Mentionsy

Wersja polska
Wersja polska
12.10.2025 13:05

10. VHS – złota epoka tłumaczeń

Długi odcinek po długim oczekiwaniu na temat krótkiej, acz znaczącej epoki w historii zarówno Polski, jak i przekładów.

Skąd się wzięły kasety VHS? Jak zawładnęły wyobraźnią widzów oraz bazarami i wypożyczalniami? Jak na początku tłumaczono filmy, które nie miały oficjalnej dystrybucji w kraju? I dlaczego ta niezwykła era zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła?

----------------------------


Linki powiązane z odcinkiem:

VHS Hell

Podcastex


----------------------------

Rozdziały:

– Rozbiegówka

– Wstęp

– Początki VHS

– Dygresja nr 1 – reklamy w USA

– Rozwój VHS

– Betamax vs VHS

– Kino godzi się z VHS

: 22 – Podsumowanie wojny formatów

– Bundy

– Prostota nagrywania

– Dygresja nr 2 – porno

– VHS w Polsce

– ITI

– Rozkwit piractwa i renesans kaset

– NTSC, SECAM i PAL

– Światowe piractwo a sprawa polska

– Pierwsze wersję lektorskie

– Pierwsi tłumacze VHS

– Ustawa Wilczka i prawa autorskie

– Katalogi filmowe

– Lata 90

– Oryginały zdobywają popularność

– Przewaga dobrego przekładu

– Przejście na DVD i streaming

– Internetowy morderca

– Koniec epoki

– Zakończenie

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 30 wyników dla "Zed"

Otóż, moi drodzy, teoretycznie proste, przedpotopowe ustrojstwo zwane kasetą VHS to jeden z głównych motorów napędowych branży filmowej, który z początku jawił się jako jej największy wróg.

Krainy piłki nożnej, w którą gra się rękami i do tego przedmiotem niezbyt przypominającym piłkę.

Przede wszystkim Sony pojawiły się na rynku z Betamaxem w 1975 roku, a zatem rok wcześniej od VHS-a produkcji JVC.

I z tego samego założenia wyszli też przedsiębiorcy z właśnie rodzącej się branży dystrybucji wideo.

Ponieważ opcji zarabiania na danym filmie poza salami kinowymi było niewiele, a póki tam niejaki George Lucas dzięki bajce o rycerzach z jarzeniówkami nie spopularyzował koncepcji sprzedaży gadżetów i całej masy dupereli, ściślej lub luźniej powiązanych z daną marką.

Ale dzięki VHS-om wystarczyło wszystkie te filmy, czy to nowe, czy to takie, które się tam od dawna kurzyły w magazynach od dekad, przerzucić na taśmę magnetyczną, skopiować w tysiącach egzemplarzy i sprzedawać rosnącej rzeszy posiadaczy odtwarzaczy.

No, do tego tematu też zresztą za chwilę wrócimy, bo w latach 90. w Polsce prowadzenie wypożyczalni kaset było jednym z najpowszechniejszych i najwyrazistszych przejawów przemian ustrojowych z gospodarki centralnie planowanej na wólnorękową przedsiębiorczość.

Relatywnie tani w produkcji i sprzedaży oraz prosty w obsłudze VHS, pozwalający na swobodne kopiowanie i dystrybucję materiałów audio-video, błyskawicznie zdominował rodzący się rynek kina domowego.

Lektor zasiadał sobie przed mikrofonem obok ekranu i zasuwał albo symultanicznie, jak dość dobrze znał język, choć raczej się to nie zdarzało często, albo czytał wcześniej przygotowany, nierzadko osobiście, skrypt.

W połowie lat 80., jak na ukochanych przywódców przystało, władze Polski Ludowej wyszły naprzeciw potrzebom społeczeństwa spragnionego dóbr kultury i jako tako uregulowały dystrybucję oraz sprzedaż kaset.

Jednak w miarę ustalone ramy prawne otworzyły furtkę dla szczwanych przedsiębiorców, którzy całkiem nieźle wyczuli trendy.

Tak było w przypadku takiej tam małej firemki ConsuProt, która zaczynała od branży spożywczej, jak sama nauza wskazuje, sprzedając jakieś chemie do ciast, pieczywa oraz pierwsze chipsy dostępne w PRL-u, zwane Lily Chips.

Dziś pewnie je skojarzycie lepiej jako Chio, bo markę sprzedano Niemcom.

Z początku oczywiście ITI mogło handlować tylko akceptowalnymi przez miłościową władzę rodzimimi materiałami typu jakieś tam kabarety albo polskie seriale telewizyjne sprzed lat.

Nie tylko na bazarach czy poprzez handel obwoźny, gdzie tam różne mietki i mirki rozstawiały się na szybko z polówką na chodniku albo sprzedawały towar prosto z bagażnika.

Którego mój ojciec znalazł na stadionie dziesięciolecia jakoś tak przed wigilią 1997 roku.

I prawo niemal do nieograniczonej wolności gospodarczej otworzyło szeroko wrota dla drobnej przedsiębiorczości.

Filmy nawet w tych powstających jak grzyby po deszczu legalnie prowadzonych wypożyczalniach w dużej mierze były niewiadomego pochodzenia, tłumaczone i przegrywane nie wiadomo przez kogo i nie miały absolutnie żadnych zabezpieczeń przed kopiowaniem.

Więc inni obrotni przedsiębiorcy wypożyczali sobie film, nagrywali go sobie na własne VHSy, a potem obracali nimi na bazarach, sprzedając je kolejnym piratom i tak to się kręciło.

Źle reżyserowana, tania komedia dwóch młodych przedsiębiorców próbuje nakręcić film pornograficzny.

Chociaż przecież nie tęsknimy za przedstawionym tam obrazem rzeczonych lat 80-tych, bo u nas wyglądały one kompletnie inaczej niż w Ameryce.

I nic z tym dziwnego, bo magnetowiec miał niemal każdy, a jak nie miał, to sobie szedł do sąsiada.

Jak wspominałem dawno temu w odcinku o polonizacjach sprzedających nawet kiepski produkt, odbiorca był i nadal jest w stanie wydać więcej, o wiele więcej, by otrzymać porządnie zlokalizowane filmy czy gry.

o Magdalenie Balcerek, odpowiedzialnej za bardzo dobrze wspominane wersje Terminatora, Obcego, Ojca Chrzestnego i całą masę innej klasyki, a także chyba za najsłynniejszego przedstawiciela kina przełomu wieków, czyli Matrixa.

Zeda.

Kto to jest Zed?

Zed zszedł, kochanie.

Zed zszedł.

Była to zresztą kontynuacja wcześniejszego modelu biznesowego, bo klienci Netflixa przed odpaleniem rzeczonego serwisu mogli zamawiać i odsyłać filmy na DVD i pocztą.

Taki znany krakowski wideofilm na Kalwaryjskiej to umierał w bólach chyba przez kilka lat, aż definitywnie zamknął drzwi i wyprzedał asortyment z końcem 2024 roku.