Mentionsy

ZaFIKsowany
ZaFIKsowany
22.01.2026 09:50

Niebo Cafe: Historia, która nie miała prawa się skończyć | Joanna Sroka

Przez niemal 25 lat Niebo było azylem, domem i muzycznym sercem Wrocławia. Niebo Cafe to nie był tylko biznes – to była wizja Marka Sroki, którą wspólnie z żoną Joanną przekuli w legendę. We wrześniu 2024 roku lokal został zamknięty, ale historia, która za nim stoi, wciąż pulsuje emocjami.

W dzisiejszym odcinku serii „Szukam Człowieka” goszczę Joannę Srokę. Rozmawiamy o pionierskich latach 90. we wrocławskiej gastronomii, o tym, dlaczego ,,do knajpy szło się do człowieka", a nie po produkt, oraz o bolesnych kulisach walki o przetrwanie po śmierci Marka. To rozmowa o miłości, muzyce, bezwzględności pieniądza i nadziei, która – mimo zamkniętych drzwi na Ruskiej – wciąż szuka nowego miejsca.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 19 wyników dla "Alu"

Joasiu, no to jest wzruszające spotkanie, bo ja jestem jednym z tych barowych zamulaczy, który całe lata spędził tam przy waszym barze w niebie i wypił wiele beczek waszego piwa i przeżył tam niejedną przygodę w różnych zakamarkach tegoż lokalu, o czym może nie będę w szczegółach opowiadał, ale jest we mnie wielka miłość do nieba.

No ale była tak miła, że mi naprawdę puszczała ten dżem, więc bardzo serdecznie dziękuję Alu, jeśli jakimś cudem tego posłuchasz.

Kiedy o godzinie 20, chyba 3.45, czyli 15 minut przed zamknięciem lokalu puszczali właśnie pod papugami Czesława Niemena i później były już jakieś tam gongi, tak ja to pamiętam z jednej czy dwóch takich nocy, kiedy tam siedzieliśmy.

Wiem, że ja też skaczę z tematu na temat, bo to tak przychodzi po prostu... Natomiast co do Ali, no to Alu, bo kiedyś po latach słuchaj, pojawiłem się i zobaczyłem, że jeszcze jest Ala i tak z radością podleciałem, że cześć, w ogóle kurczę, pamiętasz mnie?

Słuchaj, otwarcie lokalu to był skok na głęboką wodę.

O największej obawie, o której powiedziałam Markowi i co niestety się sprawdziło a propos zamknięcia też lokalu, jeszcze na etapie remontów, przygotowywania lokalu, miałam taki sen, że któregoś dnia właśnie siedzę sobie przy barze i jestem sama.

Niestety trochę się to sprawdziło na koniec funkcjonowania lokalu.

Bycie ludzi w lokalu, w klubie, w pubie, w restauracji oznacza, że to jest dobre miejsce.

Nie tego, że będą problemy finansowe, że to jest jakieś tam wyzwanie i tak dalej, tylko że przyjdzie taki moment w istnieniu lokalu, że tych ludzi nie będzie.

O ile pierwszego dnia na otwarcie generalnie to żadnych obaw nie mieliśmy, o tyle drugiego dnia jak była nas trójka w lokalu i przyszedł, a jeszcze o jednym miejscu nie wspomniałam a propos tej historii lokali, no to Jazim Małgosia.

To ten człowiek w tym pasażu się naszukał tego lokalu, naszego nieba.

Ludzie za barem, przy barze, w lokalu.

Bo to malutkie przecież było.

A inny Leszek, który miał studio na rynku, nie wiem czy jeszcze ma, Janerka, którego też poznałem przez Michała Puchałę, z kolei syna tego Puchały z Klausa Mitwocha, także świat tam jest malutki.

Malutki, we Wrocławiu, jeżeli o to chodzi, to jest bardzo malutki, także, no, ale, no mówię, my byliśmy spoza tego świata, żeby też tutaj nas nie podejrzewać o jakieś tam, po prostu, no, jakby decyzje były na zasadzie spontaniczności, tak coś się spodobało, coś się nie spodobało, albo tak miało być, albo tak nie, albo na zasadzie, no, jestem szefem, no to mówię nie, bo nie, no i tyle.

Wiesz co, myślę, że powiem tak, ponieważ to była nasza knajpa, w sensie od początku do końca, Marek znał każdy, jak wchodził do lokalu, to on po prostu wiedział, nie musiał wiedzieć, kto stał na barze, ale wiedział, w czym zawalił, albo co poszło dobrze i tak dalej.

Nie, nie, nie, bo właśnie czy jakby przeczuwaliście, że mimo, czy żyliście sprawami lokalu, czy, no to sama odpowiadasz.

W związku z czym mogę zamknąć drzwi panu żońcy przed nosem i go nie wpuścić do lokalu, bo dopóki kwestia formalna nie zostanie wyprostowana, to ja dalej jestem najemcą tego lokalu.

Natomiast pojawiła się taka ilość robactwa, że zrobiliśmy pierwsze odrobaczenie lokalu.