 5 lat od podpisania Porozumień Abrahamowych, czyli umów normalizujących stosunki pomiędzy Izraelem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Maroko i Sudanem. W najnowszym odcinku podcastu „Ziemia Zbyt Obiecana" Konstanty Gebert opowie o relacjach pomiędzy państwami półwyspu arabskiego i o tym jak zmieniły się one pod wpływem Porozumień Abrahamowych.
Jak Porozumienia Abrahamowe wpłynęły na pozycję Izraela w regionie? Czy jest szansa, że podpiszą je kolejne kraje? Na te i inne pytania znajdziecie Państwo odpowiedź słuchając naszego podcastu.
🎧 Posłuchaj najnowszego odcinka:
⭐ Spotify – https://spoti.fi/3yfxnFv
⭐ Apple Podcasts – https://apple.co/3ISwbNh
⭐ YouTube – https://youtube.com/@ZiemiaZbytObiecana
💛 Wspieraj nas na Patronite:
➡️ www.patronite.pl/ziemiazbytobiecana
Szukaj w treści odcinka
Jak na nieduży kraj w Azji, Izrael zajmuje nieproporcjonalnie dużo miejsca w wyobraźni ludzi na całym świecie.
Gdyby można było eksportować historię lub teraźniejszość, to Izrael, jedyny kawałek Bliskiego Wschodu bez ropy naftowej, byłby drugim Kuwejtem.
Podcast Ziemia zbyt obiecana powstaje we współpracy z Fundacją ELNET, organizacją pozarządową, której celem jest pogłębianie relacji między Europą a Izraelem w oparciu o wspólne potrzeby i demokratyczne wartości.
Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Bahrainu i Izraela podpisali porozumienia o wzajemnym uznaniu i nawiązaniu stosunków dyplomatycznych.
W 1920 roku wydawało się, że Izrael wreszcie osiągnął stabilność,
Liban był co prawda pod kontrolą Iranu i Hezbollah był zagrożeniem dla Izraela.
Hamas ostrzeliwał Izrael rakietami, Izrael odpowiadał tym samym.
Były premier Izraela uczył takiej strasznej metafory, że to jest koszenie trawy, że tak jak trawę trzeba od czasu do czasu skosić, żeby nie wyrosła zbyt wysoka, tak terrorystów trzeba od czasu do czasu ostrzelać, żeby się zanadto nie rozhulali, ale mamy wszystko pod kontrolą.
I jako taki Izrael był coraz bardziej atrakcyjnym partnerem dla rozmaitych państw Bliskiego Wschodu.
W tym zwłaszcza tych, które leżały od Izraela o 2-3 tysiące kilometrów na drugim końcu Półwyspu Arabskiego.
Nie istniały jeszcze, kiedy powstał Izrael.
Nie tylko nie uczestniczyły w wojnie Arabów przeciwko Izraelu w momencie ogłoszenia przez państwo żydowskie niepodległości w 1948 roku, ale nadal były stosunkowo mało ważnymi koloniami brytyjskimi, a niepodległość zyskały w 1971 roku.
Iran, który uczynił ze zniszczenia Izraela
Izrael skutecznie stawiał czoło irańskiej agresji już od lat i był bardzo pożądanym partnerem wywiadowczym i wojskowym, ale zarazem państwa arabskie z Zatoki z podziwem patrzały na rozwój gospodarczy Izraela.
Fundamentalna różnica między Izraelem a państwami Zatoki jest taka, że państwa Zatoki wyrosły na nafcie i gazie, których Izrael jest niemal całkowicie pozbawiony.
Mimo to, choć Emiraty, Bahrain, Kuwait opływają w petrodolary i gospodarka pozostaje daleko w tyle za izraelską.
Planie, który dawałby palestyńczykom samorząd na części tylko zachodniego brzegu, a Izrael wtedy bez trudności mógłby przyłączyć resztę.
Od tego, by Izrael zrezygnował z planów aneksji zachodniego brzegu.
Izrael początkowo się zgodził, potem już podczas negocjowania szczegółów okazało się, że
By formalnie uznać Izrael, nawiązać z nim stosunki dyplomatyczne, ponieważ to, co dla Saudijczyków najważniejsze, czyli współpraca wywiadowcza i wojskowa wymierzona w Iran, już było.
Izraelczycy od dawna nieformalnie współpracują z Saudijczykami w tych obszarach, które są wymierzone
Żeby było jasne, że nie są przeciwni, zezwolili na przelot na terytorium Arabii Saudyjskiej lotów między Izraelem a Indiami, które wcześniej musiały nadkładać bardzo dużo drogi, że omijając Półwysep Arabski,
I to był wymierny i życzliwy gest pod adresem Izraela, ale na tym się wówczas skończyło.
Mógłoby się wydawać, że porozumienia będą sprawą zlokalizowaną i że obejmują one tylko małe państwa arabskie powstałe, kiedy Izrael już istniał.
W tej sytuacji gesty dobrej woli pod adresem Izraela, który umiał sobie z Iranem poradzić, były absolutnie zrozumiałe.
I przez moment wydawało się, że popłynie ta fala sunnickiej normalizacji stosunków z Izraelem na gruncie wspólnego zagrożenia przez Iran.
Zakładano, że Izrael będzie gotów taką cenę zapłacić za normalizację stosunków z Arabią Saudyjską.
Marokański natomiast jak najbardziej ratyfikował, znowu w zamian za bardzo konkretny zysk polityczny, mianowicie poparcie przez Stany Zjednoczone i Izrael, Maroka w sporze o Saharze Zachodnią.
Izrael, rzecz jasna, także do tej decyzji się przyłączył.
Wyszło też bardzo dobrze na współpracy wywiadowczej z Izraelem.
Stosunki handlowe między państwami Zatoki a Izraelem rozkwitły, współpraca technologiczna, to samo współpraca z Marokiem.
Trzeba pamiętać, że Marokańczycy stanowią bardzo, znaczy Żydzi marokańscy stanowią bardzo liczną grupę mieszkańców Izraela i jako że wyjechali z Maroka
Z krajem pochodzenia doszło wręcz do ożywienia kontaktów także i na poziomie zwykłych mieszkańców Izraela i Maroka i wydawało się, że porozumienia Abrahamowe udowodniły swoją skuteczność.
Amerykanie, Saudyjczycy i Izraelczycy zaczęli negocjować bardzo skomplikowaną relację trójstronną.
Celem tej relacji było wzajemne uznanie się przez Arabię Saudyjską i Izrael.
Cywilny jak najbardziej, no ale wszystkie programy atomowe zaczynają jako cywilne, a mogą się zakończyć wyprodukowaniem bomby atomowej i rzecz jasna Amerykanie nie udzieliliby takiej zgody, gdyby Izrael nie napalił zielonego światła, a więc to miał być wkład Izraela.
Do tego trójstronnego układu Izrael miał też wystąpić z zasadniczą, znaczącą inicjatywą polityczną wobec Palestyńczyków.
Izrael zyskiwałby stosunki z Arabią Saudyjską.
Padłby nie tylko utrzymujący się jeszcze tu i ówdzie bojkot Ligi Arabskiej, ale muzułmański bojkot wobec Izraela.
No Izrael wypłynąłby nareszcie na szerokie wody.
Gdyby Amerykanom się udało to wynegocjować, no prezydent Biden miałby powody mieć nadzieję, że po podpisaniu trójstronnego porozumienia amerykańsko-izraelsko-sałdyjskiego w Białym Domu, prezydent Biden dostałby pokojowego Nobla.
Wszystkie trzy strony miały motywację bardzo silną, żeby takie porozumienia zawrzeć i wtedy 7 października 23 roku Hamas uderzył na Izrael.
Zasadnicza linia polityczna Hamasu, że Izrael nie ma prawa istnieć, zostałaby zdezawuowana przez najważniejsze arabskie muzułmańskie państwo.
Hamas mógłby kształcić się w partię parlamentarną, taką jak Bractwo Musumańskie w Jordanii, ale marzenia o islamskiej wszechwładzy, o likwidacji Izraela zostałyby tylko tym, marzeniami.
Atak Hamasu na Izrael stworzył znakomite narzędzie, które wsadziło w powietrze cały ten trójstronny proces negocjacji.
Izrael odpowiedział tak, jak wszyscy się spodziewali.
Ochudły głównie dlatego, że opinia publiczna w tych krajach kategorycznie i bez wahania potępiła Izrael i utrzymywanie dobrych stosunków z Izraelem w tej sytuacji było po prostu politycznie niewykonalne.
Maroko jest targane ogromnymi antyizraelskimi demonstracjami i mimo że współpraca wywiadowcza i bezpieczeństwa trwa nadal, to z owego zbliżenia między społeczeństwami nic nie zostało.
Chyba, że ceną jaką Izrael zapłaci będzie palestyńska niepodległość.
Innymi słowy, jeśli Izrael nie potwierdzi, że jego celem jest powstanie państwa palestyńskiego i nie wytyczy przekonującej i gwarantowanej perspektywy utworzenia takiego państwa, Saudyjczycy nie przystąpią do żadnych porozumień.
Można to odwrócić, można powiedzieć, że za cenę uznania niepodległości Palestyny Izrael zyska nie tylko stosunki z Arabią Saudyjską, ale także perspektywę zakończenia konfliktu zbrojnego z Palestyńczykami.
Pozbawił Izrael przestrzeni manewrowej i zmusił do spojrzenia w twarz fundamentalnemu dylematowi.
Akceptacja Izraela na Bliskim Wschodzie i normalizacja stosunków z państwami arabskimi jest możliwa tylko wtedy, jeśli powstanie niepodległa Palestyna.
Może się zakończyć w sposób dający nadzieję na przynajmniej kilka lat pokoju, tylko wtedy, jeżeli Izrael zaakceptowałby perspektywę palestyńskiej państwowości.
Hamas nie chce państwa palestyńskiego obok Izraela, tylko zamiast.
Ale w sytuacji, kiedy ta perspektywa jest w równym stopniu nie do przyjęcia i dla Hamasu, i dla obecnego rządu Izraela, to sprawia, że szanse, by ta perspektywa zamieniła się w rzeczywistość są niewielkie, a co za tym idzie szanse, by Arabia Saudyjska przystąpiła do porozumień abrahamowych póki co są żadne.
I tak jak powiedział, Porozumienia Abrahamowych nie podpisze, co nie wyklucza pragmatycznego porozumienia z Izraelem, które by zagwarantowało bezpieczeństwo na granicy.
Pytanie, czy Izrael jest takim pragmatycznym porozumieniem zainteresowany.
Pan prezydent rządzi teraz jako jedynowładca, a tunezyjska opinia publiczna jest wściekle antyizraelska.
Wszystkie te państwa mają już stosunki dyplomatyczne z Izraelem, więc dołączenie do Porozumienia Abrahamowych musiałoby oznaczać potwierdzenie czegoś, co już istnieje.
Armenia przegrała wojnę o Karabach i jest w tej chwili zdominowana przez Azerbejdżan, a przegrała ją między innymi dzięki Azersko-izraelskiemu sojuszowi wojskowemu.
Armenia szuka oparcia w Iranie i zupełnie nie byłaby zainteresowana z tego powodu, żeby uczynić coś, na czym skorzystać może Izrael, najlepszy przyjaciel najgorszego wroga Armenii i najgorszy wróg jedynego przyjaciela Armenii.
Ma bardzo dobre stosunki demokratyczne z Izraelem.
Muzułmanie z drugiej strony gór Kaukazu nie mają lepszej opinii o Izraelu niż muzułmanie na Bliskim Wschodzie, a rządy tych krajów muzułmańskich, nawet jeżeli miałyby interes w zacieśnianiu stosunków z administracją Trumpa, no nie mają interesu w tym, żeby jeszcze dodatkowo prowokować własną opinię publiczną.
Bo mimo gigantycznego kryzysu, jaki wojna w Gazie stanowi dla relacji Izraela z wszystkimi państwami arabskimi, porozumienia Abrahamowe się ostały.
Trudno sobie wyobrazić, żeby Amerykanie cofnęli uznanie Sahary Zachodniej jako części Maroka, gdyby Maroko zawiesiło stosunki dyplomatyczne z Izraelem, czego domaga się marokańska opinia publiczna.
Mimo, że opinia publiczna jest bardzo antyizraelska, dzieje się tak głównie dlatego, że państwa mają swoją własną dynamikę.
A jeżeli pojawią się bardziej sprzyjające warunki, czytaj, jeżeli zakończy się wojna w Gazie, a jakiś nowy rząd izraelski podejmie wiarygodne kroki w stronę politycznego, a nie tylko wojskowego rozwiązania konfliktu z palestyńczykami, tak można się spodziewać ożywienia.
Izraelski negocjator w rozmowach pokojowych z Syrią, które w końcu do niczego nie doprowadziły, w rozmowach prowadzonych jeszcze za czasów dyktatury Asada, Itamar Rabinowicz, opowiadał mi, że kiedyś w przerwie rozmów rozmawiał z syryjskim ministrem spraw zagranicznych Farukem Alshara
Będzie ambasada izraelska w Damaszku, będzie ambasada azeryjska w Tel Awiwie, no i co więcej?
No będą turyści izraelscy w Damaszku, syryjscy w Tel Awiwie, będzie wymiana handlowa, będzie współpraca uczelni, będzie... Naprawdę?
Jeżeli Syria nie ma takich stosunków, jakie opisał Rabinowicz z żadnym ze swoich arabskich sąsiadów, no to rzeczywiście trudno sobie wyobrażać, że będzie miała z Izraelem.
A to, że Izrael nie jest uznawany przez większość państw Bliskiego Wschodu,
Słowem, nie jeden Izrael ma tutaj problemy z normalizacją stosunków, ale jeden Izrael, tylko jeden Izrael teraz toczy tak krwawą wojnę.
Ostatnie odcinki
-
Ziemia Zbyt Obiecana: Gra mocarstw – Iran, Rosj...
30.03.2026 15:43
-
Odcinek 22: Izraelscy Arabowie
16.02.2026 10:25
-
Odcinek 21: Powrót ostatniego zakładnika. Podsu...
09.02.2026 13:15
-
Odcinek 20: Zielona Linia
26.01.2026 04:00
-
Odcinek 19: Prawo do powrotu
12.01.2026 04:00
-
Podsumowanie roku 2025
29.12.2025 04:00
-
Archiwum ZZO: S1O23: Kuchnia żydowska i izraels...
22.12.2025 08:56
-
Odcinek 18: Rezolucja nr 3379 ONZ i jej wpływ n...
08.12.2025 04:00
-
Co to był za miesiąc! Listopad 2025
01.12.2025 04:00
-
Odcinek 17: Trzydziesta rocznica zamachu na Yit...
24.11.2025 04:00