Mentionsy
Niebo Cafe: Historia, która nie miała prawa się skończyć | Joanna Sroka
Przez niemal 25 lat Niebo było azylem, domem i muzycznym sercem Wrocławia. Niebo Cafe to nie był tylko biznes – to była wizja Marka Sroki, którą wspólnie z żoną Joanną przekuli w legendę. We wrześniu 2024 roku lokal został zamknięty, ale historia, która za nim stoi, wciąż pulsuje emocjami.
W dzisiejszym odcinku serii „Szukam Człowieka” goszczę Joannę Srokę. Rozmawiamy o pionierskich latach 90. we wrocławskiej gastronomii, o tym, dlaczego ,,do knajpy szło się do człowieka", a nie po produkt, oraz o bolesnych kulisach walki o przetrwanie po śmierci Marka. To rozmowa o miłości, muzyce, bezwzględności pieniądza i nadziei, która – mimo zamkniętych drzwi na Ruskiej – wciąż szuka nowego miejsca.
Szukaj w treści odcinka
Natomiast jakby tym wyjściem, już jak byliśmy razem z Markiem, to był Kalambur.
Ja pamiętam w Kalamburze kiedyś wódkę piłem z gonerą.
No, ale właśnie Kalogródek, później Kalambur i Marek był jednym z pierwszych Bermanów na Jatkach Starych.
Tak, te ścieżki gdzieś tam, no... Natomiast w Kalamburze kiedyś wystąpiłem w takim głupim programie na Polsacie z Kasią Cichopek, nieważne, nie chcę się tutaj publicznie poniżać, ale mnie jacyś studenci właśnie rozpoznali w Kalamburze i pamiętam, że czmychałem stamtąd, bo nie dali mi posiedzieć.
Z Kalambura chyba fajnie wspominamy tamte czasy, chociaż praca była trudna.
Ale mówię, ten szlif taki właśnie barmański, starej, dobrej szkoły barmańskiej typu marynareczka, koszuleczka, krawacik albo coś tam innego pod szyję, także no to była taka szkoła, tak wtedy Marek pracował w Kalamburze.
I przy takiej, no, naszej muzyce, typowo rockowej muzyce, właśnie Jędruś, Barman z Kalambura, Przemcio, siedzieli oni, byli odpowiedzialni za muzykę.
Stąd jakby znajomości z Kalambura przeniosły się do Arsenału, no i trwają do dnia dzisiejszego tak naprawdę.
No i jak organizowałem zjazdy tego mojego forum, to właśnie między innymi jeden ze zjazdów był w Kalamburze.
Kalambur też pozdrawiamy.
O mało co studiownię zawaliłam właśnie przez Kalambur.
Pomógł nam tamcio architekt, którego zresztą też poznaliśmy w Kalamburze, jeden ze stałych bywalców, później właściciel, współwłaściciel bezsenności.
Poznaliśmy ich wujka tak naprawdę, Marek jeszcze w Kalamburze.
Poznali się z Markiem w Kalamburze i tak sobie przypadli do gustu, że przyjaźń trwała do końca, właściwie na użycia Marka.
Ostatnie odcinki
-
Zarządzanie kryzysem w rock'n'rollu | Piotr Laska
13.04.2026 19:54
-
Granice normy społecznej: Charlotte Drag Queer ...
04.04.2026 14:06
-
Marcin Tomasz Kotarba o operze, grafice i mroku
01.04.2026 20:39
-
„Tęczowa zaraza” czy strach przed nieznanym? Ks...
29.03.2026 20:42
-
Sola Scriptura to bzdura? Dlaczego programista ...
11.03.2026 13:35
-
Nic nie musisz, wszystko możesz. Michał Ożga o ...
08.03.2026 21:55
-
Od Lublina po Strasburg. Jak wygląda chirurgicz...
08.03.2026 17:38
-
Pani_frotka: Barbara Bisz o niemieckiej precyzj...
28.02.2026 19:00
-
Tolkien jako bezpieczna przystań. Dominik Wojci...
28.02.2026 16:31
-
Teologia bez polemicznego ciężaru? | prof. Jerz...
23.02.2026 23:17